reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga

Relacje meczowe: 7 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
14:00

Radosny, ofensywny futbol na miarę meczu o trzecie miejsce świeżo zakończonego mundialu zaprezentowały nam ekipy Siwego Konia oraz Shitable. W spotkanie znacznie lepiej weszli piłkarze SK, do granic możliwości wykorzystując przyznawane im rzuty z autu – wynik otworzył kapitan zespołu, Szymon Zawadzki, a wtórował mu Jurij Pijasiuk, przy czym przy obu golach asysty zaliczał Ivan Yanyshyn.

Chaotyczne Shitable coraz mocniej zagrażało bramce gospodarzy, ale między słupkami świetne zawody rozgrywał Olek Luckner. Goście zmieniali całą piątkę zawodników z pola, tak więc gdy na placu gry pojawił się rosły, techniczny napastnik Mark Barsukou, szanse na gola wzrosły kilkukrotnie. Szybkie dwa trafienia tego zawodnika po podaniach Yahora Zamascianskiego przyniosły wschodniej ekipie upragnione wyrównanie, lecz głupio wyłapana przez Kostikova żółta kartka za pretensje pokrzyżowała nieco plany Shitable.

Szybko po wznowieniu ze środka boiska drogę do siatki znalazł Pijasiuk po odegraniu Macieja Morry, ale równie skutecznej odpowiedzi udzielili gracze gości, a hat-tricka skompletował rzecz jasna Barsukou. Instynktowne parady Lucknera, niektóre naprawdę niebywałej urody, pozwalały Siwemu Koniowi pozostać w grze, mimo iż sami nie raz koncertowo marnowali to, co konstruowali pod bramką rywali, czego dowodem był choćby kiks Borczona przy klasycznym strzale na „pustaka”. Obie ekipy zdobyły jeszcze po jednej bramce w pierwszej połowie i udały się na przerwę, by zebrać siły do kontynuowania tego, co pokazywały dotychczas.

Gole wciąż sypały się jak z worka. Wybitny instynkt strzelecki odnalazł w sobie Pijasiuk, aplikując rywalom aż sześć trafień. Ostatnie z nich – gdy przyjął trudną górną piłkę, położył zwodem obrońcę Shitable na ziemi i czubkiem buta precyzyjnie umieścił futbolówkę przy słupku – zasługiwało na szczególne uznanie. Po tym cieszącym oko golu SK odskoczył rywalom na dystans trzech bramek, lecz gotów był tę przewagę roztrwonić, gdyby nie fenomenalny tego dnia Lucker. Boiarchuk i Zamascianski wykorzystali niedbałość w defensywie przeciwników i umożliwili Shitable złapanie kontaktu, lecz czasu nie starczyło już nawet na wywalczenie remisu.

Tak oto, w pocie czoła – dosłownie i w przenośni – Siwy Koń odniósł premierowe zwycięstwo w tym sezonie letnim, zrównując się punktami z pozostawionym w pokonanym polu Shitable.

2
14:00

Od pierwszego gwizdka spotkanie pomiędzy Ternovitsią II a Tirowcami zapowiadało się na bardzo ofensywne widowisko. Obie drużyny chętnie atakowały i nie brakowało sytuacji bramkowych. Pierwsza połowa była niezwykle wyrównana, a gospodarze schodzili na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem 5:4.

Po zmianie stron Ternovitsia II zaczęła przejmować inicjatywę. Gospodarze grali pewniej, lepiej kontrolowali przebieg spotkania i z każdą kolejną akcją budowali swoją przewagę. Skuteczność pod bramką rywali sprawiła, że zdołali odskoczyć Tirowcom i nie pozwolili już przeciwnikom wrócić do walki o korzystny rezultat.

Liderami Ternovitsii II byli Oleh Borys, który zakończył mecz z dorobkiem trzech bramek i jednej asysty, oraz Volodymyr Hrydovyi, autor dwóch trafień i trzech asyst. To właśnie ta dwójka napędzała większość ofensywnych akcji gospodarzy i miała kluczowy wpływ na przebieg spotkania.

W ekipie Tirowców na wyróżnienie zasłużyli Amadeusz Kopacz oraz Jan Kozłowski, którzy zdobyli po dwie bramki i do końca walczyli o odrobienie strat. Mimo ambitnej postawy gości to gospodarze byli skuteczniejsi w drugiej połowie. Ostatecznie Ternovitsia II przypieczętowała swoją przewagę i zwyciężyła 9:6, dopisując do swojego dorobku kolejne trzy punkty.

