Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 5 Liga
Junak to w tej rundzie król remisów i gdyby przeciwko Miksturze mógł wziąć w ciemno 1 punkt, to prawdopodobnie zdecydowałby się na takie rozwiązanie. Choćby dlatego, że w niedzielę dość długo kompletował skład i istniały obawy, czy to spotkanie zacznie w komplecie. Ostatecznie udało się zebrać kadrę, ale to nie zmieniało faktu, że faworytem pozostawała Mikstura. Junak wiedział, że musi zadbać przede wszystkim o obronę i liczyć na to, że od czasu do czasu uda mu się wyprowadzić jakiś kontratak. Ta taktyka do pewnego momentu się sprawdzała, ale im dłużej trwał mecz, tym Mikstura układała sobie wynik i w drugiej połowie prowadziła nawet różnicą trzech goli. Mimo wszystko podopieczni Mateusza Jochemskiego musieli być czujni, zwłaszcza gdy w ich pole karne leciały długie i wysokie piłki, zagrywane przez bramkarza rywali lub jednego z obrońców. Takie okoliczności generowały panikę w obozie faworytów, a problemy miał zwłaszcza bramkarz Czarek Kubalski, który nie umiał wyczuć odpowiedniego momentu, kiedy wyjść do piłki a kiedy zostać na linii. Junak z tego korzystał i doszedł do stanu 4:5. Ale wtedy Mikstura dysponowała rzutem karnym i gdyby Rafał Jochemski zdobył gola, to dziś ten opis miałby zupełnie inny wydźwięk. Tyle że Andrzej Groszkowski kapitalnie wyczuł intencje strzelającego, co dodatkowo nakręciło Junaka, który w ostatnich minutach po kolejnej dalekiej wrzutce i zamieszaniu podbramkowym, zdobył gola na 5:5! Taki rezultat pozostał końcowym i co ciekawe – stanowił on powtórkę z rozrywki z rundy jesiennej, gdzie też padł identyczny wynik. Dla Mikstury to oczywiście strata dwóch punktów, bo ta drużyna miała w rękach wszystkie narzędzia, by doprowadzić mecz do szczęśliwego dla siebie finału. Zamiast tego strata do liderującego BJM Development wydaje się już nie do odrobienia i teraz trzeba się skupić na tym, by obronić miejsce na podium. Brawa z kolei dla Junaka, który mimo trudnej sytuacji kadrowej walczył do końca i los go za to wynagrodził. To ich trzeci mecz i trzeci remis w tej rundzie. I chociaż ten był wyjątkowo cenny, to muszą w końcu wrócić do wygrywania, bo na samych remisach ciężko będzie im obronić piątoligowy status.
Bulbez uchodził w tej rundzie za pogromcę faworytów. Potrafił pokonać liderujący BJM Development, jak również odprawić z kwitkiem Miksturę. A terminarz nie rozpieszcza ekipy Michała Rychlika i tym razem los postawił jej na drodze czwartą w tabeli Munję. Trudno było tutaj wskazać faworyta, chociaż Bulbez musiał sobie radzić bez MVP ostatniej serii Oliviera Wójcika i przede wszystkim bez charyzmatycznego Marcina Osowskiego. Munja miała z kolei dość wąski skład, natomiast bardzo solidny i była w tym meczu zespołem lepszym. Szybko wyrobiła sobie przewagę, jakkolwiek tuż przed przerwą trochę nerwowości w jej poczynania wprowadziło trafienie kontaktowe dla rywali. Kulminacyjny moment meczu miał z kolei miejsce na starcie drugiej części gry. Przy stanie 2:1 zawodnicy Bulbezu sugerowali, że Kacper Drozdowicz rozpoczynając swój rajd z piłką pomógł sobie ręką. Arbiter miał w tym temacie inne zdanie i puścił akcję, po której padło trafienie na 3:1. I gdy zawodnicy z Bemowa próbowali coś jeszcze