Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 1 Liga
Orły Maciejki i Kebavity stworzyły jedno z ciekawszych widowisk minionego weekendu na ligowych boiskach. Choć pogoda zdecydowanie nie zachęcała do wychodzenia z domu, to oba zespoły zadbały o to, by kibice obecni przy boisku nie mogli narzekać na brak emocji. Intensywny deszcz nie przeszkodził zawodnikom w rozegraniu bardzo dynamicznego i stojącego na wysokim poziomie spotkania.
Pierwsza połowa rozpoczęła się dość spokojnie. Obie drużyny badały się w środku pola, szukając sposobu na sforsowanie defensywy rywala. Jako pierwsi konkretny cios zadali jednak gospodarze. Po kapitalnym podaniu Polakowskiego świetnie ustawiony Yusupov tylko dołożył nogę, otwierając wynik spotkania. Orły Maciejki zaczęły wyglądać coraz pewniej, a jeszcze przed przerwą kolejne trafienie dołożył debiutujący tego dnia Wiktor Olejnik, który bardzo dobrze wykorzystał swoją szansę.
Druga połowa przyniosła już znacznie więcej piłkarskiego „mięcha” i dokładnie takie emocje, za które kibice kochają ten poziom rozgrywkowy. Drużyna Buraka Cana po raz kolejny pokazała, że niezależnie od przebiegu spotkania nigdy nie odpuszcza i walczy do samego końca. Świetnie dysponowany tego dnia Majorek zdobył dwie bramki, a kolejne trafienia dorzucili Aziz oraz Phi. Gracze Kebavity zaczęli coraz mocniej naciskać i momentami gospodarze naprawdę mogli poczuć nerwowość po swojej stronie boiska. Problem polegał jednak na tym, że wcześniej Orły Maciejki rozegrały koncertowy fragment meczu, dokładając kolejne gole i budując przewagę, która finalnie okazała się kluczowa.
Goście walczyli ambitnie i do samego końca próbowali wrócić do gry, ale zabrakło im już czasu, by całkowicie odwrócić losy spotkania. Wynik 6:4 dla gospodarzy bardzo dobrze oddaje przebieg meczu - było to widowisko wyrównane, choć z lekką przewagą Orłów Maciejki, które potrafiły stworzyć sobie więcej składnych i naprawdę groźnych sytuacji pod bramką rywali.
Ogromne znaczenie miała również postawa Jana Włodka. Generał defensywy Orłów Maciejki po raz kolejny pokazał ogromny spokój między słupkami i dawał drużynie pewność w najtrudniejszych momentach meczu. Dzięki jego interwencjom gospodarze mogli zachować kontrolę nad spotkaniem i ostatecznie dopisać do swojego dorobku bardzo cenne zwycięstwo.
Pewny już awansu do Ekstraklasy Inferno Team w 16. kolejce 1. ligi musiał uznać wyższość Uraganu, przegrywając 4:7. Sam wynik może sugerować dość komfortowe zwycięstwo gości, jednak przebieg spotkania był zdecydowanie bardziej złożony. Uragan imponował skutecznością pod bramką rywala, ale ogromna część sukcesu należała również do fenomenalnie dysponowanego między słupkami Michała Sobczyńskiego.
Bramkarz Uraganu rozegrał prawdziwy koncert i bez wątpienia zapracował sobie tym występem na miano MVP kolejki. Inferno Team przez większość meczu prezentował bardzo dużo jakości w ofensywie, grał odważnie, szybko operował piłką i regularnie tworzył groźne sytuacje. Problem polegał jednak na tym, że praktycznie za każdym razem na drodze stawał właśnie Sobczyński. Jego interwencje wielokrotnie ratowały Uragan w kluczowych momentach i pozwalały utrzymywać korzystny wynik.
Oczywiście świetna postawa bramkarza nie była jedynym argumentem Uraganu. Po raz kolejny z bardzo dobrej strony pokazał się Oskar Zaks. Już w pierwszej połowie otworzył wynik spotkania odważnym strzałem lewą nogą, a później dołożył kolejne trafienie z bliskiej odległości. Dubletem popisał się również Ivan Lazarets, który był bardzo aktywny pod bramką rywali i świetnie wykorzystywał wolne przestrzenie. Jedyną odpowiedzią Inferno Teamu w pierwszej części meczu była bramka Oskara Pyrzyny, który zachował zimną krew w polu karnym i pewnie wykończył akcję swojego zespołu.
