reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
2
18:00

Od pierwszego gwizdka starcia Explo Team z Kebavitą byliśmy świadkami prawdziwego piłkarskiego popisu i dominacji gospodarzy. Duet Górecki–Brzuchacz praktycznie w dwójkę rozmontował zespół Buraka Cana, którego zawodnicy wyglądali tak, jakby nie do końca dojechali jeszcze na mecz.

Dopiero pod koniec pierwszej połowy goście zaczęli się budzić. Do głosu doszli zawodnicy niedawno dopisani do szerokiej kadry Kebavity, a samo spotkanie stało się bardziej wyrównane i atrakcyjniejsze dla oka. Niewiele wskazywało jednak na to, że po przerwie obraz gry zmieni się aż tak diametralnie.

Druga połowa należała już do gości, którzy całkowicie przejęli inicjatywę. Nagle role się odwróciły i to właśnie Kebavita z minuty na minutę coraz mocniej nacierała na bramkę strzeżoną przez dobrze wszystkim znanego Krzysia Jabłońskiego. Zawodnicy Explo wyglądali tak, jakby całkowicie opadli z sił, podczas gdy ich rywale rośli w siłę z każdą kolejną akcją. Po stopniowym niwelowaniu strat przez Kebavitę wydawało się, że goście są na najlepszej drodze do odrobienia całej różnicy. Wówczas jednak wszystkich zaskoczył Włudarski, który zdobył dziewiątą bramkę dla gospodarzy i nieco podciął skrzydła rozpędzonym rywalom. Goście robili wszystko, co mogli, odrobili sporą część strat, ale ostatecznie zabrakło im czasu. Mimo ambitnej pogoni nie zdołali zdobyć nawet punktu.

Tym razem całkowita dominacja Explo Teamu w pierwszej połowie okazała się wystarczająca, by nawet mimo wyraźnie słabszej drugiej odsłony sięgnąć po komplet punktów. Gratulacje dla gospodarzy!

3
19:00

Tak w teorii nie powinien wyglądać mecz pomiędzy brązowym medalistą a drużyną ze strefy spadkowej. Zazwyczaj takie spotkania mają zupełnie inny przebieg – dominację jednej strony i bezradność drugiej. Tym razem było jednak inaczej. AZS Nietoperze postawili Siriusowi bardzo trudne warunki i byli naprawdę blisko sprawienia niespodzianki, a nawet zdobycia kompletu punktów.

Od pierwszych minut oglądaliśmy wyrównane widowisko. Żadnej z drużyn ani razu nie udało się wypracować dwubramkowej przewagi. W pierwszej połowie to Nietoperze dwukrotnie wychodziły na prowadzenie, a Sirius musiał odrabiać straty. Po przerwie role się odwróciły – tym razem to Sirius obejmował prowadzenie, a zawodnicy AZS odpowiadali kolejnymi trafieniami.

Owszem, Sirius częściej utrzymywał się przy piłce i miał większą kontrolę nad przebiegiem gry, jednak AZS znakomicie wykorzystywał swoje okazje. Jeśli spojrzeć wyłącznie na liczbę naprawdę groźnych sytuacji, trudno wskazać lepszą drużynę – pod tym względem panowała pełna równowaga. Nietoperze grali odważnie, nie unikali pojedynków i skutecznie odpowiadali na ataki wyżej notowanego rywala.

Końcówka spotkania dostarczyła dodatkowych emocji. AZS doprowadził do remisu, a następnie otrzymał szansę na przechylenie szali zwycięstwa na swoją stronę, grając przez pewien czas w przewadze liczebnej. Nie udało się jednak wykorzystać tej okazji i ostatecznie obie drużyny musiały zadowolić się podziałem punktów. Remis 5:5 wydaje się wynikiem, który najlepiej oddaje przebieg tego niezwykle wyrównanego spotkania.

W drużynie AZS na szczególne wyróżnienie zasługuje duet Paczuszko–Salamon, który był motorem napędowym większości akcji ofensywnych swojej ekipy. W zespole Siriusa zdecydowanym liderem był natomiast Ivan Gul, który po raz kolejny wziął na siebie odpowiedzialność za grę drużyny i był jej najjaśniejszą postacią.

To był jeden z tych meczów, które przypominają, że miejsce w tabeli nie zawsze odzwierciedla wydarzenia na boisku. AZS Nietoperze udowodnili, że potrafią rywalizować z najlepszymi, a Sirius musiał mocno się napracować, by wywalczyć choćby jedno "oczko".

4
19:00

Inferno przez niemal cały sezon prowadziło w tabeli, ale ostatni mecz z Łowcami dawał gospodarzom nadzieję na wyprzedzenie zespołu Igora Patkowskiego. Goście przystępowali do tego spotkania w lepszej sytuacji, ale doskonale zdawali sobie sprawę, że rywal zrobi wszystko, by wygrać i to różnicą bramek dającą mistrzostwo.

Od początku trener Łowców postawił na dwie piątki, które miały zapewnić zespołowi intensywność i odpowiedni balans na boisku. W składzie ekipy z Ukrainy znaleźli się Jaszczak, Kucharski i Bienias – reprezentanci Polski w Socca – a także znani z futsalu Tomek Warszawski, Vadym Ivanov i Nikita Mozheiko. Taki zestaw nazwisk musiał budzić respekt, jednak pierwsze minuty były bardzo wyrównane, a Inferno nie zamierzało dać się zepchnąć do defensywy.

Do 15. minuty na tablicy wyników widniał rezultat 3:2. Po stronie gości ciężar gry brali na siebie Oskar Pyrzyna i Filip Żołek, który imponował walecznością i swoją przebojowością potrafił zaskakiwać bardziej doświadczonych rywali. Jeszcze przed przerwą Łowcom udało się jednak zbudować przewagę, która dała im komfort i pozwoliła przejąć kontrolę nad przebiegiem spotkania.

Po zmianie stron siła gospodarzy oraz dobrze wypracowane schematy gry pozwoliły na dalsze podwyższanie wyniku. Goście ambitnie walczyli, lecz z każdą minutą mieli coraz mniej sił, by skutecznie szarpać w ofensywie. Łowcy doskonale wyczuli moment słabości przeciwnika i dorzucili kolejne trafienia, które nie pozostawiły żadnych wątpliwości, kto tego dnia był lepszy.

Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 12:6, co zapewniło Łowcom mistrzostwo 1. ligi. Inferno mimo porażki również może być zadowolone ze swojego występu. Na tle tak silnego rywala zespół pokazał kawał dobrego futbolu, co podkreślił również w pomeczowym wywiadzie Klaudiusz Hirsch, obecny na tym spotkaniu.

Przed Alexem i Igorem, menedżerami oraz prezesami obu drużyn, kolejne wyzwanie – gra w Ekstraklasie. Patrząc na potencjał obu zespołów, można przypuszczać, że nie będą walczyć jedynie o utrzymanie, lecz od razu włączą się do rywalizacji o czołowe lokaty.

Reklama