Sezon Lato 2024
Relacje meczowe: 3 Liga
East Team po remisie z Wiernym Służewcem chciał jak najszybciej wrócić na zwycięską ścieżkę. Wygrana pozwoliłaby na złapanie kontaktu z czołówką i gospodarze właśnie z takim nastawieniem przystąpili do rywalizacji z FC Freedom. Ekipa z Ukrainy jak na razie nie zachwyca i byliśmy ciekawi czy będzie w stanie powalczyć o pierwsze zwycięstwo w lidze. Od początku to właśnie gospodarze dominowali na boisku a w ofensywie wyróżniali się Adilet Akkigarov i Daulet Niyazov. Po akcjach tego duetu padły dwie pierwsze bramki. Po okresie dominacji graczy z Kazachstanu uaktywnili się zawodnicy z Ukrainy. Lepsza defensywa i wreszcie kilka składnych akcji zaowocowało bramką kontaktową. Maksim Abramau znalazł się na dogodnej pozycji i nie zmarnował swojej szansy. Do przerwy było 2:1 dla gospodarzy. Po zmianie stron Freedom starał się atakować, ale było sporo niedokładności w grze i ciężko było się przedrzeć przez szczelną obronę rywali. East Team dążył do podwyższenia wyniku i na przestrzeni pierwszych 10 minut drugiej połowy to się udało. Tym razem akcje kolegom kreował Adilet Akkigarov i gospodarze szybko odskoczyli rywalom. Cztery trafienia na przestrzeni kilku minut kompletnie zamknęły to spotkanie. Goście starali się walczyć do końca, ale stać ich tylko było na drugie trafienie. Dmytro Kivshar wykorzystał nieporozumienie bramkarza z obrońcą i ustalił wynik meczu na 6:2. East Team pewnie wygrywa i zdobywa cenne trzy punkty. To pozwoli dobić do czołówki ligowej tabeli i nadal liczyć się w walce o podium w tym sezonie. Freedom po kolejnej porażce chyba musi się skupić na utrzymaniu w lidze, bo jak na razie gra tego zespołu jest poniżej oczekiwań menedżera i zawodników tego teamu.
Drużynę Kanonierów czekał bardzo poważny sprawdzian, bo ich rywal - Awantura Warszawa - ma aspiracje do wywalczenia sobie miejsca na podium w tym sezonie, a ich porażka z zeszłego tygodnia na pewno tego celu nie ułatwiła. Niestety, ale Kanonierzy po raz kolejny mieli problem z zebraniem swojego najsilniejszego składu, co od początku meczu skrzętnie zaczęła wykorzystywać drużyna Awanturników. W krótkiej rozmowie na rozgrzewce Damian Sawicki powiedział, że mecz może być trudny, ale on sam chce zdobyć minimum 3 bramki. Cóż, 50% tego co powiedział popularny "Bąbel" znalazło swoje odzwierciedlenie już po 8 minutach. Sawicki w tym czasie skompletował Hat-tricka i już było wiadomo, że ten mecz raczej będzie spacerkiem dla jego drużyny. W pierwszej połowie goście zdobyli jeszcze 3 bramki. 0-6 do przerwy i brak perspektyw dla Kanonierów na odwrócenie losu spotkania. Druga część spotkania przyniosła nam kolejne bramki Damiana Sawickiego czy Sebastiana Dydeckiego. Kanonierom przy stanie 0-12 udało się zdobyć honorową bramkę, a po chwili pomocną dłoń gospodarzom wyciągnął Adam Aleksandrowicz który niefortunnie skierował piłkę do swojej bramki. Dwie bramki to było wszystko na co Kanonierów było stać w tym meczu, a Awanturnicy w końcówce jeszcze dołożyli 3 kolejne bramki. 2-15 jasno pokazuje, kto w tym meczu był lepszy i kto będzie walczyło mistrzostwo, a kto będzie bronił się przed spadkiem.
