reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00

Wygrała drużyna, która była lepsza - tak w najbardziej oczywisty sposób można podsumować spotkanie rezerw FC Vikersonn UA z Dynamem Wołomin. Tym razem akcent powinien jednak paść na zespół jako całość, ponieważ goście zaskoczyli gospodarzy kolektywną i ofiarną grą. Bez względu na to, jaka piątka dowodzonego przez Macieja Kosińskiego zespołu pojawiała się na boisku, Dynamo w pierwszej połowie było praktycznie nie do przełamania. Efekt? Komfortowe prowadzenie 3:0 do przerwy. Prawdopodobnie najważniejszym bohaterem był bramkarz Radosław Kania, jednak całe Dynamo prezentowało się znakomicie.

W drugiej połowie gospodarze wreszcie odżyli i pokazali się z lepszej strony, jednak zdobycie bramki kontaktowej na 2:3 było maksimum, na jakie było ich stać tego dnia. W zaledwie minutę FC Vikersonn UA II zdołał zdobyć dwie bramki dzięki błyskowi geniuszu duetu Marian Ravlyk - Vitalii Rybka. Ten moment dekoncentracji Dynama okazał się jednak jedynie chwilowym wypadkiem przy pracy i przyjezdni bardzo szybko wrócili do prezentowania prawdziwej „masterclassy” w defensywie. Symbolicznym zakończeniem emocji w tym meczu był rzut karny pewnie wykorzystany przez Michała Matyję. Na plus dla gospodarzy należy jednak zapisać nieustępliwość - do samego końca zawodnicy w pomarańczowych koszulkach walczyli o odwrócenie losów spotkania. Jak się później okazało, nieskutecznie.

Pewne i zasłużone zwycięstwo dało Dynamu upragniony awans do strefy pucharowej w 12. lidze już na dwie kolejki przed końcem sezonu.

2
11:00

Konkurs prawdziwych defensywnych szachów zafundowały nam ekipy FC Melange i FC Razam. Pomimo aż dziewiętnastu punktów różnicy w tabeli ligowej, przepaści klasowej między mierzącymi się stronami próżno było szukać na boisku. Zarówno jedni, jak i drudzy chętnie wykorzystywali swoich golkiperów w rozegraniu, budując przewagę w polu podczas fazy posiadania piłki.

Dopiero z czasem tempo konstruowania akcji zaczęło przyspieszać, co coraz częściej prowadziło do zaostrzenia gry. W jednej z takich sytuacji, podczas walki z rywalem, na murawę upadł Łukasz Słowik, lecz domagając się kary dla zawodnika FC Razam, sam obejrzał żółtą kartkę za zbyt żywiołowe pretensje. Bliżej strzelenia gola otwierającego spotkanie byli piłkarze gospodarzy, ale sytuacji sam na sam z Pawłem Rakowskim nie wykorzystał Paweł Lewandowski. To, co nieuniknione, stało się jednak niespełna cztery minuty później - przytomnym odegraniem na lewe skrzydło do Kamila Pietrzykowskiego popisał się młody Julek Marciniak, a ten płaskim strzałem dał pomarańczowym prowadzenie.

Chwilę później mogło, a nawet powinno być 2:0, lecz strzał Marcina Godlewskiego z najbliższej odległości w ostatniej chwili zablokował Vlad Yermolkin. Kolejne próby coraz bardziej rozkręcających się graczy Melange nie pozwoliły jednak podwyższyć prowadzenia przed przerwą - defensorzy i golkiper gości ofiarnie bronili dostępu do bramki.

Już na początku drugiej odsłony przed doskonałą okazją po przyspieszającym podaniu Łukasza Krysiaka stanął młodszy Marciniak, lecz jego uderzenie minimalnie minęło słupek. FC Razam miało natomiast wyrównanie podane niemal na tacy - niestety, na ostatniej prostej skiksował Yermolkin, nie trafiając do pustej bramki. Niewykorzystana okazja mogła szybko się zemścić, bo za faul na Słowiku podyktowano rzut karny. Dzięki świetnej paradzie Rakowskiego Godlewski nie zdołał jednak zamienić „jedenastki” na gola. W 34. minucie doczekaliśmy się wreszcie drugiej bramki w meczu. Kluczową rolę ponownie odegrał Krysiak, który posłał płaską piłkę w pole karne, a tam „magicznym” dostawieniem nogi Słowik skierował ją do siatki.

Ofiarność i wola walki wciąż nie spadały poniżej poziomu sprzed przerwy, ale niska skuteczność gości praktycznie przekreślała ich szanse na dogonienie przeciwników. W końcu swojego gola doczekał się również Lewandowski i to nie byle jakiego, bo świetną wrzutkę od Krysiaka skierował do bramki… klatką piersiową.

Na 4:0, po dograniu Lewandowskiego z rzutu wolnego, podwyższył Pietrzykowski i wydawało się, że FC Melange ma już wynik w garści. Po kilku kapitalnych interwencjach Krysiaka także i on nie ustrzegł się jednak błędu - wyłuskaną spod jego nóg piłkę Nikita Kolokoltsev wpakował do siatki na 4:1, ustalając wynik tego, o dziwo, naprawdę wyrównanego starcia.

3
12:00

Bez niespodzianek zakończył się mecz pomiędzy Vox Populi a liderem ligi, FC Łazarskim. Emocji praktycznie nie było od samego początku, choć początkowo to zawodnicy w bordowych strojach częściej utrzymywali się przy piłce. Z czasem jednak do głosu zaczął dochodzić Łazarski i zagrał tak, jak na faworyta przystało - pewnie, dojrzale i bez niepotrzebnego chaosu.

