Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 3 Liga
Przed meczem TI: Exile kontra AGS trudno było znaleźć kogoś, kto postawiłby na nominalnych gospodarzy. Nie można było bowiem zapominać, że wszystkie ich dotychczasowe spotkania – choć przegrane – były bardzo wyrównane. Co więcej, przed tym starciem ich kapitan dopisał do składu aż trzech nowych zawodników. Jednego z nich kojarzyliśmy doskonale – Sasha Dovzhenok to gracz o naprawdę wysokich umiejętnościach, o czym przeciwnicy szybko się przekonali.
Początek meczu należał właśnie do TI:Exile, którzy stworzyli sobie lepsze sytuacje i zasłużenie prowadzili już po kilku minutach 2:0. Zastanawialiśmy się wtedy, kiedy AGS zorientuje się, że w tym meczu nie można czekać z odpowiedzią – bo za chwilę wynik może być na tyle niekorzystny, że nie będzie czego zbierać. I choć zajęło im to trochę czasu, to podopieczni Piotrka Zmysłowskiego wzięli się do roboty. Mimo to rywale nadal mieli przewagę. Prowadzili już 4:2, ale końcówka pierwszej połowy należała do faworytów, którzy odrobili dwa gole. Remis po 25 minutach gry może nie był szczytem ich marzeń, ale dawał solidne perspektywy na drugą część meczu.
No i faktycznie – AGS w końcu wyszedł na prowadzenie, ale wciąż nie mógł być niczego pewien. W pewnym momencie sam utrudnił sobie sytuację, gdy musiał grać w podwójnym osłabieniu. Udało się jednak przetrwać ten trudny okres i chociaż rywale zbliżyli się na odległość jednego gola, to w końcówce świetną robotę wykonał przede wszystkim Dominik Pikalski. Można było mu oddać piłkę i być pewnym, że wie, co z nią zrobić.
Finisz był bardzo nerwowy, ale wynik 7:6 dla AGS utrzymał się do ostatniego gwizdka. Zwycięzcy mogli odetchnąć z ulgą. Czy byli w tym meczu lepsi? Trudno powiedzieć. Według nas remis byłby sprawiedliwy, dlatego tym bardziej szkoda drużyny TI:Exile, która znów zagrała dobre spotkanie, a mimo to ponownie zakończyła mecz z pustymi rękami…
W potyczce FC Pers z FC Niko UA zdecydowanie nie zabrakło emocji – zarówno czysto sportowych, jak i tych „okołoboiskowych”. Początek spotkania nie przebiegał całkowicie po myśli lidera 3. Ligi, i to mimo objęcia szybkiego prowadzenia za sprawą Serhiego Avkhimovycha – zaledwie dwie minuty później kontra Tadżyków zakończyła się podaniem Vohidjona Usmonova do Kamola Obidova, i już mieliśmy wyrównanie. Próba przecięcia podania Vladyslava Voronova przez Anwara Abdulloeva na nieszczęście gospodarzy okazała się tak niefortunna, że piłka wpadła do siatki obok zdezorientowanego Firdavsiego. Jednakże FC Pers znów – po niespełna dwóch minutach gry – doprowadził do remisu, tym razem także po zabójczym kontrataku, który na gola zamienił Asad Oybekzoda. Na 3:2 do siatki trafił Kamol Obidov, po znakomitym przechwycie piłki przez Ermatova, lecz radość grających w białych trykotach zawodników nie trwała długo, bowiem podanie Vadima Churykanova wykorzystał z zimną krwią Voronov.
W drugiej odsłonie zmagań obraz gry zmienił się diametralnie – jakby do ukraińskiej ekipy w końcu dotarło, że mogą się otrzeć o stratę punktów. Goście, jak na pretendenta do złotego medalu przystało, zdominowali swoich rywali i nie pozwolili im już na żadne konkretniejsze podrygi. Mało tego – od tej pory wyłącznie gracze Niko znajdowali drogę do bramki. Całą tę imponującą serię rozpoczął Serhii Pavlov po płaskim dośrodkowaniu Viacheslava Tkachuka. W następnej kolejności swoją obecność na placu gry zaznaczali Avkhimovych, Ursu, Goncharenko, Churykanov i Voronov.
Jedyne, na co przez ten czas zdobyli się piłkarze FC Pers, to wyraźnie ostrzejsza gra, która nie przyniosła jednak drużynie żadnych wymiernych korzyści – a nawet zaowocowała niepożądaną żółtą kartką dla Usmonova. W ten sposób piłkarze FC Niko UA mogli cieszyć się z czwartej wygranej z rzędu, dzięki czemu umocnili się na pozycji lidera tabeli. Tak komfortowej sytuacji mogą im pozazdrościć gracze FC Pers, którym widmo strefy spadkowej coraz głębiej zagląda w oczy.
