Sezon Lato 2026
Relacje meczowe: 7 Liga
Pewne zwycięstwo trzeciej ekipy Inferno Team zapewniło ukończenie sezonu na podium. O pierwsze miejsce pozostaje walka z drugą Ternovitsią.
W tę niedzielę Yevheni Kovnat z ekipą próbowali zatrzymać rozpędzone Inferno, lecz bez skutku. Tylko dwa razy udało się Shitable trafić do bramki rywali. Z pierwszym razem kontratak prawą stroną z bliska wykończył Mark Barsukou. Później to wspomniany Kovnat uderzył zaskakująco z rzutu wolnego, umiejscowionego na skraju pola karnego. Tak to do siatki po piłkę schylał się Artemiy Nikitienko.
Inferno nie patyczkowało się z rywalem i swoją przewagę regularnie dokumentowało golami. Cztery z nich zapisane zostały Krzysztofowi Matyji, który w tym meczu wcielił się w rolę kończącego. Zawsze można było go znaleźć gdzieś w okolicach dalszego słupka. Wszak stamtąd najlepiej się kończy akcje. Tym bardziej, że zwycięska drużyna bardzo dobrze radziła sobie z rozmontowywaniem defensywy przeciwników, co przekładało się na klarowne okazje – praktycznie do pustej bramki. Na liście strzelców znajdziemy także bramkarza Inferno. Jakub Tłuszcz po obronie jednego z uderzeń w drugiej połowie zdecydował się na dalekie kopnięcie. Nie zapytaliśmy, czy był to strzał. Niemniej jednak takowym się okazał, więc drążyć nie będziemy. Piłka wpadła pod poprzeczkę, a Inferno drużynowo wygrało 9:2.
Szósta kolejka w 7. Lidze przyniosła jedno z najbardziej emocjonujących spotkań tego dnia. Zamykający tabelę Wincars podejmował FC Vikersonn UA II, który po rozczarowujących wcześniejszych występach zajmował miejsce w środku stawki. Mimo różnicy pozycji gospodarze od początku pokazali ogromną determinację i długo byli bardzo blisko sprawienia niespodzianki.
Początek meczu zdecydowanie należał do Wincars. Gospodarze szybko objęli prowadzenie po trafieniu Mykhaila Bulakha, a choć Vikersonn odpowiedział bramką Yehvena Syrotiuka, Wincars nie stracił animuszu. Dobra współpraca Filipa Trockiego z Nikitą Sokolem pozwoliła ponownie wyjść na prowadzenie, a chwilę później sam Sokol podwyższył wynik. Do przerwy ostatnia drużyna tabeli prowadziła 3:1 i była na najlepszej drodze do zdobycia cennych punktów.
Po zmianie stron obraz gry zaczął się jednak zmieniać. Goście ruszyli do odrabiania strat i szybko złapali kontakt, a następnie doprowadzili do wyrównania. Szczególnie aktywni byli Yehven Syrotiuk oraz Ivan Vovk, którzy napędzali większość ofensywnych akcji FC Vikersonn. Wincars nie zamierzał jednak łatwo oddać prowadzenia. Kiedy goście po raz pierwszy wyszli na prowadzenie, gospodarze natychmiast odpowiedzieli. Ważnym momentem meczu była bramka Wadima Khilhory na 4:4, która ponownie otworzyła spotkanie. Chwilę później drużyna Wincars wykorzystała kolejną okazję i znów znalazła się o krok od sensacyjnego zwycięstwa.
Końcówka była prawdziwą wymianą ciosów. FC Vikersonn UA II zdołał doprowadzić do remisu 5:5, a gdy wydawało się, że obie drużyny podzielą się punktami, nadeszła ostatnia minuta meczu. Bohaterem gości został Yehven Syrotiuk, który zdobył zwycięską bramkę na 6:5, zapewniając swojej drużynie komplet punktów.
Mimo porażki Wincars rozegrał jedno z najlepszych spotkań w sezonie, prowadząc do przerwy 3:1 i przez długi czas skutecznie przeciwstawiając się wyżej notowanemu rywalowi. Ostatecznie większe doświadczenie i skuteczność w decydujących momentach pozwoliły gościom odwrócić losy meczu i wywieźć zwycięstwo po niezwykle emocjonującym widowisku.
W tym meczu mieliśmy wyraźnego faworyta. Była nim Ternovitsia II, która podobnie jak pierwszy i drugi zespół klubu regularnie walczy o medale, a przede wszystkim o pierwsze miejsce. Dlatego w takim spotkaniu strata punktów nie wchodziła w grę. Okazało się jednak, że rywal postawił bardzo trudne warunki.
