reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga

Relacje meczowe: 7 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
15:00

Choć było to spotkanie 7. Ligi, poziom widowiska spokojnie mógłby obronić się kilka klas rozgrywkowych wyżej. Mecz TiR-owców z Vikersonn UA II dostarczył mnóstwo zwrotów akcji i naprawdę dobrej piłki. Obie drużyny pokazały, że potrafią grać szybko, odważnie i z dużą jakością.

Lepiej rozpoczęli gospodarze. Bardzo szybko na listę strzelców dwukrotnie wpisał się Gryżewski, a TiR-owcy objęli prowadzenie 2:0. Wydawało się, że ich dynamika i intensywność zdominują to spotkanie, a goście będą mieli ogromne problemy z powrotem do gry. Nic bardziej mylnego. Okrojony kadrowo Vikersonn UA II nie załamał się po mocnym uderzeniu. Bazując na swoim doświadczeniu i spokoju w rozegraniu, goście bardzo szybko odrobili straty. Mecz nabrał jeszcze większego tempa, a po wymianie kolejnych ciosów to właśnie Vikersonn schodził na przerwę z prowadzeniem 4:3. Był to dowód na to, że nawet dwubramkowa strata nie jest w stanie wytrącić tej drużyny z rytmu.

Jeżeli gospodarze mieli w szatni krótką analizę pierwszej połowy, to przyniosła ona znakomity efekt.

Druga część meczu należała już do TiR-owców.

Szybcy i wściekli: TiR. Trudno o lepsze określenie tego, co wydarzyło się po zmianie stron. Gospodarze wrócili na boisko z ogromną energią, podkręcili tempo i praktycznie przejechali się po rywalach. Za kierownicą tego rozpędzonego zespołu siedział oczywiście Gryżewski, który po raz kolejny był motorem napędowym swojej drużyny. Świetnie wspierali go również Kopacz oraz Nienałtowski, dokładając kolejne trafienia i skutecznie wykańczając akcje całego zespołu. Efekt był imponujący – z wyrównanego spotkania zrobiło się 10:5 i wydawało się, że losy meczu zostały już definitywnie rozstrzygnięte.

Vikersonn UA II pokazał jednak charakter do samego końca. Goście nie odpuścili i zdołali jeszcze zmniejszyć rozmiary porażki, doprowadzając do wyniku 10:8. Na więcej zabrakło już jednak czasu i sił.

To był mecz, który udowodnił, że poziom 7. Ligi potrafi dostarczyć widowisk stojących na naprawdę wysokim poziomie. Ostatecznie trzy punkty zostały po stronie TiR-owców, którzy po znakomitej drugiej połowie zasłużenie sięgnęli po zwycięstwo.

2
18:00

Ternovitsia to zespół, którego w Lidze Fanów nikomu przedstawiać nie trzeba. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z Wincars, dla których był to debiut w naszych rozgrywkach. Zapowiadało się więc bardzo interesujące spotkanie, choć nieznacznym faworytem wydawała się Ternovitsia – w końcu na boisko wychodził aktualny mistrz 16. ligi.

Trzeba jednak oddać Wincars to, że pierwszą połowę rozegrali naprawdę bardzo dobrze. Nie tylko nie odstawali od rywala, ale momentami sprawiali nawet lepsze wrażenie. Jako pierwsi objęli prowadzenie po mocnym uderzeniu Mikhaila Bulakha. Chwilę później przewagę podwyższył Filip Trocki i zrobiło się 2:0. Ternovitsia zdołała odpowiedzieć, jednak ostatnie słowo przed przerwą należało do Wincars. Vadym Khilora ponownie skierował piłkę do siatki i to jego drużyna schodziła do szatni z prowadzeniem 3:2.

Po takim pierwszym fragmencie meczu można było spodziewać się dosłownie wszystkiego. Spotkanie wydawało się otwarte i trudno było przewidzieć jego końcowe rozstrzygnięcie. Tym większym zaskoczeniem był przebieg drugiej połowy. Ternovitsia całkowicie przejęła inicjatywę i zdominowała wydarzenia na boisku. Zespół w żółto-niebieskich barwach zagrał koncertowo, a Wincars z minuty na minutę gasł. W pewnym momencie Ternovitsia przełamała rywala, a później wszystko potoczyło się już po jej myśli. Młodej drużynie Wincars wyraźnie zabrakło doświadczenia i chłodnej głowy. Przy niekorzystnym wyniku zabrakło próby uspokojenia gry i odbudowania pewności siebie. Zamiast tego Ternovitsia coraz mocniej naciskała, a kolejne bramki padały jedna po drugiej.

Końcowy wynik 12:3 nie oddaje tego, co oglądaliśmy w pierwszej połowie, ale dobrze obrazuje to, co działo się po przerwie. W drugich 25 minutach Ternovitsia dominowała praktycznie w każdym elemencie gry, a Wincars nie potrafił już odpowiedzieć.

Największymi bohaterami zwycięskiej drużyny byli Volodymyr Hrydovyi, który zanotował aż cztery asysty, oraz Serhii Romanovskyi, autor czterech bramek i jednej asysty. Jedynym niedosytem dla mistrzów mógł być niewykorzystany rzut karny.

