Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 10 Liga
Lider tabeli podejmuje w najbliższej kolejce ostatnią drużynę tabeli. Czy można coś innego napisać niż to, że FC Alliance wydają się pewniakiem w tym spotkaniu? - pisaliśmy przed niedzielnym meczem 11. kolejki. Niewiele więcej możemy napisać po tym spotkaniu, bo niewiele nas zaskoczyło. FC Alliance wciąż jest liderem, a Więcej Sprzętu Niż Talentu II wciąż zajmuje ostatnią lokatę. Co więcej, spotkanie było raczej jednostronne, choć nie we wszystkich jego fazach! Pierwsze minuty faktycznie należały do faworytów, którzy za sprawą Sawina i Borodina wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Później chwilowo inicjatywę przejęli zawodnicy WSNT2, ale nie na długo. Ich niewykorzystane okazje zemściły się w najgorszy możliwy sposób, Saltowskyi strzelił na 3:0 i 4:0, a chwilę przed przerwą błąd defensywy gości wykorzystał Sawin, podwyższając prowadzenie. Taki wynik nie dawał większych szans gościom przed drugą połową, ale walczyli dzielnie. Efektem tego były nawet dwie bramki. Najpierw trafił Wojtyczek, a dzięki Szeniawskiemu było 5:2. Podwójnie zmotywowani zawodnicy FC Alliance rozwiali nadzieje swoich rywali, zdobywając kolejne cztery bramki (korzystając na swoich umiejętnościach, ale i błędach defensywy gości). Wojtyczek zdołał się natomiast zrehabilitować za pechowego samobója, gdy trafił do siatki na 9:3. Niestety należy traktować to trafienie jako bramkę pocieszenia, ponieważ przy takim wyniku zakończył się mecz.
Brak jakichkolwiek wątpliwości swoim rywalom pozostawili także gracze rezerw Fuszerki. Walczący o mistrzostwo gospodarze podejmowali ekipę, która jest na przeciwnym biegunie ligowej tabeli i w tej chwili walczy o wyjście ze strefy spadkowej, zatem przed gośćmi było bardzo ciężkie zadanie. W pierwszej połowie nie było absolutnie widać dystansu, jaki dzieli obie ekipy w tabeli, a wręcz trzeba przyznać, że gracze z Wilanowa bardzo dobrze radzili sobie od pierwszych minut. Już przy samym rozpoczęciu spotkania stworzyli akcję, po której do bramki gospodarzy trafił Marcin Sieradzki. Przez kilkanaście minut bardzo dzielnie się bronili, a nadspodziewanie dobrze w ich bramce spisywał się Piotrek Kęska, który widywany był także jako gracz z pola. Do przerwy mieliśmy remis 1:1, a po zmianie stron, znów w pierwszych minutach gry, po raz kolejny zaskoczyli „Wilanowiacy”. Autorem gola na 1:2 był Karol Kowalski, a asystę przy tym trafieniu zanotował Piotrek Wdowiński. Kolejnych dziesięć minut to dużo walki w środku pola i mnóstwo nieskutecznych akcji po obu stronach, aż do momentu, gdy za grę na poważnie wziął się Michał Sidor. To jego dwie bramki, po podaniach Mateusza Nykiela oraz Kuby Lejmana otworzyły możliwość zwycięstwa w tym meczu, a Fuszerka II po raz pierwszy wyszła na prowadzenie. Nie oddała go do końca, a piorunujące trzy minuty, w których padały bramki na 3:2 / 4:2 / 5:2 pozbawiły gości marzeń o zwycięstwie w tym meczu. Autorami ostatnich dwóch trafień byli: Marek Malenka oraz Jakub Lejman, który nie zmarnował sytuacji wykreowanej przez Mateusza Nykiela. Fuszerka umacnia się na trzeciej pozycji w tabeli, a FC Warsaw Wilanów niestety nadal w strefie spadkowej.