Po przerwie obraz spotkania zaczął się jednak zmieniać. Tym razem to Uragan miał momenty problemów ze skutecznością, natomiast Inferno Team coraz mocniej zaznaczał swoją przewagę w ofensywie. Bardzo efektowną bramkę bezpośrednio z rzutu wolnego zdobył Piotr Bartnicki, a kolejne gole dla Inferno padały po naprawdę dobrze rozegranych akcjach zespołowych. Zawodnicy Igora Patkowskiego świetnie wykorzystywali przestrzeń za linią defensywy przeciwnika i coraz częściej dochodzili do sytuacji z bliskiej odległości. Przez moment można było odnieść wrażenie, że Inferno Team jest w stanie całkowicie wrócić do meczu. Uragan jednak bardzo szybko się otrząsnął. Oskar Zaks skompletował hat-tricka, potwierdzając swoją świetną dyspozycję, a Artur Prokop dwoma trafieniami praktycznie zamknął spotkanie i odebrał rywalom nadzieję na korzystny rezultat.
Inferno Team mimo porażki pokazał dużo jakości w ofensywie i stworzył sobie naprawdę wiele sytuacji. O końcowym zwycięstwie Uraganu zadecydowała jednak przede wszystkim indywidualna jakość zawodników oraz fenomenalny występ Michała Sobczyńskiego, który był tego dnia prawdziwą ścianą nie do przejścia.
Choć bez szans na podium i bez obaw przed spadkiem Explo Team mogło w teorii odpuścić finałowe kolejki i podejść do nich bardziej na „luzie”, dla tak ambitnej marki, jaką przez lata zespół ten wypracował sobie na boiskach Ligi Fanów, liczyło się coś jeszcze – wejście do TOP 5 nie tylko zapewniałoby udział w Superbet Cup 2026, ale też dawałoby przepustkę na ogólnopolski turniej „3 Rogi Karny”. Było więc o co walczyć i właśnie z takim nastawieniem do meczu podeszli piłkarze Explo, nie tracąc przy tym dobrych humorów.
Na prowadzenie gospodarzy wyprowadził Maciej Zambrzycki, któremu podawał Oskar Górecki. Chwilę później wynik 2:0 wydawał się już formalnością, lecz fatalne pudło z najbliższej odległości zanotował Daniel Kleber. Wyrównanie autorstwa Aleksandra Czyża, który zastawił piłkę rzuconą z autu przez Jakuba Paczusko i uderzył nie do obrony, zdawało się jednak wkalkulowane w rachunek Explo. Gospodarze, widząc pozbawionego jakichkolwiek zmienników rywala, sprawiali wrażenie niespecjalnie przejętych aktualnym stanem rzeczy. Nie trzeba było długo czekać na kolejne trafienia. Do siatki trafił Łukasz Malczewski, po nim Rafał Wroński po podaniu Zambrzyckiego, następnie Górecki po asyście Pawła Pająka, a wynik na 5:1 do przerwy ustalił ponownie Wroński. Pełne ręce roboty miał golkiper Nietoperzy, Jakub Tłuszcz, który dwoił się i troił, by gracze rywali jak najrzadziej mogli cieszyć się z trafień.
W drugiej połowie rozpędzone Explo kompletnie zdominowało podmęczonego już przeciwnika. W ciągu dwudziestu pięciu minut zdobyło aż dwanaście bramek, z czego najurodziwsze były „dziubnięcie” zewnętrzną częścią stopy w okienko autorstwa Góreckiego oraz lob z własnej połowy w wykonaniu Adriana Brzuchacza. Gracze spadkowicza z Ekstraklasy momentami wręcz bawili się piłką, tworząc kolejne sytuacje, a mając takich specjalistów w rozegraniu jak Jan Zapolski i Malczewski, czyli popularny „Siwucha”, oraz supersnajpera w osobie Góreckiego, podwyższanie prowadzenia przychodziło im bez większego wysiłku.
Coś od siebie dołożył każdy z obecnych na murawie zawodników Explo – nawet praktycznie bezrobotny przez znaczną część meczu Krzysztof Jabłoński mógł pochwalić się asystą. AZS zdołał odpowiedzieć na ten pogrom jedynie dubletem Paczusko, co nie zmieniało faktu, że z tak ograniczonym polem manewru pod względem frekwencji po prostu nie miał szans postawić się wyżej notowanemu rywalowi. Zaskoczenia więc nie było – Explo nadal walczy o przepustki, a Nietoperze definitywnie godzą się ze spadkiem z 1. Ligi.
Mecz UEFA Mafia Ursynów z Siriusem zapowiadał się jako starcie drużyn z górnej części tabeli – Sirius zajmował miejsce na podium, natomiast UEFA Mafia znajdowała się tuż za czołówką i chciała zmniejszyć stratę do rywali.
