Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 3 Liga
W zapowiedziach pisaliśmy, że spodziewamy się świetnego meczu i właściwie możemy potwierdzić, że nudno tutaj nie było. Gospodarze starali się grać szybko, na jeden – dwa kontakty, goście również potrafili przeprowadzić bardzo składne akcje. Nikt tutaj nie zamierzał odpuszczać, lider wcale nie miał łatwej przeprawy. Co więcej, to goście objęli w tym meczu prowadzenie po golu Yaraslaua Sycheuskiego. Niestety dla ekipy Goodfellas żółtą kartką ukarany został Yan Galecki i grając w osłabieniu stracili oni gola na 1:1. Gdy Wilki wyszły na prowadzenie 2:1 wydawało się, że szala zwycięstwa będzie się przechylała na ich stronę, ale Roman Lifantiy oddał strzał, który zupełnie zaskoczył bramkarza gospodarzy. Wynik 2:2 dobrze odzwierciedlał postawę obu ekip, jednak ostatnie słowo w pierwszej części należało do Wilków, gdy tuż przed przerwą Oleh Vasylenko wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Po zmianie stron, pomimo kilku sytuacji z jednej i drugiej strony wynik nie ulegał zmianie. Potrzeba było kogoś, kto przełamie strzelecki impas i takim zawodnikiem był Borys Ostapenko. Gdy piłka nie chce wpaść do bramki w standardowy sposób, należy wykazać się sprytem, którego zawodnikowi Wilków nie zabrakło. Wykorzystał on fakt, że bramkarz Goodfellas chciał ustawić mur odsłaniając niemal całą bramkę. Posłał on piłkę na przeciwległy słupek, kompletnie zaskakując zawodników gości. Gracze z żółtych strojach ruszyli do odrabiania strat i to stosunkowo szybko im się udało. Wynik 4:3 sprawiał, że wszystko mogło się tutaj wydarzyć, jednak kartki Yaroslava Manzhaliya osłabiające zespół uniemożliwiły skuteczną pogoń za wynikiem. Co więcej Wilki ponownie wykorzystały grę w przewadze i podwyższyły rezultat do stanu 5:3. Ogólnie byliśmy świadkami dobrego meczu, nikt tutaj nogi nie odstawiał i walka trwała do samego końca. Goście mocno postawili się rywalowi i przy odrobinie szczęścia mogli ugrać lepszy wynik.
FC Ballers nadal liczy się w walce o mistrzostwo i żeby nie tracić kontaktu z Wilkami muszą co kolejkę zdobywać punkty. Jednak w tej lidze niemal wszystkie ekipy grają na zbliżonym poziomie, przez co często widzimy nieoczekiwane wyniki. East Team po porażce przed tygodniem chcieli się zrehabilitować, tym bardziej że przegrali bardzo wysoko z liderem trzeciej ligi. Od początku widać było że goście nie będą mieli łatwej przeprawy. Świetnie w bramce dysponowany był od pierwszych minut Takunda Saidi. W polu brylował jak zawsze Adlet Akkiyarov który nie tylko świetnie rozgrywał, ale i potrafił stwarzać groźne sytuacje. I to właśnie po jego indywidualnej akcji otworzył się wynik meczu. Goście musieli gonić wynik i po jednej z akcji udało się wyrównać. Jednak East Team tego dnia było naładowany i głodny gry, przez co stwarzał sobie sporo okazji. W defensywie byli bardzo agresywni, doskakiwali do rywali i Ballersi mimo gola wyrównującego nie mogli rozwinąć skrzydeł. Do przerwy naprawdę sporo się działo, a kolejne dwie bramki zdobyli gospodarze. Przy stanie 3:1 mieliśmy niepotrzebny faul w polu karnym i Daniel Sobczyk stanął przed szansą na zdobycie trafienia kontaktowego. Niestety mimo dobrego uderzenia Takunda Saidi wyczuł jego intencje i kapitalnie obronił karnego. Do przerwy zatem nic się nie zmieniło i Ballersi wciąż byli na musiku. Po zmianie stron ich gra wyglądała o wiele lepiej i efektem tego były dwie bramki, które na 10 minut przed końcem dawały remis 3:3. Wówczas ponownie obrona gości zaspała i nie upilnowała napastnika rywali, który będąc sam na sam z bramkarzem dał prowadzenie East Teamowi 4:3. W końcówce goście mieli kilka okazji i do tego grali w przewadze po żółtej kartce dla rywali, lecz zamiast odrobić stratę to nadziali się na kontry które ustaliły wynik tego spotkania. Ostatecznie skończyło się 6:3 i gospodarze zasłużenie zgarnęli komplet punktów. Goście mają już sporą stratę do Wilków i jeśli chcą jeszcze marzyć o mistrzostwie, muszą szybko wrócić na zwycięską ścieżkę.