Biorąc pod uwagę brak niespodzianek w poprzednich dwóch spotkaniach zadziwić może rezultat trzeciego spotkania 10 Ligi. Predica : FFK OLDBOYS II - te drużyny rozegrały swój mecz na Arenie Picassa o godzinie 19.30. Pochmurne niebo zwiastowało ciężkie warunki do gry ale ani pogoda ani tym bardziej obie ekipy nie zawiodły. Już w 6 minucie Taras Rudets uderzył pięknie po długim rogu bramki, po prostopadłym podaniu Wojtka Graczyka. Predica nie przejęła się straconą bramką i dalej próbowała konstruować swoje akcję. Już w 9 minucie Piotr Machniewicz przechwycił piłkę w środku pola i wyprzedzając na kilku metrów ostatniego obrońcę rywala strzelił sprytnie po krótkim rogu bramki przeciwnika . Czternasta minuta przyniosła nam rzut karny. Faulowany w polu karnym Maksym Kuzmeniuk, podszedł do niego i pewnie pokonał bramkarza Predici. Dzięki temu trafieniu drużyna FFK wyszła na prowadzenie. W 20 minucie, gospodarze wywalczyli rzut rożny. Gumula ładnie dośrodkował, a do główki najwyżej wyskoczył Miłosz Czernecki, który pewnym uderzeniem zdobył bramkę wyrównującą na 2-2 . Chwilkę później, bo zaledwie dwie minuty później ,ponownie do głosu doszedł Milosz Czernecki. Po samotnym rajdzie przez pół boiska wprost fenomenalnie uderzył po krótkim rogu bramki Oldboys, a zespół ze strefy spadkowej mógł ponownie cieszyć się objętym prowadzeniem 3-2. Trzy minuty później w 25 minucie, Milosz Czernecki ponownie uderza po krótkim rogu i ponownie zdobył bramkę, tym razem na 4-2 dla Predici. Tak kończy się pierwsza połowa spotkania. Na początku drugiej odsłony rywalizacji, podrażnieni takim obrotem spraw zawodnicy FFK Oldboys, wzięli się do roboty i dzięki zdecydowanemu i wysokiemu pressingowi zdobyli szybko bramkę kontaktową na 4-3. Tym razem Taras Rudets po samotnym zrywie z polowy boiska, minął bramkarza przeciwnika i pewnym strzałem wpakował piłkę do bramki. Jednak Predica nie zamierzała wypuścić takiego wyniku z rąk i w 30 minucie Miłosz Czernecki pewnie podał w uliczkę do Mateusza Górkiego, który spokojnym i pewnym strzałem zdobył bramkę na 5-3 dla swojej drużyny. W pewnym momencie z Predici delikatnie „zeszło powietrze” i przy coraz większym pressingu Oldboys’ów zaczęła co raz częściej tracić piłkę. Jedna z takich strat zaowocowała rzutem wolnym dla gości. Do piłki pewnym krokiem podszedł wtedy Marcin Kosson i pięknym strzałem z fałsza trafił do bramki rywala, dzięki czemu było już 5-4. Walka trwała w najlepsze, a obydwie drużyny nie odpuszczały. To jednak FFKOldboys zdołało zdobyć bramkę wyrównującą. W 46 minucie, po kolejnym indywidualnym przebłysku geniuszu, Maksym Kuzmeniuk zdołał pokonać bramkarza Predici. Podobno prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym jak zaczynają, ale jak kończą. Panu Kuzmeniuk’owi należy w takim wypadku pogratulować kapitalnego otwarcia spotkania jak i zarówno jego zakończenia. Dzięki niemu mecz zakończył się wynikiem 5-5.
Odnosząc się do wyżej wymienionego porzekadła należy wspomnieć także o rewanżu gospodarzy nad gośćmi, którzy triumfowali w pierwszej rundzie. Do spotkania pomiędzy dwoma drużynami z środka tabeli 10 ligi doszło późnym wieczorem na arenie Picassa. Przy sztucznym oświetleniu Borowiki II podejmowały nieco niżej ulokowane Wólczańskie Smoki. Sam początek spotkania lepiej zaczęła drużyna gości. Zaraz po pierwszym gwizdku rozpoczęli strzelanie w kierunki bramki Dominika Trzaskowskiego. Pomimo dobrego wejścia w pierwsze minuty spotkania, to Smoki w 4 minucie straciły pierwszego gola w tym meczu i to na dodatek samobójczego, kiedy to obrońca chcąc wybić piłkę na rzut rożny wkopał ja do własnej bramki. Na drugą bramkę nie musieliśmy zbyt długo czekać, bo w 7 minucie za sprawą duetu Piotrowski - Folc gospodarze prowadzili już 2:0. Prawie do końca pierwszej części spotkania oglądaliśmy dość wyrównana grę obydwu ekip w środku pola i wymianę cios za cios. Dopiero w 23 minucie po bardzo ładnej i koronkowej akcji udało się gościom skierować piłkę do bramki BOROWIKÓW. Ich szczęście nie trwało jednak zbyt długo. Minutę przed końcem pierwszej połowy bezpośrednim strzałem z rzutu rożnego Michał Miklaszewski ustalił wynik tej części gry na 3:1. Druga połowa wyglądała już zupełnie inaczej. Gospodarze nie dawali rozwinąć skrzydeł Smokom i po pięciu minutach powiększyli prowadzenie o kolejne dwa gole. Gościom tylko raz udało się pokonać bramkarza, kiedy to Krzysztof Roguski wykorzystał błąd podania i strzelił bramkę. Na minutę przed końcem wynik spotkania na 8:2 ustalił Mikołaj Staniew, który wykorzystał podanie od Bartka Folca, dając tym samym 5 zwycięstwo z rzędu Borowikom II.
