Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 3 Liga
Konfrontacja Kanonierów z FC Freedom była starciem drużyn ze strefy spadkowej 3.ligi. I choćby z tego względu miała naprawdę duże znaczenie dla jednych i drugich, bo zwycięstwo przedłużało nadzieję na szczęśliwy dla siebie finał, czyli utrzymanie. Faworytem byli Kanonierzy i to mimo tego, że jesienią dostali dość bolesną lekcję od ekipy z Ukrainy (2:8). Teraz role się odwróciły – to zespół Artura Baradzieja-Szczęśniaka okazał się zdecydowanie lepszy i już do przerwy było jasne, że Kanonierom krzywda się tutaj nie stanie. Nie mogła się stać, bo ten zespół był znacznie częściej przy piłce, dzięki czemu praktycznie do zera minimalizował ryzyko straty jakiejkolwiek bramki. Zawodnicy Freedom w premierowych 25 minutach głównie biegali za futbolówką i mimo ambitnej postawy, schodzili na przerwę przy stanie 0:4. W drugiej połowie ta ekipa zaprezentowała się jednak zdecydowanie lepiej. Od samego początku finałowych minut reprezentanci Ukrainy byli dużo konkretniejsi, coraz częściej zagrażali bramkarzowi rywali i nie zrazili się faktem, że mimo przewagi jaką mieli, stracili gola na 0:5. Tuż po tym fakcie strzelili bowiem trzy gole z rzędu, co wprowadziło lekką nerwowość w obozie faworytów. Ci jednak nie stracili chłodnej głowy i po dobrze rozegranej końcówce, wygrali mecz w stosunku 7:3. Triumf był zasłużony, widać że w tej ekipie wiele rzeczy zmieniło się na lepsze względem jesieni i to powoduje, że Kanonierzy mają już tylko jeden punkt straty do bezpiecznej strefy! Z kolei Freedom chyba już stracili nadzieję na utrzymanie, ale wydaje się, że nie powinni się tym przejmować. Bo ten zespół najlepsze ma dopiero przed sobą, tym bardziej, że nawet po porażce udali się na sąsiednie boisko, gdzie szlifowali swoje umiejętności. I to w przyszłości na pewno zaprocentuje.
Awantura Warszawa I nie miała ostatnio najlepsze passy. O ile porażkę z liderującymi Wilkami można było wkalkulować, tak wpadki ze Smoczą Furiozą i Kanonierami mogą się okazać bardzo kosztowne. Jeśli więc Awanturnicy wciąż myśleli o tym, by na koniec sezonu zacumować na podium, nie mieli prawa potknąć się z Old Eagles Koło. No i jak widzimy po wyniku – cel został zrealizowany w 100%. Od samego początku zaakcentowała się duża przewaga faworytów, którzy fajnie dzielili się piłką i punktowali Orzełki. Drużyna Janka Drabika robiła co mogła, jednak w obliczu szybkich i kombinacyjnych akcji przeciwnika, była po prostu bezsilna. W obozie Awantury prym wiedli przede wszystkim Damian Sawicki i Sebastian Dydecki. Ten pierwszy strzelał, drugi podawał i wynik był z każdą minutą coraz wyższy. Orzełkom nie wolno odmówić ambicji. Mimo że chłopaki zdawali sobie sprawę, że mecz zakończy się porażką, to grali na tyle na ile mogli i ich niektóre akcji mogły się podobać, a zwłaszcza ta, gdy o mało przepięknego gola z przewrotki nie zdobył Janek Drabik. Wystarczyło to do porażki 4:11, choć na pewno mogło się skończyć gorzej, ale w wielu sytuacjach świetnie bronił Michał Skalski. Dla Old Eagles była to już trzecia z rzędu porażka i widmo spadku zaczyna tej drużynie zaglądać w oczy coraz intensywniej. Z kolei Awantura wróciła na właściwe tory i trzeba powiedzieć, że bardzo się w tym meczu nie spociła. Czy jednak straty poniesione w poprzednich kolejkach nie spowodują, że na pościg o medale jest odrobinę za późno? Tego dowiemy się wkrótce, natomiast trzeba oddać tej drużynie, że gdy ma dobry skład, to naprawdę z przyjemnością patrzy się na jej poczynania. I tak też było w ostatnią niedzielę.
Bardzo ciekawym i emocjonującym okazało się spotkanie Wiernego Służewca i East Team. Obie ekipy stawiły się dna Arenę AWF mając na ławce po 4 zmiany, kibice mogli więc liczyć na emocjonujące zawody. Tak też było i w tym meczu. Obie drużyny to bezpośredni rywale ze środka tabeli 3 ligi, więc na cztery kolejki przed zakończeniem rundy wiosennej było to klasyczne starcie o 6 punktów. Do strefy awansu jest bardzo daleko, natomiast do spadku niestety bardzo blisko. Do 18 minuty było już 3-0 dla gospodarzy i wydawało się, że nikt i nic nie może wyrwać im tego zwycięstwa. Bardzo dobra postawa duetu Tomasz Krzyżański ( 2 bramki i 2 asysty ) i Marcin Kowalski ( 2 bramki i 2 asysty ) dawała drużynie Wiernego możliwość kontrolowania tego spotkania. East Team jednak zaczęli się zbierać jak pięściarz po szybkim nokaucie i jeszcze w końcówce pierwszej połowy trafili do bramki rywala dwukrotnie. Pierwsza odsłona zakończyła się więc wynikiem 3-2 dla gospodarzy. Druga odsłona to szybkie wyrównanie na 3-3 zespołu East Team i początek kanonady w wykonaniu drużyny gości. Najlepszy asystent spotkania jak i MVP całego meczu ( 5 asyst ) Adlet Akkiyarov oraz najlepszy strzelec spotkania ( 4 bramki ) Daulet Niyazov pokazali co jest siłą East Teamu. Ładne, pomysłowe i szybkie akcje obu panów plus walka reszty ekipy dały nam do 40 minuty wynik 7-4 dla East Team. Wierni oczywiście się odgryzali, starali się narzucić swój styl gry ekipie przeciwnika, lecz East Team odpowiadali tym samym. Mieliśmy wiec bramkę za bramkę i bardzo emocjonujące spotkanie. W 43 minucie wymieniony na początku duet Tomasz Krzyżański i Marcin Kowalski wykreowali bramkę kontaktową na 6-7 i nadzieje na zwycięstwo ekipy gospodarzy rosły bardzo szybko, lecz MVP meczu Adlet Akkiyarov co chwilę rozdawał piękne podania kolegom z drużyny, którzy dzięki temu mieli wiele okazji do zdobycia bramki. Tak też się stało i East Team wygrali 9-7 po bardzo ładnym i emocjonującym spotkaniu w wykonaniu dwóch bezpośrednich rywali w tabeli.
