reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
16:00

FC Otamany nie miały już szans na podium Ekstraklasy Ligi Fanów, za to FC Impuls UA wciąż walczył o utrzymanie. Zdobycie trzech punktów dałoby siódme miejsce, czyli ostatnią bezpieczną lokatę. Potrzebne było jednak zwycięstwo, a na to nie było stać zawodników Impulsu, którzy nawet przez chwilę nie zbliżyli się do prowadzenia w tym meczu.

Zawodnicy FC Otamany byli po prostu mocniejsi. Żółte koszulki same w sobie się wyróżniały, ale zakładający jedną z nich Artur Prokop był zawodnikiem, który robił największą różnicę. Trzy bramki i dwie asysty – to jego statystyki w tym spotkaniu. Nieco mniej obfite łowy miał Oleksii Prytuliak, choć jego również należałoby wyróżnić. Nienaganna technika panowania nad piłką znacząco ułatwiała grę zarówno jemu, jak i otaczającym go kolegom.

Z pewnością oprócz tej dwójki w zwycięstwie pomogli także Ivan Kashperuk oraz Jurii Nievdakh, którzy bardzo dobrze czuli się pod bramką przeciwnika. FC Otamany, mając taką pakę, po objęciu prowadzenia skupiali się głównie na grze do przodu. Zaczęli od wypracowania trzybramkowej przewagi w zaledwie kilka minut, a następnie kontrolowali boiskowe wydarzenia. W pewnym momencie prowadzili nawet 6:1, lecz w pojedynkę walkę podjął Vladyslav Budz. Jego cztery gole nieco złagodziły ból porażki, jednak Impulsowi przydałoby się jeszcze dwóch takich zawodników. Być może w 1. lidze, bo po porażce 6:10 zespół przypieczętował spadek. Otamany z kolei utrzymały piątą pozycję, na co z racji wywalczenia kilku przepustek, bardzo im zależało.

2
18:00

TUR Ochota w meczu z Lakoksy CF wrócił z bardzo dalekiej podróży. Gdyby obserwować tabelę live, przez długi czas znajdował się pod kreską, później odrobił straty i wydostał się ze strefy spadkowej, by po chwili znów do niej wrócić. Wszystko jednak dobre, co się dobrze kończy. A niedzielny mecz dla zawodników TUR Ochota zakończył się bardzo dobrze – zwycięstwem, które po wynikach spotkań rozegranych o godzinie 20:00 oznaczało utrzymanie w lidze.

Gdybym miał porównać ten mecz do jakiegoś zjawiska pogodowego, byłaby to ulewa. Gole padały bowiem tak często, jakby nad boiskiem oberwała się chmura pełna piłek. Do przerwy zawodnicy trafiali do siatki aż 11 razy, a w lepszych humorach na odpoczynek schodzili gracze Lakoksów. Nie mieli sobie nic do zarzucenia. Mimo gry bez zmian postawili się rywalom od pierwszych minut, choć to oni jako pierwsi stracili bramkę. TUR Ochota wykorzystał też absencję jednego z przeciwników, który przez lekkie krwawienie z nosa nie mógł uczestniczyć w meczu przez kilka minut. Najczęściej na ustach kibiców pojawiało się jednak nazwisko Andrzeja Czerwa, który czterokrotnie pokonywał bramkarza rywali. Pewność w polu karnym i dobrze ułożona stopa to kapitalne atuty, które dały jego drużynie konkretną jakość w tym spotkaniu.

Zawodnicy TURa doskonale wiedzieli jednak, o co grają. Zespołowość i uporczywe dążenie do celu mimo niepowodzeń przyniosły oczekiwany sukces. Lakoksy, grając bez rezerwowych, w pewnym momencie musieli odczuć trudy spotkania, a stało się to w drugiej połowie. Cztery bramki zdobyte z rzędu pozwoliły odwrócić losy meczu – ze stanu 5:6 zrobiło się 9:6. Komplet punktów dorzucony do dorobku z całego sezonu dał ich łącznie 19, dzięki czemu drużyna z Ochoty zajęła ostatnie bezpieczne, siódme miejsce w lidze. Widzimy się w przyszłym sezonie na boiskach Ekstraklasy.

3
20:00

Niedzielny mecz był dla Tanatos Husarii Mokotów decydujący w kontekście utrzymania w Ekstraklasie. Dla In Plusu wynik nie miał już znaczenia dla układu tabeli, ponieważ zespół miał zapewnione brązowe medale. Goście przyszli jednak zagrać na maksimum swoich możliwości i godnie zakończyć sezon.

Zawodnicy Husarii szybko przekonali się, że o punkty nie będzie łatwo. Początek spotkania był jeszcze całkiem obiecujący. Po bramce dla gospodarzy odpowiedział bowiem Oskar Lachowicz, który wykorzystał kontratak swojego zespołu. In Plus konsekwentnie dążył jednak do zdobywania kolejnych goli i dość szybko wypracował sobie przewagę. Przed przerwą Jakub Cegiełka dał jeszcze nadzieję na odwrócenie losów meczu. Po 25 minutach było 4:2, więc druga połowa zapowiadała się interesująco.

Goście chyba zostali jednak w szatni, bo druga odsłona była w ich wykonaniu prawdziwym koszmarem. In Plus zdobywał kolejne bramki, a menedżer zespołu z Mokotowa mógł być zadowolony jedynie z dopingu kibiców Husarii, którzy stworzyli najlepszy akcent tego spotkania. Co więcej, przez ostatnie dziesięć minut Tomek Hubner śledził równolegle mecz KSB z Ogniem, w którym zwycięstwo ekipy Michała Tarczyńskiego gwarantowało utrzymanie Husarii. Jeszcze na pięć minut przed końcem taki scenariusz się realizował. Wówczas Ogień zdobył jednak dwa gole, doprowadził do remisu i niestety wyprzedził ekipę z Mokotowa w tabeli.

