Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 4 Liga
A.D.S. Scorpion’s II I FC Vikersonn solidarnie zremisowały swoje pierwsze spotkania. Uniknięcie porażki na inaugurację to oczywiście fajna sprawa, ale też szybko postawiła te zespoły pod ścianą, bo kolejna wpadka spowodowałaby, że czołówka trochę im odjedzie. O determinację jednych i drugich byliśmy więc spokojni. Sam mecz toczył się głównie pod dyktando Vikersonn. Była to jednak zamierzona strategia ze strony Skorpionów. Ten zespół nie chciał iść na wymianę ciosów, tylko ustawił się na własnej połowie i czekał na błędy rywala. A tych początkowo nie brakowało. Ferajna Artura Kałuskiego dość szybko wykorzystała dwa z nich i wyrobiła sobie delikatną przewagę. Rywale szybko się jednak pozbierali i za chwilę mieliśmy już remis, co potęgowało emocje na dalszą część spotkania. Druga połowa wyglądała bardzo podobnie do pierwszej. Vikersonn miał większe posiadanie piłki, część gościł pod polem karnym konkurentów, ale ci dobrze się bronili, a do tego nadal mieli dużą skuteczność na kontrach, co zaowocowało trafieniem na 3:2. Ihor Makhlai, a więc kapitan przegrywających, szalał przy linii, co chwilę zwracał na coś uwagę kolegom, ale jego ekipie grało się ciężko. Ostatecznie udało się jednak doprowadzić do remisu i wynikiem 3:3 ta bardzo wyrównana potyczka się zakończyła. Dla obydwu stron nie jest ona rozwiązaniem idealnym, bo to druga z rzędu strata punktów, nawet jeśli ten remis niejako buduje ich serię meczów bez porażki. Tyle że samymi remisami nic się w lidze nie ugra, dlatego wyobrażamy sobie, że w kolejnych spotkaniach, przy podobnym wyniku, po prostu trzeba będzie trochę zaryzykować. Bo dojdzie do momentu, w których zdobycie jednego "oczka" niewiele zmieni w ich sytuacji w tabeli. Ale trzech – jak najbardziej.
W zapowiedziach jednoznacznie stawialiśmy na Rodzinę Soprano, a ku naszemu zdumieniu Santiago Remberteu nawiązało wyrównaną walkę, szczególnie w pierwszej połowie. Wprawdzie wynik po fatalnym błędzie defensywy Rembertowa gospodarze mogli otworzyć już w pierwszej minucie meczu, ale zabrakło skutecznego wykończenia. A takim popisał się w 6 minucie Sławomir Plewa, który wykorzystał podanie Mateusza Wodnickiego i nieoczekiwanie goście wyszli na prowadzenie. Rodzina Soprano dość szybko zripostowała trafieniem Macieja Wolskiego, ale chwila nieuwagi i znów duet Wodnicki – Plewa nie dał szans stojącego w bramce gospodarzy Arturowi Jędrychowi. W 15 minucie wyrównał Krzysztof Mikulski, a w kolejnej akcji goście dostali prezent w postaci rzutu karnego – Sławomir Plewa stanął przed szansą skompletowania hat-tricka, ale tym razem górą był Artur Jędrych i fantastyczną paradą golkiper Rodziny Soprano dał kolegom wyraźny sygnał, że zabawa się skończyła. W 19 minucie gospodarze wyszli na jednobramkowe prowadzenie po golu Krzysztofa Mikulskiego, ale Rembertów odgryzł się golem Mateusza Wodnickiego. Końcówka pierwszej połowy należała jedna do ekipy gospodarzy, którzy schodzili do szatni ze skromnym prowadzeniem 5:3. Druga część spotkania to teatr dwóch zawodników – Krzysztof Kulibski i Krzysztof Mikulski pokazali wyśmienitą formę i praktycznie rozmontowali defensywę Santiago Remberteu. Szybko podwyższyli na 7:3 i dało się zauważyć, że gościom brakuje już pomysłów zarówno w ofensywie, jak i obronie. Ostatecznie obaj Krzysztofowie zaliczyli tego dnia 9 bramek i 5 asyst i walnie przyczynili się do zwycięstwa Rodziny Soprano 11:6. Mimo wszystko nie był to spacerek a ekipa Krzysztofa Bienkiewicza nie ma się czego wstydzić, bo pokazała, że zbiera doświadczenie i z odpowiednim nastawieniem jest w stanie powalczyć nawet z faworyzowanymi ekipami.