Ekipa FC Freedom zanotowała w tym sezonie tylko jedno zwycięstwo i bardzo jej zależało, by coś wreszcie zmienić w tej materii. Poprzeczka była jednak zawieszona wysoko, zwłaszcza że Old Eagles Koło ostatnio nie przegrywają i nie zamierzali przerywać swojej serii, tracąc punkty z ostatnią ekipą w tabeli. No ale długo pachniało tutaj sensacją. Ekipa z Ukrainy była zdecydowanie szybsza od swoich rywali, wykorzystywała to w pojedynkach jeden na jeden i zbudowała sobie całkiem solidną, dwubramkową zaliczkę przed finałową odsłoną. Ale było jasne, że Orzełki tak tego nie zostawią. I że jeśli szybko zdobędą gola kontaktowego, to ten mecz może się jeszcze odwrócić. I tak się stało. Drużyna Janka Drabika wyhamowała ofensywne zapędy FC Freedom i co najważniejsze – wreszcie zaczęła zdobywać bramki. Szybko udało się doprowadzić do remisu i mecz zaczął się tak naprawdę od początku. Myśleliśmy, że tutaj kluczowe będzie to, kto zdobędzie gola na 3:2 a ponieważ udało się to zespołowi z Ukrainy, to przypuszczaliśmy, że to oni zgarną całą pulę. Weto w tym temacie postawił Piotrek Parol, który kapitalnym golem z dystansu doprowadził do remisu. W końcówce drużyna z Koła miała jeszcze kilka okazji, by ostatecznie wygrać ten mecz różnicą jednego gola, lecz bardzo dobrze bronił Oleksandr Hrytsak, który był bohaterem swojego zespołu. Skończyło się więc remisem 3:3 i pewnie obydwie ekipy są z niego niepocieszone. Chociaż wydaje nam się, że z przebiegu spotkania to było sprawiedliwe rozstrzygnięcie, nawet jeśli obydwu drużyn nie przybliżyło do celów, jakie stawiają sobie w tym sezonie.
Dziewiąta w tabeli 3 ligi Smocza Furioza podejmowała drużynę Wierny Służewiec. Ten mecz był ważnym spotkaniem dla obu ekip pod kątem ligowego bytu. Furioza bardzo chciała wydostać się ze strefy spadkowej, natomiast Panowie ze Służewca nie chcieli się w tej strefie znaleźć za żadne skarby. Spotkanie od pierwszych minut było ładnym widowiskiem dla kibicowskiego oka. Szybkie i składne akcje obu drużyn zwiastowały dobry mecz. Już w 6 minucie jak zawsze aktywny pomocnik Furiozy Aleksander Janiszewski ładnie podał do Łukasza Cieszyńskiego i mieliśmy na tablicy wyników 1-0. Gospodarze zaczynali przeważać, co było dosyć mocno widać, ale ekipa Wiernych to nie zółtodzioby, spokojnie więc bronili i czekali na swoje sytuacje bramkowe. W jednej z takich kontr w 12 minucie goście trafili w spojenie bramki gospodarzy i był to wyraźny sygnał, że tego meczu nie oddadzą bez walki. Hasło do ataku w ekipie ze Służewca dał ich golkiper, który po wprowadzeniu piłki do gry podbiegł z nią na środek boiska i atomowym strzałem w okienko pokonał bramkarza rywali. Jak to się mówi, bramka stadiony świata. Mieliśmy więc remis 1-1. Jednak Furioza się nie poddawała i w 23 minucie po ładnie wykonanym rzucie rożnym i sprytnym podaniu zdobyła bramkę na 2-1. Janek Sądej zagrał do Rafała Grunwalda i goście ponownie byli "pod ścianą". Minutę później Aleksander Janiszewski po podaniu od równie aktywnego Rafała Grunwalda zdobył bramkę na 3-1 i można było powiedzieć, iż jest po meczu. Nic z tych rzeczy! Jeszcze w 1 połowie ekipa ze Służewca pokazała pazur i po ładnym strzale trafiła w poprzeczkę. Tym razem trochę szczęścia uratowało bramkarza rywali, ale miało to zmienić się już w drugiej połowie. Na drugą odsłonę meczu obie ekipy wyszły mocno zmotywowane. Patrząc na grę gospodarzy, panowie mieli wielką ochotę utrzymać wynik, inteligentnie bronić i sprytnie kontraktować. Wierny Służewiec natomiast postawił wszystko na jedna kartę, zaczął przeprowadzać mocne ataki i to się szybko opłaciło. Już w 27 minucie goście zdobywają bramkę kontaktową na 2-3. Igor Jagodziński, zdobywca dwóch trafień w tym meczu, ładnie wykorzystał błąd po zamieszaniu w polu karnym rywali i spokojnie zapakował piłkę do siatki rywala. 6 minut później Marcin Kowalski po przechwycie trafił ładnie po długim rogu i mieliśmy remis! Furioza w lekkim szoku, Służewiec mocno rozpędzony "cisnął" dalej, nie oglądając się za siebie. 41 minuta to sprytny strzał i ładna bramka Tomka Krzyżańskiego na 4-3 dla Wiernego! 43 minuta i ekipa ze Służewca prowadziła już 5-3. Igor Jagodziński spokojnie trafił do bramki rywala po ładnym podaniu Tomasza Krzyżańskiego. Furioza co prawda nie chciała się położyć, trafiła też w poprzeczkę, jednak było to wszystko na co pozwoliła im ekipa gości w tym meczu. Wierni natomiast byli nie do zatrzymania już do końca spotkania. Ostatnią bramkę zdobył duet Adrian Krzyżański & Tomasz Krzyżański i spotkanie zakończyło się wynikiem 6-3.
