reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
ETERNIS CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 3 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
15:00

Chociaż ekipa FC Patriot zajmuje przedostatnie miejsce w 3. lidze, to dalecy byliśmy od stwierdzenia, że w niedzielę KSB II Warszawa czeka łatwa potyczka z zespołem z Ukrainy. Wręcz przeciwnie – tak się składa, że oglądaliśmy oba ostatnie spotkania Patriotów w rozgrywkach i chociaż oba były przegrane, to poziom piłkarski wcale nie był zły. Po prostu rywale okazywali się odrobinę lepsi.

A jak było tym razem? No cóż – znów zapowiadało się, że Patrioci sami będą sobie winni ewentualnej utraty punktów. Ich problemem była skuteczność, która od samego początku pozostawiała wiele do życzenia. KSB było pod tym względem znacznie konkretniejsze. Zaczęło się od wykorzystania sytuacji sam na sam przez Nikodema Łęczyckiego. Potem z kolei indywidualną szarżą popisał się Jakub Rusztecki, który wyłożył piłkę Vitaliemu Balandiukowi, a ten dopełnił formalności.

Patriotom udało się tuż przed przerwą zmniejszyć straty, aczkolwiek to i tak było niewiele, biorąc pod uwagę liczbę wykreowanych przez nich okazji. Często jednak bywało tak, że w prostych sytuacjach wybierali najtrudniejsze rozwiązania, a nierzadko również... blokowali własne strzały. Tym samym w przerwie ekipa z Ukrainy mogła powiedzieć sobie, że trzeba grać tak samo jak do tej pory, tylko po prostu wreszcie nastawić celownik.

I jak pomyśleli, tak zrobili, bo bardzo szybko za sprawą Maksima Abramaua doprowadzili do wyrównania w drugiej połowie. Potem obie ekipy zdobyły jeszcze po jednym golu i można powiedzieć, że właśnie od tego momentu zaczęło się w tym spotkaniu wszystko, co najlepsze. Najpierw na pierwsze prowadzenie w tym meczu wyprowadził Patriotów Rusłan Petrijsia. Mogło być jednak odwrotnie, bo chwilę wcześniej doskonałej okazji nie wykorzystał Patryk Olkowicz. Przy stanie 4:3 skuteczność zawiodła też Maksima Abramaua, który trafił w słupek, a potem równie dogodnej okazji nie wykorzystał Michael Kukulski.

KSB zaczęło się spieszyć. Czas uciekał nieubłaganie, a oni wciąż szukali gola, który pozwoliłby im jeszcze marzyć o zwycięstwie. Kolejną dobrą okazję zmarnował Jakub Rusztecki, aż wreszcie podanie od rywala wykorzystał Michael Kukulski, który w sytuacji sam na sam z bramkarzem okazał się górą. Wynik 4:4 finalnie już się nie zmienił, chociaż weto w tej kwestii mógł zgłosić Volodymyr Pedisiuk, lecz jego strzał na linii bramkowej zatrzymał Patryk Olkowicz.

No cóż – skończyło się chyba uczciwie. Nikt tutaj nie wyrobił sobie wyraźnej przewagi boiskowej, nie miał też przewagi optycznej, a każda z ekip miała swoje lepsze i gorsze fragmenty. Oceniamy je po równo, dlatego wynik końcowy nikogo tutaj nie krzywdzi.

2
18:00

Sportowe Zakapiory przez pierwsze cztery kolejki Ligi Letniej kroczyły jak burza. Komplet punktów i pozycja lidera tabeli mogły jasno wskazywać faworyta tego spotkania, które od pierwszych minut było niezwykle dynamiczne. Obie drużyny grały z ogromnym zaangażowaniem, a akcja szybko przenosiła się spod jednej bramki pod drugą.

Jako pierwsi do głosu doszli gospodarze. Mikalai Filimonau posłał piłkę z autu prosto na głowę Nazara Dydchika, który precyzyjnym uderzeniem skierował ją do siatki, otwierając wynik spotkania. Sportowe Zakapiory nie zamierzały jednak składać broni. Lider stwarzał kolejne sytuacje podbramkowe i momentami mocno naciskał na rywali. W pierwszej połowie świetnie między słupkami Force Fusion spisywał się jednak Volodymyr Antoshka, który skutecznie zatrzymywał kolejne próby gości. Dzięki jego interwencjom gospodarze schodzili na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem.

Po zmianie stron wydarzenia nabrały jeszcze większego tempa. Force Fusion wykorzystało swoje okazje i w ciągu kilku minut dwukrotnie pokonało bramkarza Sportowych Zakapiorów. Na listę strzelców wpisali się Bohdan Khyzhvyak oraz Volodymyr Danulyk, a gospodarze znaleźli się w bardzo komfortowej sytuacji.

Lider w końcu odpowiedział. Hussein Abdulkareem przełamał niemoc strzelecką gości i znalazł sposób na świetnie dysponowanego wcześniej Antoshkę, zmniejszając stratę do dwóch bramek. Mogło się wydawać, że ten gol będzie początkiem kolejnego zrywu Sportowych Zakapiorów. Nic z tych rzeczy. Force Fusion niemal natychmiast odpowiedziało kolejnym trafieniem, pokazując tego dnia wyjątkową skuteczność. Ostatecznie gospodarze odnieśli zwycięstwo 7:3, przerywając tym samym zwycięską passę Sportowych Zakapiorów. Lider musiał po raz pierwszy w sezonie letnim przełknąć gorycz porażki, ale mimo straty punktów nadal pozostaje na szczycie tabeli.

