Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 12 Liga
W pojedynku Sportano Football Club z Zarubami United faworytem byli goście, którzy dość szybko pokazali, że nie bez powodu postawiliśmy na nich w naszych zapowiedziach. Już w 1 minucie objęli prowadzenie wykorzystując błąd rywala przy wyprowadzeniu piłki. Najlepiej w całej sytuacji odnalazł się Andriy Voloshchuk, który precyzyjnym strzałem pokonał bramkarza otwierając wynik meczu. Gospodarze ruszyli do odrabiania strat, mieli parę okazji, ale brakowało im lepszego wykończenia. Goście lekko zepchnięci do defensywy bronili się skutecznie, a gdy wyszli z akcją ofensywną, od razu zakończyła się ona podyktowaniem rzutu karnego. Do piłki podszedł Kornel Tłaczała, ale przegrał pojedynek z Dominikiem Kędzierskim. To chyba natchnęło zawodników Sportano do jeszcze lepszej gry, bo parę minut później doprowadzili do wyrównania, a następnie Filip Motyczyński wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Niestety dla nich, nie cieszyli się z niego zbyt długo, bo chwilę później było już 2:2 i takim wynikiem zakończyła się pierwsza część, choć z przebiegu meczu lepsze wrażenie pozostawili po sobie zawodnicy Sportano. W przewie gracze Zarubów musieli powiedzieć sobie parę słów odnośnie swojej gry, bo na drugą część wyszli mocno zmobilizowani. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bo Kornel Tłaczała mocnym strzałem z dystansu wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Wynik 2:3 utrzymywał się przez dłuższy czas, głównie za sprawą dobrze dysponowanych bramkarzy, którzy gdy tylko piłka leciała w światło bramki, nie mieli problemów z interwencjami. Początkowo przewagę mieli gospodarze, ale im bliżej było do końca meczu, tym więcej okazji stwarzali sobie zawodnicy Zarubów. W końcu strzelecki impas przerwał Kornel Tłaczała wyprowadzając gości na dwubramowe prowadzenie. Sportano rzuciło się do odrabiania strat i nawet udało im się zdobyć bramkę kontaktową, jednak na więcej zabrakło już czasu. Gospodarze pomimo porażki pozostawili po sobie dobre wrażenie, naszym zdaniem zasłużyli na chociażby remis. Mecz był wyrównany i w jednej i w drugiej drużynie można było dostrzec spory potencjał zarówno jeżeli chodzi o grę zespołową, jak i indywidualności, które są w stanie zrobić różnicę. Zaruby liderują obecnie w 12 lidze, a choć Sportano zdobyło zaledwie 3 punkty w 3 meczach, w naszej ocenie jest w stanie zamieszać na tym poziomie rozgrywkowym.
Starcie CF Kempton z dobrze spisującym się do tej pory Nagelem zapowiadało się bardzo ciekawie, chociażby z uwagi na zupełnie odmienne style gry obu ekip. Gospodarze wsławili się zabawą na boisku i licznymi dryblingami, natomiast goście pokazali się jako silny fizycznie i zawzięty w odbiorze piłki zespół walczący do ostatnich chwil. Bramka otwierająca wynik spotkania postawiła dość wysoko poprzeczkę, bowiem po dośrodkowaniu Kupakwashe Dhilwayo piłkę pięknym strzałem głową przelobował nad bramkarzem Desire Kamiayo. W odpowiedzi, po podaniu Arthema Ugaia, z bliskiej odległości do remisu doprowadził Dima Symonczuk. Nagel wyszedł na chwilę na prowadzeniu po akcji Tomasza Rębiewskiego oraz Arthema Ughai, gdzie drugi z graczy wpisał się na listę strzelców, jednak po chwili piłkę do siatki skierował Stydom Thondhlanga i mieliśmy wynik 2:2. Do końca pierwszej połowy to jednak goście przejęli inicjatywę i za sprawą Stydoma Thondhlangi oraz samobójczego trafienia jednego z graczy Nagel zakończyli pierwszą odsłonę prowadzeniem 4:2. Po zmianie strone gracze z Zimbabwe nadal świetnie sobie radzili, czego zwieńczeniem była bramka na 5:2 autorstwa Stydoma Thondhlangi, dzięki której skompletował hat-tricka. Trzeba w tym miejscu dodać, że trzybramkowe prowadzenie gospodarzy w dużej mierze było zasługą ich bramkarza, Panache Mandangi, który świetnie spisywał się między słupkami. Jednak nawet jego świetna postawa to było za mało, aby zatrzymać goniących wynik graczy Nagelu. Dwie świetnej akcje z udziałem Tomka Rębiewskiego, gdzie najpierw asystował przy golu Ivana Chernukhy, a następnie sam wpisał się na listę strzelców, skracają dystans do rywali na 5:4. Gospodarze jednak się ocknęli po tych dwóch ciosach i po raz kolejny, przy udziałem Stydoma Thondhlangi, tym razem w roli asystenta, wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Gola w tej akcji zdobył Desire Kamiayo. Wynik meczu na 6:5 ustalił, po przechwycie piłki, Ivan Chernukha, jednak było to trafienie na otarcie łez, gdyż zabrakło czasu na wyrównanie. Świetny mecz, mnóstwo bramek i zasłużone zwycięstwo CF Kempton!
