Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 3 Liga
W meczu na szczycie trzeciej ligi mierzyły się ekipy Wilanowskich Wilków z East Teamem. Sytuacja na tym poziomie rozgrywek jest na tyle interesująca, że każdy mecz może decydować o przetasowaniu w tabeli poszczególnych ekip. Od początku obie drużyny chciały narzucić swój styl gry. Gospodarze starali się utrzymywać przy piłce i długo konstruowali swoje akcje ofensywne. Goście szczelnie w defensywie czekali na błędy rywali. Po przechwycie w środku pola Adilet Akkigarov znakomicie dostrzegł Zhalusana Kamantaya i ten z najbliższej odległości dał prowadzenie ekipie z Kazachstanu. Ekipa z Ukrainy jednak szybko wyrównała. Po składnej akcji piłkę na jeden kontakt wymienili ze sobą Borys Ostapenko i Oleh Vasylenko i ten drugi doprowadził do remisu. Od tego momentu lepiej dysponowani gospodarze dominowali i kwestią czasu były kolejne bramki. East Team próbował nadal realizować swoją taktykę, ale popełniał coraz więcej błędów indywidualnych co przełożyło się na dwa trafienia dla Wilanowskich Wilków. Od stanu 3:1 gospodarze szanowali piłkę i starali się jak najdłużej nią operować. Gdy wydawało się, że dwubramkową przewagą zakończy się pierwsza połowa stratę w środku boiska Borysa Ostapenko wykorzystał Adilet Akkigarov i po 25 minutach rywalizacji było 3:2. Po zmianie stron goście ruszyli, by odrabiać straty. Mieli kilka okazji, lecznie potrafili ich wykorzystać. Wilanowskie Wilki konsekwentnie dążyły do podwyższenia wyniku i udało się to po kolejnej zespołowej akcji. Przy wyniku 4:2 East Team musiał zaryzykować. Kolejne akcje nie dały jednak goli a na domiar złego po jednej z wydawało się niegroźnej akcji Maksym Yanchenko uprzedził interweniującego bramkarza i podwyższył rezultat na 5:2. Końcówka to kontrola wyniku przez gospodarzy i finalnie zdobyte trzy punkty. Goście mimo porażki nadal będą się liczyć w walce o czołowe lokaty i jeszcze tak naprawdę sporo w tej lidze może się wydarzyć.
W niedzielny poranek byliśmy świadkami bardzo interesującego spotkania pomiędzy FC Freedom a drużyną Wierny Służewiec. Oba zespoły w tym sezonie spisują się zdecydowanie poniżej swoich oczekiwań i zajmują miejsca w dolnej części tabeli 3 ligi. Od początku mecz był toczony na dużej intensywności, jednak mimo kilku dobrych sytuacji bramkowych żadna z drużyn nie potrafiła pokonać bramkarza rywali. Pierwszą skuteczną akcję przeprowadzili gospodarze, a konkretnie Edvard Vakhidov który w tym meczu pełnił rolę lotnego bramkarza. Po stracie bramki goście wzięli się do odrabiania strat. Bardzo szybko odpowiedzieli swoim trafieniem, którego autorem był Adrian Krzyżański. Mecz zdecydowanie się otworzył i już po kilku minutach byliśmy świadkami kolejnego gola dla gości. Akcję Adama Żychlińskiego ponownie wykończył Krzyżański i mieliśmy 1-2. Gospodarze wykorzystując bramkarza do rozgrywania piłki często wypracowywali sobie tym przewagę, jednak każda strata wiązała się z dużymi problemami w obronie. Właśnie po jednej z takich strat piłkę do pustej bramki skierował Piotr Gratkowski i mieliśmy 1-3. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy zawodnicy FC Freedom złapali kontakt, po rozegranym rzucie rożnym straty zmniejszył Vitaliy Kram. Po bardzo intensywnej pierwszej połowie na odpoczynek schodziliśmy przy wyniku 2-3. W drugiej odsłonie obraz gry się nie zmienił, grająca z bramkarzem ekipa gospodarzy atakowała, a zawodnicy gości dzielnie się bronili często wyprowadzając groźne kontrataki. W drugich 25 minutach Wierny Służewiec częściej zaczął wykorzystywać swojego napastnika, z którym starali się grać na przysłowiową ścianę. Tak taktyka świetnie się sprawdzała, bo Marcin Kowalski albo sam wykańczał akcje albo odgrywał piłkę do lepiej ustawionych partnerów. W ten sposób goście odskoczyli już na 5 bramek i warto zaznaczyć, że przy wszystkich swój udział miał starszy z braci Kowalskich. W końcowych minutach w grze zawodników ze Służewca wdarło się małe rozprężenie, co skutkowało stratą dwóch bramek. Mecz ostatecznie zasłużenie wygrywają goście 4-7, dzięki czemu zgarniają komplet punktów i odbijają się od strefy spadkowej. Rywalizacja w tabeli 3 ligi jest bardzo zacięta i każdej z ekip zależy na zdobyciu kompletu punktów, by na koniec rundy uzyskać jak najlepszą pozycję przed zimową przerwą.
Niezwykle istotne spotkanie drużyn z dołu tabeli oglądaliśmy w niedzielne południe na arenie AWFu. Smocza Furioza podejmowała Kanonierów, którzy jeszcze w tym sezonie nie zdobyli punktów i kolejna porażka stawiałaby w bardzo trudnej sytuacji ekipę Artura Baradzieja-Szczęśniaka. Gospodarze też nie mają komfortowej sytuacji i muszą szukać punktów w każdym meczu, by oddalić się od strefy spadkowej. Początek spotkania niezwykle intensywny i obie ekipy chciały narzucić własny styl gry. W drużynie gości zadebiutował Łukasz Racis i to on właśnie otworzył wynik spotkania. Smocza Furioza szybko chciała wyrównać, ale strzały z dystansu mijały bramkę rywali. Dopiero po jednej z akcji Aleksander Kuśnierz faulował w polu karnym i sędzia nie miał wyboru i wskazał na wapno. Do rzutu karnego podszedł Daniel Grzegorzy, ale pierwszy strzał odbił bramkarz i dopiero dobitka znalazła się w sieci. Kanonierzy jednak stratą bramki się nie podłamali i szybko ponownie prowadzili. Łukasz Racis po akcji z Marcelem Michem dali prowadzenie gościom i było 1:2. Generalnie przyjemnie się patrzyło na grę Kanonierów, którzy nareszcie mieli pomysł na mecz i skutecznie realizowali swoje założenia. Kolejne ataki z jednej i z drugiej strony dały po jednym golu i przy stanie 2:3 wydawało się, że pierwsza połowa nie przyniesie już bramek. Jednak w ostatnich sekundach znakomita centra w pole karne Dawida Chudzia została wykorzystana przez Marcela Micha i na odpoczynek ekipy schodziły z wynikiem 2:4. Po zmianie stron Smocza Furioza szybko strzeliła bramkę kontaktową. Ponownie Daniel Grzegorzy huknął z dystansu i nie dał szans bramkarzowi rywali. Kanonierzy tego dnia byli jednak zdecydowanie lepsi. Kolejne dwie bramki i wynik 3:6 stawiał gospodarzy w ciężkiej sytuacji. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 4:8 i to oznaczało że goście zdobyli pierwsze punkty w tym sezonie. Z kolei gospodarze muszą szukać "oczek" w kolejnych meczach, bo nadal są w gronie drużyn, które nie mogą spokojnie myśleć o pozostaniu w trzeciej lidze.