wskórać u arbitra, Munja przeprowadziła kolejną akcję i momentalnie podwyższyła prowadzenie na 4:1. To tylko wzmogło pretensje przegrywających, którzy mimo iż było jeszcze 20 minut do końca spotkania, znaleźli już winnego swojej potencjalnej porażki. Na szczęście w porę się opamiętali i wrócili na właściwe tory, co poskutkowało bramką zmniejszającą dystans. Munja nie dała sobie jednak wydrzeć zwycięstwa i po końcówce, gdzie padły jeszcze dwa gole dla obydwu stron, mecz zakończył się wynikiem 5:3. I chociaż domyślamy się, że w obozie Bulbezu panowało pewne rozgoryczenie, to trzeba jasno powiedzieć, że nie wydaje się, iż sytuacja którą opisywaliśmy, miały kluczowy wpływ na wynik. Munja była po prostu zespołem lepszym i nawet jeśli założymy, że w tym konkretnym zdarzeniu miała trochę szczęścia (co nie stanowi wyroku przez piszącego te słowa), to zrobiła tutaj wystarczająco dużo, by zasłużyć na całą pulę. I Bulbez musi się z tym pogodzić, bo chyba sam jest świadomy, że to co zaprezentował w ostatnią niedzielę, nie było nawet w połowie tak dobre, jak to co grał jeszcze przed Świętami. I tutaj – a nie w sędzim – trzeba upatrywać głównego powodu ich pierwszej porażki w rundzie wiosennej.
Sportowe Zakapiory podejmowali na swoim terenie trzecią drużynę 5 ligi Lagę Warszawa. Dla gospodarzy każdy mecz to starcie o życie i nawet jeden punkcik może zrobić dużą różnicę jeżeli chodzi o ligowe być albo nie być. Laga Warszawa też potrzebuje punktów, aby awansować na wyższy szczebel rozgrywkowy. Czekało nas więc bardzo emocjonujące spotkanie. Początek meczu to szybkie 2-0 dla gości i wydawać się mogło, że chłopaki mają wszystko pod kontrolą. Nic bardziej mylnego. Zakapiory nie bez powodu grają pod taką a nie inną nazwą i szybko wzięli się do odrabiania strat. Występujący w tym meczu w roli golkipera napastnik Daniel Lasota zdobył piękną bramkę kontaktową. Zaczął rajd w swoim polu karnym, minął dwóch przeciwników i kropnął z całej siły z popularnego "Karola". Myśleliśmy, że gospodarze wjechali na dobre dla siebie tory, jednak Laga też nie próżnowała. Mecz walki trwał i to goście trafili na 3-1, lecz rywal ani myślał odpuszczać. W 16 minucie zdobyli bramkę kontaktową i walka trwała w najlepsze. Jeszcze w tej połowie obie ekipy miały po kilka okazji, jednak wynik spotkania nie uległ już zmianie. Druga połowa to huraganowe ataki i widać było że obie drużyny postawiły wszystko na jedną kartę. Lepiej z tej walki wyszła Laga Warszawa. Goście zdobyli bramkę na 4-2 i ponownie starali się kontrolować przebieg meczu. Zakapiory po raz trzeci nie odpuścili i kilka minut później zdobyli trafienie na 4-3. Niestety dla gospodarzy to było wszystko na co pozwolili im oponenci. Do końca spotkania tylko Laga zdobywała tutaj bramki. A wisienką na torcie można nazwać gola zdobytego przez Szymona Dudzika. Facet kątem oka zobaczył, że bramkarz gospodarzy wyszedł daleko przed pole karne i pięknym lobem spod swojej świątyni zanotował cudowne trafienie. Mecz zakończył się wynikiem 7-3 dla Lagi, która dzięki temu zwycięstwu nadal walczy o awans do wyższej ligi. Natomiast Sportowe Zakapiory muszą bardzo mocno bić się o każdy punkt, który wyciągnie ich z ligowego niebytu i pozwoli pozostać w 5 lidze w następnym sezonie.
