Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 5 Liga
Spotkanie Junaka z Bartolini Pasta było pierwszym na odnowionej Arenie Grenady. I choćby z tego powodu stanowiło pewną zagadkę, bo wiadomo, że do nowych warunków też trzeba się przyzwyczaić. Faworyta w tym meczu nie było, jakkolwiek okrojony skład Bartolini Pasta powodował, że minimalnie większe szanse dawaliśmy Junakowi. Tutaj rezerwowych było bez liku, a po drugiej stronie nie było żadnego. Ale gracze Bartolini od samego początku spotkania grali bardzo konsekwentnie. Cały czas trzymali obronę, starali się grać prostymi środkami i przede wszystkim umiejętnie rozkładali siły, by starczyło ich na pełne 50 minut. Junak prezentował się z kolei chaotycznie. Miał niezłe momenty, ale miał też sporo słabych, a być może myślał też, że nadejdzie moment, w którym rywal opadnie z sił i wtedy zada mu decydujący cios. Ale konkurenci mieli inne plany. W drugiej połowie to oni mieli więcej z gry i chociaż początkowo nie wykorzystali kilku szans, to i tak udało im się doprowadzić do remisu. A chwilę później w zamieszaniu podbramkowym Mateusz Brożek dał Bartolini pierwsze prowadzenie w spotkaniu, jednak chłopaki nie cieszyli się nim zbyt długo, by szybko wyrównał Krzysiek Krzewiński. Walka o pełną pulę trwała w najlepsze, lecz wynik nie uległ już zmianie i naszym zdaniem sprawiedliwie oddał przebieg meczowych wydarzeń. Junak zrobił zdecydowanie za mało by wygrać, z kolei zawodnicy Bartolini zasłużyli, by w drogę powrotną zabrać jakieś punkty. Dla nich to „oczko” ma na pewno większą wartość niż dla oponentów i wydaje nam się, że wiele drużyn mogłoby się od tej ekipy uczyć, jak zagrać mecz nie mając ani jednej zmiany. Bo oni rozegrali to podręcznikowo.
Pisaliśmy w zapowiedziach, że BJM Development to drużyna, która może jako pierwsza zapewnić sobie tytuł mistrzowski. Na jesieni wygrali wszystkie mecze i w rundzie rewanżowej za cel wzięli sobie wygranie ligi bez straty punktów co byłoby sporym wyczynem. Sportowe Zakapiory choć jak na razie walczą o utrzymanie nie zamierzali jednak oddać łatwo punktów liderowi. Od początku spotkania widać było determinację i sporą ochotę do gry u gospodarzy. Choć to goście wyszli na prowadzeni, to ekipa Daniela Lasoty nie zamierzała ustępować i mozolne ataki dały najpierw remis, a chwilę później nieoczekiwanie to Zakapiory wyszły na prowadzenie. Konsekwentna twarda obrona i walka o niemal każdą piłkę zaskoczyły rywali i ku zdumieniu graczy BJM to oni musieli gonić wynik. Na boisku przy wyniku 2:1 zrobiło się nerwowo i zawodnicy oprócz gry w piłkę starali wzajemnie sobie zadawać trochę uszczypliwości. Sędzia jednak w porę poinformował drużyny, że nie będzie tolerował niesportowych zachowań i zawodnicy wrócili tylko i wyłącznie do gry w piłkę. Do przerwy Sportowe Zakapiory prowadziły 2:1 i czekała nas jeszcze ciekawsza druga odsłona. Po zmianie stron goście wzięli się ostro do pracy. W ataku brylował Olivier Aleksander który doprowadził do wyrównania. Po chwili BJM był już na prowadzeniu. Gospodarze mieli też swoje okazje, ale brakowało trochę szczęścia pod bramką przeciwnika. Gdy padła bramka na 2:4 było wiadome, że będzie ciężko Zakapiorom o choćby punkt. W końcówce Gracjan Kowalewski ustalił wynik na 2:5 i to goście zgarnęli po raz kolejny w tym sezonie komplet punktów. Brawo za postawę dla Sportowych Zakapiorów, którzy pokazali że w rundzie rewanżowej będą groźni dla każdej drużyny w tej lidze.
Patrząc na tabelę po przerwie zimowej można było odnieść wrażenie, że będzie to bardzo wyrównany mecz ponieważ obie drużyny znajdowały się w strefie spadkowej. FC Melange z ośmioma punktami, a Sante z zaledwie dwoma po rundzie jesiennej. W tym spotkaniu nie brakowało emocji i nie obyło się bez niespodzianek, tak jak to często bywa u nas w lidze. Wynik spotkania otworzył Tomasz Cacko po asyście Piotra Kowalskiego. Z dużym luzem wykorzystał lukę pomiędzy obrońcami gości. Tuż po stracie bramki FC Melange rzuciło się do odrabiania strat, jednak Bartek Podobas po nieporozumieniu z bramkarzem kopnął piłkę wprost do swojej bramki. Do przerwy wynik wynosił już 0:3 ku zaskoczeniu gospodarzy. W drugiej części spotkania FC Melange co prawda udało się zdobyć trzy bramki, ale było to zbyt mało, aby powalczyć o punkty. Sante grało odważniej i to oni nadawali tempo grze. Celniejsze podania i lepszy przegląd pola doprowadziły do wyniku 3:7 i goście mogli dopisać sobie pewnie zdobyte trzy punkty. Być może było to zimowe przygotowanie zawodników, a być może wiosenny powiew wiatru przy boiskach na AWF. Jak chłopaki poradzą sobie z kolejnymi spotkaniami zależy tylko od nich, ale jesteśmy bardzo ciekawi ich formy w kolejnych spotkaniach. FC Melange również musi przyspieszyć w zdobywaniu punktów, jeśli chcą uciec ze strefy spadkowej. Spotkanie nie zmieniło ogólnej sytuacji w tabeli, ale dało Sante większą nadzieję na ucieczkę z ostatniego miejsca.
