Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 3 Liga
W meczu pierwszej kolejki 3. Ligi na Arenie Picassa zmierzyły się debiutująca w Lidze Fanów drużyna AGS oraz dobrze znany zespół GLK, który przed pierwszym gwizdkiem uchodził za faworyta tego starcia. Boiskowa rzeczywistość szybko jednak pokazała, że beniaminek nie zamierza być jedynie tłem wydarzeń.
Od pierwszych minut oglądaliśmy wyrównane i emocjonujące spotkanie. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli gospodarze – indywidualną akcją i precyzyjnym wykończeniem popisał się Dominik Pikalski, dając AGS prowadzenie. Odpowiedź GLK była natychmiastowa – kilka minut później ładnym uderzeniem wyrównał Marcin Rumianowski.
Pierwsza połowa mogła przynieść więcej bramek, jednak obaj bramkarze spisywali się bardzo dobrze. Gdy wydawało się, że zespoły zejdą do szatni przy remisie, indywidualnym zrywem popisał się Damian Sawicki i tuż przed przerwą dał GLK prowadzenie 2:1.
Po zmianie stron emocje tylko rosły. Piłkarze AGS szybko ruszyli do ataku i wyrównali po akcji duetu Łuba–Pikalski, a chwilę później ta sama dwójka zapewniła gospodarzom prowadzenie 3:2. Warto zaznaczyć, że było to już trzecie trafienie Pikalskiego w tym meczu. Na tym nie koniec – chwilę później Damian Kucharczyk podwyższył wynik na 4:2. GLK nie zamierzało jednak składać broni. Najpierw kontaktową bramkę zdobył Sebastian Dominiak, a w końcówce po raz drugi na listę strzelców wpisał się Rumianowski, ustalając wynik meczu na 4:4.
To było prawdziwe widowisko – pełne zwrotów akcji i indywidualnych popisów. Remis można uznać za sprawiedliwy, choć drużyna AGS z pewnością może czuć lekki niedosyt po wypuszczeniu dwubramkowej przewagi. Niemniej jednak beniaminek pokazał się z bardzo dobrej strony i udowodnił, że może jeszcze sporo namieszać w 3. lidze.
Ta konfrontacja zapowiadała się na bardzo wyrównaną, ale po ostatnim gwizdku to FC Niko UA mogli cieszyć się z wyraźnego zwycięstwa. I to mimo faktu, że to Vikersonn lepiej rozpoczął mecz – Danylo Kononchuk wykorzystał świetne podanie Zurabiego Saginadze i już w 4. minucie dał gospodarzom prowadzenie 1:0. Niestety, były to jedyne dobre wieści dla ich zespołu.
Goście szybko uporządkowali grę, a show rozpoczął Vladyslav Voronov. Najpierw doprowadził do wyrównania, a chwilę później Vadim Churukonov wykończył składną akcję, wyprowadzając FC Niko UA na prowadzenie 1:2. Jeszcze przed przerwą Voronov pewnie wykorzystał rzut karny, ustalając wynik pierwszej połowy na 1:3. Warto dodać, że dzięki kilku świetnym interwencjom bramkarza Vikersonn, strata nie była jeszcze wyższa.
Po zmianie stron tempo nieco spadło – gra toczyła się głównie w środku pola, a dogodnych okazji było mniej. Mimo to Voronov raz jeszcze znalazł sposób na defensywę gospodarzy – jego pierwszy strzał został obroniony, ale przy dobitce był już bezbłędny. Wynik spotkania ustalił Oleksandr Targomin, finalizując szybki kontratak i pieczętując wygraną 1:5.
Vladyslav Voronov był bez wątpienia postacią numer jeden tego meczu – hat-trick, świetne wyczucie sytuacji i ogromny wpływ na ofensywną grę drużyny. Jeśli utrzyma taką formę, FC Niko UA mogą sporo namieszać w tej edycji wakacyjnych rozgrywek.
Już same nazwy drużyn zapowiadały starcie pełne emocji. FC Pers i Rodzina Soprano to zespoły znane z waleczności, nieustępliwości, silnych charakterów i ognistego temperamentu, który niekiedy prowadzi do spięć. Tym razem jednak początek meczu był zaskakująco spokojny.
Zawodnicy Persa szybko objęli prowadzenie, strzelając dwa gole, ale już w 9. minucie na tablicy widniał remis 2:2. Od tego momentu napięcie zaczęło rosnąć – pojawiło się więcej starć i dyskusji, jednak nikt nie przekroczył granicy. Skupmy się więc na samym futbolu.