3
17:00

Mecz bez większej historii – a szkoda, bo gdyby tylko nominalny golkiper Vikersonna dojechał na mecz, to gospodarze mieliby o wiele więcej do powiedzenia w walce ze świetnie dysponowanym Inferno.

A tak postawiony z konieczności między słupkami Valerii Shulha miał niesamowitego pecha, popełniając błąd za błędem, przez co siłą rzeczy ukraińska ekipa wyłączyła się w zasadzie z walki o trzy punkty w tym starciu. Tym samym w 13. minucie było już 1:3 po dublecie Grabowskiego i golu bramkarza gości, Jakuba Tłuszcza. Trudno było nie odnieść wrażenia, że przy każdym z tych trafień Shulha mógł zachować się zdecydowanie lepiej.

Do końca pierwszej odsłony zmagań bramki zdobywali już tylko podopieczni Igora Patkowskiego – kolejny dublet skompletował Grabowski, pewnie wykorzystując rzut karny, a na 1:6 główką strzał Pawła Jasztela, w swoim stylu, dobił Maciej Chrzanowski.

Przy tak pewnym wyniku piłkarze Inferno Team III pozwolili sobie na odrobinę luzu, a rezerwowi mogli nareszcie złapać więcej minut i pokazać, na co ich stać. Nawet skupiający się dotychczas bardziej na zadaniach defensywnych Ernest Bąkowski dostał więcej swobody w grze do przodu, za co odpłacił się bramką. Vikersonn II dał o sobie przypomnieć, kiedy to niecelne wznowienie gry przez Tłuszcza wykorzystał Vitalii Rybka, trafiając do siatki bez większych problemów na 2:8. Swoje punkty w klasyfikacji kanadyjskiej notowali Winiarski, Jasztel i Kochanowski, bardzo często popisując się fenomenalnym czuciem przestrzeni czy też świetną techniką.

Gospodarze zagrożenie tworzyli głównie za sprawą dynamicznego Serhiiego Tumruka, lecz zdobycie pięciu bramek było całkowitym maksimum, na jakie było ich stać tego wieczoru. Na ocenę prognozowanych pozycji w tabeli na koniec rozgrywek wprawdzie zbyt wcześnie, lecz bez wątpienia można stwierdzić jedno – Inferno Team III dysponuje naprawdę pokaźnym gronem graczy o rozmaitych profilach, z czego bez dwóch zdań będą mieli jeszcze wiele korzyści.

4
18:00

Nowy w Lidze Fanów zespół Wincars nie spotkał się na początku swojej przygody ze specjalnym traktowaniem. Nie było częstowania chlebem i solą ani przyjacielskich uścisków. Wczorajsi FC poszli śladami drugiej Ternovitsii i też spuścili łomot rywalom. Jedyną różnicą jest to, że stracili i zdobyli o jednego gola mniej.

Ivan Harastovych musiał się jedenaście razy schylać po piłkę, którą przeciwnicy nieustannie wpakowywali do siatki. Nawet ubrany w koszulkę z motywem smokingu (czy tam garnituru, nie jestem stylistą, aby to oceniać) nie wszedł w rolę dżentelmena, tylko ładował gole, aż miło. Piotr Loze, bo o nim mowa, ustrzelił dublet. Tej samej sztuki dokonał Paweł Domański, ale największy kawałek tortu przypadł Marcinowi Basiakowi. Bramki wpadały przede wszystkim z bliskiej odległości po tym, jak zawodnicy Wincars popełniali błędy w rozegraniu i tracili piłkę. Wczorajsi nie musieli nawet się trudzić z budowaniem akcji i zdobywaniem przestrzeni. Ubrani na żółto rywale ich w tym wyręczali. Może to im przydałyby się stroje z motywem stroju galowego za takie honorowe zachowanie?

A jak już o honorze mówimy, to w drugiej połowie panowie z Wincars strzelili gola honorowego. I dali radę nawet poprawić. Najpierw Wadym Khilhora pociągnął akcję przez całe boisko i pokonał Mikołaja Mikołajczuka, a niedługo później – z przerwą na stratę gola – do bramki Wczorajszych trafił Mikhail Bulakh. Na dwóch bramkach się skończyło, a zawodnicy Wczorajszych wrócili do męczenia Harastovycha strzałami z bliska. Bycie bramkarzem Wincars w ostatnich dwóch kolejkach nie było najprzyjemniejszym zajęciem, ale przynajmniej uśmiech na twarzy Ivana był widoczny przez cały mecz.

Reklama