Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 5 Liga
Podobnie jak w zeszłym tygodniu już pierwszy mecz na arenie AWF przyniósł niemałe, boiskowe emocje. Starcie Munji i Mikstury zapowiadało się ciekawie, a okazało się niespotykanie wyrównaną rywalizacją z finałem, którego nie powstydziłyby się najlepsze widowiska piłkarskie. W poprzedniej rundzie górą była ekipa rodziny Jochemskich, więc dla gospodarzy była to szansa na rewanż, ale obie drużyny podeszły do tego spotkania bardzo ambitnie. Po 10 minutach wzajemnego sprawdzania bloków obronnych na prowadzenie wyszła Munja, kiedy podanie Andrzeja Denysova na gola zamienił Kacper Drozdowicz. Nie minęła minuta, a był remis po golu Rafała Jochemskiego, lecz gospodarze błyskawicznie odpowiedzieli dwoma trafieniami Dawida Orzechowskiego. Wymiana ciosów trwała i w 17 minucie Dariusz Jochemski posłał precyzyjne podanie przez całe boisko, a Piotr Stefaniak strącił piłkę głową i było 3:2. W 22 minucie Rafał Jochemski dostał prezent w postaci rzutu wolnego i w klasycznym dla siebie stylu zapakował piłkę do siatki. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 3:3, a na kolejnego gola musieliśmy czekać… do ostatniej akcji tego spotkania. Mimo to w drugiej połowie nie wiało nudą, a wręcz przeciwnie, działo się sporo raz po jednej, raz po drugiej stronie boiska. Atmosfera nieco zgęstniała i nie zabrakło twardej gry i boiskowej złośliwości, ale sędzia miał mecz pod kontrolą i nie musiał ani razu wyciągać żółtego kartonika. Gdy wydawało się, że dojdzie do podziału punktów, Mateusz Skowroński wywalczył rzut z autu, który sprytnie rozegrał z Rafałem Jochemskim, a ten przedarł się przez trzech obrońców i z ostrego kąta zapakował piłkę do siatki. Była to dosłownie ostatnia akcja meczu, bo sędzia nie wznowił już nawet gry ze środka i rzutem na taśmę Mikstura wywalczyła trzy punkty, które dają nadzieje na walkę o srebro w tym sezonie.
Oba zespoły do gry motywowały zupełnie różne powody. Zawodnicy BJM Development, po kilku wpadkach w ostatnich kolejkach musieli się mocno zmobilizować, aby utrzymać się w rajdzie po mistrzostwo, natomiast gracze Bartolini Pasta desperacko potrzebowali punktów, aby oddalić się od strefy spadkowej. Mimo braku kontuzjowanego Oliwiera Aleksandra, gospodarze bardzo szybko przejęli inicjatywę, a świetnie w ofensywie spisywał się Patryk Ciborski i Grzegorz Rękawek. Ci dwaj Panowie brali udział w czterech trafieniach swojego zespołu, które pozwoliły im wyjść na bardzo komfortowe prowadzenie 4:0. W tym czasie Patryk Ciborski dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców oraz raz podawał, a Grzegorz Rękawek raz pokonywał golkipera rywali, a także dwukrotnie popisywał się kluczowym dograniem. Po zmianie stron gospodarze dyrygowani zza linii bocznej przez Filipa Odolińskiego wciąż spisywali się dobrze, czego efektem było kolejne trafienie Grzegorza Rękawka. W poczynaniach gości powoli było widać zwątpienie, jednak gracze Bartolini słyną z radości gry w piłkę i walki do końca. To przyniosło efekt w postaci gola zdobytego przez Adama Kubajka, a zdobyta bramka wyraźnie rozruszała skrzydłowego gości, gdyż asystował jeszcze w tym meczu. Miało to miejsce przy golu Michała Cholewińskiego na 6:2. Do końca spotkania było jednak dość mało czasu, a jak się później okazało, oprócz gola zdobytego przez Mateusza Brożka, bramka Arka Kamińskiego na 6:4 była ostatnią w tym meczu. Zasłużone zwycięstwo ekipy BJM stało się faktem, natomiast zespół Bartolini Pasta do końca sezonu będzie musiał się zmobilizować, abyśmy nadal mogli ich oglądać na obecnym szczeblu rozgrywek.
Jeszcze kilka kolejek temu chyba nikt nie przypuszczał, że Sante będzie miało jakąkolwiek szansę, by na koniec sezonu wychylić głowę znad strefy spadkowej. Ale dwa ostatnie zwycięstwa tej ekipy spowodowały, że taka nadzieja się pojawiła. By ją podtrzymać, należało uporać się również z Junakiem, co jednak tylko w teorii było zadaniem prostym. Zespół Krzyśka Krzewińskiego gra świetnie w tej części sezonu, a dodatkowo ma ten atut, że na nowym boisku przy Grenady gra regularnie, podczas gdy Sante zagrało tutaj w tej edycji po raz pierwszy. No i niestety tego debiutu chłopaki nie zaliczą do udanych. Ten mecz od początku im się nie układał, zwłaszcza pod względem skuteczności. Chłopakom zdarzało się nawet nie trafić na pustą bramkę, tak jak to miało miejsce przy stanie 0:2, gdy gola miał obowiązek zdobyć Piotr Kowalski. Kto wie, czy to nie był kulminacyjny moment spotkania, bo zamiast 1:2, zaraz zrobiło się 0:3 i impas strzelecki Sante trwał. Warto jednak na chwilę zatrzymać się przy wspomnianym golu na 0:3, albowiem fantastyczną podcinką nad bramkarzem zdobył go Przemysław Bloch, znany głównie z przerywania akcji rywala, a tutaj popularny „Hans” popisał się naprawdę technicznym kunsztem. Na początku drugiej połowy ekipie Sante udało się wreszcie przełamać niemoc, lecz za pierwszym trafieniem niestety nie poszły kolejne. Z kolei rywal nie próżnował, rozkręcił się Paweł Groszkowski, dobrze grał Aleksy Sałajczyk, a swoje zrobił także bramkarz Andrzej Groszkowski, który dopisał do swojego konta kolejnego, obronionego karnego (tym razem nie dał się pokonać Albertowi Piórkowskiemu). Po 50 minutach gry wynik brzmiał 7:3, dzięki czemu triumfatorzy kontynuują swoją serię meczów bez porażki i będą celować w zajęcie czwartej lokaty na koniec sezonu. Sante musi z kolei jak najszybciej wrócić na zwycięską ścieżkę, bo terminarz ma trudny i każda kolejna porażka będzie oznaczać, że znaczenie hasła „mamy wszystko w swoich nogach”, będzie się dewaluować bardzo szybko.