Młodzi gracze Smoczej Furiozy bardzo długo czekali na możliwość rewanżu za dotkliwą porażkę w rundzie jesiennej z Wilkami. Mecze lidera z outsiderami bardzo często rządzą się swoimi prawami i wiedzieliśmy, że ekipa Olka Janiszewskiego w tym starciu da z siebie wszystko, aby obronić honor i dać poczuć rywalom nieco smoczego oddechu. Zaczęło się jednak od bramki strzelonej przez faworyta, kiedy to po podaniu Vadima Chuchvy piłkę do bramki pewnym strzałem z dystansu, skierował Borys Ostapenko. "Smoki" pozbierały się jednak bardzo szybko i po akcji przeprowadzonej przez Daniela Grzegory, piłkę do bramki, pięknym strzałem, posłał Olek Janiszewski i mieliśmy 1:1. Gra się wyrównała, a obie ekipy bardzo mocno skupiły się na szczelnej defensywie. Goście jednak nie zdołali nic poradzić, gdy po zagraniu Rafała Grunwalda niesamowitym strzałem z wolej popisał się Janek Sądej, dzięki czemu skazani "na pożarcie" gospodarze wyszli na prowadzenie 2:1! Wilki jednak jeszcze przed końcem pierwszej połowy otrząsnęły się z szoku i po golach autorstwa Dmytro Sokola oraz Yegora Boiko schodzili na odpoczynek przy prowadzeniu 2:3. Niestety dla widowiska, po zmianie stron zapał Furiozy nieco ostygł, a doświadczeni liderzy 3-ciej Ligi Fanów zaczęli powoli budować solidne prowadzenie. O swoim kunszcie ofensywnym przypomniał Vitalii Yakovenko, który brał udział przy kolejnych czterech trafieniach swojego zespołu, dwukrotnie pokonując Michała Baranowskiego, a także asystując przy trafieniach Borysa Ostapenko oraz Mikhaila Yakavinchuka. Kiedy po kolejnych minutach przewagi gości oraz bramkach Dmytro Sokola i Yegora Boiko zrobiło się 2:8, było jasne, że komplet punktów powędruje do składającej się głównie z ukraińskich zawodników ekipy Wilków. Na osłodę gospodarze zdołali jeszcze wbić bramkę na 3:8, która ustaliła wynik rywalizacji "Dawida" z "Goliatem". Smocza Furioza nadal w strefie spadkowej, a Wilki nadal niepokonane w tym sezonie!
Mecz na szczycie - tymi słowami można śmiało określić starcie AFC Goodfellas i FC Ballers. Obydwa zespoły solidarnie zajmują miejsca na podium, jak i tylko raz schodziły w rundzie wiosennej z boiska jako pokonane. Wskazanie faworyta w tym meczu było ciężkie i od początku było widać ciężar gatunkowy tej rywalizacji. Pierwszy kwadrans to tzw. piłkarskie szachy, w których żadna z drużyn nie chciała zaryzykować straty bramki i przede wszystkim skupiła się na szczelnej defensywie. Wynik po upływie piętnastu minut gry otworzyli gospodarze, którzy sprytnym strzałem po długim słupku wyszli na prowadzenie. Bramka spotkania, a może nawet całej kolejki padła kilka minut później, kiedy to po centrze z rzutu wolnego Yaroslav Manzhaliy huknął po koźle prosto z woleja i piłka odbijając się od poprzeczki trafiła do bramki. Zespół gospodarzy widocznie bardzo przeżywał piękne uderzenie kolegi i chwilę później ich roztargnienie wykorzystali przeciwnicy, zmniejszając stratę do jednego gola. Ostatnie słowo należało jednak do ich rywali, którzy strzelając na 3:1 ustalili wynik tej części meczu. W drugiej połowie ponownie przez dłuższy czas drużyny nie potrafiły znaleźć sposobu na pokonanie bramkarza rywali i wynik pozostawał bez zmian. Jednak ostatnie minuty zapewniły nam wielkie emocje. Najpierw prowadzenie podwyższyli gospodarze, jednak chwilę później stracili dwie bramki i na pięć minut przed końcem meczu mieliśmy już tylko jedną bramkę straty zespołu gości. Kiedy wydawało się, że kwestią czasu jest doprowadzenie do remisu, żółtą kartkę obejrzał zawodnik FC Ballers i drużyna ta prawie do końca musiała grać w osłabieniu. W ten sposób znakomicie utrudnili sobie sprawę i mecz zakończył się wynikiem 4:3 dla AFC Goodfellas. Rezultat ten sprawił, że obydwie drużyny po tym spotkaniu mają na koncie tyle samo punktów, przez co walka o drugie miejsce na podium zapowiada się bardzo interesująco.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)