W meczu drużyn Dynamo Wołomin i OldBoys Derby II nigdy nie można narzekać na nudę - tak też było w tym wypadku. Początek wymarzony, szczególnie dla zawodnika gospodarzy Michała Matyni, który najpierw zza połowy ciętym strzałem lobem zaskoczył bramkarza gości, by minutę później trafić na 2:0 z najbliższej odległości po podaniu Urbana. Sam mecz był miły dla oka, szybko prowadzona gra, zwroty akcji, nie było mozolnego budowania ataków, tylko piłka co chwilę krążyła między ligowcami. Goście po przebudzeniu doprowadzili do wyrównania i co rusz zbliżali się do bramki rywali, kreując coraz to większe zagrożenie w szykach rywali. Presja okazała się skuteczna, najpierw szczęśliwy gol, w którym pechowo interweniował bramkarz Dynamo, bo później huknął Mikołaj Przerwa i mamy remis. Przed przerwą zdołali jeszcze wyjść na prowadzenie a wynik stanął na 2:3, mimo, że Nowak miał jeszcze dwie 100 % okazje, a u gospodarzy Domidowicz, którego strzał zatrzymał się na poprzeczce. Po zmianie stron zmiany pozytywnie wpłynęły na obraz spotkania, za szczególne zasługi warto wyróżnić Natalię Dubę, która sprytem oraz umiejętnościami potrafiła odnaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie. Potrafiła także wyjść spod pressingu. Wielkie brama za bramkę, którą strzeliła na wagę remisu. Jednak po tym OldBoys znowu się podnieśli, strzelili bramkę, później grając w osłabieniu wybronili się, by odskoczyć na dwa trafienia. Jednak Dynamo po prostu nie mogło przegrać tego meczu, zmasowane ataki i determinacja zespołu popłaciła remisem. A bramkę na jego wagę strzelił Matyja, który skorzystał z gry na „ścianę” z Domidowiczem. Wydaje się, że gdyby mecz potoczył się dłużej, to wynik końcowy 5:5 byłby historią.
Fuszerka II w meczu z Furduncio Brasil w pełni świadoma, że rywale grają ostro, fizycznie i potrafią kreować mnóstwo sytuacji, jednak szanse na pewno by się pojawiły, ale istotna tu była egzekucja strzałów. Gospodarze zanotowali falstart, ponieważ już w pierwszej minucie stracili bramkę. To ich nie zdemotywowało, ponieważ stawiali wysoki pressing, ograniczając pole do swobodnego wymieniania podań. Bardzo dobrze dla widowiska, ponieważ drużyny w znacznej części rozgrywały piłkę od bramkarza, a nie posyłając piłkę „na aferę”. Oprócz tego na boisku było bardzo dużo komunikacji, ale także ruchu, dlatego zmiany były na porządku dziennym. Ligowcy grali na maksa, by później w ich miejsce wchodzili wypoczęci koledzy. Do przerwy goście byli jednak bezlitośni, dzięki czemu punktowali rywali i schodzili na przerwę z wynikiem 0:4. Po zmianie stron atmosfera meczu i tempo rozgrywania akcji nieco siadły, mimo że pojawiło się żółtko u gospodarzy, to w tym czasie rywale tego nie wykorzystali. Trzeba wyróżnić w tym meczu postawę obydwu bramkarzy, którzy co prawda nie zakończyli spotkania na zero z tyłu, ale gdyby nie ich umiejętności byłoby znacznie gorzej. U gospodarzy zdecydowanie warto docenić Jakuba Lejmana, autora dwóch bramek, jednej pięknej urody, z rzutu wolnego, z kolegi u gości Bruno Pessoa, autora hat-tricka, który był nie do zatrzymania w tym spotkaniu. Finalny wynik 2:6. Po dwóch kolejkach Brazylijczycy awansowali na podium, z kolei Fuszerka II wciąż musi czekać na pierwsze punkty w lidze letniej.
Polskie Drewno po zeszłotygodniowym remisie grało przeciwko drugiej drużynie Dzików z Lasu, które wysoko pokonały swojego pierwszego ligowego rywala. Pierwsze minuty spotkania były bardzo wyrównane i oba zespoły miały dogodne sytuacje bramkowe, lecz na drodze piłki do siatki po obu stronach stawali bramkarze, którzy dobrze wywiązywali się z swoich obowiązków. Dopiero w 7 minucie zawodnicy gości, jako pierwsi zdołali przełamać dobrą passę golkipera Polskiego Drewna. Gospodarze mimo straconej bramki nie poddali się i zwiększyli swoje wysiłki, w dążeniu do wyrównania wyniku. Sztuka ta udała im się po upływie trzech minut, a mecz nabrał jeszcze większej wyrazistości. Kluczowym momentem pierwszej poły był rzut wolny, do którego podszedł Dawid Goździewski i silnym, celnym strzałem dał prowadzenie swojej drużynie, oraz motywację do powiększenia przewagi. Cztery minuty - licząc od wykonanego wcześniej rzutu wolnego - potrzebowali gracze gości, aby podwyższyć swoje prowadzenie do różnicy trzech bramek i ustalić wynik do przerwy 1:4. Druga część meczu rozpoczęła się od szybko zdobytego trafienia przez gospodarzy, a dokładnej Dominka Ambroziaka, który dzięki wysokiemu pressingowi wykorzystał błąd bramkarza Dzików, dając nadzieję na odrobienie strat. Niestety dla Polskiego Drewna był to jedyny gol w drugiej połowie i mimo, że różnica w grze pomiędzy obiema ekipami była niemal niewidoczna, to goście lepiej wykorzystywali swoje okazje strzeleckie zdobywając kolejne trzy gole. Mecz zakończył się wygraną Dzików z Lasu 7:2 i dzięki temu zwycięstwu goście są jedyną drużyną czwartej ligi po dwóch kolejkach z kompletem sześciu punktów. Natomiast goście z jednym oczkiem na swoim koncie wpadli do „czerwonej strefy”, lecz mają tylko trzy punkty straty do drugiego miejsca.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)