Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 6 Liga
Spotkanie FC Pers kontra FC Vikersonn II było zaległym z kolejki nr 4. Wówczas nie zostało rozegrane z powodu lekkiego niedomówienia, ale może i dobrze się stało, bo w niedzielę te ekipy rozegrały bardzo emocjonujące widowisko, w którym niczego nie brakowało. No i sam przebieg był dość niespodziewany, bo wszystko do pewnego momentu odbywało się na zasadzie dwóch bramek przewagi dla Vikersonna, po czym oponenci doprowadzali do remisu, potem znowu dwie bramki dla ekipy Ihora Makhlaia, znowu remis, itd. Początkowo najwięcej pozytywnego zamieszania w Vikersonnie robili Shokhruh Saidakhmedov oraz Daulet Niyazov, ale w drużynie Pers na wszystkie ich bramki fantastycznie odpowiadał Kamol Obidov. Przy stanie 4:4, ekipa Mati Musoeva miała dogodne okazje, by pierwszy raz wyjść na prowadzenie, ale ta sztuka się nie udała i to rywale zdobyli kolejne dwa gole. Wydawało się, że Persom nie udało się odrobić tych strat, lecz dla Kamola Obidova nie było rzeczy niemożliwych. Ten zawodnik grał jak z nut, zdobywał kolejne gole, a przy wyniku 6:6 popisał się fenomenalnym strzałem z przewrotki, dając swojej drużynie jedną bramkę przewagi. Vikersonn po raz pierwszy musiał w tym meczu gonić, lecz nie udało mu się odrobić strat, a w samej końcówce stracił jeszcze jedną bramkę i przegrał 6:8. Było to bardzo nietypowe spotkanie, które rozstrzygnął tak naprawdę jeden zawodnik. Kamol Obidov był tego dnia fenomenalny, aczkolwiek nie wolno zapominać o Matim Musoevie, który zaliczył aż pięć asyst. Ich postawa przyczyniła się do tego, że FC Pers wygrali swój pierwszy mecz w trwającym sezonie!
Konfrontacja między FC Patriot i Nagel była niezwykle istotna w kontekście układu górnej połowy tabeli 6.ligi. Obydwie ekipy były przed tą kolejką niepokonane i bardzo im zależało, by tę serię podtrzymać. Nagel musiał sobie jednak radzić bez jednego z dwóch kluczowych zawodników, czyli Maksimo Stesiuka. Patrioci nie mogli skorzystać z Mykyty Davydenko, ale nawet bez niego wydawali się tutaj faworytami. No i nie zawiedli, chociaż mecz był wyrównany i tak naprawdę różnie mógł się potoczyć. W pierwszej połowie więcej okazji mieli podopieczni Dmytro Bobyra, ale gdyby Dima Symonczuk wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem, to wynik do przerwy nie musiałby wyglądać 1:0 dla Patriot, tylko 0:1. W drugiej odsłonie obraz gry za bardzo się nie zmienił. Więcej posiadania miała ekipa z Ukrainy, lecz Nagel potrafił być groźny. Problem zawodników Radka Przybylskiego był taki, że nie potrafili wykorzystywać okazji w kluczowych momentach. Jedną z nich w finałowych 25 minutach miał choćby Tomasz Rębiewski, lecz świetnie zachował się bramkarz rywali. Jakby kłopotów Nagelowi było mało, to gola na 0:2 stracili grając w osłabieniu, po żółtej kartce dla Dimy Symonczuka. Przy takim rezultacie Nagel nie miał już nic do stracenia, należało powalczyć ze wszystkich sił o trafienie kontaktowe, lecz zamiast tego to rywale ukąsili po raz trzeci i spotkanie zakończyło się rezultatem 3:0. Patrioci troszkę wymęczyli ten sukces, lecz najważniejsze były punkty. Teraz to oni są liderem tabeli i będą chcieli tę pozycję zachować. Nagel przegrał z kolei bardzo ważną potyczkę i teraz musi rzucić wszystko co ma na Sokil. W przeciwnym wypadku pozostanie mu się zadowolić trzecim miejscem w tabeli.
