Sezon Lato 2026
Relacje meczowe: 3 Liga
LaFlame Bielany do tej pory nie znalazło godnego siebie rywala w 3. lidze. Dwa wysokie zwycięstwa tylko utwierdziły wszystkich w przekonaniu, że zespół z Bielan jest jednym z głównych kandydatów do mistrzowskiego tytułu. Czy zakładaliśmy, że FC Patriot będzie w stanie przeciwstawić się tak rozpędzonemu rywalowi? Szczerze mówiąc – niespecjalnie. Oczywiście spodziewaliśmy się, że nie będzie to spacer dla LaFlame, ale aż takich problemów również nie przewidywaliśmy.
Początek spotkania zdawał się to potwierdzać. Gospodarze wyraźnie dominowali, przede wszystkim utrzymując się przy piłce, a z czasem przełożyli tę przewagę na prowadzenie. Na listę strzelców wpisał się Patryk Kamola, choć równie dobrze trafienie można byłoby zapisać jako pechowego samobója Dmytro Olejnikowa. Piłka po strzale odbiła się bowiem od słupka, następnie od bramkarza Patriotów i dopiero wtedy wpadła do siatki.
Po początkowej dominacji LaFlame zespół Patriotów zdołał jednak odsunąć grę od własnego pola karnego. Spotkanie się wyrównało i choć obie drużyny miały swoje momenty, do przerwy jedynym golem pozostawało trafienie Kamoli.
Na początku drugiej połowy inicjatywę przejęli Patrioci. Kilka razy zagrozili rywalom strzałami z dystansu i niewiele brakowało, aby Filip Gąska, który po przerwie zastąpił między słupkami Szymona Świercza, musiał wyciągać piłkę z siatki. W 32. minucie był już praktycznie bezradny po potężnym uderzeniu Yurii Butsa, ale tym razem uratowała go poprzeczka. W końcu jednak napór Patriotów przyniósł efekt. Do wyrównania doprowadził Maksym Abramau i trzeba uczciwie przyznać, że jego zespół w pełni zasłużył na tego gola. W tamtym momencie wydawało się, że remis jest bardzo realnym scenariuszem.
Nikogo jednak taki wynik nie satysfakcjonował. Kluczowy okazał się jeden z kolejnych fragmentów meczu. Najpierw znakomitą okazję na drugie trafienie miał ponownie Abramau, ale Filip Gąska świetnie skrócił kąt i uratował swoją drużynę. Dosłownie chwilę później kosztowny błąd popełnił Viktor Yaremyi. Pozwolił Andrzejowi Skorupie podejść zbyt blisko, ten odebrał mu piłkę, ruszył w kierunku bramki i pewnym strzałem ponownie wyprowadził LaFlame na prowadzenie.
Od tego momentu gospodarze skupili się na obronie jednobramkowej przewagi, choć zadanie wcale nie było łatwe. Mykyta Rai i jego koledzy robili wszystko, by doprowadzić do wyrównania. W ostatniej akcji meczu wywalczyli jeszcze rzut wolny. Do piłki podszedł Dmytro Olejnikow, a jego mocny strzał zatrzymał się jedynie na poprzeczce. Chwilę później futbolówka opuściła pole gry, a sędzia zakończył spotkanie.
LaFlame Bielany odniosło tym samym trzecie zwycięstwo z rzędu, ale bez wątpienia było to ich najtrudniejsze spotkanie w obecnym sezonie. Pokusimy się nawet o stwierdzenie, że remis wcale nie byłby niesprawiedliwym rezultatem. FC Patriot rozegrał naprawdę dobre zawody i przez długie fragmenty nie ustępował faworytom. O końcowym wyniku zadecydowały detale, a tym razem były one po stronie zespołu z Bielan.
Już przed pierwszym gwizdkiem było wiadomo, że KSB czeka niezwykle trudne zadanie. Gospodarze przystąpili do spotkania w mocno okrojonym składzie, podczas gdy Zakapiory pojawiły się w swoim sprawdzonym, silnym zestawieniu. Co więcej, mimo kadrowych problemów rywala, goście podeszli do meczu z pełnym respektem i od pierwszych minut nie zamierzali pozostawić niczego przypadkowi.
To, co wydarzyło się na początku spotkania, w zasadzie było zapowiedzią całego meczu. Zakapiory błyskawicznie narzuciły swoje warunki gry i w ciągu kilku minut pokazały pełnię swojego potencjału. Prym wiedli Lasota, Banaszek oraz Groszkowski, którzy z ogromną łatwością rozbijali defensywę KSB i raz po raz tworzyli kolejne groźne sytuacje.
Pierwsza połowa praktycznie rozstrzygnęła losy rywalizacji. Wynik 7:1 mówił sam za siebie i był odzwierciedleniem przewagi gości, którzy imponowali organizacją, skutecznością i spokojem w rozegraniu piłki.
