Sezon Lato 2026
Relacje meczowe: 6 Liga
Spotkanie 7. kolejki w szóstej lidze miało ogromne znaczenie dla FC Olimpik. Gospodarze przystępowali do meczu ze świadomością, że zwycięstwo może im dać mistrzostwo ligi. Naprzeciwko stanął Hiszpański Galeon, zespół, który w tym sezonie kompletnie nie spełnił oczekiwań. Ostatnie miejsce w tabeli z pewnością nie oddaje potencjału drużyny naszpikowanej zawodnikami o dużych umiejętnościach, jednak przez całe rozgrywki brakowało jej stabilności i regularności.
Od pierwszego gwizdka widać było, że Olimpik nie zamierzał pozostawiać niczego przypadkowi. Gospodarze szybko przejęli inicjatywę i już na początku objęli prowadzenie po trafieniu Maksyma Lipskyiego, któremu świetnie dograł Elbek Muhammadaliyew. Galeon odpowiedział za sprawą Wiktora Milewskiego, a asystę przy wyrównującym golu zanotował Krzysztof Małażewski. Był to jednak tylko chwilowy przebłysk gości. Olimpik wrócił do swojej gry i dzięki trzem kolejnym trafieniom odskoczył na 4:1. Szczególnie dobrze funkcjonowała współpraca ofensywna gospodarzy, którzy z łatwością znajdowali sobie miejsce pod bramką rywali. Do przerwy wynik 4:1 stawiał Olimpik w bardzo komfortowej sytuacji.
Druga połowa rozpoczęła się jednak od niespodziewanego zrywu Hiszpańskiego Galeonu. Najpierw Kamil Kapica wykorzystał podanie Olka Markowskiego, a chwilę później Krzysztof Małażewski zdobył kontaktową bramkę po asyście Milewskiego. Kiedy ponownie Kapica, po kolejnym świetnym zagraniu Milewskiego, doprowadził do wyniku 4:4, na boisku zrobiło się naprawdę gorąco. Jeszcze kilka minut wcześniej wydawało się, że mistrzostwo jest formalnością, tymczasem gospodarze musieli zaczynać wszystko od nowa.
Kluczowy moment spotkania nadszedł zaraz po wyrównaniu. FC Olimpik pokazał wtedy charakter godny mistrza. Inicjatywę przejął Nazar Petriv, który dwoma szybkimi trafieniami ponownie wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Oba gole były potężnym ciosem dla ambitnie walczącego Galeonu. Goście stracili impet, a gospodarze wyczuli swoją szansę i bezlitośnie ją wykorzystali.
Końcówka należała już wyłącznie do FC Olimpik. Kolejne trafienie dołożył Petriv, kompletując hat-tricka, a wynik podwyższył jeszcze Elbek Muhammadaliyew. Symboliczną kropkę nad „i” postawił ponownie Petriv, który ustalił rezultat meczu na 9:4. Napastnik Olimpiku był bez wątpienia jedną z najjaśniejszych postaci spotkania, jednak na wyróżnienie zasłużył również Elbek Muhammadaliyew, który został wybrany zawodnikiem meczu oraz MVP całego sezonu. Jego wpływ na grę zespołu był ogromny zarówno pod względem zdobywanych bramek, jak i kreowania sytuacji partnerom.
Hiszpański Galeon pokazał momentami, że posiada duży potencjał i przy stanie 4:4 był bliski sprawienia sensacji. Ostatecznie jednak zabrakło konsekwencji i skuteczności w defensywie. FC Olimpik nie wybaczył błędów rywala i w decydujących momentach potwierdził, dlaczego przez większość sezonu należał do czołówki ligi.
Spotkanie rozegrane o 21:00 na Sektorze B było prawdziwym festiwalem ofensywnego futbolu. Kibice zgromadzeni na trybunach obejrzeli aż dziewięć bramek, a ostatecznie KS Centrum pokonało Mistrzów Chaosu 6:3 po bardzo intensywnym i emocjonującym meczu.
Od pierwszego gwizdka inicjatywę przejęli zawodnicy KS Centrum. Już na początku spotkania Bembas otworzył wynik, wykorzystując dobre podanie od partnera. Chwilę później Marczyk podwyższył prowadzenie na 2:0, a gdy ponownie do siatki, tym razem z rzutu karnego, trafił Bembas, goście prowadzili już 3:0 i wydawało się, że całkowicie kontrolują przebieg rywalizacji. Mistrzowie Chaosu nie zamierzali jednak składać broni. Jeszcze przed przerwą bramkę zdobył Tyski, który dał swojej drużynie impuls do walki. Trafienie na 1:3 pozwoliło gospodarzom uwierzyć, że odwrócenie losów meczu jest możliwe.
Po zmianie stron emocji nie brakowało. Kowalski przywrócił KS Centrum trzybramkową przewagę, zdobywając gola na 4:1. Druga odsłona meczu była niezwykle wyrównana. Ekipy wymieniały się bramkami, dzięki czemu KS Centrum cały czas utrzymywało trzybramkową przewagę.
Ostatnie słowo należało jednak do KS Centrum. W końcówce spotkania Ciołek przeprowadził indywidualną akcję rozpoczętą na własnej połowie, a następnie pewnym, plasowanym strzałem ustalił wynik meczu na 6:3. Był to gol, który definitywnie zamknął rywalizację i przypieczętował zwycięstwo KS Centrum.
