Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 4 Liga
Pojedynek LTM Warsaw z FC Radler Świętokrzyski zapowiadał się interesująco, głównie dlatego, że w obu zespołach występują ponadprzeciętni zawodnicy ofensywni, którzy swoją postawą w Lidze wyróżniają się na tle snajperów z innych drużyn. Początek spotkania to wymiana ataków, które skutkowały wynikiem 1:1. Mieliśmy wrażenie przed meczem, że gospodarze raczej będą wiedli prym w trakcie spotkania, ale sytuacja mimo wyniku była zgoła inna. Radler przeprowadzał sporo groźnych akcji, głównie kontrataków. W tej części spotkania wyróżniali się na tle rywali większą swobodą i kontrolą gry. Tempo meczu było na zadowalającym poziomie, obie ekipy grały czysto. Sędzia zbyt często nie musiał być rozjemcą. Autorami kolejnych bramek byli ponownie Krzysiek Kulibski i Maciej Lis, dzięki czemu na przerwę schodziliśmy z wynikiem remisowym 2:2. Druga połowa to zmiana sytuacji o 180 stopni. LTM strzelili dwie kolejne bramki i wydawało się, że niemoc Radlera utrzyma się do końca spotkana, głównie z powodu braku planu B, przy pomocy którego mogliby wrócić do meczu. W końcu ta sztuka im się udała, jednak ostatnie słowo należało do gospodarzy, którzy wykazali się trochę większym cwaniactwem. Na pochwały zasługują bramkarze obu drużyn, ale ostateczne jeden z nich wrócił do domu na tarczy. Gospodarze wygrali 6:4.
Byczki ze Starych Babic w tym sezonie muszą mierzyć się nie tylko z wyższym poziomem rozgrywkowym, ale też z kontuzjami, które nawiedzają ten zespół w ostatnim czasie. Strata Patryka Putkowskiego na pewno ma swoje znaczenie, bo obecnie Byczki nie przychodzą na mecze w bardzo szerokim składzie, a to miało znaczenie w niedzielnym starciu. Mecz zaczął się od bramek dwóch Danieli – Majchrzaka i Szmańdy, którzy wyprowadzili Iglicę na dwubramkowe prowadzenie. Przebudzili się jednak gospodarze za sprawą Dawida Głowackiego, który trafił na 1:2. Chwilę później z rzutu wolnego trafił jednak Michał Wszeborowski i wróciliśmy do dwubramkowego prowadzenia Igliczan. Tak naprawdę, to końcówka pierwszej połowy miała przebieg jak cała druga odsłona gry. Najpierw Maciek Piasecki zmniejszył straty, by kilka minut później trafił Mateusz Fejcher i Iglica na przerwę zeszła z wynikiem 2:4. Po przerwie sytuacja wyglądała podobnie, Byczki zmniejszały straty do jednej bramki, a Iglica z powrotem uciekała na bezpieczną odległość trafień. Ostatecznie w tym arcyciekawym meczu padł wynik 4:6, a Iglica udowadnia po raz kolejny, że z taką frekwencją wszystko wygląda po staremu, a Igliczanie znów biją się o medale, zamiast drżeć o spadek. Tymczasem Byczki muszą przełknąć gorycz porażki i skupić się już na kolejnych spotkaniach.
Mecz Margerita Team z będącymi dużym znakiem zapytania graczami FC Popalonych Styków był wyjątkowym wydarzeniem z uwagi na udział przedstawicielki płci pięknej. Julia Błażejowska już na rozgrzewce zwróciła naszą uwagę spektakularnym przygotowaniem fizycznym, a jak się później okazało, także i wyszkolenie techniczne było na bardzo wysokim poziomie. Bardzo szybko udowodniła swoją klasę, gdyż już w pierwszej akcji na 0:1 zaliczyła asystę przy bramce Kamila Paszka. Ten sam zawodnik był autorem trafienia na 0:2, kiedy to po błędzie obrony przejął piłkę i potężnym uderzeniem nie dał szans Kacprowi Pawłowskiemu. Przewaga gości była bardzo widoczna, a jej zwieńczeniem były akcje Wojtka Koniecznego, po których wynik pierwszej odsłony meczu brzmiał 0:4. Ten który kończył strzelanie w premierowej części potyczki był także egzekutorem rzutu wolnego, po którym padła bramka na 0:5 na początku drugiej połowy. Margerita miała kilka bardzo ciekawych akcji ofensywnych, jednak brakowało wykończenia, ale chyba przede wszystkim szczęścia, gdyż wielokrotnie piłka o centymetry mijała słupki bramki strzeżonej przez Krzysztofa Grabowskiego. Ta sztuka udała się w końcu Patrykowi Czajkowskiemu, który zdobył bramkę na 1:5 dobijając piłkę z bliskiej odległości. Było wówczas zdecydowanie za późno na pogoń za wynikiem i takim też rezultatem zakończyły się popołudniowe zawody na Picassa.
