Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 4 Liga
Po zeszłotygodniowej nieudanej pogoni za rywalem w wykonaniu pierwszego zespołu OldBoys Derby, drużynie żółto-czerwonych przyszło się zmierzyć z liderującym FFK Oldboys. Na papierze faworyt był tylko jeden, mimo tego ogrom boiskowego doświadczenia mógł wskazywać na niezwykle zajmujące i interesujące spotkanie, którego rezultat nie był aż tak oczywisty jak mogłoby się zdawać. Po wzajemnym badaniu się przez obydwie strony, do głosu doszli goście, którzy otworzyli wynik za sprawą trafienia Szczepana Rothimela, którego podaniem odnalazł Dariusz Filipek. Na odpowiedź rywala FFK musieliśmy czekać około 5 minut, kiedy to swój strzelecki bilans na boiskach czwartej ligi podwyższył kapitalny tego dnia Wojciech Nowak. Mimo tak wyrównanego kwadransa gry, to jednak gracze w pomarańczowych strojach przejęli inicjatywę przed przerwą, ustalając wynik na 1:4. Szybka, kombinacyjna, a przede wszystkim skuteczna gra zaowocowała drobnym zwątpieniem w szeregach rywala. Mimo tak na pozór wymagającego scenariusza, druga odsłona tego widowiska przyniosła zmiany. Za sprawą dwóch bramek Michała Kurowskiego, którego w strzelaniu wspomógł etatowy snajper Oldboys Derby, Marcin Wiktoruk, na tablicy wyników oglądać mogliśmy jednobramkową przewagę gospodarzy. Boiskowa dominacja i piłkarski animusz nie zmalały aż do wyniku 8:4, kiedy to ponownie FFK zabrało głos, zdobywając tego dnia swoją ostatnią bramkę. Mimo próby przebudzenia, po raz kolejny goście zostali skarceni. Wszystko za sprawą wspomnianego na wstępie Nowaka, który za to spotkanie został nagrodzony tytułem zawodnika kolejki. Dzięki tej kapitalnej wygranej, ekipa z dołu tabeli zdołała opuścić pozycję spadkową, mając punkt przewagi nad ósmym miejscem.
Mobilis i Compatibl wielokrotnie spotykały się w ramach rozgrywek Ligi Fanów i niemal za każdym razem oglądaliśmy wyjątkowo wyrównaną rywalizację. Tak było też i w ostatnią niedzielę, a obie ekipy zadbały o to, abyśmy oglądali ciekawe widowisko piłkarskie. Początkowo goście zagrali dość zachowawczo i w natarciu byli gospodarze. W 6 minucie wynik gospodarze mogli otworzyć wynik, ale po szybkiej kontrze zabrakło precyzji i nie udało się nawet trafić w bramkę. Po chwili Aleksander Janiszewski wyszedł z sytuacją jeden na jednego, ale górą był golkiper Compatibl. W 10 minucie gospodarze bardzo sprytnie rozegrali rzut wolny w okolicach pola karnego, jednak obrońcy czujnie zatrzymali ostatnie podanie i nic z tej akcji nie wyszło. Choć z początku to Niebiescy byli stroną dominującą, pierwszego gola zdobył Compatibl. W 12 minucie błąd rozegrania wykorzystał Jacek Fijałek - oddał mocny strzał w kierunku bramki i piłka po rękach bramkarza wpadła do siatki. Po czterech minutach było już 0:2 po fatalnym błędzie obrony gospodarzy – Andrey Ivanov przerzucił piłkę przez pole karne, a niekryty Yauheni Volin tylko dołożył nogę. Niesiony euforią Compatibl nie zwalniał i po chwili Jacek Fijałek zdobył gola na 0:3. Sytuacja Mobilisu zaczynała być coraz trudniejsza, ale sygnał do ataku dał Aleksander Janiszewski, który pogalopował przez pół boiska i zdobył gola kontaktowego. Niestety gospodarzom zabrakło koncentracji i w dosłownie ostatniej akcji pierwszej połowy gola na 1:4 strzelił Aleksandr Ivanov. Po wznowieniu gry Mobilis zabrał się do odrabiania strat – w 29 minucie Aleksander Janiszewski wyłożył piłkę Mikołajowi Zakrentowi, a ten sprytnym strzałem z obrotu oszukał defensywę Compatiblu. Gospodarze postawili na grę ofensywną, goście przeszli do obrony i cierpliwie czekali na okazję do kontry. W 37 minucie obrona Niebieskich zgubiła krycie i dośrodkowanie z lewego skrzydła spokojnie wykończył Oleksandr Yaremenko. Mobilis nie składał broni i Aleksander Janiszewski zdobył gola na 3:5, ale Compatibl szybko odpowiedział trafieniem Andreya Ivanova. Mobilis atakował z całych sił, ale nie mógł przełamać dobrze poukładanej obrony gości. W ostatniej minucie meczu na 4:6 trafił Aleksander Janiszewski, ale gospodarzom zwyczajnie zabrakło czasu na dogonienie wyniku i Compatibl mógł w końcu cieszyć się ze swoich pierwszych punktów w tej rundzie.
