Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 4 Liga
W niedzielny poranek na Grenady jako pierwsi do rywalizacji przystąpili gracze LTM Warsaw i Iglicy Warszawa. Gospodarze nie mieli tym razem tak dobrego składu jak zazwyczaj. Brakowało kilku podstawowych zawodników w tym bramkarza i miedzy słupami musiał z konieczności stanąć Irek Weber. Goście widać było, że zmobilizowali się na ostatnie starcie w rundzie i od samego początku meczu dominowali. Już w trzeciej minucie Daniel Szmańda huknął z dystansu i było 0:1. Nie minęło jeszcze dziesięć minut spotkania, a było już 0:3. LTM miał problemy w obronie i młodzi zawodnicy Iglicy łatwo dochodzili do sytuacji strzeleckich. Gdy padł gol na 0:4 wydawało się, że to spotkanie może się nawet skończyć pogromem. Jeszcze przed przerwą promyk nadziei dał Piotr Baran. Na tablicy wyników po 25 minutach rywalizacji było 1:4. Po zmianie stron i mobilizacji w szeregach gospodarzy zawodnicy LTMu ruszyli do ataku. Jednak goście potrafili skutecznie bronić i wyłączyli z gry napastnika Krzyśka Kulibskiego, który nie mógł znaleźć recepty na obronę przeciwników. Przy stanie 2:6 nagle Iglica spuściła z tonu. Jakby zadowolona z wyniku nie grała już tak konsekwentnie i to niestety się zemściło. Team Patryka Kostałkowicza poczuł, że można jeszcze odrobić straty i zaczął seryjnie strzelać bramki. Osiem minut i cztery bramki dały remis 6:6. W ostatniej akcji meczu Iglica miała piłkę na wagę trzech punktów, ale Michała Wszeborowski trafił w słupek i mecz zakończył się remisem. Brawa dla LTMu za walkę do końca i być może niezwykle cenny punkt w takich trudnych okolicznościach grając mocno osłabionym składem. Iglica zaś wypuściła kolejne punkty z rąk i szansę na zmniejszenie dystansu do rywali i długo zawodnicy tej ekipy nie dowierzali, że mecz skończył się podziałem punktów.
W ostatnią niedzielę przed zimową przerwą FC Popalone Styki podejmowały Virtualne Ń na arenie Picassa. Faworytem tego spotkania byli gospodarze, ale obydwa zespoły bardzo potrzebowały kompletu punktów, aby spokojnie przezimować w tabeli ligowej. Od pierwszych minut spotkania zawodnicy Popalonych Styków stosowali wysoki pressing, który utrudniał rywalom wychodzenie z własnej połowy. Wynik meczu został otwarty już w jego trzeciej minucie. Autorem bramki był Kamil Paszek, który wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. Jednak goście nie dali odskoczyć rywalom i zaledwie dwie minuty później doprowadzili do wyrównania stanu meczu po trafieniu Szymona Kolasy. Z minuty na minutę rosła przewaga gospodarzy, którzy ponownie coraz częściej zaczęli gościć w polu karnym rywala. W przeciągu czterech minut udało się im wyprowadzić dwa szybkie ciosy, które pozwoliły im wypracować przewagę. Została ona szybko zminimalizowana po drugim trafieniu Kolasy, który pozwoliło złapać kontakt z przeciwnikiem. Wynik do przerwy na 5:2 ustalił Kamil Paszek. Druga część spotkania przez pierwsze minuty toczyła się pod dyktando gospodarzy, którzy kontrolowali przebieg gry. W tym czasie powiększyli swoją przewagę do 7:2 pozbawiając rywali nadziei na osiągnięcie korzystnego rezultatu. Spokój i opanowanie pozwoliło gospodarzom na osiągnięcie rezultatu 9:4 na osiem minut przed końcem meczu. Od tego momentu w ich szeregach pojawiło się rozluźnienie, które z zimną krwią zaczął wykorzystywać Kolasa razem z kolegami z drużyny. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 9:7, ale nie wiemy co mogłoby być gdyby goście mieli jeszcze dodatkowe pięć minut na zmianę końcowego rezultatu.
Czwarta liga, 9 kolejka, a my mogliśmy oglądać spotkanie pomiędzy drużyną Radler Świętokrzyski, a Oldboys Derby. Atmosfera tego spotkania była wysoka, a początek meczu wyrównany, mogliśmy zobaczyć kilka groźnych sytuacji na zdobycie pierwszego gola z obydwu stron. Dobra gra bramkarzy skutecznie to powstrzymywała. Sztuka ta udała się w końcu zawodnikowi Oldboys Jackowi Pryjomskiemu. Wykorzystując podanie kolegi z drużyny pewnym strzałem posłał piłkę do bramki. Gol zdobyty przez Gości podziałał na drużynę Radlera jak płachta na byka i odpowiedzieli na niego kilkoma groźnymi akcjami, jednak nieskutecznymi. Za niewykorzystane okazje gospodarzy skutecznie po raz drugi ładnym strzałem z woleja ukarał Radlera ten sam zawodnik co poprzednio. Odpowiedzieli na to po otrząśnięciu się piłkarze przeciwnej drużyny doprowadzając do remisu i wynik do przerwy widniał 3:3. W drugiej połowie na właściwe tory wrócili piłkarze Gości, którzy musieli ten mecz wygrać żeby na koniec rundy utrzymać pozycje wicelidera. Zdobyli w tej odsłonie gry 4 bramki nie tracąc już ani jednej. Tym meczem udowodnili, że walka o awans jest dla Nich sprawą otwartą i jeżeli dalej będą prezentowali tak dobrą formę w kolejnej rundzie to mają ogromną szanse aby to osiągnąć.
