Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 5 Liga
W tabela 5.ligi jest wyjątkowo ciasno, a przed 6.kolejką mogło dojść do sytuacji, w której aż 4 zespoły miałyby po 13 punktów. Jednym z warunków była wygrana ADS Scorpions nad Broke Boys, aczkolwiek to ci drudzy byli lekkim faworytem. A stali się jeszcze większym, gdy okazało się, że Skorpiony zaczną mecz bez wielu ważnych dla siebie graczy, którzy dojechali dopiero po jakimś czasie. Tym samym celem na pierwszą połowę było prawdopodobnie utrzymanie dystansu bramkowego do rywali i próba ataku wtedy, gdy wszyscy oczekiwani zawodnicy pojawią się na AWF. I ten plan ekipa Artura Kałuskiego realizowała lepiej niż dobrze. Chłopaki grali bardzo zdyscyplinowanie w obronie, byli groźni w ofensywie i w premierowych 25 minutach dwukrotnie wychodzili na prowadzenie. Rywale za każdym razem potrafili odpowiadać i chociaż według nas pierwsza połowa była ze wskazaniem na ADS, to wynik brzmiał 2:2. Druga odsłona okazała się jeszcze ciekawsza. Szybko gola na 3:2 dla Skorpionów zanotował Tomek Świeczka. Potem przycisnęli rywale, którzy mieli kilka okazji by wyrównać, a prowadzący ratowali się choćby wybiciem piłki z linii bramkowej. Nominalni gospodarze przetrwali trudny okres, aż wreszcie sami wyprowadzili zabójczą akcję. O piłkę powalczył Jurij Łukjaniec, który dojechał na mecz chwilę wcześniej, zagrał do Szymona Zawadzkiego a ten zdobył kluczowego gola dla losów spotkania. W obozie przeciwników zaczęły pojawiać się nerwy. To nie mogło dobrze wpłynąć na ich postawę, co potwierdziło się na boisku. Skorpiony nadal grały skutecznie i po zespołowej bramce na 5:2 było jasne, że dojdzie tutaj do małej niespodzianki. Ostatecznie wynik brzmiał 5:2 i trzeba powiedzieć, że był on efektem świetnej, drużynowej postawy tej ekipy. Tym samym ADS wciąż są w grze o medale, nawet te złote. Co do Broke Boys, to można mówić o rozczarowaniu. Ten zespół – poza kilkoma fragmentami – grał po prostu słabo i bez pomysłu. No i w ten sposób przestał być głównym kandydatem do mistrzostwa 5.ligi. A może być nawet tak, że przegrywając ostatni mecz w sezonie, skończy bez jakiegokolwiek medalu…
Bardzo ważne zadanie do wykonania mieli zawodnicy ekipy Lisy Bez Polisy, którzy ostatniej niedzieli podejmowali Mistrzów Chaosu. Drużyna gospodarzy w tym sezonie uzbierała jedynie 3 punkty w 6 meczach i niestety wiele już w tym sezonie nie ugra, natomiast w zupełnie innej sytuacji byli ich rywale. Żeby włączyć się w walkę o mistrzostwo musieli wygrać ten mecz. Co prawda jako pierwsi na prowadzenie wyszli Mistrzowie Chaosu, natomiast ich radość nie trwała długo, ponieważ goście jeszcze przed przerwą odpowiedzieli trzema trafieniami, a po zmianie stron dołożyli jeszcze jedno „oczko”. Przegrywający co prawda nie złożyli jeszcze broni i strzelili dwie bramki, natomiast na wiele się to nie zdało, ponieważ przeciwnik dokładał kolejne trafienia. W świetnej formie tego dnia był zawodnik Lisów - Jakub Anasiewicz, który z łatwością mijał obrońców Mistrzów Chaosu i popisał się czterema trafieniami. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 7:3 dla Lisów Bez Polisy, którzy na jedną kolejkę przed końcem sezonu mają na koncie tyle samo punktów, co trzy inne drużyny w tabeli i nadal są w grze o mistrzostwo 5 Ligi.