Biorąc pod uwagę, że mecze między Rodziną Soprano a GLK zawsze były wyrównane, z dużą nadzieją podchodziliśmy do ich kolejnej bezpośredniej potyczki. W zapowiedziach sugerowaliśmy, że bardziej kompaktowa i zdyscyplinowana gra GLK może przeważyć szalę zwycięstwa na ich korzyść – ale tego, co zobaczyliśmy na boisku, nikt się raczej nie spodziewał.
Już po kilku sekundach było 1:0 po trafieniu Sebastiana Dominika, co niejako ustawiło cały mecz. Zawodnicy Mateusza Rozkresa regularnie stwarzali sobie sytuacje bramkowe i bardzo szybko wypracowali trzybramkową przewagę – która mogła być jeszcze wyższa. Nic więc dziwnego, że byli na siebie źli po stracie gola, bo na chwilę gra się nieco wyrównała. Jednak szybko wszystko wróciło do normy, a normą w tym meczu była wyraźna przewaga GLK.
Na 4:1 z rzutu wolnego podwyższył Damian Sawicki, a później wszystko potoczyło się już z górki. GLK prowadziło na początku drugiej połowy 7:1 i dosłownie bawiło się na boisku. Rodzina Soprano wiedziała już, że niczego tutaj nie ugra i walczyła jedynie o honor. Problem polegał jednak na tym, że rywale nie tylko lubią zdobywać gole – oni po prostu nie odpuszczają. I to wszystko skończyło się bardzo wysokim wynikiem – aż 14:2.
Co ciekawe, był to już czwarty mecz w Lidze Letniej, w którym Krzysiek Kulibski nie zdobył bramki. Ale nawet gdyby się przełamał, nie miałoby to większego wpływu na wynik i trzy punkty. Rodzina Soprano ma wyraźne problemy – zarówno w grze, jak i z frekwencją. Brak podstawowego bramkarza oraz kilku innych zawodników mocno się na niej odbija. Rywale bez problemu to wykorzystali i wygrali mecz, który na pewno okazał się znacznie łatwiejszy, niż się spodziewali. Grzechem byłoby z takiej okazji nie skorzystać.
Tym samym GLK pozostaje w grze o medale, natomiast Rodzina Soprano – choć teoretycznie traci tylko cztery punkty do podium – z taką postawą o miejscu w top 3 nie ma co marzyć.
Mecz pomiędzy Defenders FC a FC Vikersonn UA miał przynieść odpowiedź na pytanie, czy goście są w stanie kontynuować swoją drogę ku czołówce tabeli, a gospodarze – czy potrafią wyciągnąć wnioski z wcześniejszych porażek. Odpowiedź? Obie drużyny pokazały się z dobrej strony, a remis wydaje się wynikiem, który najlepiej oddaje przebieg tego widowiska.
Początek spotkania należał do gości – Yevhen Syrotiuk wykorzystał świetne podanie od Mykyty Bodnarenki i już w pierwszych minutach wprowadził Vikersonn na prowadzenie. Defenders odpowiedzieli błyskawicznie – Konrad Dobrowolski przymierzył z rzutu wolnego i doprowadził do wyrównania. Przed przerwą jeszcze raz cieszyli się goście – tym razem do siatki trafił Paulo Furdui, ustalając wynik pierwszej połowy na 1:2.
Po przerwie emocje tylko rosły. Rafał Drążek wykorzystał błąd bramkarza i wyrównał na 2:2, dając swojej drużynie sygnał do ataku. Chwilę później Zurabi Saginadze mógł ponownie wyprowadzić Vikersonn na prowadzenie, ale z rzutu karnego trafił jedynie w słupek. Na szczęście dla jego zespołu niedługo potem skuteczny okazał się Ivan Chernukha, który ponownie dał gościom prowadzenie. Mecz toczył się w szalonym tempie – Defenders odpowiedzieli golem na 3:3, Vikersonn znów wyszli na prowadzenie 3:4, ale ostateczne słowo należało do gospodarzy. Bramka na 4:4 zamknęła to niezwykle intensywne spotkanie.
To było starcie pełne intensywności, zwrotów akcji i emocji od początku do końca. Obie ekipy zostawiły na boisku mnóstwo sił i choć żadna nie zgarnęła pełnej puli, to z pewnością mogą być zadowolone ze swojej postawy. Tutaj po prostu nikt nie zasłużył, by Arenę AWF opuścić z niczym.







)
)
)
)
)
)