Sezon Lato 2026
Relacje meczowe: 4 Liga
Kolejny błysk Prykarpattii, czy po prostu kontynuacja wybitnej formy głównego pretendenta do złota 4. ligi? Trzeba przyznać, że po demolce zafundowanej Iglicy pewne zwycięstwo z kolejną mocną ekipą, Nieznaną Drużyną, powoli przestaje zaskakiwać w kontekście ostatniej dyspozycji podopiecznych Mykoli Osichnyiego. Mimo iż to gospodarze jako pierwsi wyszli na prowadzenie za sprawą dogrania Mateusza Telakowca na prawe skrzydło do Wojtka Biegajły, to zespołowa i dynamiczna gra gości coraz mocniej zwiastowała odwrócenie wyniku. I o ile gol wyrównujący, kiedy to Vladyslav Khmara odegrał piłkę Victorowi Yaremiemu, który po minięciu bramkarza wbił ją czubkiem buta do bramki, był owocem błyskotliwej akcji drużyny, tak przy drugim trafieniu los lekko uśmiechnął się do Prykarpattii – złapanej po strzale futbolówki nie utrzymał w rękach Konrad Filipiak, z czego bezlitośnie skorzystał Vadym Marchak. Piłkarze ND prezentowali wcale nie gorsze od swoich przeciwników umiejętności, lecz najczęściej zawodziła ich ostatnia decyzja. Doskonałą szansę na podwyższenie prowadzenia z rzutu karnego mieli goście, lecz słabe uderzenie w środek Andriia Dutchaka świetnie wyczuł Filipiak. Przed przerwą Prykarpattii udało się jednak ukąsić jeszcze Nieznaną Drużynę – młodziutki Safiańczuk stracił w środku pola piłkę na rzecz Khmary, który następnie samodzielnie sfinalizował akcję.
Po zmianie stron nieco wyraźniej zarysowywała się przewaga gości, w czym niewątpliwie pomogła – podobnie jak tydzień wcześniej – rola lotnego golkipera w rozegraniu, w którą wcielał się tym razem Nykyforak. Indywidualny rajd Pozaruka, strzał Dutchaka do „pustaka” po koszmarnym błędzie Telakowca i prawdziwy majstersztyk ofensywny w wykonaniu całego zespołu, zakończony golem Yosypchuka, sprawiły, że nadzieje ND na korzystny rezultat stopniały niemal do zera. Kapitan ND, Alan Mostowski, znalazł wprawdzie drogę do siatki po podaniu Biegajły, lecz prędko odpowiedział mu Khmara, umieszczając piłkę w siatce strzałem z woleja po dośrodkowaniu Hozhdy. Na koniec rywalizacji pazernie w pole karne wpadł Safiańczuk i jakimś cudem zmieścił futbolówkę między słupkiem a bramkarzem, ustalając tym samym rezultat spotkania na 3:7. Mimo zasłużonego zwycięstwa Prykarpattii był to już kolejny mecz, w którym można odnieść wrażenie, iż Nieznana Drużyna była w stanie wycisnąć więcej, lecz ponownie zabrakło jej trochę szczęścia.
Kibice zgromadzeni na meczu Kresowii Warszawa z FC Legion UA obejrzeli prawdziwy piłkarski thriller. Spotkanie zakończyło się remisem 4:4, a emocji nie brakowało od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego.
Mecz lepiej rozpoczęła Kresowia, która objęła prowadzenie 1:0. Goście odpowiedzieli jeszcze przed przerwą – po rzucie karnym pewnie wykonanym przez Oleksandra Hehelskyiego doprowadzili do remisu 1:1. Z takim wynikiem oba zespoły schodziły do szatni.
Po zmianie stron tempo spotkania jeszcze wzrosło. Kresowia ponownie wyszła na prowadzenie (2:1), jednak FC Legion UA szybko odwrócił losy meczu, zdobywając trzy kolejne bramki i obejmując prowadzenie 4:2. Wydawało się, że goście mają spotkanie pod kontrolą, lecz gospodarze pokazali ogromny charakter. Najpierw zdobyli bramkę kontaktową na 3:4, a następnie doprowadzili do remisu 4:4, zapewniając kibicom niezwykle emocjonującą końcówkę.
Jedną z najjaśniejszych postaci meczu był Daniil Mikulich, który zanotował dwie asysty po perfekcyjnie wykonanych wrzutach z autu. To jednak nie wszystko – lider Kresowii miał udział przy każdej bramce zdobytej przez swój zespół, nieustannie napędzając akcje ofensywne i pokazując wysoką jakość piłkarską. Jego znakomity występ był kluczowy dla odrobienia dwubramkowej straty i wywalczenia cennego remisu.