Siwy Koń od początku pokazał, że nie zamierza łatwo oddać tego meczu. Co więcej, to właśnie ta drużyna jako pierwsza wyszła na prowadzenie. W świetnej formie był tego dnia Piotr Sega, który popisał się dwoma fenomenalnymi golami z rzutów wolnych. Pierwszym z nich otworzył wynik spotkania, zdobywając bramkę naprawdę niezwykłej urody.
Ternovitsia szybko jednak odpowiedziała i od tego momentu przez większość meczu utrzymywała przewagę. Siwy Koń cały czas podążał za rywalem i nie pozwalał mu spokojnie odskoczyć. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 6:3, ale po przerwie emocji było jeszcze więcej. Siwy Koń najpierw zmniejszył stratę do dwóch bramek, a później nawet do jednej. Wyrównać już się jednak nie udało. Ternovitsia zachowała więcej spokoju w końcówce, ponownie odskoczyła i pewnie dowiozła zwycięstwo.
Wśród zawodników w żółtych koszulkach po raz kolejny błyszczeli liderzy zespołu. Volodymyr Hrydovyi zanotował 3 gole i aż 5 asyst, a Serhii Romanovskyi dołożył 4 bramki i 2 asysty. To właśnie ich wkład okazał się kluczowy w tym trudnym spotkaniu. Po stronie Siwego Konia wyróżnili się Piotr Sega i Sebastian Zwierzchowski, którzy skompletowali hat-tricki. Sebastian dołożył również asystę.
Ternovitsia dzięki temu zwycięstwu pozostaje w walce o pierwsze miejsce. Siwy Koń, mimo porażki, może natomiast być zadowolony ze swojego występu. Zespół postawił faworytowi bardzo trudne warunki i do samego końca walczył o punkty, ale ostatecznie pozostaje w dolnej części tabeli.
Mecz ten był przez nas anonsowany jako spotkanie „ostatniej szansy” w kontekście gry o podium. Oba zespoły przystąpiły do niego właściwie z tego samego pułapu. Dla wygranego przewidziane było kontynuowanie marzeń o medalach. Dla przegranego droga na szczyt znacząco się wydłużyła.
Można powiedzieć, iż w sezonie zasadniczym mieliśmy mały przedsmak tej konfrontacji. Nie każdy bowiem wie, ale w tym meczu spotkały się niejako dwie ekipy, które w kampanii 2025/26 grały na jednym poziomie. O ile to, że FC Wczorajsi rywalizowali w dziesiątej dywizji, żadną tajemnicą nie jest, o tyle nie każdy wie, że zespół gospodarzy to po części FC Dpserados, które także grało w tej samej dziesiątej dywizji. Wówczas górą zdecydowanie byli gospodarze, ale lato miało być „zmianą warty”. I do pewnego momentu było.
Pierwsza połowa oraz początek drugiej to przewaga Wczorajszych udokumentowana rezultatem 1:3. Wynik, zdaje się, prawidłowo odzwierciedlał przebieg spotkania. Sęk w tym, że owo spotkanie trwa pięćdziesiąt minut, a nie pół godziny. Bo goście, mieliśmy wrażenie, jakoby o tym w pewnym momencie zupełnie zapomnieli. Nastał taki fragment spotkania, w którym gospodarze absolutnie zdominowali gości, a zespół Wczorajszych władował się wprost pod koła rozpędzonego tira, który wyznaczył sobie śmiały kurs na podium.
Mniej więcej od 30. do 45. minuty, w zaledwie kwadrans, gospodarze zdobyli aż siedem bramek z rzędu, nie tracąc przy tym ani jednej. I tak z 1:3 zrobiło się nam nagle 8:3, ku uciesze kobiecej sektorówki gospodarzy, która dumnie wiwatowała i oklaskiwała „swoich” po kolejnych trafieniach. Prym w odwracaniu wyniku wziął na siebie duet Jędrasik-Nienałtowski, a dwie bramki Wczorajszych w samej końcówce spotkania na niewiele się zdały.
Końcowy rezultat 9:5 promuje zespół gospodarzy w kontekście gry o złoto. Co więcej, wynik ten sprawił, iż ów zespół ma już zagwarantowane podium. Nie dziwi nas więc to, że prezes klubu Amadeusz Kopacz zadbał o to, aby jego plecak był po brzegi wypchany brzęczącym i obijającym się o siebie drobiazgiem. Taka nagroda jak najbardziej należała się temu teamowi po tym niemałym sukcesie!







)
)
)
)
)