Szalenie wyrównane spotkanie rozegrały między sobą ekipy Margerita Team oraz Awantura Warszawa. Obie drużyny nie popisały się frekwencją i wystawiły po zaledwie jednej zmianie. Dodatkowo w ekipie Margerity zabrakło kilku kluczowych zawodników, a w Awanturze nie dotarł nominalny bramkarz, przez co w rolę golkipera musiał wcielić się Patryk Dominiak. Mocno eksperymentalne składy przyczyniły się do dość nieśmiałej gry ofensywnej z jednej i drugiej strony. W efekcie pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, a widowisko skupiało się na walce w środkowej części boiska. Grzegorz Himkowski wraz z Sebastianem Dominiakiem wyprowadzili kilka groźnych akcji, ale defensywa Margerity zachowywała czujność, a i Bartosz Drzewucki stojący między słupkami bramki gospodarzy nie dał się zaskoczyć. Początek drugiej połowy nie przyniósł wyraźnej zmiany w obrazie gry, jednakże powoli rysowała się przewaga Awantury, która atakowała nieco śmielej. Napastnicy Margerity grali zbyt czytelnie i bez polotu i bardzo rzadko stwarzali klarowne sytuacje. Brakowało uderzeń z dystansu, a przede wszystkim celności, bo strzały w światło bramki można było policzyć na palcach jednej ręki, przez co golkiper Awantury nie miał zbyt dużo pracy tego wieczoru. Za to bramka dla gości wisiała w powietrzu. Najpierw Sebastian Dominiak oddał groźny strzał z dystansu, po chwili Grzegorz Himkowski strzelił w poprzeczkę. Nie minęły dwie minuty i Grzegorz w końcu przełamał niemoc strzelecką i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. W 40 minucie zawodnik ten podwyższył na 0:2, a już akcję później mogło być 0:3, ale ofiarną interwencją Bartosz Drzewucki uratował swój zespół. Gospodarzom zostało sporo czasu na dogonienie wyniku, niestety Margerita raziła koszmarną nieskutecznością i ostatnie słowo należało do Awantury. Dwie minuty przed końcem gola zdobył Sebastian Dominiak, chwilę później kropkę nad i postawił Grzegorz Himkowski. Awantura zasłużenie wygrała 0:4, dzięki czemu wydostała się ze strefy spadkowej. Dla Margerity przegrana jest wyjątkowo bolesna, bo z trzeciego miejsca w tabeli spadła na szóstą pozycję, ale tabela 4 ligi jest na tyle wyrównana, że drużyna ta już po dwóch kolejkach kolejnej rundy ma szansę wrócić na podium.
Nieco więcej spodziewaliśmy się po spotkaniu Wiernego Służewca z Byczkami Stare Babice. I o ile goście zaprezentowali się w tym meczu naprawdę dobrze, o tyle gospodarze zagrali znacznie poniżej oczekiwań. Dość napisać, że pierwsza bramka dla Byczków padła już w pierwszej minucie spotkania, a potem mecz dla teamu ze Starych Babic potoczył się jeszcze lepiej. Szybko objęli prowadzenie 0:3, a jeżeliby zliczyć wszystkie okazje jakie mieli, już po kilkunastu minutach spokojnie mogliby prowadzić i 0:7. Jednak goście marnowali swoje sytuacje, do których dochodzili nadzwyczaj łatwo. To też mogło doprowadzić do małego rozprężenia w szeregach Byczków, bo zamiast strzelać kolejne bramki, bramkę stracili. W dalszej fazie meczu obie ekipy trafiły jeszcze po razie i przy stanie 2:4 Wierny miał szansę na gola kontaktowego. Ta nie została wykorzystana, a co więcej, Byczki wyszły z kontrą i zamiast 3:4 mieliśmy 2:5. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. W drugiej części Byczki odskoczyły z wynikiem na 2:7 i było już pewne, że w takiej dyspozycji Wierny nie zdoła odrobić strat. Przewaga była już zbyt duża, a dodatku i tak więcej okazji wciąż miał team Kacpra Krzyta. Bardzo dobrze spisywał się duet Maciej Piasecki – Dawid Głowacki. Ten pierwszy zdobył trzy bramki i dwie asysty, drugi miał tyle samo asyst, ale zdobył aż pięć goli. Właśnie Dawid Głowacki przypieczętował zwycięstwo Byczków trafiając na 4:10, a chwilę później arbiter zagwizdał po raz ostatni w tym roku na Arenie Grenady.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)