Starcie Awantury Warszawa I z FC Kanonierami zapowiadało się naprawdę ciekawie. Obie ekipy w tabeli dzieliła przepaść, gdyż gospodarze walczą o medale, a ekipa gości o utrzymanie. To spotkanie mogło się ułożyć zdecydowanie inaczej, gdyby nie pewne, bardzo kontrowersyjne, zdarzenie na początku meczu. Ale po kolei. Gospodarze zaczęli wybornie, gdy po przechwycie i indywidualnej akcji, gola na 1:0 zdobył Damian Sawicki. Ten sam zawodnik był główną postacią we wspomnianej wcześniej sytuacji, która najpewniej przesądziła o losach meczu. Podczas wyprowadzanej przez napastnika Kanonierów kontry, zawodnik gości był w sytuacji sam na sam z bramkarzem i już miał strzelać, gdy nagle między stopą "Kanoniera", a piłką pojawiła się stopa Damiana. Interpretacja sędziego była jednoznaczna i w konsekwencji skończyła się czerwoną kartką dla popularnego "Bąbla". Bardzo długo rozmawialiśmy z zawodnikami obu ekip i innymi obserwatorami o tej sytuacji i zdania były mocno podzielone. Wielokrotnie obejrzeliśmy również tę sytuację na VEO i skonsultowaliśmy z kilkoma sędziami z innych lig, ale ciężko było o jednoznaczną odpowiedź. Część twierdziła, że słuszne "czerwo", a inni, że interwencja czysta. Sędzia na boisku miał jednak parę sekund na decyzję, a jako że arbitrowi doświadczenia nie brakuje, nie będziemy jej podważać. Niemniej, dziesięć minut w osłabieniu okazało się kluczowe dla przebiegu potyczki. W tym czasie goście aż czterokrotnie pokonywali Piotrka Białczaka, a autorami trafień byli: Mateusz Nejman, Adam Domidowicz oraz nowy nabytek gości, Łukasz Racis, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. W odpowiedzi, po podaniu Sebastiana Dydeckiego do piłki dopadł Patryk Królak, który potężnym strzałem z ostrego kąta zmniejszył przewagę rywali do dwóch bramek. Jednak jeszcze przed przerwą goście dwukrotnie pokonywali golkipera Awantury, a na listę strzelców wpisywali się dwukrotnie Mateusz Nejman, kompletując klasycznego hat-tricka, a do przerwy było 2:6. O tym, jak bardzo wyrównany mógł być ten mecz niechaj świadczą wydarzenia z drugiej odsłony. Zaczęło się od pięknego bramki Sebastiana Dydeckiego, który niemal pionowym lobem minął bramkarza rywali, a futbolówkę do pustej bramki wbił głową. Był on też autorem celnego podania do Mateusza Rozkresa, który nie zmarnował okazji i zmniejszył dystans do stanu 4:6. Było widać, że Awantura w pełnym składzie na murawie była naprawdę groźnym rywalem. Kanonierzy odpowiedzieli jeszcze akcją wyprowadzoną przez bramkarza, Oliwiera Dołęgowskiego, po podaniu którego bramkę ustalającą wynika spotkania na 4:7 zdobył Marcin Chuptyś. Cenne punkty dla walczących o utrzymanie gości, a Awantura po porażce musi się zmobilizować, aby wciąż walczyć o medale. Z uwagi na dużą kontrowersję przy czerwonej kartce Damian Sawickiego, braku agresji i dyskusji z sędzią, postanowiliśmy nie karać zawodnika zawieszeniem w kolejnym meczu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)