Po trzech kolejkach rozgrywek czwartej ligi, ekipa Fuszerki znajdowała się na drugim miejscu, z zaledwie trzema punktami straty do liderującego FFK Oldboys. Dzięki przegranej pierwszej ekipy tabeli, gracze w biało-niebieskich strojach mogli zagościć na stałe na czele ligowego peletonu. Okazja do tego była jednak niezwykle wymagająca. Podejmowali oni bowiem FC Tartak, Luca Kończala. Stoper gości co prawda nie mógł wystąpić w tym spotkaniu z powodu wcześniej odniesionego urazu stopy, ale bacznie przyglądał się poczynaniom swoich boiskowych kolegów, podpowiadając im zza linii bocznej. Jedną z takich podpowiedzi wykorzystał Piotr Kusaj, którego podaniem odnalazł Mateusz Wodnicki. Mimo tak kapitalnego rozpoczęcia pierwszej odsłony rywalizacji, gospodarze zdołali odpowiedzieć za sprawą bramki Macieja Rdesta. Euforia w szeregach Fuszerki nie mogła jednak trwać zbyt długo. Wszystko z powodu dwóch kolejnych bramek dla gości, których autorami byli odpowiednio Łukasz Łukasiewicz (po solowej akcji) oraz ponownie Piotr Kusaj. Po przerwie padła następna bramka dla Tartaka, jednakże po raz kolejny gospodarze odpowiedzieli. Mimo bramki Matiego Musaewa, rywal okazał się być bardziej skuteczny w akcjach podbramkowych, aplikując tym samym kolejne trzy trafienia wygrywając to spotkanie różnicą trzech goli. Dzięki tej wygranej, podopieczni Luca Kończala opuścili strefę spadkową, meldując się tym samym na wysokim, piątym miejscu, tracąc zaledwie punkt do drugiego miejsca.
Zgodnie z naszymi przewidywaniami w spotkaniu Cosmos United z LTM Warsaw nie zabrakło emocji. Niestety nie wszystkie były czysto futbolowe – sędzia pokazał aż pięć żółtych kartek, a końcowa rywalizacja tych zespołów pozostawiła po sobie raczej przykre odczucia. Już sam początek spotkania był bardzo intensywny. W 1 minucie Maciej Bogusz otworzył wynik, a po wznowieniu gry LTM miał 100% szansę na gola, ale Jakub Lipnicki koszmarnie przestrzelił. Kolejna minuta przyniosła gola dla Cosmosu autorstwa Salvadora De Fenixa, a goście znów mieli wyśmienitą okazję – w sytuacji jeden na jednego znalazł się Krzysztof Kulibski, który sprytnie minął golkipera gospodarzy, ale w ostatniej chwili Patyk Świtaj jakimś cudem wyłuskał piłkę spod nóg snajpera LTMu. Gdy wydawało się, że ekipa Irka Webera szybko nawiąże walkę gola na 3:0 strzelił Salvador De Fenix. Artur Jędrych bardzo dosadnie wyraził swoją dezaprobatę w stosunku do poczynań swojego bloku defensywnego i chyba takiego przebudzenia potrzebowali goście, bo zabrali się do odrabiania strat. Najpierw Grzegorz Bogdański wykorzystał niezdecydowanie obrońców Cosmosu i huknął nie do obrony, a w 10 minucie Krzysztof Kulibski błysnął talentem dryblerskim i pewnym strzałem zapakował piłkę do siatki. Obie drużyny uspokoiły grę uszczelniając defensywę i goli w pierwszej połowie już nie oglądaliśmy, co nie znaczy, że na boisku wiało nudą. W 19 minucie za niepotrzebne zagranie ręką żółty kartonik obejrzał kapitan Cosmosu, a LTM rozpoczął oblężenie bramki Patryka Świtaja. Po starciu w polu karnym Krzysztof Kulibski domagał się podyktowania rzutu karnego, co sędzia zinterpretował jako podważanie jego decyzji, a Krzysztof został odesłany za linię z żółtą kartką na koncie. W przerwie zawodnicy LTMu musieli powiedzieć sobie kilka gorących słów, bo od gwizdka rozpoczynającego drugą połowę goście byli w niemal ciągłym natarciu. W 30 minucie Jakub Lipnicki w iście akrobatycznym stylu prawie wleciał z piłką do bramki, a po chwili