Sezon Lato 2026
Relacje meczowe: 7 Liga
Spotkanie pomiędzy Inferno Team III a Wincars miało wyraźnego faworyta, którym byli gospodarze. Tyle że już pierwsze minuty pokazały, że Wincars przyjechało na to spotkanie z zamiarem walki o komplet punktów, a nie jedynie uniknięcia wysokiej porażki, jak mogły sugerować wcześniejsze wyniki tej drużyny.
Fantastycznym dryblingiem popisał się Mikhail Bulakh, który zwieńczył indywidualną akcję efektowną podcinką nad bramkarzem, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Zaledwie kilka minut później było już 2:0. Ponownie na listę strzelców wpisał się Bulakh, a chwilę później prowadzenie podwyższył Wadym Khilhora. Oba trafienia były efektem znakomitych akcji indywidualnych, z którymi defensywa Inferno nie potrafiła sobie poradzić. Wydawało się, że gospodarze znaleźli się w bardzo trudnym położeniu, jednak jeszcze przed przerwą kontaktową bramkę zdobył Krzysztof Matyja, dając swojej drużynie nadzieję na odwrócenie losów spotkania.
Po zmianie stron obraz meczu zmienił się diametralnie. Wojciech Sobieski zdobył gola na 2:3, a Inferno ruszyło do zdecydowanych ataków. Nadmierne zaangażowanie w ofensywę sprawiło jednak, że gospodarze zostawili sporo wolnej przestrzeni z tyłu, co Wincars błyskawicznie wykorzystało, ponownie odskakując rywalom.
Końcówka należała już jednak do Inferno. Duet Sobieski–Matyja napędzał kolejne akcje ofensywne, a gospodarze nie tylko odrobili straty, ale również wyszli na prowadzenie. Wydawało się, że kolejne bramki dla Inferno są już tylko kwestią czasu. Emocje trwały jednak do ostatnich sekund. Wincars otrzymało znakomitą okazję na doprowadzenie do remisu, mając dosłownie piłkę meczową przy nodze jednego ze swoich zawodników. Goście nie wykorzystali jednak tej szansy i musieli pogodzić się z kolejną porażką, pozostając bez zwycięstwa po pięciu kolejkach letniej edycji Decathlon Ligi Fanów.
Inferno Team III dzięki temu zwycięstwu praktycznie zagwarantowało sobie miejsce na podium i nadal, ramię w ramię z Ternovitsią II, pozostaje w walce o mistrzowski tytuł.
Shitable i Tirowcy mieli przed tą kolejką solidarnie po 6 punktów. Wystarczył prosty rzut oka na tabelę, żeby wiedzieć, że bezpośrednia potyczka to będzie praktycznie „być albo nie być” w walce o miejsce na podium. Jedni i drudzy byli bardzo zdeterminowani i nie wiedzieliśmy, komu może być tutaj bliżej do zwycięstwa.
Mecz miał zresztą swoje fazy i trzeba powiedzieć, że pierwsza połowa toczyła się pod dyktando Tirowców. A już na pewno, jeśli chodzi o procent wykorzystywania swoich okazji. Zaczęło się od gola Maksa Szulca, który ładnie uderzył z lewej nogi po długim rogu. Potem z metra w słupek po stronie Shitable uderzył Vitalii Boiarchuk, co spotkało się z bolesną odpowiedzią oponentów, a konkretnie Bartka Nienałtowskiego, który popisał się ładną, indywidualną szarżą.
Shitable odpowiedziało trafieniem Marka Barsukoua, ale Tirowcy nie tylko nie dali się dogonić, lecz wrzucili jeszcze wyższy bieg. Ukoronowaniem ich przewagi była kolejna piękna bramka Dominika Strusa i do przerwy było 5:2 dla zespołu Amadeusza Kopacza.
W drugiej połowie wszystko się jednak zmieniło. Po stronie Shitable kierownicę w dłoń chwycili Stanislau Krayeuski oraz wspomniany wcześniej Mark Barsukou. To głównie dzięki ich wysiłkom drużyna w białych strojach zaczęła powoli odrabiać straty. I robiła to skutecznie, bo Shitable doprowadziło do stanu 5:5! Wydawało się nawet, że teraz przewaga psychologiczna jest właśnie po stronie tego zespołu, ale chociaż okazje były po obu stronach, to gola numer 11 w tej konfrontacji zanotowali Tirowcy, a konkretnie Janek Kozłowski. To był duży oddech dla Tirowców, którzy wciąż jednak musieli mieć się na baczności.