Dynamika, dynamika i jeszcze raz dynamika – to słowo chyba najdoskonalej opisuje nam, jak wyglądał mecz KK Watahy Warszawa z RKS Grochów. Jak na tak liczne akcje ofensywne przeprowadzane przez obie ekipy, samych goli uświadczyliśmy mało, a i parady bramkarskie nie zdarzały się jakoś specjalnie często – epicentrum tej rywalizacji leżało zdecydowanie w środku pola i to tam toczyły się najtrudniejsze boje. Nie dziwi więc fakt, że zdobyciu premierowego gola dla gości towarzyszyła tak wielka euforia – koniec końców rajd lewą stroną boiska i zejście do środka na strzał, którymi popisał się tam Dawid Skowera, zasługiwały na owację na stojąco. Wyrównanie dla Watahy było owocem sprytu Huberta Korzeniewskiego, który przepuścił posłaną w pole karne „pasówkę” autorstwa Dominika Surackiego, dzięki czemu piłka zatrzepotała w siatce.
Po zmianie stron wciąż niezwykle imponującym elementem gry obu ekip była nieustanna komunikacja między zawodnikami, co znacząco ułatwiało organizację gry, w szczególności po stracie piłki. Lepszy okres gry gospodarzy został w końcu nagrodzony golem – po rzucie z autu Surackiego futbolówkę do bramki skierował głową Korzeniewski. Dużym atutem o wiele uboższej kadrowo Watahy (Grochów dysponował aż 14 piłkarzami!) był Michał Woźniak, który w fazie rozegrania piłki stawał się niemal szóstym graczem z pola, ułatwiając przedzieranie się pod pole karne przeciwnika. RKS nie podłamał się niekorzystną sytuacją i wszedł na wyższe obroty, czego efektem był gol na 2:2 po dłuższym oblężeniu pola karnego Watahy – Maksymilianowi Nowakowi piłkę „na pustaka” wyłożył nie kto inny jak Skowera. Jakby tego było mało, ten sam zawodnik świetnie odnalazł się na lewym skrzydle podczas kontrataku i precyzyjnym strzałem przy dalszym słupku wprawił w osłupienie swoich oponentów. Jednak na takim poziomie nawet najmniejszy błąd ma ogromne znaczenie, a o słuszności tej frazy przekonał się również RKS – żółta kartka dla Kruszewskiego za faul przerywający groźną kontrę i podyktowany rzut wolny, po rozegraniu którego gola zdobył Krzysztof Niedziółka, doprowadziły do utraty prowadzenia. Remis 3:3 po tak zaciętym boju wydaje się więc jak najbardziej sprawiedliwym rozstrzygnięciem.
Spotkanie Rodziny Orlikeone z KS Iglica Warszawa dostarczyło sporo emocji, a przede wszystkim pokazało, jak szybko może zmienić się obraz meczu. Do przerwy to Rodzina Orlikeone prezentowała się zdecydowanie lepiej i po pierwszej połowie prowadziła 4:2. Gospodarze byli skuteczni pod bramką rywala i wydawało się, że są na dobrej drodze do zdobycia kompletu punktów.
Po zmianie stron KS Iglica pokazała jednak ogromny charakter. Zawodnicy nie załamali się niekorzystnym wynikiem i konsekwentnie zaczęli odrabiać straty. Druga połowa należała już zdecydowanie do Iglicy, która przejęła inicjatywę, poprawiła skuteczność i z minuty na minutę była coraz groźniejsza. Ostatecznie zawodnicy Radka Sówki zdobyli aż pięć bramek po przerwie, odwracając losy spotkania i wygrywając całe starcie 7:4.
Na szczególne wyróżnienie zasługuje Jakub Kieczka, który miał bardzo duży udział w ofensywie swojej drużyny. Zdobył dwie bramki oraz dołożył jedną asystę. Jeszcze większy wpływ na wynik miał Sebastian Szczygielski, autor dwóch goli i dwóch asyst. Obaj zawodnicy byli jednymi z najważniejszych postaci ofensywy KS Iglica i znacząco przyczynili się do odwrócenia wyniku.
Mimo końcowej porażki na pochwałę zasługuje również bramkarz Rodziny Orlikeone. W kluczowym momencie spotkania popisał się bardzo dobrą interwencją, broniąc rzut karny. Jego postawa pozwoliła drużynie jeszcze przez pewien czas utrzymywać korzystny wynik i była jednym z jaśniejszych punktów swojego zespołu.







)
)
)
)
)
)