W meczu o strefę medalową, tak jak przewidywaliśmy, Marcin Taras okazał się być różnicą. Niestety, z punktu widzenia gospodarzy, amulet BRD Young Warriors nie przybył na spotkanie. Gospodarze próbowali mocno zacząć, ale dość szybko nadziali się na kontrę Ajaksu Warszawa, a bramkę zdobył Adam Bogusz. BRD podchodziło niefrasobliwie do obowiązków w obronie, z czego Ajaks często korzystał. W 8 minucie na 0:2 podwyższył Bartek Kopacz, ale gospodarze walczyli. Bramka kontaktowa wisiała w powietrzu, aż Mateusza Nowaka pokonał wreszcie Arkadiusz Bieniek. Mało tego, w 15 minucie z zerowego kąta piłkę do świątyni oponentów wkręcił Adam Wojciechowski i myśleliśmy, że od tego momentu będziemy świadkami świetnego widowiska. Faktycznie, mecz był świetny, jednak niestety - piłka zaczęła wpadać tylko do jednej bramki. Najpierw Bartek Kopacz, potem Jakub Zdunek i do przerwy było 2:4. Mogło być jeszcze wyżej, ale Artur Fiodorow wygrał sytuację sam na sam z Bartkiem Kopaczem, a po kilku minutach bramkarz BRD obronił jeszcze jeden świetny strzał przeciwników. W drugiej połowie gospodarze ruszyli do ataku, ale niestety dla nich - Ajaks się bardzo dobrze bronił. Dyskusyjna mogła być też taktyka gospodarzy, którzy za wszelką cenę próbowali oddawać strzały z pola karnego przeciwnika - na ogół jest to pomysł bardzo dobry, lecz wszyscy zawodnicy Ajaksu bronili w swoim polu karnym i ciężko było się przebić przez gąszcz nóg. Goście natomiast dwukrotnie zaskoczyli przeciwnika i przy wyniku 2:6 na 10 minut przed końcem Ajaks był pewny zwycięstwa. Goście spuścili nogę z gazu dopiero przy stanie 2:9, a gospodarze honorowo walczyli do ostatnich minut. Ich walka, choć próżna, została nagrodzona dwoma trafieniami, a mecz zakończył się rezultatem 4:9.
Przed spotkaniem pomiędzy KS Centrum, a ekipą Heavyweight Heroes drużyna gospodarzy pozostawała jedną z niewielu, która jak dotąd nie zdobyła ani jednego punktu. Okazją by to zmienić był mecz z bardziej doświadczonymi rywalami, którzy zaledwie raz w tym sezonie wygrali swoje spotkanie. Od samego początku tempo rywalizacji było bardzo żwawe, co w przełożeniu na szerszą ławkę gospodarzy, mogło zwiastować ich szansę na przełamanie. Pierwsze fragmenty starcia zdecydowanie należały do graczy występujących w żółtych strojach. Ogromną pracę wykonał wtedy Jakub Bembas, który zaliczył dwie asysty. Niestety dla zawodnika oznaczonego numerem 9 na nic się to zdało. Rywal sprawnie poukładał grę obronną, dzięki czemu płynne kontrataki Heavyweight Heroes mogły zakończyć się aż trzema trafieniami przed przerwą. W drugiej odsłonie gospodarze momentalnie przejęli inicjatywę, zdobywając najpierw bramkę dającą remis, by później objąć prowadzenie. Przy wyniku 4:3 na własne życzenie skomplikowali sobie jednak życie, tracąc jakże upragnioną kontrolę. Mimo tak patowej sytuacji zawodnicy KS Centrum kolejny raz wrzucili wyższy bieg, aby nadgonić to, co przed chwilą stracili. Sztuka ta udała się za sprawą fenomenalnej dwójkowej akcji na linii Maciej Ciołek - Szymon Salata, tuż przed końcowym gwizdkiem. Dzięki temu młody zespół z ulgą może patrzeć w przyszłość, ponieważ zakończył on jedną z najgorszych serii w historii klubu.







)
)
)
)
)
)
)
)