Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 4 Liga
W czwartej lidze przetrwają tylko najskuteczniejsi. Przekonali się o tym zawodnicy Iglicy, którzy zanotowali trzecią porażkę z rzędu, mimo, że wcale nie prezentowali się źle we wszystkich tych spotkaniach. Wyrównane starcia z LTM Warsaw, a także teraz z Byczkami Stare Babice, to mecze, w których KS Iglicy Warszawa zabrakło jedynie skuteczności (a może odrobiny szczęścia?). W 12. kolejce mierzyli się z Byczkami i już do przerwy przegrywali 0:3. Czy to znaczy, że dali się zdominować rywalom? Nic bardziej mylnego. Oczywiście należy pochwalić gospodarzy, którzy na początku trafili bezpośrednio z rzutu wolnego, a później jeszcze nieraz pokazywali się z dobrej strony. Drugą bramkę zdobyli z najbliższej odległości, gdy Jastrzębski praktycznie wturlał piłkę do siatki przeciwnika. Trzecią natomiast zapisaliśmy na konto Głowackiego, który przelobował golkipera Iglicy, wykorzystując dobre podanie z autu od Krzyta. Skoro o bramkarzach mowa należy pochwalić “jedynkę” Byczków, czyli Trzaskowskiego. Golkipera BSB docenili również goście, wybierając go na zawodnika meczu i trzeba przyznać, że była to niezwykle zasłużona nominacja. Jeszcze lepiej ocenialibyśmy jego występ, gdyby zachował czyste konto, ale w drugiej połowie piłkarze KSI znaleźli w końcu sposób na pokonanie Trzaskowskiego i zdobyli dwie bramki. Najpierw trafił Szmańda, a później Wszeborowski uderzył z dystansu półwolejem i również wpisał się na listę strzelców. W międzyczasie gospodarze dwukrotnie trafiali w obramowanie bramki, ale w końcu dopięli swego i przypieczętowali zwycięstwo. Gola na 4:2 zdobył Głowacki, trafiając z rzutu karnego.
W ramach 12 kolejki Ligi Fanów doszło do spotkania lidera czwartej ligi LTMu Warszawa z drużyną Margerita Team. Goście w tym sezonie grają poniżej oczekiwań, utrzymują pozycje zaraz nad strefą spadkową i walczą o utrzymanie. Spotkanie zapowiadało się bardzo ciekawie, obie ekipy miały swoje ambicje i chciały pokazać się z jak najlepszej strony. Początek spotkania to równa gra z obu stron, obie ekipy badały się nawzajem, ale z czasem to gospodarze przejęli inicjatywę. W piątej minucie spotkania Krzysztof Kulibski strzelił pierwszą bramkę w tym meczu i wyprowadził tym samym swój zespół na prowadzenie. Przewaga gospodarzy rosła z każdą minutą, a jej efektem był kolejny gol. Przy wyniku 2-0 do głosu powoli zaczęli dochodzić zawodnicy Margerity. W dziesiątej minucie spotkania gola kontaktowego strzelił Piotr Pielak. Ekipa LTMu w tej części meczu grała bardzo nerwowo i nie wykorzystywał świetnych sytuacji na podwyższenie wyniku. Co nie udawało się gospodarzom, udało się gościom którzy najpierw wyrównali, a po chwili wyszli na prowadzenie 2-3. Druga część spotkania to ponownie walka w środku pola i wymiana ciosów z obu stron. Swoje robili też bramkarze, którzy popisywali się świetnymi interwencjami na linii bramkowej oraz skuteczną grą w polu. Najpierw bramkarz LTMu Sebastian Blok pięknym strzałem zdobył bramkę na 4-4, a po chwili bramkarz gości Radosław Rogaliński zdobywa swoją bramkę i Margerita ponownie prowadzi w tym spotkaniu 4-5. W końcowych minutach meczu do remisu w tym spotkaniu doprowadził jeszcze Krzysztof Kulibski, jednak ostatnie słowo należało do gości. Po perfekcyjnie rozegranym rzucie z autu zwycięstwo swojej ekipie zapewnił Łukasz Bubrowski. Margerita odniosła bardzo cenne zwycięstwo i dzięki zdobytym trzem punktom odskoczyli od strefy spadkowej już na siedem punktów.