Goście wytrzymali presję ligowych rywali - FC Melange traci zaledwie punkt, a Rodzina Soprano znajduje się za FC Łazarskim tylko przez bilans bezpośrednich spotkań i konsekwentnie rozmontowywali defensywę gospodarzy przez całe spotkanie. Na nic zdały się starania duetu Krzysztof Stachowicz - Czarek Gozdołek, który ciągnął ofensywę Vox Populi. Gospodarze nie byli w stanie odwrócić losów meczu, w którym aż czterech zawodników gości ustrzeliło dublet, a Mykyta Harkavka dopisał do swojego dorobku hat-tricka.

Co ciekawe, przyjezdni osiągnęli to wszystko praktycznie bez angażowania swojego największego gwiazdora. Zhasulan Kamantay, czyli wicelider klasyfikacji kanadyjskiej na tym poziomie rozgrywkowym, nie dopisał do swojego konta nawet jednego punktu. Równie imponująca była regularność FC Łazarskiego przez całe spotkanie - pierwszą połowę wygrali 6:2, a drugą 6:3. Tym samym Maksym Oleksin i spółka mogą przygotowywać się do meczu, który najprawdopodobniej zadecyduje o kolejności miejsc na podium. W przyszłym tygodniu rywalem Łazarskiego będzie FC Melange.

Gospodarze natomiast wciąż mają szansę na miejsce w TOP 5 i udział w Pucharze Ligi Fanów, jednak w najbliższych dwóch tygodniach muszą wygrać o jedno spotkanie więcej niż Dynamo Wołomin. Biorąc pod uwagę, że w ostatniej kolejce zespół spod Warszawy zmierzy się z Rodziną Soprano, piłka z pewnością nadal pozostaje w grze.

4
13:00

Rodzina Soprano nie da sobie w kaszę dmuchać. Pewny awans nie oznacza przecież, że można osiąść na laurach. W niedzielę zawodnicy z drugiego miejsca w tabeli zmierzyli się z ekipą Luminy, czyli ostatnią drużyną w stawce. Zadanie było proste - wykonać swoją robotę i dopisać kolejne trzy punkty.

Już samo to, że strzelanie rozpoczęła Lumina po odzyskaniu piłki i płaskim strzale, wystarczyło, aby Rodzina Soprano postanowiła pokazać pełnię swoich możliwości. Odpowiedź przyszła natychmiast - zaledwie kilka sekund po wznowieniu gry. To był wyraźny sygnał, że żarty się skończyły.

Do przerwy stojący w bramce Luminy Serhii Zarubin jeszcze cztery razy wyciągał piłkę z siatki. Wszystkie te trafienia łączyło błyskawiczne przeniesienie futbolówki pod bramkę rywala i wykończenie akcji strzałem z pierwszej piłki. Wyglądało to tak, jakby Rodzina Soprano chciała jak najszybciej zdobyć maksymalną liczbę bramek. Niektóre gole padały w odstępie zaledwie kilkunastu czy kilkudziesięciu sekund. Najwięcej trafień zanotował Filip Motyczyński, który aż pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Wtórował mu Dawid Zagrodzki, zdobywając o jednego gola mniej. Obaj zawodnicy dołożyli również po jednej asyście, a swoje trafienie zanotował także Grzegorz Bogdański.

Piłkarze Rodziny Soprano praktycznie każdą akcję kończyli strzałem, co zdecydowanie warto docenić. Lumina próbowała walczyć i zdołała zdobyć dwie bramki, lecz były one bardziej chwilą oddechu od kolejnych traconych goli niż realnym sygnałem do pogoni za wynikiem. Szczególnie że duet Motyczyński - Zagrodzki był tego dnia zabójczo skuteczny.

5
13:00

Spotkanie drugiego zespołu Furduncio Brasil FC z Gentleman Warsaw Team było wyrównane, intensywne i rozstrzygało się w detalach. Od pierwszych minut gospodarze starali się narzucić własny rytm gry, częściej utrzymywali się przy piłce i próbowali kontrolować wydarzenia w środku pola. Ich przewaga była widoczna już w pierwszej części meczu, zakończonej prowadzeniem 2:1.

Najważniejszą postacią po stronie gospodarzy był Donnie Williams, który rozegrał bardzo dobre zawody jako kreator środka pola. Zanotował dwie asysty, aktywnie uczestniczył w budowaniu akcji i nadawał tempo grze swojego zespołu. To właśnie przez niego przechodziła znaczna część rozegrania - potrafił znaleźć partnerów dobrym podaniem, przyspieszyć akcję lub uspokoić grę w odpowiednim momencie.

Goście prezentowali się bardziej jako dobrze funkcjonujący kolektyw niż drużyna oparta na indywidualnościach. Bardzo ważnym punktem Gentleman Warsaw Team był bramkarz Jakub Augustyniak, który zanotował kilka solidnych interwencji i długo utrzymywał swój zespół w grze. W ofensywie dla gości trafiali Piotr Loze oraz Sebastian Bartosik, przy czym Bartosik swoją bramkę zdobył po rzucie karnym.

Na boisku gospodarze finalnie zwyciężyli 3:2, jednak to nie wynik sportowy okazał się najważniejszym tematem po końcowym gwizdku. Spotkanie zostało później zweryfikowane jako walkower dla Gentleman Warsaw Team z powodu występu nieuprawnionego zawodnika w zespole gospodarzy.

To sytuacja, która może być ważną lekcją dla wszystkich drużyn i zawodników ligowych - niezależnie od przebiegu meczu czy osiągniętego wyniku, kwestie formalne mają ogromne znaczenie. Pilnowanie limitów, uprawnień i zapisów regulaminowych jest równie istotne jak postawa na boisku. W tym przypadku sportowe zwycięstwo nie przełożyło się na końcowy rezultat w tabeli.

Reklama