Dla Force Fusion to natomiast zwycięstwo o ogromnym znaczeniu. Pokonanie lidera pozwoliło gospodarzom wskoczyć na 3. miejsce i wyraźnie zaznaczyć, że w walce o medale zamierzają liczyć się do samego końca. A przy takiej dyspozycji być może ich ambicje sięgają nawet zwycięstwa w całych rozgrywkach.

3
21:00

Na pierwsze trafienie w spotkaniu drugiej drużyny Elektrowoźniaka z Laflame Bielany nie musieliśmy długo czekać. Już w jednej z pierwszych akcji meczu Ivan Kashperuk otworzył wynik i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Obie ekipy od początku prezentowały dobry, ofensywny futbol i stwarzały sobie sytuacje podbramkowe. Tego dnia zdecydowanie skuteczniejsi byli jednak gospodarze. Jeszcze przed przerwą Elektrowoźniak dwukrotnie znalazł drogę do bramki rywali. Na listę strzelców wpisali się Maks Zwariuk oraz Oleksandr Dovzhenok, dzięki czemu gospodarze schodzili na przerwę z komfortowym prowadzeniem 3:0.

Po zmianie stron goście ruszyli do odrabiania strat. Po wielu próbach w końcu przełamał się Kacper Cetlin, który zdobył bramkę i zmniejszył różnicę do dwóch goli. Elektrowoźniak odpowiedział jednak kilka minut później, a drugie tego dnia trafienie zanotował Kashperuk. Drużyna z Bielan nie zamierzała się jednak poddawać i niemal natychmiast odpowiedziała kolejnym golem. Tym razem bramkarza gospodarzy pokonał Patryk Kamola, ponownie zmniejszając stratę do dwóch bramek. Jak się później okazało, było to jednak ostatnie trafienie gości w tym spotkaniu. W dalszej części meczu gole zdobywali już wyłącznie gospodarze, którzy skutecznie wykorzystywali swoje kolejne okazje i ostatecznie odnieśli bardzo przekonujące zwycięstwo 7:2.

Po pięciu kolejkach obie drużyny mają na swoim koncie taką samą liczbę punktów i wciąż mogą liczyć się w walce o najwyższe cele. Ostatnie dwie kolejki 5. ligi zapowiadają się zatem niezwykle ciekawie. Wszystko wskazuje na to, że walka o czołowe lokaty będzie trwała do samego końca!

4
21:00

Spotkanie pomiędzy P.P.B Artel Husaria Mokotów a Na2Nóżkę zapowiadało się wyjątkowo emocjonująco ze względu na sytuację w ligowej tabeli. Oba zespoły zajmowały kolejno siódme i ósme miejsce, dlatego stawką meczu było nie tylko zwycięstwo, ale również poprawa swojej pozycji przed decydującą fazą sezonu.

Pierwsze dziesięć minut spotkania upłynęło pod znakiem chaosu. Żadna z drużyn nie potrafiła narzucić własnego stylu gry, a akcje raz po raz przenosiły się spod jednej bramki pod drugą. Dopiero błąd defensywy gości pozwolił Bartkowi Adamiakowi otworzyć wynik spotkania. Chwilę później prowadzenie gospodarzy podwyższył Hubner, dając Husarii dwubramkową zaliczkę.

Na odpowiedź Na2Nóżkę nie trzeba było jednak długo czekać. Maciej Samoraj postanowił wziąć sprawy w swoje ręce – po błyskawicznym wznowieniu gry minął kilku rywali i efektownym wykończeniem pokonał bramkarza, dając swojej drużynie kontaktowe trafienie. Chwilę później Mateusz Gulik ponownie wyprowadził gospodarzy na dwubramkowe prowadzenie, jednak i tym razem Husaria nie nacieszyła się nim zbyt długo. Najpierw błąd w rozegraniu wykorzystali goście, a następnie potężne uderzenie z dystansu ponownie zaskoczyło golkipera gospodarzy. Gdy wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się remisem 3:3, po raz drugi na listę strzelców wpisał się Mateusz Gulik, dzięki czemu P.P.B Artel Husaria Mokotów schodziła do szatni z jednobramkową przewagą.

Po zmianie stron obraz spotkania wyraźnie się zmienił. Husaria przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi, narzuciła własne tempo i z dużą skutecznością punktowała zespół Na2Nóżkę, który nie przypominał już drużyny z pierwszej połowy. Szczególnie dobrze funkcjonował duet Adamiak–Hubner, którego zawodnicy świetnie współpracowali, wymieniając się bramkami i asystami.

Końcówka spotkania przyniosła jeszcze sporo sportowych emocji. Między zawodnikami obu drużyn zrobiło się gorąco, a arbiter był zmuszony sięgnąć po żółtą kartkę dla jednego z graczy Husarii. Ostatnie słowo należało jednak do Macieja Samoraja, który efektownym trafieniem ustalił wynik meczu na 8:4 i potwierdził, że był zdecydowanie najjaśniejszym punktem zespołu Na2Nóżkę.

Dzięki temu zwycięstwu P.P.B Artel Husaria Mokotów poprawiła swoją sytuację w tabeli i wciąż liczy się w walce o wydostanie ze strefy spadkowej. Na2Nóżkę po raz kolejny zaprezentowało się z bardzo dobrej strony, jednak mimo ambitnej postawy nadal czeka na swoje pierwsze punkty w sezonie.

Reklama