Tyle samo punktów, bardzo podobny bilans bramek i zbliżony cel – te wszystkie czynniki zapowiadały, że między Munją a Lagą Warszawa zobaczymy niezwykle zacięte widowisko. Tym bardziej, że w 5.lidze tak naprawdę do rozdania są tylko dwa bilety do 4.ligi, albowiem jeden wydaje się być zarezerwowany dla BJM Development. Z tego też powodu niedzielna potyczka między 3 a 4 drużyną w tabeli jawiła się jako potencjalny hit tego poziomu rozgrywkowego. A jak to wyglądało na boisku? Początek należał do Lagi, która szybko zbudowała sobie dwubramkową przewagę, ale widać było, że Munja z minuty na minutę łapie swój rytm i tak tej sprawy nie zostawi. I to się potwierdziło – zespół Maćka Affeka powoli poprawiał swoje statystyki, w tym tę najważniejszą, dotyczącą bramek. Ze stanu 0:2 udało się doprowadzić do remisu, lecz ostatni cios w pierwszej połowie należał do Lagi. W finałowej odsłonie bardziej podobała nam się Munja. I tak naprawdę, to ta ekipa miała po swojej stronie wszystkie argumenty, by szalę zwycięstwa przechylić na swoją stronę. Najpierw doprowadziła bowiem do kolejnego remisu, a przy stanie 3:3 dysponowała rzutem karnym! Gdyby Eryk Białecki pokonał Antoniego Dudę, to wydaje nam się, że na fali tego trafienia, Munja nie wypuściłaby zwycięstwa z rąk. Tyle że wojnę nerwów wygrał bramkarz Lagi, podobnie zresztą jak w kilku innych sytuacjach, gdzie również wykazywał się świetnymi umiejętnościami. Obrazek w którym Maciek Affek i koledzy łapali się za głowy był dość częstym, a apogeum przyszło w niemal ostatnim akcencie spotkania. Gdy bowiem wydawało się, że mecz zakończy się remisem, Jakub Ciuła puścił piłkę po strzale z rzutu wolnego przeciwników i to Laga mogła się cieszyć z trzech punktów. W naszej opinii zespół braci Święcickich może mówić o sporym szczęściu, bo z przebiegu spotkania nie zapowiadało się na taki finał. Munja była lepsza, natomiast o wszystkim zdecydowała skuteczność, a raczej jej brak. A całość najlepiej podsumowuje fakt, że najlepszym zawodnikiem zwycięskiej ekipy był bramkarz. No ale nie od dziś wiemy, że piłka nie zawsze bywa wymierna, chociaż przegrani tak naprawdę sami sobie ten los zgotowali...
Nikt nie chce zaczynać rundy wiosennej od porażki. Taki też przyświecał cel Miksturze, która po dobrej pierwszej części sezonu, na starcie drugiej mierzyła się z Bulbezem. I była faworytem, szczególnie że Mateusz Jochemski namówił tego dnia do gry Szymona Kolasę, a chyba każdy wie, co ten gość potrafi. Ale Bulbez też nie mógł narzekać na swój skład, dlatego tutaj nie było opcji na mecz do jednej bramki. A o tym, że może być ciekawie, przekonaliśmy się bardzo szybko. Siedzicie? Macie zapięte pasy? Otóż zaczęło się tutaj od gola, którego kapitalnym uderzeniem z główki (!) zdobył Marcin Osowski (!!), co prawdopodobnie wprowadziło w stan lekkiej konsternacji Miksturę. Chłopaki potrzebowali trochę czasu, by oswoić się z tym co się stało, ale z biegiem czasu ich gra w pierwszej połowie wyglądała coraz lepiej i na przerwę schodziliśmy przy minimalnym prowadzeniu faworytów. Tyle że druga odsłona to już dominacja Bulbezu. Ekipa z Bemowa naprawdę fajnie kontrolowała to spotkanie, miała dużo okazji, natomiast w obozie rywali coś się zacięło. Nic dziwnego, że rezultat dość szybko zmienił się na 2:2, z kolei kulminacyjny moment spotkania miał miejsce chwilę później. Najpierw doskonałej okazji dla Mikstury nie wykorzystał Piotrek Stefaniak, co spotkało się z karą i golem na 3:2 dla Bulbezu. Ekipa Michała Rychlika nie chciała jednak sprowadzać wszystkiego do nerwowej końcówki i pokusiła się o jeszcze jedno trafienie. Dopiero wtedy oponenci trochę się obudzili, lecz ich zryw był spóźniony. Z jednej strony na pewno nie był to dobry występ drugiej ekipy w tabeli, ale też nie można odbierać niczego Bulbezowi i chyba w ciemno można stwierdzić, że to było jedno z jego lepszych spotkań w tej edycji. Czyżby to miało oznaczać, że ta drużyna włączy się jeszcze do walki o medale? 6 punktów do trzeciego miejsca to wcale nie jest tak dużo, zwłaszcza gdyby udało im się utrzymać taką formę, jaką zaprezentowali w niedzielę.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)