Po przerwie KSB próbowało wrócić do meczu. Zespół nie złożył broni, a Adrian Giżyński dwoił się i troił, starając się poderwać gospodarzy do walki. Mimo ambitnej postawy było jednak niezwykle trudno znaleźć sposób na znakomicie dysponowanych Zakapiorów. Goście grali bardzo dojrzale, nie pozwalali rywalom rozwinąć skrzydeł i konsekwentnie kontrolowali przebieg spotkania. Na szczególne wyróżnienie zasłużył Lasota, który rozegrał prawdziwy koncert. Cztery zdobyte bramki i dwie asysty tylko potwierdzają, że był tego dnia nie do zatrzymania. Świetnie wspierali go również Banaszek i Groszkowski, a cały zespół funkcjonował bardzo dobrze i był świetnie zorganizowany.
Tak przekonujące zwycięstwo to wyraźny sygnał dla reszty stawki. Jeśli Zakapiory utrzymają taki poziom gry i będą regularnie występować w tak mocnym składzie, z pewnością staną się jednym z najpoważniejszych kandydatów do walki o mistrzostwo.
Choć Husaria wciąż czekała na pierwsze punkty, a Force Fusion udanie rozpoczęło letni sezon, zapowiedź zwiastowała wyrównane widowisko. Boisko tylko potwierdziło te przewidywania.
Już od pierwszych minut obie drużyny grały odważnie, choć to Husaria częściej próbowała zagrozić bramce rywali uderzeniami z dystansu. Wynik otworzył Hubner, który po przejęciu piłki minął rywala i pewnym strzałem pokonał bramkarza. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Goście niemal natychmiast odpowiedzieli za sprawą Pliakina, a chwilę później prowadzenie Force Fusion dał Yakubiv, skutecznie wykańczając akcję rozpoczętą dalekim wrzutem z autu.
Mimo niekorzystnego wyniku Husaria konsekwentnie realizowała swój plan. Nie bez znaczenia była również postawa Ostapińskiego, który kilkoma odważnymi interwencjami uchronił gospodarzy przed stratą kolejnych bramek i pozwolił im pozostać w kontakcie z rywalem. W końcu Hubner ponownie doprowadził do wyrównania, a jeszcze przed przerwą Husaria odzyskała prowadzenie. Gospodarze schodzili na przerwę z minimalną zaliczką, prowadząc 3:2.
Po zmianie stron Force Fusion błyskawicznie doprowadziło do remisu, ale Husaria po raz kolejny znalazła odpowiedź. Świetnie funkcjonowała współpraca Hubnera z Osuchem, która ponownie wyprowadziła gospodarzy na prowadzenie, a chwilę później skuteczna akcja pozwoliła im odskoczyć na dwie bramki. Goście ani myśleli składać broni. Nawet grając w osłabieniu, zdobyli jeszcze kontaktową bramkę po indywidualnej akcji Khyzhvyaka, jednak Husaria nie pozwoliła już odebrać sobie zwycięstwa.
Husaria długo czekała na pierwsze zwycięstwo w letnim sezonie, ale kiedy już po nie sięgnęła, zrobiła to w meczu wymagającym ogromnej determinacji. Pierwsze punkty nie przyszły łatwo i właśnie dlatego mogą smakować jeszcze lepiej. Force Fusion walczyło do ostatniego gwizdka, ale tym razem to Husaria zachowała więcej spokoju w kluczowych momentach i mogła cieszyć się z pierwszej wygranej w sezonie.
Spotkanie od pierwszych minut zapowiadało się na bardzo ciekawe widowisko. Już w 1. minucie Samoraj otworzył wynik dla Na2Nożkę, a zaledwie dwie minuty później Balysh odpowiedział trafieniem dla Elektrowoźniaka.
W 17. minucie Samoraj ponownie wpisał się na listę strzelców, a trzy minuty później dołożył kolejne trafienie, dając Na2Nożkę prowadzenie. Elektrowoźniak szybko jednak odzyskał kontrolę nad spotkaniem. W 22. minucie Zwariuk rozpoczął swoją strzelecką serię, a w 24. minucie Lavriv doprowadził do remisu.
W 28. minucie do bramki trafił nawet bramkarz Pshchuk, a kolejne trafienia Zwariuka i Balysha w 31. i 35. minucie sprawiły, że przewaga Elektrowoźniaka stawała się coraz bardziej wyraźna. W 37. minucie do siatki trafił Chornyi, a dwie minuty później Balysh dołożył kolejną bramkę.
Na2Nożkę próbowało jeszcze odpowiedzieć. W 43. minucie Samoraj zdobył swoją czwartą bramkę w meczu, tym razem bezpośrednio z rzutu wolnego. Elektrowoźniak nie pozwolił jednak rywalom na odrobienie strat. W 46. minucie Lavriv ponownie wpisał się na listę strzelców, a w 48. minucie Zwariuk dokończył dzieła zniszczenia.
W ostatniej minucie spotkania Dalecki zdobył jeszcze bramkę dla Na2Nożkę, ustalając wynik meczu.







)
)
)
)
)
)
)
)