Mecz Wiernego Służewca z Awanturą Warszawa można śmiało nazwać pojedynkiem na piękne gole. Już po kilku minutach kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Marcin Kowalski, który dał prowadzenie ekipie ze Służewca. Wierny dodatkowo przez 3 minuty grał w przewadze po żółtej kartce dla przeciwnika, ale nie był w stanie na tyle przycisnąć rywala, by powiększyć swój dorobek. Awantura próbowała wyrównać, ale jak już dochodziła do w miarę czystej sytuacji, to brakowało jej zawodnikom lepszego wykończenia i oddawane strzały nie stanowiły większego zagrożenia. W pierwszej połowie zobaczyliśmy jeszcze jedną bramkę, której autorem był Piotr Gratkowski i do przerwy mieliśmy wynik 2:0 dla Wiernego. Po zmianie stron dało się zauważyć coraz większą przewagę Awantury. Nadal jednak dobrze spisywała się defensywa gospodarzy, a między słupkami pewnie interweniował Grzegorz Łapacz. W końcu goście się przełamali, dzięki precyzyjnemu strzałowi z dystansu Bastiana Giroud. Gdy wydawało się, że Awantura pójdzie za ciosem, Wierny odpowiedział bramką na 3:1. Po tym golu, ekipa ze Służewca cofnęła się do głębokiej defensywy, praktycznie oddając pole oponentom i szukając swoich szans w kontrach. Awantura coraz mocniej atakowała i miała sporo okazji, lecz dopiero kapitalny strzał w okienko Artura Dębskiego przełamał obronę Wiernego. Gdy wydawało się, że remis jest już tylko kwestią czasu, Piotr Gratkowski uderzeniem z własnego pola karnego przelobował wysoko wysuniętego bramkarza Awantury i ustalił wynik meczu na 4:2. Choć goście przeważali przez większą część spotkania, to jednak o zwycięstwie zadecydowała dobra gra defensywna Wiernego.
Prawdziwy dreszczowiec zafundowali nam gracze Virtualnego Ń oraz pierwszego zespołu OldBoys Derby. Zaczęło się po myśli gości, którzy zdecydowanie lepiej weszli w mecz i chyba lepiej czuli piłkę, gdyż ta dość zaskakująco często była niezbyt precyzyjnie przyjmowana przez doświadczonych graczy gospodarzy. Wynik otworzyło trafienie Andrzeja Kalinowskiego, który po indywidualnej akcji dość pewnie umieścił piłkę w bramce strzeżonej przez Jurka Modzelewskiego. Parę minut później na 0:2 podwyższył zabójczo skuteczny napastnik o "twarzy dziecka", czyli Wojtek Nowak. Przebieg gry wskazywał, że to goście są w lepszej dyspozycji dnia, jednak "Ń" to zespół, który nie raz podnosił się z większych deficytów bramkowych. Za odrabianie strat wziął się Szymon Kolasa, który pewnie wykonał "wapno" podyktowane po nieprzepisowym zagraniu w polu karnym. Za ciosem postanowił pójść duet Robert Zając oraz Filip Giełczewski, gdzie pierwszy z Panów popisał się dokładnym podaniem, a drugi wpisywał się na listę strzelców ustalając wynik pierwszej odsłony na 2:2. Tuż po przerwie "Wirtualnym" udało się wyjść na prowadzenie, kiedy to po akcji wykreowanej przez Szymona Kolasę do bramki trafił Bartek Kaca. Wyraźnie ich gra się poprawiła, a duża w tym zasługa duetu Szymon Kolasa oraz Bartek Kaca, gdyż to właśnie oni zapewnili prowadzenie gospodarzom 4:2 po dobrze wykonanym rzucie rożnym. OldBoje jednak nie zamierzali wracać tego wieczoru na tarczy i po raz kolejny tego dnia uruchomili swojego cichego kata. Najpierw po "klepce" duetu Łukasz Łukasiewicz i Wojtek Nowak, do bramki na 4:3 trafił ten drugi, a następnie pięknym lobem popisał się Jacek Pryjomski, doprowadzając do kolejnego remisu w tym meczu. Kiedy po aucie wykonanym przez Marcina Wiktoruka piłkę do bramki strzałem głową skierował Wojtek Nowak, trybuny oszalały. Musiały jednak ucichnąć dosłownie w ostatniej minucie meczu, kiedy do piłki wyrzuconej z autu dopadł Marcin Dawydzik i golem na 5:5 zapewnił podział punktów. Emocje jak na Gran Derbi !







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)