Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 3 Liga
Spotkanie pomiędzy FC Vikersonn UA a GLK zapowiadało się na wyrównane, ale już pierwsze minuty pokazały, że to goście będą dyktować warunki gry. GLK grali konsekwentnie z kontry, podczas gdy Vikersonn próbował ataków pozycyjnych. W praktyce jednak różnica w skuteczności okazała się kolosalna.
Już na początku Grabowski przejął piłkę w środku pola i wykończył akcję do pustej bramki. Chwilę później Dominiak wykorzystał zamieszanie w polu karnym i zrobiło się 0:2. Mimo prób gospodarzy, to goście byli groźniejsi – Grabowski po efektownym zwodzie podwyższył na 0:3. Dopiero Syrotiuk, trafiając z bliskiej odległości, pobudził kolegów do walki, ale odpowiedź Sawickiego po świetnym podaniu partnera znów zwiększyła przewagę GLK. Tuż przed przerwą Syrotiuk mocnym strzałem po ziemi zmniejszył straty na 2:4.
Po zmianie stron goście kontynuowali nękanie bramki rywali. Sawicki głową, a następnie Grabowski po ładnej wymianie podań, powiększyli prowadzenie do 2:6. Vikersonn jeszcze próbował – Vovk i Bondarenko zdobyli gole, zmieniając wynik na 4:6. Wtedy jednak wszystko się posypało. GLK rozstrzelało się na dobre – Sawicki i Grabowski trafiali na przemian, kompletnie rozbijając defensywę gospodarzy. Do listy strzelców dopisał się także Rozkres, ustalając rezultat na 4:12.
Zieloni zaprezentowali skuteczną, szybką grę z kontry, a duet Sawicki–Grabowski był nie do zatrzymania. Vikersonn miał swoje momenty, ale w drugiej połowie zabrakło im organizacji i koncentracji. To mogło się skończyć w tylko jeden sposób...
W meczu Rodziny Soprano z AGS można było spodziewać się wielu scenariuszy, ale na pewno nie wyniku 2:14. Owszem, to spotkanie lidera z drużyną z dolnych rejonów tabeli, jednak Rodzina w tym sezonie potrafiła pokazywać się z całkiem niezłej strony (jak choćby tydzień wcześniej). Tym razem jednak wszystko rozstrzygnęło się błyskawicznie. Obie ekipy przyjechały niemal bez zmian, ale AGS nie przeszkodziło to w pełnej dominacji. Już po 15 minutach było 6:1 i losy meczu zostały praktycznie przesądzone. Później opór rywali gasł z każdą minutą, a drużyny bardziej dogrywały spotkanie, niż rzeczywiście walczyły o wynik.
W pierwszym kwadransie – jak i w całym meczu – błyszczał duet Filip Motyczyński – Dominik Pikalski. Pierwszy zanotował aż 7 asyst i dorzucił gola, drugi trafił do siatki 8 razy i 3 razy asystował. To szalona statystyka, która sprawiła, że Filip wysunął się na prowadzenie w klasyfikacji asystentów, a Dominik – zarówno na liście strzelców, jak i w klasyfikacji kanadyjskiej. Jeden mecz całkowicie przewrócił wyścig o indywidualne nagrody.
Ciekawostką była decyzja Rodziny w drugiej połowie – zdecydowali się wystawić zawodnika z pola na bramkę. Co najdziwniejsze, Kacper Winsae nawet miał swoje okazje w ofensywie, ale gola nie zdobył. Cały pojedynek przebiegał jednak w przyjaznej atmosferze i mimo wysokiej porażki obyło się bez niepotrzebnych emocji.
Dzięki tej wygranej AGS w świetnych nastrojach szykuje się do meczu o mistrzostwo. Rodzinie Soprano pozostaje natomiast mecz o prestiż w ostatniej kolejce i próba zakończenia sezonu z uśmiechem.
Kto by pomyślał, że mecz ekip zamykających tabelę 3. Ligi może być tak ciekawy i przyjemny dla oka. Spotkanie to, mimo niewielkiego znaczenia, miało w sobie wszystko, co piłkarskie widowisko powinno zawierać – dużo akcji bramkowych, imponujące parady golkiperów i niesłabnące zaangażowanie zawodników.
Strzelanie rozpoczęli gospodarze. Po rzucie rożnym, podyktowanym po świetnej interwencji Saidzufara Firdavsiego przy „główce” Romana Dubitskiego, wstrzeloną w pole karne piłkę odbił przed siebie bramkarz Tadżyków. Futbolówka trafiła pod nogi Antosia Łahvińca, a ten wyłożył ją Vanickiemu, który otworzył wynik. Pięć minut później, po serii interwencji Leonida Isayenii i starań Matiego Musoeva, ten drugi w końcu znalazł drogę do siatki po niefortunnej obronie golkipera. Reszta pierwszej połowy upłynęła pod znakiem obijania obramowania bramki gości i niezliczonych prób jak najszybszego objęcia prowadzenia, czego jednak nie udało się dokonać przed przerwą.
