Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 3 Liga
Ciekawe spotkanie oglądaliśmy w niedzielne południe w meczu pomiędzy Freedom a FC Ballers. Trudno było wskazać jednoznacznego faworyta tego spotkania, zwłaszcza, że w obu ekipach doszło do zmian kadrowych. Początek meczu potwierdził nam to, co przypuszczaliśmy i zarówno jedna jak i druga drużyna postawiła trudne warunki swoim oponentom. Na prowadzenie udało się wyjść gospodarzom, którzy za sprawą Mytro Kivshara zdobyli swoją pierwszą bramkę. Bardzo dobre spotkanie w ekipie gospodarzy rozgrywał bramkarz Oleksandr Hrytsak, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą prowadzenia. Ballersom jednak udało się w końcu pokonać bramkarza rywali, a w następnej akcji goście już prowadzili 2:1 i takim rezultatem skończyła się pierwsza odsłona meczu. Druga połowa zaczęła się od świetnie uderzonej piłki z rzutu wolnego przez Serghii Yakovliuka i znów stan rywalizacji się wyrównał. Ostatnie słowo należało jednak do Ballersów, a dokładnie Maxa Narkevicha, który błyskawicznie odpowiedział na straconą bramkę po raz kolejny wyprowadzając swój zespół na prowadzenie, którego Ballers już nie oddali do ostatniego gwizdka sędziego.
Przed tym trzecioligowym spotkanie mieliśmy duże nadzieje, radosna i spontaniczna gra AFC Goodfells kontra Old Eagle Koło a więc rutyna, doświadczenie i cierpliwość. Początek meczu dość zaskakujący, gospodarze po pięknym strzale w okienko wyszli na prowadzenie. Kolejne minuty to niedokładna i rwana gra. Szybka odpowiedź Żywka, by po chwili w klasycznej grze na ścianę Orzełki wyszły na prowadzenie. AFC niemal strzeliło swojaka, ale uchroniła ich poprzeczka. Ich rywale po wypracowaniu przewagi grali z głową, spokojnie, nie forsowali ataków i szanowali piłkę. Orzełki prowadziły różnicą dwóch bramek, ale stracili to prowadzenie i na przerwę schodzili z wynikiem remisowym. Tym bardziej to boli, ponieważ mogli prowadzić już 4:2, ale karnego obronił Zaiachuk. Do przerwy remis 3:3. Po zmianie stron bardzo ostra gra, szukanie konfliktów, mało piłki, tylko szarpane i nerwowe ataki, czego dowodem były aż cztery kary. Bramki padały raz ze strony Goodfellas, raz Old Eagles, więc wynik do końca nie był rozstrzygnięty. Po nagannym zachowaniu jednego z gospodarzy w stosunku do arbitra tego spotkania i niepotrzebnych nerwach mecz został zakończony. Ostateczny wynik to 4:6, Orzełki pisząc wprost przepchnęli ten mecz, bo były szanse na to, że wynik równie dobrze mógł zakończyć się sukcesem gospodarzy. Sportowo wyróżnił się u gospodarzy bramkarz Zaiachuk, natomiast w zespole gości napastnik, Piotr Parol.
W trzeciej lidze dużo więcej emocji spodziewaliśmy się po spotkaniu Wilanowskich Wilków z Kanonierami. Jednak patrząc na skład jakim dysponował Artur Baradziej- Szczęśniak wiedzieliśmy że będzie niezwykle ciężko o punkty w tym spotkaniu. Początek to szybka żółta kartka dla Adama Wiśniewskiego za bezmyślny faul na zawodniku rywali. Okres przewagi to szybkie trafienie gospodarzy i worek z bramkami rozwiązał się na dobre. Kanonierzy mamy wrażenie, że przegrali ten mecz już przed pierwszym gwizdkiem, bo widać było brak wiary w to, że można nawiązać walkę z Wilkami. Szczególnie aktywni ofensywie byli Borys Ostapenko i Maksym Yanchenko. To oni swoimi indywidualnymi umiejętnościami potrafili rozmontowywać defensywę gości. Gdy na boisku pojawił się Marcin Siwy, to praktycznie każda piłka była do niego kierowana a napastnik Wilków wykorzystywał seryjnie swoje sytuacje. Do przerwy było 10:0 i próżno było szukać jakiegoś zwrotu akcji w drugich 25 minutach. Kanonierzy mieli trochę szczęścia bo mający żółtą kartę Adam Wiśniewski mógł dostać drugie żółtko, ale sędzia postanowił dać mu szansę i słownie tylko upomniał zawodnika gości. Wilanowskie Wilki mając znakomity wynik nie dążyli już do ataków za wszelką cenę. Swoich najlepszych zawodników pozostawili na rezerwie i tak naprawdę zmiennicy też pokazali że mają dużo piłkarskiej jakości. Mecz zakończył się wynikiem 14:1 a honorowe trafienie dla Kanonierów zaliczył Dawid Chudź. Goście muszą w kolejnych meczach wziąć się w garść, bo problemy kadrowe swoją drogą ale według nas najbardziej szwankuje mentalność. Wilanowskie Wilki natomiast patrząc na ich grę będą faworytami do czołowych lokat w tym sezonie.