Spotkanie pomiędzy Awanturą Warszawa I i AFC Goodfellas to mecz drużyn mających aspiracje do gry na wyższym poziomie rozgrywkowym. Ostatnie dwa swoje spotkania gospodarze zakończyli zwycięstwem i to właśnie oni byli minimalnym faworytem w tym pojedynku. Początek meczu obydwie drużyny zaczęły bardzo spokojnie. W 8 minucie zawodnik gości otrzymał żółty kartonik i zespół gospodarzy przez trzy minuty grał z przewagą jednego gracza. Mimo kilku sytuacji bramkowych wynik w pierwszym kwadransie się nie zmienił i w protokole meczowym nadal widniały dwa zera. Chwilę później byliśmy w końcu świadkami premierowej bramki autorstwa zawodnika gospodarzy Damiana Sawickiego. Radość jego oraz kolegów z drużyny trwała tylko kilka minut, ponieważ w ostatnich fragmentach pierwszej połowy drugi bieg wrzucili zawodnicy gości i dwukrotnie pokonali bramkarza rywali. Na przerwę drużyny schodziły z jednobramkową przewagą zespołu AFC. Początek drugiej części spotkania to ponowna dominacja gości udokumentowana dwoma strzelonymi bramkami. Na te gole szybko odpowiedzieli gospodarze, którzy w ciągu dwóch minut zdobyli dwa trafienia zmniejszając stratę do jednej bramki. W 40 minucie dał o sobie znać Pawel Michaliuk, który bardzo ładnym strzałem z dystansu pokonał bramkarza rywali i wyprowadził swój zespół na dwubramkowe prowadzenie. Gospodarzy stać było tylko na jedno celne trafienie, które ostatecznie ustaliło wynik spotkania na 4:5. Dzięki zwycięstwu zespół AFC Goodfellas zrównał się punktowo z drużyną zajmującą najniższy stopień podium. Ekipa Awantury Warszawa I drugi raz w tym sezonie zeszła z boiska pokonana i przez tę porażkę przestała być liderem 3.ligi.
Na starcie z Old Eagles Koło gracze FC Ballers przybyli w nowych, efektownych strojach, ale stanowczo stwierdzili przed meczem, że koszulkami się meczu nie wygrywa i są w pełni zmobilizowani do walki o punkty. Na efekty nie czekaliśmy długo, gdyż od pierwszych minut goście byli stroną przeważającą. Po akcji kombinacyjnej z udziałem Dmitriego Borysiuka oraz Filipa Jankowskiego, piłkę do siatki skierował drugi z wymienionych graczy i mieliśmy 0:1. Po chwili Dmitriy ponownie brał udział przy trafieniu, tym razem samemu wcielając się w egzekutora, jego potężny strzał w długi róg był naprawdę przyjemny dla oka. Kiedy po golu Maksima Vrublewskiyego zrobiło się 0:3 wydawało się, że będzie to mecz do jednej bramki, jednak jeszcze przed przerwą sprytnym wykonaniem rzutu wolnego popisał się Piotrek Parol i pierwszą odsłonę zakończył wynik 1:3. Po zmianie stron ekipa FC Ballers nadal przeważała, co zostało udokumentowane trafieniami Maxa Narkevicha oraz Ariotma Pastushyka. „Orzełki” robiły co mogły, aby wrócić do gry i pojawiło się światełko w tunelu, gdy dośrodkowaną z rzutu rożnego piłkę do bramki skierował Michał Lewandowski, jednak odpowiedź gości była piorunująca. Będąc pod presją obrońcy, daleko przed polem karnym rywali, Filip Jankowski zdecydował się na strzał na bramkę. Piłka po jego uderzeniu poleciała w samo okienko bramki strzeżonej przez Janka Drabika – gol a’la „stadiony świata” dał gościom prowadzenie 2:6. Do końca spotkania „Ballersi” bezpiecznie trzymali rywali na dystans kilku bramek, by ostatecznie zakończyć mecz zwycięstwem 4:8. Bolesna nauczka dla doświadczonych „Orzełków”, natomiast FC Ballers dzięki kompletowi punktów wskakują na podium.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)