Husaria wraca więc do 1. ligi, ale przygoda w Ekstraklasie i rywalizacja z najlepszymi z pewnością zaprocentują w przyszłości. Kto wie, być może już w kolejnym sezonie drużyna ponownie włączy się do walki o awans i powrót do elity Ligi Fanów.

4
20:00

Korespondencyjny pojedynek toczony równolegle na boiskach A i B był tym, na co czekali kibice. Ogień Bielany potrzebował punktów, aby uniknąć spadku, ale musiał też liczyć na korzystny wynik w drugim meczu, czyli porażkę Husarii Mokotów.

Naprzeciwko stanęło KSB, które grało bez nominalnego bramkarza, a w pewnym momencie nie mogło już korzystać także z usług Patryka Olkowicza. Zawodnik, mając na koncie żółtą kartkę, wszedł na boisko bez zgody sędziego, za co obejrzał kolejne napomnienie i przedwcześnie zakończył udział w spotkaniu. Przynajmniej nie musiał później prać meczowej koszulki. Między słupkami KSB stanął zazwyczaj występujący w polu Vladyslav Voronov i można się zastanawiać, czy rzeczywiście było to osłabienie. Być może miał szczęście debiutanta, ale efekt był imponujący – tylko pięć straconych bramek i co najmniej dwa razy tyle skutecznych interwencji, głównie nogami.

Ogień Bielany musiał jednak przede wszystkim skupić się na sobie i tym, co mógł wywalczyć własnymi siłami. Spotkanie było pełne dramaturgii. Szybkie wyjście na prowadzenie i podwyższenie wyniku spotkało się z natychmiastową odpowiedzią rywali. Nie było kalkulowania, że to mecz o nic. KSB nie odstawiało nogi i nie zamierzało oddać spotkania bez walki. Maciek Grabicki i Dmytro Kashuba trafili do bramki Czarka Chwaścińskiego łącznie pięć razy, a ich drużyna prowadziła 5:3 jeszcze w końcówce meczu.

KSB miało nawet okazję, by zamknąć spotkanie, lecz znakomita interwencja defensora Ognia zatrzymała piłkę zmierzającą do siatki. Co więcej, stała się impulsem do kolejnego ataku. Bielańska drużyna zdobyła dwa gole potrzebne do wyrównania i rzutem na taśmę sięgnęła po arcyważny punkt. Husaria na sąsiednim boisku przegrała, a więc to właśnie ten jeden punkt przesądził o utrzymaniu. Ogień w przyszłym sezonie ponownie zagra w Ekstraklasie.

5
21:00

Mecze pomiędzy GWA Ochotą a Gladiatorami zawsze mają wyjątkowy smaczek i przyciągają wielu kibiców, którzy chcą na żywo zobaczyć starcie dwóch najlepszych ekip w Warszawie. Stawką niedzielnego spotkania, jak zwykle, było mistrzostwo, dlatego spodziewaliśmy się kolejnej partii szachów. W tych meczach nie ma miejsca na orlikową wymianę ciosów – dominuje taktyka, cierpliwość i czekanie na błąd przeciwnika. Sami zawodnicy doskonale się znają, więc trudno zaskoczyć się nawzajem czymś nieoczywistym.

Dla gospodarzy była to szansa na zdobycie trofeum, którego wciąż brakuje w ich gablocie, choć po sezonie 2025 jest ona już bardzo bogata. Dla Gladiatorów stawką było natomiast trzecie mistrzostwo z rzędu – osiągnięcie, które w kolejnych latach będzie niezwykle trudno powtórzyć.

Początek meczu upłynął pod znakiem optycznej przewagi GWA Ochoty, ale niewiele z niej wynikało. Gra wszerz boiska i brak pojedynków jeden na jednego nie mogły przynieść efektu w postaci bramki. Goście znakomicie przesuwali się w defensywie, a z tyłu, jak zawsze, na posterunku był "Gwoździu". Dodatkowo ich kontrataki wyglądały bardzo groźnie i kilka razy jedynie brak szczęścia sprawił, że do przerwy utrzymywał się bezbramkowy remis.

Każdy, kto oglądał wcześniejsze starcia tych drużyn, wie, że drugie połowy często były zmorą ekipy Kamila Jurgi. Nie inaczej było tym razem. Gladiatorzy wyszli na prowadzenie, a gdy robili to w poprzednich meczach, Ochocie bardzo trudno było znaleźć odpowiedź. GWA próbowała rzucić na boisko wszystko, co najlepsze, ale jej strzały były albo blokowane, albo mijały bramkę w bardzo dużej odległości. Gdy padł gol na 0:2, gospodarze zdecydowali się na grę z lotnym bramkarzem. Taka taktyka wymaga niemal perfekcji w rozegraniu, bo każdy błąd może skończyć się stratą bramki do pustej siatki. Tak właśnie się stało. Najpierw po strzale Mariusza Milewskiego Tomasz Pietrzak odbił piłkę w taki sposób, że zrobiło się 0:3, a chwilę później Michał Kielak trafił przez całe boisko do pustej bramki. Przy wyniku 0:4 było już jasne, że tego meczu nie da się odwrócić.

Gladiatorzy zostali mistrzami Decathlon Ligi Fanów, a GWA Ochota ponownie musiała zadowolić się drugim miejscem. Taki układ sił pozostanie aktualny przynajmniej do kolejnego sezonu naszych rozgrywek.

Reklama