Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 3 Liga
Kiedy na boisko wychodzi lider oraz przedostatnia drużyna w tabeli możemy oczekiwać, że padnie bardzo dużo bramek. Nie inaczej było w spotkaniu Wilanowskie Wilki - FC Freedom. Typowy mecz bez historii, w którym jedna z ekip całkowicie zdominowała drugą. Początek pojedynku nie wskazywał na aż tak jednostronne widowisko, ale po golu z 8 minuty zdobytym przez Oleha Vasylenkę worek z bramkami się rozwiązał. Bardzo skuteczny był zwłaszcza Marcin Siwy, zdobywca hat-tricka w pierwszych 25 minutach. Dwa trafienia dorzucił również Viacheslav Lysenko, a jedno Boris Ostapenko i do przerwy gospodarze prowadzili 7:0. Druga połowa to kopia pierwszej. Faworyt kreował grę, tworzył składne akcje, częściej utrzymywał się przy futbolówce, a rywale próbowali im przeszkadzać. "Pary" starczyło im tylko na kilkadziesiąt sekund, bo gola na 8:0 zdobył Yakavinchuk. Moment później ten sam gracz ponownie pokonał bramkarza rywali. Do końca spotkania strzelali już dobrze nam znani z pierwszej połowy Boris Ostapenko, Viacheslav Lysenko oraz Marcin Siwy, co ostatecznie złożyło nam się na zasłużone zwycięstwo 13:0. W najbliższą niedzielę lider podejmie Old Eagles Koło i ten mecz na pewno nie będzie aż tak jednostronny. Gości czeka kolejna trudna przeprawa, bo tym razem przyjdzie im się zmierzyć z Awanturą Warszawa, czyli wiceliderem tabeli.
Mierzące się drużyny AFC Goodfallas i FC Kanonierzy tydzień temu wygrały swoje spotkania. Dla gości była to pierwsza wygrana w tym sezonie i chcąc odbić się od dna musieli wygrać z swoim rywalem, który jest bardzo blisko pierwszej trójki. Mecz rozpoczął się bardzo dobrze dla chłopaków z Ukrainy, którzy po upływie sześciu minut prowadzili już trzema bramki. Przewaga gospodarza była widoczna na całym boisku, lecz determinacja Kanonierów, którzy nie mieli zmienników popłaciła w końcówce pierwszej połowy, kiedy to dwu krotnie Łukasz Racis umieścił piłkę w siatce rywala i na przerwę schodziliśmy przy jedno bramkowej różnicy. Początek drugiej połowy rozpoczął się od szybkiego powiększenia prowadzenia gospodarza o kolejne jedno trafienie. Wciąż widoczna lepsza dyspozycja AFC została zachwiana w momencie otrzymania drugiej żółtej kartki przez tego samego zawodnika, przez co oglądał on resztę spotkania zza bocznej linii boiska. Grający w przewadze goście wykorzystali sytuację i zdołali pomniejszyć różnicę do jednej bramki, lecz brak sił i mądra gra w obronie rywala nie pozwoliły na zrównanie wyniku. Spotkanie zakończyło się różnicą jednej bramki, co przy grze bez zmian na tym poziomie można określić małym sukcesem. Dzięki wygranej gospodarze pozostali w grze o podium, a goście mają utrudnione wyjście z „czerwonej” strefy.
W niedzielny poranek Wierny Służewiec podejmował Smoczą Furiozę. Mecz zapowiadał się bardzo ciekawie, obie ekipy z czterema punktami zajmowały miejsca w dolnej części tabeli. Wierny Służewiec zaczął mecz spokojnie, czekając na rywala na własnej połowie. Smocza Furioza przejęła w takim wypadku prowadzenie gry i to przyniosło wymierny efekt, bo już w 2 minucie wynik otworzył Daniel Grzegory. Gospodarzom trudno było dojść do klarownej sytuacji pod świątynią rywala, a strzały z dystansu albo mijały bramkę, albo dobrze wyłapywał je bramkarz gości. Gdy w końcu udało się zagrać skuteczną klepkę brakowało szczęścia i centymetrów. W 13 minucie gospodarze w końcu wyrównują, a autorem gola jest Adrian Krzyżański, który sprytnym strzałem z przysłowiowego „Karola” pokonuje bramkarza rywali. Niestety po strzeleniu bramki gospodarze bardzo szybko tracą kolejnego gola. Stratę piłki w środku pola wykorzystuje Jan Nawotczyński. Do końca połowy rezultat już się nie zmienił i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 1-2. Po przerwie spotkanie otworzyło się i chwilę po rozpoczęciu to gospodarze wyrównują - Marcin Kowalski wykańcza akcję całego zespołu i mamy remis 2-2. W kolejnych minutach świetnie poczynali sobie goście, a ich akcje z minut na minutę były coraz groźniejsze. Smocza Furioza atakowała coraz śmielej i w 43 minucie na listę strzelców wpisał się Daniel Grzegory. Nie minęła nawet minuta, a Daniel wykorzystał podanie ze skrzydła od Janka Nawatczyńskiego i ponownie zapakował piłkę do siatki. Po upływie kolejnych 60 sekund było już 2-5. Gospodarze w niespełna 3 minuty stracili trzy bramki, co mocno podcięło im skrzydła i odebrało wiarę w zwycięstwo. W samej końcówce straty zmniejszył jeszcze Adam Żychliński, niestety rozprężenie w ostatnich dwóch minutach spowodowało utratę jeszcze dwóch bramek i mecz ostatecznie kończy się wygraną gości 3-7. Smocza Furioza zasłużenie wygrywa, dzięki czemu ucieka ze strefy spadkowej. Natomiast ekipa braci Kowalskich musi mocno wziąć się do pracy i zacząć regularnie punktować, by w dobry nastrojach zakończyć rundę jesienną i ze spokojem myśleć o przerwie zimowej.