Nie dali sobie jednak już nic strzelić, a pod sam koniec wyprowadzili kontrę, którą skutecznie wykończył najlepszy na placu Bartek Nienałtowski. Shitable może mówić o rozczarowaniu. Gdyby całe spotkanie zagrało z taką determinacją jak drugą połowę, to być może wynik byłby odwrotny. Dziś to jednak tylko gdybanie, bo ciężko im już będzie włączyć się do gry o medale. Do samego końca pozostaną w niej z kolei Tirowcy, a jeśli wygrają najbliższy mecz z Wczorajszymi, to przynajmniej brązowe medale będą mieli na wyciągnięcie ręki.
Siwy Koń przed piątą kolejką znajdował się tuż za ligową czołówką i miał szansę włączyć się do walki o najwyższe miejsca. Vikersonn II UA miał natomiast za sobą znacznie mniej udany początek letnich rozgrywek – trzy porażki w czterech spotkaniach nie napawały optymizmem i sprawiły, że kolejne punkty były drużynie bardzo potrzebne.
Początek spotkania należał do gospodarzy. Już w 6. minucie Dziubiński wykorzystał podanie Zwierzchowskiego i dał Siwemu Koniowi prowadzenie. Stracona bramka pobudziła Vikersonn, który ruszył do ataku i coraz częściej gościł pod bramką rywali. Goście byli bliscy wyrównania już kilka minut później, jednak piłka po jednym ze strzałów zatrzymała się na poprzeczce. Siwy Koń również miał swoje okazje, bazując głównie na kontratakach, ale nie potrafił zamienić ich na kolejne trafienie. Przy jednej z prób zabrakło naprawdę niewiele – piłka po strzale zatrzymała się na słupku. Gdy wydawało się, że gospodarze zejdą na przerwę z minimalną przewagą, Vikersonn wyrównał – Shulha dograł piłkę z boku, a Vovk dopełnił formalności, kierując ją do pustej bramki.
Po zmianie stron gra była wyrównana. Żółta kartka dla Kurhanskiego sprawiła, że Vikersonn przez kilka minut mógł grać w przewadze i starał się zrobić z niej użytek, ustawiając się wysoko i mocniej naciskając na rywali. Goście byli bliscy wykorzystania przewagi, ale po raz drugi tego dnia na ich drodze stanęła poprzeczka.
Paradoksalnie przewagę dała Vikersonnowi dopiero gra pięciu na pięciu. Po wrzucie z autu piłka trafiła do Petryszyna, który dograł ją do Shulhy, a ten celnym strzałem głową dał swojej drużynie prowadzenie. Siwy Koń szukał odpowiedzi, ale defensywa Vikersonnu dobrze radziła sobie z próbami gospodarzy. W 42. minucie Syrotiuk indywidualną akcją podwyższył prowadzenie i praktycznie zamknął to spotkanie.
Rezerwy Vikersonnu odniosły tym samym dopiero drugie zwycięstwo tego lata, dzięki czemu zrównały się punktami z Siwym Koniem. Walka o czołowe miejsca pozostaje więc otwarta, a po tym spotkaniu w środku tabeli zrobiło się jeszcze ciaśniej.
Bardzo wyrównany mecz obejrzeliśmy pomiędzy Ternovitsią II a Wczorajszymi. I trudno się temu dziwić, ponieważ stawka tego spotkania była naprawdę wysoka. Obie drużyny doskonale zdawały sobie sprawę, że każdy punkt może mieć ogromne znaczenie w końcowym układzie tabeli. Ostatecznie dostaliśmy dwie bardzo wyrównane połowy, ale Ternovitsia od momentu, gdy jako pierwsza trafiła do siatki, nie pozwoliła rywalom ani razu wyjść na prowadzenie.
W pierwszej połowie padł wynik 3:2, a po zmianie stron Ternovitsia dołożyła jeszcze dwie bramki, zachowując przy tym czyste konto. Wczorajsi przez cały czas pozostawali jednak w grze. Było czuć, że jeden gol może całkowicie zmienić obraz spotkania i dać im impuls do odwrócenia losów meczu. Tego upragnionego trafienia w drugiej połowie, niestety dla nich, nie było. Ternovitsia zachowała więcej spokoju, dobrze kontrolowała wynik i dowiozła cenne zwycięstwo do końcowego gwizdka.
O napięciu panującym na boisku świadczą również trzy żółte kartki pokazane w tym spotkaniu. Na szczęście obyło się bez większych spięć i dużej liczby niepotrzebnych dyskusji. Była walka, były emocje, ale przede wszystkim obie drużyny skupiły się na grze.
Dzięki temu zwycięstwu Ternovitsia wskakuje na pierwsze miejsce w tabeli i robi kolejny ważny krok w walce o końcowy triumf. Wczorajsi pozostają na trzeciej pozycji, ale do lidera tracą zaledwie trzy punkty. Przy tak wyrównanej czołówce wszystko jest jeszcze możliwe, a następne kolejki mogą przynieść jeszcze sporo zmian na szczycie tabeli.







)
)
)
)
)