Ustabilizowania swojej formy szukali także gracze Polskiego Drewna i Awantury Warszawa II - takim spotkaniem kończyły się rozgrywki na sektorze A, przy Arenie Picassa . Mecz zaczął się zauważalnym prowadzeniem drużyny Awantury i już w 5 minucie, po ładnym dryblingu faulowany został Sebastian Dydecki. Sędzia zdecydował się na podyktowanie rzutu wolnego, a poszkodowany zawodnik uderzył mocno w prawy róg bramki, otwierając wynik dla Awantury. Pięć minut później, w 12 minucie drużyna Drewna przeprowadziła kontratak. Maciej Zarod otrzymał fantastyczne, prostopadle podanie od Arkadiusza Dąbka i zamienił je na bramkę dającą wyrównanie . W 16 minucie natomiast Patryk Królak i Daniel Szadkowski zagrali w bardzo efektywny sposób akcję na jeden kontakt, po której pierwszy z wyżej wymienionych graczy zdołał zdobyć bramkę na 2-1 dla Awantury. Kibice czekali tylko 4 minuty na kolejną, wyrównującą bramkę. W 20 minucie Maciej Zarod po przechwycie w środkowej strefie boiska, wyszedł sam na sam z bramkarzem Awantury i nie zmarnował okazji, zdobywając gola. Dosłownie chwilę później, w 23 minucie mieliśmy kolejną zmianę wyniku. Tym razem w tym niebywałym kalejdoskopie wrażeń wziął udział Marcin Kabański, bramkarz Awantury, który ładnym podaniem, po grze na jeden kontakt uruchomił Patryka Królaka. Snajper bez problemu trafił do bramki rywala. Dzięki temu wydarzeniu, pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3:2. Druga odsłona tego spotkania nie odbiegała znacząco od swojej poprzedniczki. Start kolejnych 25 minut przyniósł nam od razu zmianę wyniku . Daniel Szadkowski zagrał prostopadłe podanie do Patryka Królaka a ten bez problemu pokonał bramkarza Polskiego Drewna. Chwilę później gospodarze grający w zielonych strojach zabrali się za odrabianie strat. Błażej Kowalski uruchomił penetrującym podaniem Piotra Kruszyńskiego, który bez problemu pokonał bramkarza Awantury, dzięki czemu udało mu się zdobyć bramkę kontaktowa na 4-3 . W 31 minucie spotkania Sebastian Dydecki popisał się natomiast pięknym dryblingiem w polu karnym, strzelając bramkę na 5-3 dla gości. Polskie Drewno długo nie czekało jednak na swoją okazje i już w 35 minucie zdobyło ponownie bramkę kontaktową. Maciej Zarod, po celnym podaniu od Piotra Kruszyńskiego zdołał umieścić futbolówkę w siatce, dzięki czemu mieliśmy już tylko 5-4. Po niedługim odstępie czasu Maciej Zarod zdołał zdobyć swoją 4 i jakże cenną bramkę, która dała wyrównanie . Polskie Drewno atakowało jednak raz za razem, nie poddając się, co przyniosło wymierny efekt w postaci ponownego wyjścia na prowadzenie w tym szalonym i pełnym emocji rollercoasterze. Krzysztof Gajos, po podaniu od Michała Wróbla, uderzył spokojnie po krótkim rogu i pokonał bramkarza Awantury. W tym momencie było już 6-5 dla „Drewna”. Awantura zdecydowała się jednak nie poprzestawać na samych laurach, czego efektem był cios zadany przez Patryka Królaka, który z pełnym spokojem wyrównał stan rywalizacji, po jednym ze swoich przechwytów. Radość jednak nie trwała zbyt długo. W 45 minucie gospodarze ponownie wyszli na prowadzenie . Piotr Kruszyński zdobył bramkę na 7-6, po pięknym podaniu Michała Wróbla. Mecz właściwie był już zakończony, ale ostatni zryw należał do gości. Adam Aleksandrowicz, po podaniu od wprost fenomenalnego tego dnia Królaka, nie dał żadnych szans bramkarzowi „Drewna”, dzięki czemu wyrównał stan rywalizacji, zamykając ten szalony mecz sprawiedliwym remisem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)