Pierwsza połowa meczu Awantura I - Old Eagles przebiegała pod znakiem stałych fragmentów gry. Najpierw przy bramce na 1:0 Damian Sawicki, wykonując rzut rożny, wypatrzył niepilnowanego Mateusza Rozkresa. Później Paweł Lewandowski wyrównał mocnym uderzeniem po ziemi z rzutu wolnego. Natomiast Damian Sawicki zdobywając trafienie na 2:1 wykorzystał rzut karny. Oczywiście w międzyczasie były inne sytuacje, najczęściej dla dobrze dysponowanych zawodników z Koła - Michał Skalski miał szansę sam na sam, Sylwester Madej strzelał z ostrego kąta - jednak górą zawsze był golkiper gospodarzy. Pod koniec pierwszej połowy Awantura Warszawa I w końcu przełamała trend i zdobyła bramkę z gry - kontratak gospodarzy wykończył Sebastian Dydecki - 3:1. Gracze jeszcze dobrze nie wrócili na boisko a już byliśmy świadkami kolejnych akcji Old Eagles. Na ich nieszczęście Grzegorz Himkowski przeciął podanie i wykonał zabójczy kontratak na 4:1. Mogłoby się wydawać, że po takim starcie goście się poddadzą, ale nic bardziej mylnego! W imponujący sposób i w zaledwie kilka chwil zdobyli szybkie trzy bramki, doprowadzając do remisu 4:4! Mało tego, remis utrzymywał się aż do 41 minuty. W najważniejszych momentach zimną krew zachowali zawodnicy Awantury. Najpierw Damian Sawicki wykończył kontratak na 5:4 a po chwili Grzegorz Himkowski podwyższył na 6:4. Zdobytego prowadzenia gospodarze nie oddali już do końca spotkania. Old Eagles próbowali, grali otwarcie, jednak gospodarze mądrze i skutecznie kontratakowali. Goście walczyli, ale udało im się zdobyć tylko jedną bramkę w ciągu ostatnich 10 minut spotkania, które zakończyło się zwycięstwem Awantury 8:5. Apetyt zawodników z Koła z pewnością nie został zaspokojony, szczególnie że mieli swoje szanse - najlepszą z nich był mocny strzał Marcina Nałęcza, który odbił się od słupka bramki strzeżonej przez Piotra Białczaka.
Mecz ekip, które od początku sezonu prezentują się z bardzo dobrej strony. FC Ballers po 5 meczach mieli na swoim koncie 11 punktów. East Team natomiast po 6 pojedynkach zgromadził 10 oczek. Samo spotkanie stało na naprawdę wysokim poziomie z wieloma sytuacjami podbramkowymi z obu stron. Tak naprawdę to i gospodarze i goście mogli prowadzić już po kilkudziesięciu sekundach, ale albo byli nieskuteczni albo świetnie bronili bramkarze. Jako pierwsi gola zdobyli zawodnicy FC Ballers, a konkretnie Artiom Pastushyk. Kilka minut później na 2:0 podwyższył Vitaliy Gayduchik po podaniu Borisiuka. Gospodarze nie złożyli jednak broni i cały czas starali się atakować i zagrażać bramce strzeżonej przez Maksima Linnika. Po jednej z tych akcji gola zdobył Adilet Akkigarov. Ostatnie słowo przed przerwą należało jednak do gości a drugie trafienie w tym pojedynku zanotował Pastushyk. W drugich 25 minutach obraz gry wyglądał podobnie, z tym że zarysowała się nieco większa przewaga FC Ballers. Udokumentowaniem tego były gole strzelone przez Kiryla Fursau oraz Michała Karasia, którzy po dwa razy pokonywali Takundę Saidiego. Honoru East Teamu bronił Adilet Akkigarov, który dorzucił drugą bramkę, ale na nic więcej nie było stać ani jego, ani jego kolegów z drużyny i po bardzo emocjonującym meczu goście zwyciężają 7:2.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)