Arcyciekawe spotkanie miało miejsce w 3 lidze, gdzie zmierzyły się ze sobą zespoły AFC Goodfellas oraz Wilanowskie Wilki. Od samego początku meczu nie mogliśmy narzekać na nudę. Kilka minut po rozpoczęciu spotkania, został podyktowany rzut wolny dla drużyny gospodarzy. Do piłki podszedł Yaroslav Manzhalii i pokonał bramkarza Wilanowskich Wilków. Długo nie czekaliśmy na odpowiedź, bo Andrei Trukhan wyrównał stan rywalizacji. Gospodarze wyszli jeszcze na prowadzenie 3:1, ale Wilanowskie Wilki nie poddały się i przed gwizdkiem na przerwę, wyrównały stan rywalizacji. Wynik 3:3 idealnie oddawał emocje, które oglądaliśmy na boisku. Mecz toczył się w bardzo szybkim tempie, a dodatkowo, nie brakowało składnych akcji, pięknych strzałów oraz prób dryblingów. Zaskakiwało również to, że mimo, że obie drużyny nie odstawiały nóg, to sędzia nie miał zbyt wielu okazji do używania gwizdka, a między zespołami panował wzajemny szacunek. Po przerwie znów na prowadzenie wyszło AFC Goodfellas, a to za sprawą Manzhalliego, który dwukrotnie pokonał bramkarza rywali i skompletował hat-tricka. Wydawało się, że gospodarze mają już ten mecz pod kontrolą, ale Boiko Yegor i Borys Ostapenko byli innego zdania. Ta dwójka była odpowiedzialna za kreowanie oraz napędzanie ataków Wilanowskich Wilków. Yegor zaliczył 3 asysty, Ostapenko trafił dwukrotnie, a Humeniuk dołożył jedno trafienie i nieoczekiwanie to Wilanowskie Wilki wyszły na prowadzenie 5:6. Kiedy wydawało się, że wszystko już jasne, gospodarze wywalczyli rzut karny. Do piłki podszedł najlepszy tego dnia Yaroslav Manzhalii i doprowadził do remisu. Po arcyciekawym spotkaniu, wynik na tablicy wyników brzmiał 6:6 i tak naprawdę tylko oba zespoły wiedzą, ile ich kosztował ten zdobyty ogromnym trudem punkt.
Gracze Old Eagles Koło to weterani, a wręcz legendy Ligi Fanów i ich zdecydowanym atutem jest doświadczenie i zgranie. Tym razem ich przeciwnikami byli młodzi, ociekający zapałem do gry zawodnicy Smoczej Furiozy. Przed długi czas żadna ze stron nie była w stanie otworzyć wyniku spotkania, a genialnymi interwencjami popisywali się Sebastian Nowakowski oraz Michał Baranowski. Ten stan rzeczy zmienił się jednak po kwadransie gry, kiedy to po podaniu Mariusza Żywka pięknym strzałem z półwoleja w okienko popisał się Marcin Nałęcz. Mecz był wyrównany, z lekką przewagą w posiadaniu piłki przez gospodarzy. Kluczowa okazała się ostatnia minuta pierwszej odsłony. Najpierw po bardzo sprytnie rozegranym rzucie wolnym przez Olka Janiszewskiego, piłkę do siatki skierował Daniel Grzegory. Dosłownie chwilę później gracze „Smoków” przeprowadzili zabójczą kontrę i w ostatniej akcji tej części gry, po podaniu Łukasza Cieszyńskiego, rezultat pierwszej połowy na 1:2 ustalił, wpisując się po raz drugi na listę strzelców, Daniel Grzegory. Po zmianie stron nieco z niedowierzaniem obserwowaliśmy przebieg boiskowych wydarzeń. Dyktujący do tej pory, przez większość czasu, warunki gry „Orzełki” cofnęły się do głębokiej defensywy. Z kolei w szeregach gości dopalacze odpalił Olek Janiszewski. Jego dwie bramki z rzędu pozwoliły wyjść gościom na prowadzenie 1:4. Gospodarze zdołali skrócić dystans do stanu 2:4 po akcji Marcina Żywka, który celnie dograł do skutecznie wykańczającego akcję Sylwestra Madeja. Jednak o swoich atutach ofensywnych znów przypomniał Olek Janiszewski. Popularny „Olo” najpierw wykreował doskonałą sytuację dla Mateusza Kopra, a następnie dwukrotnie wpisał się na listę strzelców (2:6 i 2:7). Gospodarze zerwali się w samej końcówce, czego efektem była bramka Piotrka Parola oraz genialne trafienie w samo okienko Marcina Nałęcza w ostatniej minucie spotkania. Ostatecznie Old Eagles Koło ulegli 4:7 Smoczej Furiozie, a dla gości był to pierwszy komplet punktów w tym sezonie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)