W drużynie z Tadżykistanu błyszczał Kamol Obidov, autor hat-tricka. Waleczny, nieustannie ciągnął grę do przodu – czasem aż za bardzo, co kończyło się niepotrzebnymi faulami. W barwach Soprano odpowiedział Bartosz Lewczuk, również zdobywca trzech bramek. W grze zespołu wyróżniali się także Krzysztof Kulibski i Bartosz Krajewski – ten drugi wrócił do składu po dłuższej przerwie i od razu przypomniał, jak ważną jest postacią w ofensywie.
Przez 43 minuty oglądaliśmy wyrównane, zacięte widowisko, ale prawdziwa eksplozja emocji nastąpiła w końcówce. W ostatnich sześciu minutach padły aż cztery gole. Więcej zimnej krwi zachowali zawodnicy Rodziny Soprano, którzy przechylili szalę na swoją korzyść i sięgnęli po komplet punktów.
Dla Soprano to bardzo cenna wygrana – sezon jest krótki, a każdy punkt ma ogromne znaczenie. FC Pers nie powinien jednak spuszczać głowy – pokazali ofensywny potencjał i już w kolejnym meczu mogą powalczyć o poprawę swojej pozycji w tabeli.
O zespole Defenders FC słyszeliśmy sporo dobrego, natomiast dopiero wraz z pierwszym gwizdkiem w ich inauguracyjnym meczu w Lidze Fanów mogliśmy zacząć wyciągać jakiekolwiek wnioski. Ich premierowym rywalem w naszych rozgrywkach było TI:Exile. Sama nazwa może niewiele mówić, ale dużo więcej mówi „Team Ivulin”, bo właśnie pod taką nazwą grali w zeszłym sezonie i spisywali się naprawdę dobrze. Antoś Łahviniec i spółka to drużyna bardzo solidna, choć przed meczem mieli pewne problemy kadrowe — kapitan musiał dopisać aż trzech nowych zawodników. Co prawda dwóch z nich dobrze kojarzyliśmy z poprzednich występów w tej ekipie, ale mimo wszystko było to małe zaskoczenie.
I kto wie, czy to zamieszanie ze składem nie wpłynęło negatywnie na nominalnych gości, bo już po pięciu minutach przegrywali 0:2. Było w tym trochę pecha — pierwszego gola wbili sobie sami, a potem źle ustawili mur i odsłonili rywalowi praktycznie pół bramki. Faktem jest jednak, że trzeba było wziąć się do roboty. Udało się to częściowo — dawny Team Ivulin zanotował trafienie kontaktowe, ale rywale jeszcze przed przerwą wrócili do dwubramkowego prowadzenia.
Mimo to ekipa Defenders w żadnym razie nie mogła pomyśleć, że mają mecz już wygrany. Z każdą minutą gra stawała się coraz bardziej wyrównana, a druga połowa to już dominacja TI:Exile. Chłopaki przejęli inicjatywę i skutecznie, metodycznie, krok po kroku zaczęli dobierać się do skóry przeciwnikom. Efektem były dwa gole z rzędu, które zmieniły wynik na 3:3 — a goście chcieli więcej.
Defenders ograniczali się już głównie do obrony i kontrataków. Po jednej z takich kontr mogli nawet zdobyć bramkę, ale świetnie interweniował Leonid Isayenia. Co nie udało się wtedy, udało się chwilę później — na strzał zdecydował się Illia Dehoda, piłka przełamała palce bramkarzowi i Defenders mogli odetchnąć. Bardzo potrzebowali tego gola i choć rywale nadal nie ustawali w atakach, to z zupełnie inną wiarą podchodzi się do obrony wyniku, gdy znów prowadzi się i ma się świeżo strzeloną bramkę na koncie.
W polu karnym Defenders bywało jeszcze groźnie, ale ostatecznie debiutanci w Lidze Fanów nie tylko nie stracili już gola, lecz trafieniem na 5:3 postawili stempel na swoim zwycięstwie. Wygranej, która musi cieszyć, bo przeciwnik był po prostu na bardzo zbliżonym poziomie. Ten mecz potwierdził nasze przypuszczenia, że triumfatorzy to zespół naprawdę solidny, w którym nie ma słabych punktów — nawet gracze z ławki dali sporo jakości.
Co do przegranych — szkoda pierwszej połowy. Bo gdyby cały mecz zagrali tak, jak finałowe 25 minut, to kto wie, czy to nie o nich dziś pisalibyśmy w samych superlatywach.







)
)
)
)
)
)