W tym spotkaniu faworytem raczej pozostawała Awantura Warszawa. Wierny Służewiec przed spotkaniem miał spore problemy kadrowe, bo aż 7 zawodników nie mogło wystąpić pierwszej kolejce. Mimo to gospodarze nie wyglądali aż tak źle jakby można było się spodziewać. Oczywiście Awantura miała przewagę, Wierny został zepchnięty do obrony, ale z sytuacji tworzonych przez gości niewiele wynikało. Co więcej, to Wierny wyszedł na prowadzenie po golu Marcina Kowalskiego z rzutu wolnego i to właściwie był… pierwszy celny strzał ekipy ze Służewca w tym meczu. A parę dobrych minut już minęło. Jednak niedługo cieszyli się oni z tego prowadzenia. Chwilę później popełnili kosztowny błąd w obronie, który bezlitośnie wykorzystał Anass El Ansari. Do przerwy mieliśmy 1:1, z przebiegu meczu ze wskazaniem na Awanturę. Dobrze pamiętaliśmy, że Awantura rozgrywa lepsze drugie części, więc można było się spodziewać, że z każdą minutą będzie podkręcała tempo, szczególnie że Wierny dysponował tego dnia tylko jedną zmianą. Być może stąd pojawiły się w drugiej części błędy w obronie, które de facto kosztowały Wiernego punkty. Pierwszy z nich wykorzystał Arkadiusz Kibler i Awantura objęła prowadzenie. W tym momencie mecz był jeszcze w miarę wyrównany, a Wiernemu starczyło sił, by jeszcze nawiązać walkę. Świetną akcję przeprowadził Marcin Kowalski z Adamem Żychlińskim i ten ostatni mocnym strzałem pokonał bramkarza, dając nadzieję na korzystny rezultat. Te jednak rozwiał Damian Sawicki, popisując się świetnym wolejem dobijając odbitą przez bramkarza piłkę. Dwie kolejne bramki to już dwa kardynalne błędy Wiernego w rozegraniu w defensywie, które właściwie zakończyły to spotkanie. Wygrana Awantury nie podlegała już dyskusji, a gol Grzegorza Himkowskiego na 2:6 tylko przypieczętował pierwsze zwycięstwo Awantury. Goście dobrze rozpoczynają rywalizację w 3 lidze, gospodarze muszą mocniej się zmobilizować, bo dość szybko może im pozostać tylko walka o utrzymanie.
Spotkanie rozegrane o godzinie 16:00 przy arenie AWF było niestety bardzo mocno jednostronnym pojedynkiem. Drużyna East Team jako gospodarz podejmowała na swoim terenie Smoczą Furiozę. Już w 4 minucie gospodarze pokazali na co ich stać i po pięknej szybkiej " klepce" wyszli na prowadzenie 1-0. Panowie Piłkarze Adilet Akkigarov i Zhasulan Kamantay oraz reszta ekipy East Team mieli tego dnia chęć pokazać kto rządzi na boisku i tak też uczynili. Co chwilę atakowali bramkę gości, którzy niestety w żaden sposób nie byli w stanie się "wschodniej sile" przeciwstawić. Do końca pierwszej połowy gospodarze bez problemów zdobyli 4 bramki i z takim wynikiem obie ekipy udały się na przerwę. Druga połowa to niestety jeszcze większa dominacja East Team. Znowu huraganowe ataki, znowu duet Akkigarov-Kamantay robił ostre zamieszanie w szeregach gości. Smocza Furioza co prawda zdobyła bramkę na 1-6 w 35 minucie, ale to było wszystko na co im pozwolili gospodarze. Mecz zakończył się wynikiem 11-1 dla East Team. Pomimo, że odbyła się dopiero pierwsza kolejka, można na spokojnie drużynę East Team stawiać w roli faworyta do awansu do wyższej klasy rozgrywkowej.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)