Pamiętamy jak przewrotne było spotkanie Wiernego Służewca z Awanturą Warszawa jesienią. Awanturnicy wówczas przeważali, a to ekipa ze Służewca zgarnęła komplet punktów. Od początku spotkania mieliśmy wręcz bliźniaczy obraz gry jak w pierwszej rundzie. Goście atakowali i w pierwszych minutach byli zdecydowanie lepsi. Udokumentowali to dwoma trafieniami. Najpierw po rykoszecie piłka wpadła do bramki Grzegorza Łapacza, a chwilę później po znakomitym prostopadłym podaniu Patryk Dominiak podwyższył prowadzenie. Jednak Wierny po marazmie na początku meczu stopniowo grał coraz lepiej i dość szybko wyrównał. Dwie kombinacyjne akcje doskonale rozmontowały obronę Awantury i mecz zaczął się na nowo. Przy wyniku 2:2 to gospodarze przejęli inicjatywę. Po kolejnej z akcji świetnym odbiorem popisał się Michał Kowalski. Szybko uruchomił swojego kolegę z ataku, a ten wyłożył piłkę Adamowi Żychlińskiemu i było już 3:2. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa. Po zmianie stron Awantura z animuszem ruszyła do ataku, jednak to Wierny po błędzie bramkarza podwyższył prowadzenie. Od tego momentu gospodarze starali się utrzymać wynik i to się zemściło. W przeciągu zaledwie trzech minut goście wyrównali. Dwa razy niefrasobliwość w defensywie została ukarana. Remis 4:4 zwiastował niesamowitą końcówkę. Po rzucie rożnym ponownie Wierny wyszedł na prowadzenie, ale od stanu 5:4 jego gra wyglądała fatalnie. Problemy w wyprowadzaniu piłki i liczne błędy w obronie dały kolejne trafienia Awanturze. Skończyło się 5:9 i w kontekście całego spotkania był to wynik jak najbardziej sprawiedliwy. Wygrana Awantury powoduje, że nadal liczy się w walce o podium, a Wierny mimo porażki nadal ma szanse nawet na mistrzostwo tej ligi.
Spotkanie które rozpoczęło się przy Arenie Picassa o godzinie 16.30 na sektorze B obfitowało w dużą ilość bramek. Oldboys, drużyna ze środka tabeli 4 ligi mierzyła się z FC Radler Świętokrzyski, którzy to zajmują ostatnie miejsce. Piękna, wręcz wymarzona pogoda do grania w piłkę mocno sprzyjała zawodnikom Oldboys. Już w 2 drugiej minucie objęli oni prowadzenie po ładnej, dwójkowej akcji Jacka Pryjomskiego i Marcina Wiktoruka. Minutkę później mieliśmy podwyższenie wyniku na korzyść Oldboys. Tomasz Ciesielski trafił po sprytnym podaniu Jacka Pryjomskiego i w tym momencie było 2-0, a mieliśmy dopiero 3 minutę meczu. Dominacja graczy z osiedla Derby była wyraźna. Siódma minuta przyniosła nam zmianę wyniku ponownie na korzyść Oldboys. Marcin Wiktoruk, po podaniu Jacka Pryjomskiego, spokojnie podwyższył na 3-0. Do 12 minuty Oldboys zdobyli jeszcze 2 bramki. Jacek Pryjomski trafił po krótkim rogu po ładnym podaniu Jacka Łukasiewicza, a chwilkę później Marcin Wiktoruk bez najmniejszego problemu zdobył bramkę na 5-0. Oldboys chyba chcieli delikatnie odpocząć, stracili czujność i to się szybko zemściło. W 15 i 17 minucie Tomasz Lis z Radlera dwa razy uderzył pewnie w światło bramki i mieliśmy już 5-2. Podrażnieni zapewne rozwojem sytuacji zawodnicy Oldboys nie mieli zamiaru więcej przyjmować ciosów i szybko się odgryźli. Przed przerwą pokonali jeszcze dwukrotnie bramkarza Radlera i na przerwę zeszliśmy z wynikiem 7:3. Spokojnie rozpoczęta druga polowa delikatnie uśpiła zawodników Oldboys i Radler nie omieszkał tego nie wykorzystać. Po zamieszaniu w środku boiska, lewą nogą wyłuskał piłkę Szymon Fałowski, po kilku metrach został sam na sam z bramkarzem Oldboys i nie zmarnował tej okazji zdobywając bramkę na 4-7. Zmęczenie jednak wzięło górę i gospodarze po raz kolejny udowodnili, że w tym meczu nie wypuszczą zwycięstwa z rąk. Do końca meczu strzelili jeszcze 5 bramek, a stracili tylko 1, więc ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem 12:5, a 3 punkty dopisaliśmy do ligowej tabeli Oldboysom.