W bardzo dobrych humorach do spotkania pomiędzy Złączonymi a Weiti FC przystąpiły obydwie drużyny, które w ostatniej kolejce zdobyły komplet punktów. Dla tych pierwszych była to premierowa zdobycz w tym sezonie, natomiast ich rywale do tej pory zgarnęli komplet oczek. Pierwszy kwadrans spotkania to przewaga gości, jednak na posterunku stał dobrze dysponowany w tej części meczu bramkarz gospodarzy Dominik Dziedzicki i aż do 15 minuty mieliśmy wynik bezbramkowy. Jednak z biegiem czasu ataki zawodników Weiti były coraz groźniejsze i po strzale zza pola karnego zawodnicy tej drużyny wyszli na prowadzenie. Stracona bramka nieco podłamała gospodarzy, którzy pod koniec pierwszej połowy zaczęli popełniać coraz więcej błędów w defensywie. Efektem tego były stracone trzy bramki, które ustaliły wynik pierwszej połowy na 0:4 dla gości. Początek drugiej części spotkania to następna bramka wyżej notowanego zespołu, ale kolejne minuty to znacznie lepsza gra zawodników gospodarzy w ofensywie. Najpierw ich strzał trafił w poprzeczkę a chwilę później zdobyli swoją pierwszą bramkę. Niestety dla nich ponownie do roboty się wzięli przeciwnicy, którzy w ciągu trzech minut strzelili kolejne trzy gole. W ostatniej minucie spotkania jeszcze po razie obydwie drużyny zdołały pokonać golkipera rywali i mecz zakończył się wynikiem 9:2 dla zespołu Weiti FC. Na uwagę zasługuję świetna forma strzelecka Antka Kwietniewskiego - autora pięciu trafień. Drużyna Złączonych drugi raz w tym sezonie schodzi z boiska bez zdobyczy punktowej i kolejnej szansy na podreperowanie swojego dorobku musi wypatrywać w najbliższej kolejce.
Bezpośrednie starcie Gastro Sparty z Shitable było szansą dla obu ekip na zdobycie pierwszych punktów w sezonie. Gospodarze rozpoczęli z wysokiego C, bo już w pierwszej minucie dwójkową akcję strzałem nie do obrony wykończył Karol Rodak i Spartanie wyszli na prowadzenie. Na kolejnego gola musieliśmy czekać aż do końcówki pierwszej połowy, ale sportowej walki na boisku nie brakowało. Po zaskakującym ciosie z pierwszej minuty to Shitable przejęło inicjatywę i było ekipą, która wyprowadzała groźniejsze ataki. Już w 5 minucie Luka Danylenko miał szansę na wyrównanie, ale w sytuacji jeden na jednego górą był golkiper Sparty Szymon Ilnicki. W pierwszej połowie zresztą miał on sporo pracy, ale ze swoich obowiązków wywiązywał się niemal wzorowo. W 23 minucie goście znów wypracowali sobie stuprocentową sytuację, ale ofiarną interwencją Szymon wyłuskał piłkę niemalże spod nóg napastnika. Bez szans był dopiero w ostatniej akcji tej części gry, kiedy Ivan Bilyk huknął po ziemi i golem do szatni ustalił wynik przed przerwą na 1:1. W drugiej części spotkania zrobiło się jeszcze ciekawiej – w 32 minucie dość niepozorny strzał za pola karnego oddał Ivan Kirianov, ale zasłonięty bramkarz Sparty nie zdążył z interwencją i Shitable wyszło na prowadzenie. Cztery minuty później ponownie był remis, kiedy Karol Rodak wykorzystał małe zamieszanie pod bramką przeciwnika. Nie minęły dwie minuty i piłka zatrzepotała w siatce po strzale Luki Danylenko, a lada moment Shitable prowadziło już dwoma oczkami, kiedy rzut wolny na gola zamienił Maksym Marchenko. Gospodarze zaczęli gonić wynik, a na boisku zrobiło się nieco nerwowo. Doszło do małej szarpaniny między zawodnikami obu drużyn i sędzia żółtym kartonikiem dał do zrozumienia Hliebowi Mikheievowi i Szymonowi Ilnickiemu, żeby trochę ochłonęli na ławce. Bartek Bąk zdobył gola dla Gastro Sparty, ale zwyczajnie zabrakło czasu na więcej i to Shitable wyszło zwycięsko z tego pojedynku i cieszyło się ze swoich pierwszych punktów w sezonie.







)
)
)
)
)
)
)