W niedzielę o godzinie 17:00 rozegrała się batalia pomiędzy ekipami FC Vikersonn II i Sokila. Niestety, było to jednostronne widowisko. Goście zwyczajnie "przejechali się" po swoich rywalach, nie pozostawiając cienia wątpliwości, kto jest w tym meczu lepszy i kto zgarnie komplet punktów. Jak otwierać wynik meczu to w takim stylu, w jakim zrobił to Zakharii Mor - niesamowita bomba posłana prawie w samo okno bramki przeciwników, przez co Serhii Zaridze był zmuszony skapitulować. Czapki z głów! Mecz ten pomimo jednostronnego przebiegu był obfity w faule oraz kartki. Żadna z drużyn nie zamierzała odpuszczać i nie odstawiała nogi, przez co sędzia był zmuszony do dość częstego używania gwizdka oraz upominania obu stron. Cały zespół Sokila zagrał twardo, solidnie, przede wszystkim wymieniali dużo podań między sobą i zespołowo wypracowali aż 11 goli, co przy 2 bramkach Vikersonna jest zdecydowaną deklasacją. Nie bez powodu Sokil jest po 5 meczach niepokonany, przez co zapowiada nam się interesująca walka o mistrza 6 ligi pomiędzy Sokilem a Patriotem. W tym wszystkim warto jednak dodać, że dla Vikersonna był to drugi mecz tego dnia i chyba zmęczenie również odegrało tutaj niebagatelną rolę.
Mimo iż obie ekipy miały po trzy punkty na swoim koncie, faworytem wydawała się być drużyna gospodarzy - wszystkie trzy porażki odniosła z drużynami ze strefy medalowej. I zgodnie z oczekiwaniami FC Legion UA, wyszedł na prowadzenie po trafieniu Pavla Kremienishchuka. Później było dużej twardej gry w środku pola, którą drużyna gospodarzy tłamsiła atuty gości. Jednakże, pomimo tej fizyczności, obie strony miały dość dużo okazji. Pod koniec pierwszej połowy na 2:0 podwyższył najlepszy tego dnia na boisku Vlad Seniuk. Goście podrażnieni wynikiem i fizycznością spotkania weszli na drugą połowę bardzo zmotywowani. Dość szybko zdobyli bramkę kontaktową (trafienie Eryka Gumowskiego), jednak w kolejnych minutach nie byli w stanie wyrównać. FC Legion UA, ponownie zaczął grać twardo, czasem nawet na granicy faulu, odbierając atuty gościom. Dodatkowo, faworyci byli całkiem skuteczni w ataku i odskoczyli na - wydawałoby się - bezpieczny wynik 4:1. Wtedy jednak nastąpił zryw gości, dzięki strzałowi z dystansu Adriana Kanigowskiego - piłka po mocnym uderzeniu odbiła się od słupka i zrobiło 4:2. W 44 minucie, Eryk Gumowski postanowił być równie widowiskowy co kolega z drużyny i również strzelił sprzed pola karnego. Z bezpiecznej, trzybramkowej przewagi gospodarzy pozostała już tylko jedna bramka. Goście atakowali coraz mocniej, jednak jak często w takich przypadkach bywa - niestety bez happy endu. Ostatecznie sprawę wyjaśnił Vitalii Boichuk, mocnym uderzeniem na 5:3 z linii pola karnego.
Zarówno FC Pers jak i Warsaw Pistons przystępowali do tego spotkania uniesieni zwycięstwem w poprzednim meczu, z tym wyjątkiem, że ci pierwsi swoje odnieśli dwie godziny wcześniej, nadrabiając kolejkę z zeszłego tygodnia. Mimo możliwego zmęczenia to Persowie rozpoczęli spotkanie z wysokiego C, umiejętnie wykorzystując błędy indywidualne w szeregach Pistons. Po golu kontaktowym ponownie gracze w białych koszulkach zdominowali grę i było już 4:1. Przed przerwą gospodarze jednak się spięli i zmniejszyli straty do zaledwie jednego trafienia. W drugiej odsłonie najpierw drużyny strzeliły po jednej bramce, a wyjście na dwubramkowe prowadzenie Pers zostało zaprzepaszczone przez obronę rzutu karnego przez bramkarza Pistons. Po tej sytuacji rolę się odwróciły i to podopieczni Gustawa Kowalskiego przejęli inicjatywę. Na 5:5 wyrównał Tomasz Oskroba, a bramkę dającą końcowe zwycięstwo zanotował Konrad Czupryniewicz, który został wybrany MVP spotkania. FC Pers po raz czwarty w tym sezonie przegrywa spotkanie jedną bramką, za to Warsaw Pistons nie zaznali porażki już drugi tydzień z rzędu. Co prawda szans na podium już nie mają, ale dalej mogą bić się o TOP 4, co jeszcze nie tak dawno wydawało się przecież nierealne.







)
)
)
)
)
)
)
)