Tempo meczu wcale nie spadło po zmianie stron – wręcz przeciwnie, rywalizacja zrobiła się jeszcze ciekawsza. Doczekaliśmy się tego, co „tygryski lubią najbardziej”, a więc goli. Do ponownego prowadzenia FC Pers posłużyli się rzutem rożnym, po którym na listę strzelców wpisał się waleczny Asad Oybekzoda.
Najintensywniejszy był okres między 35. a 41. minutą spotkania – w tym czasie padło aż sześć bramek. Po stronie gości udział mieli Kamol i Sharifjon Obidovowie oraz Musoev (który popisał się przepięknym podaniem nad linią obrony rywali asystującym przy trafieniu Kamola). W przypadku Ti:Exile punkty w klasyfikacji kanadyjskiej rozłożyli między siebie Łahviniec, Vanicki, Sudalenka oraz autor potężnego strzału, który dał Białorusinom prowadzenie 5:4 – Siarhiej Mikałajenka. Ostatnia bramka narodziła się z ofensywnej akcji gości, którzy całą drużyną ruszyli na połowę przeciwników w poszukiwaniu wyrównania. Podjęte ryzyko obróciło się jednak przeciwko nim – gospodarze przechwycili piłkę i wyprowadzili zabójczy kontratak na 6:4.
Rezultat nie uległ już zmianie i tym samym pierwsze punkty w letniej edycji Ligi Fanów dla Ti:Exile stały się faktem. Dzięki temu Białorusini zamienili się miejscami w tabeli z pozostawionym w pokonanym polu FC Pers.
Mecz pierwszego i trzeciego miejsca na kolejkę przed końcem sezonu. Dla liderów zwycięstwo oznaczało utrzymanie pozycji przed bezpośrednim starciem z depczącym im po piętach AGS. Porażka natomiast spychała ich na drugie miejsce. Defenders, nawet przy wygranej, pozostawaliby na 3. pozycji, ale znacząco wzmacniali swoją sytuację i przy korzystnym układzie mogli jeszcze włączyć się do walki o złoto. Scenariuszy było więc mnóstwo – i właśnie mieliśmy się przekonać, który z nich stanie się rzeczywistością.
Początek spotkania był bardzo ostrożny i nerwowy. Obie drużyny koncentrowały się na zabezpieczeniu tyłów, a klarownych sytuacji było jak na lekarstwo. Nawet gdy dochodziło do groźnych momentów, brakowało skuteczności. Dopiero stały fragment gry przyniósł przełom – w pierwszej połowie Dmytro Kuźmin precyzyjnym uderzeniem z rzutu wolnego ominął mur i trafił w bliższy róg, dając swojej drużynie cenne prowadzenie.
Po zmianie stron Niko szybko podwyższyli rezultat. Dwukrotnie błysnął duet Kuźmin–Pavlov: pierwszy asystował, drugi bezlitośnie wykańczał akcje. Defenders jednak nie złożyli broni – błyskawicznie odpowiedział Arkadiusz Radawiec, przywracając swojej ekipie nadzieję. Chwilę później Niko musieli grać w osłabieniu po żółtej kartce, lecz skutecznie bronili się w tym okresie. Defenders nie potrafili wykorzystać przewagi liczebnej, ale tuż po powrocie szóstego zawodnika rywali dopięli swego – Mateusz Gajda trafił i przewaga stopniała do zaledwie jednej bramki.
Ostatnie 10 minut zamieniły się w prawdziwy thriller. Defenders spróbowali przycisnąć, ale to Niko zadali decydujący cios – Vadym Churiukanov pewnym strzałem rozwiał wszelkie wątpliwości co do zwycięzcy. Końcówka była jeszcze bardziej szalona – w ostatnich trzech minutach obie drużyny zdobyły łącznie trzy gole, lecz wynik był już przesądzony. Ostatecznie 6:3 dla Niko.
FC Niko kontynuują swój niepokonany marsz i w najbliższym meczu z równie bezbłędnym w tym sezonie AGS rozstrzygną, kto sięgnie po złoto. Defenders natomiast powalczą z GLK o brąz – sytuacja wciąż jest w ich rękach, ale teraz liczy się już tylko zwycięstwo.







)
)
)
)
)
)