Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 3 Liga
W starciu AGS-u z Vikersonnem byliśmy świadkami prawdziwej deklasacji – gospodarze nie pozostawili złudzeń i pewnie sięgnęli po trzy punkty. Od samego początku ekipa Piotra Zmysłowskiego narzucała swoje warunki gry i kreowała więcej konkretów pod bramką rywali. Ukraiński zespół próbował zrekompensować sobie przegrywaną walkę o środek pola, rozgrywając piłkę z bramkarzem, Maksymem Shchurem, ale i to nie powstrzymało przeciwników przed szybkim „ustawieniem sobie” meczu.
Po trzynastu minutach gry na tablicy wyników widniało już 5:0 – po dubletach Krystiana Schodowskiego i Dominika Pikalskiego (gdyby nie blokujący piłkę na linii bramkowej Danylo Kononchuk, Pikalski miałby już hat-tricka) oraz trafieniu Mikołaja Krauzego. Ten ostatni podwyższył rezultat również osiem minut później, wykorzystując podanie wspomnianego Pikalskiego – i to pomimo tego, że koledzy nie wierzyli, iż zdobędzie się na taki akt altruizmu. Tuż przed przerwą zawodnicy w pomarańczowych strojach wreszcie odblokowali swoje celowniki za sprawą akcji Vadyma Butenki i Ivana Vovka, który dostrzegł błąd w ustawieniu Wiktora Stankowskiego i zdobył premierowego gola.
Otwarcie drugiej odsłony zmagań było dość zaskakujące – to goście zaczęli prezentować się lepiej, jakby chcieli kontynuować dzieło rozpoczęte tuż przed zmianą stron. Ich starania przyniosły efekt: Vovk po wyrzucie bramkarskim Serhiego Zaridze oraz Syrotiuk po asyście z rzutu rożnego doprowadzili do stanu 6:3. Ale od czego ma się takich asów jak Damian Kucharczyk i Filip Motyczyński! Panowie, wspólnie z Pikalskim, nie tylko znacząco ożywili grę całego zespołu, ale też wypracowali aż pięć bramek – wśród nich znalazły się choćby pięknej urody rzut wolny Kucharczyka czy jego trafienie z dystansu od słupka. Ostatni cios Vikersonnowi zadał ponownie Krauze, przechwytując spadającą piłkę i umieszczając ją w siatce precyzyjną „pasówką”. Taki koncert goli na pewno mocno podbudował morale AGS-u, co może pomóc drużynie utrzymać formę w nadchodzących kolejkach.
Z kolei podopiecznym Ihora Makhlaia druga porażka z rzędu niestety nie wróży nic dobrego w kontekście walki o najwyższe cele.
W drugiej kolejce drużyna GLK pewnie pokonała TI:EXILE 6:3, mimo że do przerwy na tablicy wyników widniał remis 2:2. Spotkanie zostało otwarte bardzo szybko – już w 4. minucie, za sprawą będącego w dobrej formie Arsieniego Vanickiego.
Obie ekipy postawiły na ofensywne podejście, co przyniosło aż cztery gole jeszcze przed zejściem do szatni. Po przerwie to jednak GLK przejęło inicjatywę i zdominowało rywala, zdobywając cztery bramki, które przesądziły o końcowym wyniku. Kluczową postacią tego starcia był Damian Sawicki, który zdobył bramkę po efektownej kiwce i mocnym uderzeniu z lewej nogi. Do tego dołożył aż trzy asysty i zasłużenie został wybrany najlepszym zawodnikiem meczu.
W ofensywie wspierali go Mateusz Grabowski – autor dwóch trafień i jednej asysty – oraz Maciej Kondraciuk, Mariusz Burzyński i Sebastian Dominiak, którzy również wpisali się na listę strzelców.
TI:EXILE walczyło ambitnie do samego końca, a na szczególne wyróżnienie zasłużył wspomniany wcześniej Vanicki – zdobywca dwóch goli i asysty. Trzecie trafienie dla gości dołożył Maxim Savoska, a dwie asysty zanotował Artsiom Charkas. Mimo kilku naprawdę groźnych akcji ofensywnych, drużyna TI:EXILE nie zdołała zatrzymać rozpędzonego GLK. Defensywa nie wytrzymała tempa i kosztowało to zespół bardzo cenne punkty.
Zwycięstwo plasuje GLK w środku tabeli 3. Ligi i podkreśla ich ofensywny potencjał, który może odegrać kluczową rolę w dalszej części sezonu. TI:EXILE miało swoje momenty – dobre wejścia, dryblingi, groźne sytuacje – ale w to słoneczne popołudnie wyraźnie zabrakło im sił w końcówce.