Mecz odbył się wieczorową porą na Arenie Picassa, a emocji w nim na pewno nie brakowało. Niestety, również nie brakowało tych negatywnych. Druga w tabeli drużyna Popalonych Styków podejmowała dziewiątych w tabeli Virtualnych. Można było pomyśleć, że będzie to łatwe spotkanie dla „Popalonych” ale tak na szczęście nie było. Początek meczu to zgodnie z oczekiwaniami optyczna przewaga „Styków” jednak nic z niej nie wynikało. Virtualni delikatnie cofnięci też czekali na swoją okazję do zdobycia bramki. Dziesiąta minuta przyniosła nam otwarcie wyniku na korzyść „Styków”. Wojciech Konieczny potężnie uderzył z rzutu wolnego z około 20 metrów i piłka bez najmniejszego problemu wylądowała w siatce bramki przeciwnika. Chwilę później, bo w 3 minucie „Styki” prowadziły już 2-0. Paweł Malec wyprowadzając piłkę spod swojej bramki zdecydował się na potężną „ bombę” ze swojej połowy i piłka bez problemu wpadła w okienko bramki Virtualnych. Bramka meczu, śmiało można by rzec. Vitualni jednak nie mieli zamiaru oddać tego meczu bez walki i w 15 minucie zdobyli kontaktową bramkę. Robert Zając przechwycił piłkę na prawym skrzydle i sam na sam wykorzystał nadarzającą się okazję, zdobywając tym samym bramkę na 2-1. Po chwili kolejna drzemka defensywy gospodarzy i na tablicy wyników widniał remis. Szymon Kolasa, po zamieszaniu i kopaninie w polu karnym, zachował się najbardziej przytomnie i zdobył wyrównującą bramkę na 2-2. Ta wymiana ciosów to był piękny moment tego ciekawego spotkania. Jednak pod koniec pierwszej polowy „styki” nie odpuściły i dopięły swego. Ponownie Wojciech Konieczny zdobył bramkę i wyprowadził swoja drużynę na prowadzenie. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3-2 dla gospodarzy. Jeszcze w pierwszej połowie zrobiło się dosyć agresywnie na boisku i sędzia nie zawahał się dać „żółtka” . Pan Kamil Paszek musiał odpocząć 3 minuty. Druga połowa to naprzemienne ataki obu ekip, które jednak tylko jednej drożynie przyniosły zaierzony efekt. Virtualni co chwilę próbowali zdobyć bramkę ale obrońcy rywali byli jak średniowieczna forteca, nie dało się ich sforsować w żaden sposób. Sami natomiast odgryźli się zdobytymi dwiema trafieniami. Wojciech Konieczny, to ten Pan zapewnił zwycięstwo ekipie wicelidera tabeli. Najpierw zdobył bramkę z rzutu wolnego na 4-2 by po chwili ustalić wynik spotkania na 5-2 dla FC Popalonych Styków.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)