Krzysztof Kulibski strzelił gola wyrównującego. Remis utrzymał się raptem minutę, bo defensywa gości zgubiła koncentrację i hat-tricka skompletował Salvador De Fenix. O reszcie tego meczu niestety nie możemy napisać dużo dobrego. Przy stanie 4:3 atmosfera zdecydowanie zgęstniała i coraz częściej do głosu dochodziły negatywne emocje. Zamiast ciekawych zagrań oglądaliśmy coraz więcej niepotrzebnych i złośliwych fauli. Na dodatek sędzia nie mógł uspokoić drużyn i dochodziło do częstych sprzeczek na linii zawodnicy-arbiter. Punktem kulminacyjnym była sytuacja z 42 minuty, kiedy Krzysztof Kulibski w dość dosadnych słowach wyraził swoje zdanie o pracy sędziego, za co obejrzał drugi żółty kartonik, a na boisku doszło do regularnej awantury. Z całego zamieszania skorzystał LTM, bo Piotrowi Baranowi udało się zdobyć bramkę wyrównującą i mecz skończył się wynikiem 4:4. Rywalizacja Cosmosu z LTMem pozostawiła po sobie spory niesmak. Jesteśmy takim obrotem spraw nieco zdziwieni - w obu drużynach grają przecież doświadczeni zawodnicy, którzy powinni doskonale wiedzieć, że sędzia również czasem popełnia błędy, a dla dobra własnego zespołu lepiej zachować zimną krew i skoncentrować się na kopaniu piłki, a nie potyczkach słownych.
W niedzielny wieczór o godzinie 20:00 drużyna Perła Eksport podejmowała zespół Virtualne Ń. W tym spotkaniu ciężko było wskazać zdecydowanego faworyta, a o wyniku mogły zdecydować szczegóły i forma dnia. Gospodarze na to spotkanie stawili się bez zmian i tu swoją szansę upatrywali przeciwnicy, którzy dość licznie zgromadzili się na arenie AWF-u. Mecz lepiej rozpoczął się dla gości i to oni obejmują prowadzenie - bramkę na 0:1 zdobył Michał Płotnicki. W kolejnych minutach przewagę mieli już gospodarze, liczne i groźne akcje często kończyły się na świetnie dysponowanym tego dnia Jerzym Modzelewskim. Po kilku minutach przewagi gospodarzom udaje się zdobyć bramkę i mieliśmy już remis 1:1, gola zdobył Tomasz Mańkowski. Przewaga Perły rosła z każdą minutą i bramki wydawały się być kwestią czasu. Tak też się stało - kolejne trafienie to już składna akcja Michała Przybyłko i gospodarze prowadzili 2:1. Jeszcze przed przerwą wynik podwyższył Paweł Białas i Perła na przerwę schodziła z dwubramkową przewagą. W drugiej części gospodarze nieco opadli z sił i bardziej skupiali się na obronie wyniku i ewentualnych kontratakach. Taki obrót spraw dość pewnie wykorzystali goście którzy po bramkach Michała Płotnickiego oraz Szymona Kolasy dość szybko doprowadzają do remisu 3:3. Od tego momentu byliśmy świadkami prawdziwego rollercoastera. Wynik zmieniał się z minuty na minutę. Najpierw to Perła wychodzi na prowadzenie 4:3, by po chwili ponownie stracić bramkę na 4:4. Kolejne minuty to ponownie prowadzenie gospodarzy, Tomasz Mańkowski strzela swoją drugą bramkę i na tablicy wyników mamy 5:4. W końcówce zdecydowanie więcej sił mieli goście, Virtualne Ń ponownie doprowadza do remisu a po chwili w samej końcówce najlepszy tego dnia na boisku Michał Płotnicki wyprowadza gości na prowadzenie i daje im upragnione zwycięstwo. Warto jeszcze wspomnieć o rewelacyjnej postawie bramkarza gości, który z minuty na minutę rozkręcał się coraz bardziej. A w finałowych fragmentach drugiej połowy obronił rzut karny wykonywany przez Pawła Białasa. Sytuacja w tabeli 4 ligi jest bardzo interesująca, a różnica punktowa na tyle mała, że do końca rundy jeszcze wiele może się zmienić.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)