W meczu FC Pers z Defenders FC zobaczyliśmy naprawdę wyrównane starcie obu drużyn. Jako pierwsi do głosu chcieli dojść gracze w czerwonych koszulkach, którzy już w pierwszych 10 minutach stworzyli kilka okazji. Brakowało jednak ostatniego podania, a te zakończone strzałami dobrze bronił Saidzoufar Firdavsi.
Wynik otworzyli Persi po mocnym uderzeniu Asada Oybekzody przy krótkim rogu. Defendersi nie zamierzali jednak składać broni – i zaledwie trzy minuty później rozpoczął się pokaz duetu Kucharski–Dehoda. Pierwszy z nich wykończył akcję po asyście drugiego. Jeszcze przed przerwą FC Pers ponownie wyszło na prowadzenie po ładnej akcji Obidowa i Usmonowa. Ale odpowiedź była natychmiastowa – znów do głosu doszedł Kucharski, który po odbitej przez Dehodę piłce uderzył z woleja tuż przy słupku, doprowadzając do remisu.
Po zmianie stron Defendersi weszli na wyższy bieg i wyszli na prowadzenie 5:2. Wszystko za sprawą wcześniej wspomnianego duetu, a także trafienia Gajdy. Warto też odnotować asystę Lublińskiego, który uruchomił akcję... dalekim wyrzutem z własnego pola karnego!
Gospodarze jednak nie składali broni – mimo niekorzystnego wyniku i upływającego czasu. Najpierw Mati Musoev wykorzystał rzut karny, a chwilę później zaliczył asystę przy trafieniu Obidowa, które dało jego drużynie nadzieję na remis.
Do samego końca oglądaliśmy bardzo otwarte, pełne walki spotkanie. Nikt nie odstawiał nóg, a emocje sięgały zenitu. Nie obyło się bez ostrych spięć – efektem były dwie żółte kartki: pierwsza dla Dehody po ostrym wślizgu w 16. minucie, druga dla Oybekzody za spóźniony atak w 28. minucie. A to tylko niektóre ze stykowych sytuacji, które podgrzewały atmosferę. Ostatecznie wynik 5:4 na korzyść debiutantów w Lidze Fanów już się nie zmienił.
Po tym meczu obie drużyny znalazły się na przeciwnych biegunach. Defenders FC, z kompletem zwycięstw, wskoczyli na drugie miejsce i wyraźnie pokazują, że będą walczyć o najwyższe cele – nie zamierzają zdejmować nogi z gazu. FC Pers z kolei drugi raz z rzędu przegrywają różnicą zaledwie jednego gola. Z pewnością będą chcieli wreszcie przełamać złą passę i opuścić przedostatnie miejsce w ligowej tabeli.
Starcie dwóch kandydatów do medalu w 3. Lidze nie zawiodło oczekiwań. Dynamiczne, żywe i mądre piłkarsko spotkanie z obu stron, w którym nie brakowało emocji i okazji – oglądało się to jednym tchem.
Od pierwszych minut tempo było bardzo wysokie, a obie drużyny ruszyły odważnie – akcja za akcją, cios za ciosem. Skuteczniejsi okazali się jednak zawodnicy Niko, którzy już w 7. minucie prowadzili 3:0 dzięki świetnej aktywności Vladyslava Voronova. Ukraińska ekipa całkowicie zdominowała pierwszą część meczu i zasłużenie zbudowała sobie solidną przewagę. Z czasem Rodzina Soprano zaczęła grać odważniej, przejmowała inicjatywę i coraz częściej gościła pod bramką przeciwnika. Brakowało jednak wykończenia – sytuacji nie brakowało, ale zawodziła skuteczność. I choć przy stanie 3:1 wydawało się, że lada chwila padnie kontaktowy gol, to zamiast tego… Soprano straciło kolejną bramkę i do przerwy było 4:1 dla Niko.
Po zmianie stron kolejne trafienie dołożył Aleksandr Tarchonin, popisując się potężnym strzałem z rzutu wolnego – bez szans dla bramkarza. W drugiej połowie gra jeszcze bardziej się otworzyła, a Niko poszło za ciosem. Dubletami popisali się Avkhimovych, Tkachuk, Tarchonin i Voronov, którzy bezlitośnie wykorzystywali błędy rywali. Rodzina Soprano odpowiedziała golami Kuczewskiego i Chacińskiego, ale tego dnia to Niko było drużyną bardziej kompletną – dojrzalszą w grze, skuteczniejszą i po prostu lepszą.
Mimo wysokiego wyniku było to fajne widowisko, pełne akcji i dobrej piłki. Na ten moment Niko potwierdza swoją pozycję faworyta do złotego medalu. Rodzina Soprano mimo porażki również pokazuje duży potencjał – ten skład z pewnością jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w walce o najwyższe cele.







)
)
)
)
)
)