reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
ETERNIS CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 7 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
2
16:00

Spotkanie FC Vikersonn UA 2 z Wczorajsi FC od początku miało dobre tempo i sporo sytuacji podbramkowych. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do Wczorajszych, którzy szybko narzucili swój styl gry i byli znacznie skuteczniejsi w ofensywie. Do przerwy goście prowadzili 5:1, dzięki czemu mogli z większym spokojem podejść do drugiej części spotkania.

Po zmianie stron prowadzący nie zamierzali jednak zwalniać tempa. Drużyna kontrolowała przebieg spotkania i stwarzała kolejne sytuacje bramkowe. FC Vikersonn próbowało odpowiedzieć i kilkukrotnie zagroził bramce rywali, jednak bardzo dobrze między słupkami spisywał się Michał Mikołajczuk. Ostatecznie Wczorajsi FC dołożyli jeszcze jedno trafienie i zwyciężyli całe spotkanie 6:1.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje Piotr Loze, który był główną postacią ofensywną swojej drużyny. Zdobył dwie bramki i zanotował dwie asysty, mając bezpośredni udział przy czterech trafieniach Wczorajszych. Jego skuteczność, aktywność oraz umiejętność kreowania sytuacji dla kolegów miały ogromne znaczenie dla końcowego rezultatu. Duże pochwały należą się również bramkarzowi Michałowi Mikołajczukowi. FC Vikersonn miało kilka dobrych okazji, aby zdobyć kolejne bramki, jednak Michał bardzo dobrze radził sobie z próbami przeciwników.

Po stronie FC Vikersonn UA 2 na wyróżnienie zasługuje Witalii Rybka, który zdobył jedyną bramkę swojej drużyny. Był również największym zagrożeniem dla defensywy Wczorajszych. Aktywnie szukał swoich okazji, próbował napędzać ofensywę i przez całe spotkanie starał się sprawiać problemy obrońcom rywali.

Ostatecznie Wczorajsi FC odnieśli pewne zwycięstwo w stosunku 6:1.

3
21:00

Przez niemal całą pierwszą połowę spotkania Ternovitsia II - Shitable utrzymywał się bezbramkowy remis. Zarówno gospodarze, jak i goście stworzyli sobie kilka dogodnych okazji, jednak świetne interwencje golkiperów skutecznie uniemożliwiały otwarcie wyniku. To właśnie bramkarze obu ekip byli zdecydowanymi bohaterami tej fazy meczu, a faworyta w zasadzie trudno było wskazać, ponieważ z przebiegu gry spotkanie było dość wyrównane. Gdy wydawało się, że obie drużyny zejdą na przerwę przy stanie 0:0, w jednej z ostatnich akcji pierwszej części gry przełamanie przyniósł Vitalii Boiarchuk, wyprowadzając Shitable na prowadzenie.

Po zmianie stron gole zaczęły padać znacznie szybciej. Ponownie inicjatywę przejęli goście. Najpierw prowadzenie podwyższył Sasha Prigodich, a chwilę później trzeci cios zadał Konstantyn Kostikov. Ternovitsia II próbowała jeszcze wrócić do gry i zdołała zdobyć bramkę kontaktową za sprawą Yuriego Kuzbyta, jednak ostatnie słowo należało do Shitable. W końcówce spotkania pięknym uderzeniem wynik na 1:4 ustalił Stanislau Krayeuski, przypieczętowując cenne zwycięstwo swojej drużyny.

Mimo porażki druga ekipa Ternovitsii utrzymała pozycję lidera 7. ligi. Jeśli jednak zespół na poważnie myśli o zdobyciu mistrzowskiego tytułu, kolejne podobne potknięcia mogą okazać się bardzo kosztowne...

4
22:00

Biorąc pod uwagę, że zarówno Tirowcy, jak i Inferno Team III przystępowali do tego spotkania z dorobkiem sześciu punktów, a oba zespoły potrafią grać atrakcyjną dla oka piłkę, ich bezpośrednie starcie zapowiadało się niezwykle interesująco. Stawką było utrzymanie miejsca w ścisłej czołówce tabeli, co stanowiło wystarczającą motywację, by nawet o godzinie 22:00 wykrzesać z siebie ostatnie pokłady energii.

Pierwsza połowa, choć zakończyła się remisem 1:1, z pewnością nie należała do nudnych. Wręcz przeciwnie – sytuacji podbramkowych nie brakowało. Jako pierwszy świetną okazję zmarnował Amadeusz Kopacz, który w dogodnej sytuacji posłał piłkę tuż obok słupka. Inferno odpowiedziało w najlepszy możliwy sposób. Po bardzo ładnej akcji, której ostatnimi ogniwami byli Marcin Rosiński i Ernest Bąkowski, ten drugi wpisał się na listę strzelców i otworzył wynik spotkania.

Tirowcy zdołali jednak szybko odpowiedzieć. Dalekie zagranie od bramkarza Staśka Bronkowskiego świetnie opanował Dominik Strus, który mimo bliskiej obecności Huberta Załuski zdecydował się na mocny strzał lewą nogą. Piłka wylądowała w siatce, a do przerwy nie poznaliśmy odpowiedzi na pytanie, która z drużyn jest bliżej zwycięstwa.

Po zmianie stron optyczna przewaga nadal należała do Inferno Team III, choć przez długi czas zespół nie potrafił przekuć jej na kolejne gole. Duża w tym zasługa bramkarza Tirowców, który rozgrywał kapitalne zawody. Igor Patkowski, kapitan Inferno, jeszcze w trakcie meczu wskazał go najlepszym zawodnikiem drużyny rywali i trudno było się z tą opinią nie zgodzić. W końcu jednak również on musiał skapitulować po raz drugi. Marcin Rosiński posłał świetne podanie na dalszy słupek, a Paweł Jasztel zamknął akcję celnym strzałem z główki. Od tego momentu wszystko zaczęło układać się po myśli Inferno. Chwilę później było już 3:1, następnie 4:1 i dało się zauważyć, że mimo ogromnych chęci Tirowcy coraz mniej wierzyli w możliwość powrotu do meczu.

Ostatnie słowo również należało do Pawła Jasztela, który ustalił wynik spotkania na 5:1. Inferno Team III odniosło w pełni zasłużone zwycięstwo, potwierdzając, że należy do najmocniejszych drużyn w tej lidze.

Mimo wysokiej porażki Tirowcy nie mają jednak powodów, by wstydzić się swojej postawy. Owszem, wiele zawdzięczają świetnie dysponowanemu bramkarzowi, ale z pewnością nie rozłożyli przed rywalami czerwonego dywanu. Na szczególne wyróżnienie zasługuje również Dominik Strus, który po raz kolejny pokazał, że warto uważnie śledzić jego występy.

Inferno Team III okazało się jednak zespołem dojrzalszym i skuteczniejszym. A mając w swoich szeregach tak znakomicie dysponowanego w roli asystenta Marcina Rosińskiego, po prostu trudno było ten mecz przegrać.

Reklama