Spotkanie zaczęło się od mocnego uderzenia Siriusa. Już w 3. minucie Burda otworzył wynik meczu, dając swojej drużynie prowadzenie. UEFA miała świetną okazję na odpowiedź w 9. minucie, jednak nie wykorzystała rzutu karnego – Falkiewicz nie zdołał pokonać bramkarza, co mogło mieć spory wpływ na dalszy przebieg meczu. Od tego momentu UEFA zaczęła jednak przejmować inicjatywę. W 14. minucie Adam Goleń, po podaniu Jana Golenia, doprowadził do wyrównania. Kilka minut później, w 18. minucie, Piłatkowski wykorzystał rozegranie rzutu wolnego i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Sirius odpowiedział w 19. minucie za sprawą Parshyna, ale końcówka pierwszej połowy należała do UEFY. W 20. minucie Zajączkowski zdobył bramkę, potem Adam Goleń ponownie trafił, tym razem bezpośrednio z rzutu wolnego. Lada moment Piłatkowski dołożył kolejne trafienie i UEFA zbudowała wyraźną przewagę. Sirius jednak nie odpuszczał i Androshchuk zmniejszył straty, utrzymując swój zespół w grze przed drugą połową.
Po przerwie obraz meczu całkowicie się zmienił. Sirius ruszył do zdecydowanego ataku i zaczął odrabiać straty. W 36. minucie najpierw Burda, a chwilę później Gul zdobyli bramki, doprowadzając do pełnego otwarcia meczu. Napór nie ustawał – w 48. minucie Pidluzhnyi wyprowadził Sirius na prowadzenie, a w 50. minucie ponownie trafił, ustalając wynik spotkania.
Choć UEFA Mafia miała mecz pod kontrolą po pierwszej połowie, nie zdołała utrzymać przewagi. Sirius pokazał ogromny charakter i skuteczność w końcówce, odwracając losy spotkania i sięgając po bardzo cenne zwycięstwo w walce o czołowe miejsca.
W niedzielne popołudnie w 1. lidze doszło do starcia pomiędzy FC Łowcami a drużyną KS Presley Gniazdowy. Zdecydowanym faworytem tego pojedynku byli gospodarze, którzy dzięki zwycięstwu mogli przypieczętować awans do Ekstraklasy. Dla zawodników Presleya mecz również miał ogromne znaczenie, ponieważ goście wciąż walczyli o utrzymanie na pierwszoligowym froncie.
Spotkanie zgodnie z oczekiwaniami od początku przebiegało pod dyktando Łowców. Gospodarze bardzo szybko narzucili własny styl gry i błyskawicznie objęli dwubramkowe prowadzenie. Goście jednak nie zamierzali od razu składać broni i po przejęciu piłki w środku pola zdobyli niespodziewaną bramkę kontaktową na 2:1. Kolejne minuty ponownie należały jednak do faworytów. Drużyna grała spokojnie, cierpliwie budowała akcje i nie forsowała tempa, ale z ogromną skutecznością wykorzystywała praktycznie każdą nadarzającą się okazję. Kluczową postacią gospodarzy był Julian Tadrowski, którego kolejne trafienia pozwoliły Łowcom systematycznie budować przewagę. Mimo wyraźnej dominacji gospodarzy kibice obejrzeli również bardzo efektowną akcję gości. Przy stanie 5:1 Kuba Braniewicz popisał się kapitalnym, precyzyjnym lobem przez całe boisko, kompletnie zaskakując Tomasza Warszawskiego. Była to bez wątpienia jedna z najładniejszych bramek tego spotkania i moment, który na chwilę ożywił drużynę Presleya.
Po przerwie przewaga Łowców stała się jeszcze bardziej widoczna. Gospodarze kontrolowali przebieg meczu praktycznie w każdym aspekcie i z każdą kolejną minutą coraz bardziej powiększali bramkowy dystans. KS Presley Gniazdowy ambitnie próbował walczyć i momentami pokazywał charakter, jednak różnica jakości, doświadczenia oraz boiskowego spokoju była wyraźnie zauważalna. Łowcy imponowali organizacją gry, bardzo dobrze funkcjonowali jako kolektyw i bez większych problemów utrzymywali pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Goście starali się odpowiadać pojedynczymi akcjami, ale nie byli w stanie realnie zagrozić rozpędzonym gospodarzom.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się wysokim i całkowicie zasłużonym zwycięstwem faworytów 9:3. Dzięki tej wygranej gospodarze mogli świętować upragniony awans do Ekstraklasy Ligi Fanów, potwierdzając swoją bardzo dobrą formę i regularność w końcówce sezonu.
Dla KS Presley Gniazdowy sytuacja stała się natomiast niezwykle trudna. Drużynie pozostały już tylko matematyczne szanse na utrzymanie, a misja pozostania na pierwszoligowym poziomie wydaje się dziś bardzo trudna do zrealizowania.







)
)
)
)
)
)
)
)
)