Mecz był bardzo otwarty, obie drużyny chętnie atakowały i stwarzały sytuacje podbramkowe. Szczególnie wyróżnił się Bembas, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i został wybrany zawodnikiem meczu po stronie triumfatorów. Duży wkład w zwycięstwo mieli również Marczyk oraz Ciołek. W ekipie Mistrzów Chaosu na pochwały zasłużył Tyski, a także cała drużyna za walkę mimo wysokiej straty na początku spotkania.
Ostatecznie KS Centrum okazało się skuteczniejsze w kluczowych momentach i zasłużenie zwyciężyło 6:3, zgarniając komplet punktów po jednym z bardziej bramkostrzelnych meczów kolejki.
To spotkanie zdecydowanie można nazwać prawdziwym rollercoasterem. Niewiele wskazywało na to, że mecz zakończy się remisem, kiedy po pierwszej połowie Dynamo Wołomin prowadziło aż 5:1. Goście od początku wyglądali na zespół pewniejszy siebie, szybszy i lepiej zorganizowany. Dynamo wykorzystywało swoje sytuacje, a Kresowia miała ogromne problemy z zatrzymaniem rozpędzonych rywali. Przy takim wyniku można było śmiało stwierdzić, że to właśnie Dynamo zmierza po pewne zwycięstwo.
Po przerwie wydarzyło się jednak coś, czego trudno było się spodziewać. Kresowia Warszawa II zupełnie zmieniła swoje oblicze i zaczęła konsekwentnie odrabiać straty. Ogromną rolę odegrali w tym również kibice Kresowii, którzy mocnym dopingiem napędzali swój zespół i pomagali mu walczyć do samego końca. Z każdą kolejną bramką rosła wiara gospodarzy w odwrócenie losów spotkania.
Kresowia nabrała wiatru w żagle i z wyniku 1:5 doprowadziła do remisu 6:6. Co więcej, w kilku momentach gospodarze mieli nawet swoje okazje, aby pójść o krok dalej. Dynamo, które po pierwszej połowie wydawało się mieć spotkanie pod pełną kontrolą, musiało w końcówce bronić wyniku i walczyć o utrzymanie choćby jednego punktu.
Ostatecznie żadnej z drużyn nie udało się przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Remis 6:6 po takim przebiegu spotkania smakuje jednak wyjątkowo, szczególnie dla Kresowii, która po bardzo słabej pierwszej połowie pokazała ogromny charakter i wróciła do gry w wielkim stylu.
To bez wątpienia jeden z najbardziej emocjonujących meczów tej kolejki. Dwanaście bramek, wielki powrót, niesamowite emocje i walka do ostatnich minut - właśnie takie spotkania kibice chcą oglądać. Dynamo może czuć niedosyt, bo miało ogromną przewagę i zamiast mistrzostwem, musiało się ostatecznie zadowolić brązem.
Everest miał przed ostatnim spotkaniem jasny cel - wygrać i przypieczętować mistrzostwo 6. ligi. Orła Cień nie miał już szans na podium, ale po trzech porażkach na początku rozgrywek złapał wiatr w żagle i przystępował do tego spotkania z serią trzech zwycięstw. Gospodarze nie zamierzali więc ułatwiać liderowi zadania.
Od początku spotkanie było wyrównane, a oba zespoły szukały swoich szans przede wszystkim po uderzeniach z dystansu. Na pierwszego gola trzeba było czekać do 13. minuty. Romashenko zdecydował się na strzał zza pola karnego, po którym piłka odbiła się od jednego z obrońców i kompletnie zmyliła bramkarza Orła. Gospodarze odpowiedzieli w 35. minucie. Karol Bienias popisał się kąśliwym uderzeniem z połowy boiska i doprowadził do remisu. Reprezentant Polski w socca był tego dnia jednym z najważniejszych zawodników Orła Cień - dyrygował grą i napędzał ofensywę gospodarzy.
Po zmianie stron emocji nie brakowało. Everest ponownie objął prowadzenie za sprawą Prokoshina, ale odpowiedź oponentów była błyskawiczna. Gralec popisał się efektownym, technicznym strzałem prosto w okienko i znów mieliśmy remis. Kiedy wydawało się, że spotkanie zakończy się podziałem punktów, ostatnie słowo należało do Bieniasa. Posłał on długą piłkę w kierunku pola karnego, do której wyszedł bramkarz Everestu. Golkiper minął się jednak z futbolówką, a gdy ta zmierzała już do bramki, napastnik Orła Cień skutecznie odciął mu możliwość interwencji. Piłka wpadła do siatki.
Orła Cień wygrał 3:2 i zakończył lato czwartym zwycięstwem z rzędu. Everestowi pozostało tylko pogodzić się z bolesnym finałem - jeszcze na kilka minut przed końcem utrzymywał prowadzenie, a ostatecznie porażka kosztowała go mistrzowski tytuł. FC Olimpik wykorzystał potknięcie rywala i to właśnie on zakończył sezon na pierwszym miejscu. Orła Cień może z kolei żałować fatalnego początku lata - gdyby sezon zaczął tak, jak go zakończył, historia tego zespołu mogłaby wyglądać zupełnie inaczej...







)
)
)
)
)
)
)