Spotkanie Lagi Warszawy z FC Melange było niezwykle istotne dla obu ekip. Gospodarze od początku rzucili się na przeciwników i zespół z Bielan początkowo nie mógł złapać swojego rytmu gry. Z przodu szczególnie aktywny był Daniel Kielak. Wspierał go Mateusz Kwiecień, który najpierw strzelał, a później obsługiwał kolegów znakomitymi podaniami. Początkowo szybko strzelone bramki ustawiły mecz i długo czekaliśmy, aż zespół Daniela Kowalskiego wreszcie się obudzi. Z akcji nic nie chciało wpaść, dlatego rzut karny w końcówce pierwszej połowy wykorzystany przez Bartka Podobasa dawał nadzieję na walkę o odwrócenie losów meczu. Kara minutowa dla Lagi po żółtej kartce dla Jędrzeja Święcickiego dodatkowo mobilizowała w przerwie zespół z Bielan. Z animuszem goście wyszli na drugą odsłonę licząc, że odrobią czterobramkowy deficyt. Niestety okresu przewagi nie wykorzystali, a grając o jednego zawodnika więcej stracili kolejną bramkę. Laga od tego momentu rozpędzała się coraz mocniej i pewnym momencie wynik brzmiał 10:2. Szalał w ataku Daniel Kielak i tylko znakomite interwencje Bartosza Jakubiela nie powodowały wyższego prowadzenia na tablicy wyników. W końcówce gospodarze mając mecz pod kontrolą trochę się rozluźnili i Melanż zmniejszył rozmiary porażki. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 11:5 i to był najniższy wymiar kary dla gości. Laga po zwycięstwie nadal na drugiej pozycji w lidze. Melanż dzięki porażkom Sante i Bartolini Pasta pozostaje przynajmniej do następnego tygodnia na bezpiecznej lokacie w tabeli.
Bulbez już od kilku kolejek znajduje się w sytuacji, gdzie nie grożą mu medale, jakkolwiek przy niekorzystnym zbiegu okoliczności ta ekipa mogłaby się jeszcze uwikłać w walkę o utrzymanie. By temu zapobiec i zagwarantować sobie spokojną końcówkę sezonu, ekipa Michała Rychlika musiała pokonać Sportowe Zakapiory. Sprawa wydawała się dość prosta w realizacji, wszak przeciwnicy to najsłabsza drużyna tego poziomu rozgrywkowego. To jednak tylko teoria, bo ten zespół jest dużo groźniejszy niż wskazuje na to ligowa hierarchia i zamierzał to po raz kolejny udowodnić. Tyle że podobnie jak w wielu poprzednich przypadkach, tak i w tym sprzymierzeńcem Zakapiorów nie była skuteczność. Mimo, że chłopaki na przestrzeni całego spotkania wykreowali sobie naprawdę bardzo wiele okazji, to pierwszą bramkę w tym meczu zdobyli dopiero w 45 minucie spotkania, gdy przegrywali już 0:4. Dziś można gdybać, czy gdyby trochę wcześniej nie pokusili się o otwarcie swojego dorobku bramkowego, to czy nie napsuliby oponentom trochę więcej krwi. A tak Bulbez miał tutaj dość duży komfort, który pozwolił na bardzo spokojną grę. Tym bardziej, że z przodu dysponował dobrze rozumiejącym się duetem Rafał Szewczyk – Marcin Taras, który miał udział przy większości zdobytych bramek przez ekipę z Bemowa. Łącznie było ich sześć, z kolei Sportowe Zakapiory zanotowały dwa trafienia, obydwa autorstwa Krzyśka Westenholza. To było oczywiście za mało jak na potrzeby ostatniej ekipy w tabeli, która chyba na przyszły sezon musi pomyśleć o rasowym napastniku, który będzie potrafił zamieniać na gole wykreowane okazje. Bo to naprawdę nie jest słaba ekipa, tylko co z tego, skoro zupełnie nie potwierdzają tego wyniki. Tym samym Zakapiory mają już coraz mniejsze szanse na zachowanie piątoligowego bytu, chociaż wygrana w najbliższą niedzielę z Bartolini Pasta mogłaby jeszcze tchnąć w tę drużynę wiarę. Z kolei Bulbez praktycznie zagwarantował sobie grę na tym poziomie rozgrywkowym na kolejny sezon, a teraz jego zadaniem będzie walka o czwartą lokatę, która po przeciętnej jesieni, i tak wydaje się naprawdę fajną nagrodą za to, co ten zespół prezentuje wiosną.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)