Mimo wysokiej porażki Wincars zostawili po sobie dobre pierwsze wrażenie. Potencjał tej drużyny było widać szczególnie przed przerwą. Teraz najważniejszym zadaniem będzie utrzymanie takiego poziomu przez całe spotkanie. Ternovitsia natomiast już od pierwszej kolejki potwierdziła, że ponownie będzie jednym z głównych kandydatów do mistrzowskiego tytułu.

3
21:00

Przed tym spotkaniem można było spodziewać się wielu scenariuszy, ale chyba nikt nie zakładał, że jeszcze w 48. minucie na tablicy wyników będą widniały dwa zera.

Trudno było jednoznacznie wskazać faworyta tego pojedynku. Siwy Koń pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie podczas wiosennych zmagań w 13. lidze, jednak dołączył do rozgrywek dopiero od drugiej rundy, przez co nie miał już wystarczająco dużo czasu, aby powalczyć o medale. Mimo to drużyna regularnie sprawiała problemy swoim rywalom i udowodniła, że potrafi rywalizować na wysokim poziomie.

Inferno Team III również dysponuje ciekawym składem, ale przed meczem pozostawała pewna niewiadoma - nie było jasne, w jakim zestawieniu zespół pojawi się tego dnia na boisku. Niezależnie jednak od tego, kto byłby uznawany za faworyta, wynik 0:0 na tak późnym etapie spotkania był czymś, czego zdecydowanie trudno było się spodziewać.

Są mecze, które kończą się bezbramkowym remisem, ale mimo to pozostają bardzo emocjonujące - jak chociażby pamiętny półfinał mundialu 2006 Niemcy - Włochy. Są też takie spotkania, w których brak goli oznacza po prostu niewiele wydarzeń, jak choćby starcie Szwajcarii z Kolumbią w 1/8 finału MŚ 2026. Niedzielny pojedynek trudno jednak jednoznacznie przypisać do którejkolwiek z tych kategorii. Było widać, że obie drużyny chcą wygrać i zdobyć bramkę. Może sytuacji nie było bardzo dużo, ale zarówno Inferno Team III, jak i Siwy Koń potrafiły stworzyć zagrożenie pod bramką rywala. Problemem pozostawała skuteczność - czasami świetnie interweniowali bramkarze, czasami zawodziło wykończenie, a być może po prostu zabrakło odrobiny szczęścia.

Decydujące wydarzenia przyszły dopiero w ostatnich minutach spotkania. Co ciekawe, obie bramki były efektem bardzo dobrze przygotowanych i przemyślanych akcji ofensywnych. Bohaterem meczu został Krzysztof Olpiński, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców w końcówce spotkania. Przy obu trafieniach asystowali mu Hubert Załuska oraz Ernest Bąkowski.

Po końcowym gwizdku w obu zespołach panowały zupełnie odmienne emocje. To był zdecydowanie mecz, który mógł zakończyć się każdym rezultatem, dlatego tym bardziej bolesna jest porażka jednej strony i tym większa radość zwycięzców.

4
21:00

Spotkanie Shitable z Wczorajszymi od pierwszego do ostatniego gwizdka trzymało w napięciu i było jednym z najbardziej wyrównanych meczów kolejki. Obie drużyny od początku grały bardzo odważnie, nie odstawiały nogi i walczyły o każdy metr boiska, przez co emocji nie brakowało praktycznie w żadnym fragmencie spotkania.

Już pierwsza połowa pokazała, że tego dnia trudno będzie wskazać zwycięzcę. Obie ekipy odpowiadały sobie kolejnymi akcjami i trafieniami, a żadna nie potrafiła wypracować wyraźnej przewagi. Wynik 2:2 do przerwy doskonale odzwierciedlał przebieg gry – oglądaliśmy mecz na styku, w którym o losach każdej akcji decydowały detale.

Po zmianie stron obraz spotkania nie uległ zmianie. Zarówno Shitable, jak i Wczorajsi szukali swoich szans, raz po raz przenosząc ciężar gry spod jednej bramki pod drugą. Mecz był niezwykle intensywny, a wraz z upływem czasu rosły również emocje. Nie zabrakło twardych pojedynków i ostrzejszych starć, czego efektem były kartki. Po stronie gości żółtymi kartkami ukarani zostali Lefek oraz Erbel, natomiast w ekipie gospodarzy napomnienia obejrzeli Krayeuski oraz dwukrotnie Danylenko, który przedwcześnie zakończył swój udział w spotkaniu.

Kiedy wydawało się, że obie drużyny podzielą się punktami, Shitable zadało decydujący cios. Bramka zdobyta dosłownie rzutem na taśmę przesądziła o losach tego niezwykle wyrównanego widowiska i wywołała ogromną radość w szeregach gospodarzy.

To był mecz, w którym o zwycięstwie zadecydowały detale. Shitable zachowało więcej zimnej krwi w kluczowym momencie i dzięki temu sięgnęło po komplet punktów. Wczorajsi mogą czuć ogromny niedosyt, bo przez większą część spotkania byli równorzędnym rywalem i byli o krok od wywiezienia cennego remisu.

Reklama