Bartolini Pasta będąca gospodarzem spotkania grała przeciwko Sante. Oba zespoły zajmowały miejsca w dolnej części tabeli, a wygrana dla każdej z drużyn była na wagę złota. Spotkanie rozpoczęło się od szybko – bo już w 2 minucie - zdobytego gola przez Bartolini, którzy dyktowali tempo spotkania. Goście starali się zbliżyć pod bramkę rywala i wyrównać wynik, ale nie mieli za wiele argumentów. Ich oponenci narzucając swój styl coraz bardziej dominowali na boisku, tyle że nie potrafili powiększyć swojego dorobku. Dopiero na minutę przed końcem strzelec pierwszego gola Piotr Winek po raz drugi trafił do siatki, ustalając wynik do przerwy. Druga odsłona spotkania nie przyniosła większych zmian w grze po obu stronach, a wewnętrzna frustracja u zawodników gości nie pomagała. Gospodarze natomiast skrupulatnie powiększali swoje prowadzenie, a ostateczny cios w samej końcówce meczu zadał Michał Cholewiński ustalając wynik. Sante niestety nie zdołało zdobyć ani jednej bramki i ma osiem punktów straty do opuszczenia strefy spadkowej. Bartolini Pasta jest w dużo lepszej sytuacji. Awansowali z ósmej na szóstą pozycję i mają tylko dwa oczka do piątej drużyny w ligowej tabeli. Muszą jednak bardzo uważać na zespoły za sobą, gdyż różnica jest niewielka i wszystko może jeszcze się zmienić.
Bardzo jednostronną rywalizacją okazał się mecz FC Melange z BJM Development. Zdecydowanym faworytem tego spotkania byli goście, którzy przystępowali do tej rywalizacji w bardzo mocnym składzie personalnym. W FC Melange frekwencja nie dopisała, choć w początkowej fazie meczu nie miało to większego znaczenia. Egzekucja, bo tak można podsumować to spotkanie, rozpoczęła się już w pierwszych minutach, kiedy wynik otworzył Adam Rękawek. Goście rozluźnili się nieco w obronie, w efekcie czego gospodarzom dość szybko udało się odpowiedzieć, gdy po mocnym wystrzeleniu piłki w pole karne tor lotu futbolówki zmienił napastnik Melangu Łukasz Słowik. Niestety były to miłe złego początki i zarazem jedyny wyraźny przebłysk ze strony drużyny gospodarzy, bo goście szybko wrócili do pełnej kontroli na boisku. Po chwili Adam Rękawek dołożył drugie trafienie, a na 1:3 podwyższył Olivier Aleksander. Mimo pełnego skupienia w drużynie BJM Development humory zdecydowanie dopisywały i luźna atmosfera udzielała się zarówno piłkarzom na boisku, jak i całej ławce rezerwowych. Strzelecki festiwal w pierwszej połowie urządziła sobie dwójka napastników gości, zarówno Adam Rękawek jak i Olivier Aleksander dwójkowymi akcjami mijali całą obronę gospodarzy. Obaj panowie zaliczyli łącznie dziewięć trafień, a pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:11. Druga część meczu miała podobny przebieg co pierwsza i to goście punktowali, a FC Melange nie był już w stanie wykrzesać z siebie nic więcej. BJM dokładało kolejne trafienie śrubując końcowy wynik. Mecz zakończył się ostatecznie rezultatem 2:17, który bardzo celnie obrazuje to, co działo się na boisku. Zwycięstwo zawodnikom BJM Development przyszło łatwo i przyjemnie. Gościom dzięki wygranej udało się podwyższyć przewagę nad drugą drużyną w ligowej tabeli. FC Melange natomiast przegrywając to spotkanie spadł do strefy spadkowej. I już teraz musi wziąć się w garść i walczyć w kolejnych spotkaniach o komplet punktów, by na koniec sezonu spokojnie myśleć o utrzymaniu w lidze.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)