reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
ETERNIS CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 6 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
15:00

Mecz kreowany już w kuluarach na starcie tytanów, wrzucony do popularnego FANTYP-a, gdzie w komentarzach przeplatały się na zmianę wskazania na każdą ze stron, okazał się nieco inny, niż ktokolwiek mógłby przewidywać – rezerwy Kresowii sprawiły bowiem srogie lanie ekipie Hiszpańskiego Galeonu. Podopieczni Magnusa Michalskiego wyszli na spotkanie w ustawieniu 3-2, by ograniczyć przestrzeń zwinnym piłkarzom rywali, i wszystko to sprawdzało się do momentu wejścia na boisko kapitana Kresowii, Daniila Mikulicha. Wówczas ów gracz z numerem 8 na plecach praktycznie w pojedynkę zdominował środek pola i wpierw rozpoczął z autu akcję bramkową, zakończoną golem Grycki po asyście Kazakowa, a chwilę później sam podwyższył prowadzenie fenomenalnym uderzeniem pod poprzeczkę. Zdezorientowany tymi dwoma szybkimi ciosami Galeon coraz mocniej gubił się w swoich poczynaniach, bardzo słabo organizując się w defensywie po stracie piłki, czym przysparzał sobie mnóstwa problemów. Kolejne trafienia dołożyli Mikulich i Kazakow, a kwintesencją dominacji gości był gol ich kapitana tuż przed przerwą, kiedy to wyłuskał futbolówkę spod nóg Kamila Kapicy i pod naciskiem dwóch zawodników rywali czubkiem buta skierował ją do siatki.

Na nieszczęście dla gospodarzy obraz spotkania po zmianie stron nie uległ poprawie nawet w najmniejszym stopniu – desperacko szukając rozwiązań, gracze Galeonu próbowali gry na nowych dotychczas pozycjach, jak choćby Kapica cofający się do formacji obronnej. Największą piętą achillesową bordowo-białych był jednak doskok do przeciwnika, a właściwie jego brak, przez co za każdym razem zdawali się być spóźnieni względem swoich oponentów. Z takiego stanu rzeczy narodziły się gole Grycki, Kazakowa i – wobec narastającej frustracji – nawet wykop z „piątki” Daniila Mikulicha przelobował niezdecydowanego Jędrzeja Skawinę i zatrzepotał w siatce. Kompletnie z gry wyłączony został Kacper Romanowski, stąd też obowiązki w ofensywie próbowali brać na siebie defensorzy, np. Jakub Szczypiorski, lecz wówczas między słupkami bezbłędnie spisywał się Oleksandr Kozachenko. Swój stempel na meczu odcisnął także Vitalii Alizarovich, ustrzeliwując dublet, i dopiero przy kompromitującym stanie 0:10 honorową bramkę dla Galeonu zdobył Ivan Rudyi, otrzymując zagranie z rzutu rożnego od Patryka Lewickiego.

Ten pokaz siły utwierdził nas w przekonaniu, że Kresowia II dopiero się rozkręca i będzie niezwykle mocnym kandydatem do zajęcia miejsca na podium 6. ligi. Dla Hiszpańskiego Galeonu było to być może ostatnie ostrzeżenie – choć trudno w to uwierzyć, to tym razem specjaliści od lig letnich coraz mocniej oddalają się od „pudła”.

2
18:00

FC Olimpik to drużyna, która w letniej edycji Ligi Fanów jeszcze nie przegrała. Trudno jednak oczekiwać jakiejś wpadki, gdy po czterech kolejkach ograli wicelidera, trzecią drużynę ligi i zremisowali z czwartym Dynamo Wołomin. Do końca sezonu zostały już tylko mecze z dolną połówką tabeli, co sprawia, że bukmacherzy nie windują kursów na wygranie 6. ligi zbyt wysoko.

Zeszłej niedzieli drużyna grająca w charakterystycznych, fioletowych strojach pokonała FC Everest – zespół, który po trzech kolejkach miał na koncie trzy zwycięstwa. W niezwykle zaciętym meczu 4. kolejki musiał jednak uznać wyższość rywali, którzy zwyciężyli 8:6. Jak do tego doszło? Zenek Martyniuk zaśpiewałby: „Nie wiem”, my jednak widzieliśmy to na własne oczy. Szybkie dwie bramki Daniila Pyvovara i Michała Grzegorzewskiego dały dobry początek. Na przerwę jednak to FC Everest schodził z jednobramkowym prowadzeniem. Edward Prokoshin miał w niedzielę dzień konia i trafiał wszystko, co leciało. Nie podobało mu się jednak, że Mykola Titov w bramce wyprawiał niesamowite rzeczy. Bez dobrej postawy golkipera Olimpiku zawodnicy Everestu pewnie kontynuowaliby swoje dzieło zniszczenia.

Nie dało się jednak wygrać, gdy po wznowieniu gry, nomen omen, szczytem dla FC Everestu było zmuszenie Titova do spocenia się, a Olimpik wiedział, jak trafiać do siatki. Artur Prokopchuk sieknął z wolnego, Maksym Zhukov ustrzelił hat-tricka, no, kapela grała na cały regulator. Rywali stać było tylko na gola ustalającego wynik w końcówce, ale to też nie była w pełni ich zasługa – Zhukov zmienił tor lotu piłki i wpakował ją do własnej bramki.

3
18:00

W meczu pomiędzy Dynamo a KS Centrum faworytami byli zawodnicy z Wołomina. I od pierwszych minut zaczęli to udowadniać. Już na początku spotkania zbudowali komfortową przewagę 3:0, którą utrzymali do końca pierwszej połowy. Rywale odpowiedzieli co prawda trzema trafieniami, ale Dynamo również dołożyło kolejne trzy bramki. Ostatecznie pierwsza połowa w wykonaniu Centrum wcale nie była zła. Zawodnicy potrafili stwarzać sytuacje pod bramką rywali, jednak na linii bramkowej po raz kolejny kapitalnie spisywał się Artur Hermann, jeden z głównych kandydatów do tytułu bramkarza sezonu. Oprócz pewnej gry między słupkami pomagał także drużynie w ataku, notując dwie asysty. Dynamo natomiast było znacznie bardziej skuteczne pod bramką przeciwnika, a także prezentowało się lepiej praktycznie w każdym elemencie gry.

Druga połowa nie przyniosła większych zmian w obrazie spotkania. Można nawet powiedzieć, że przewaga Dynamo jeszcze wzrosła. Początek tej części gry upłynął pod znakiem wielu niewykorzystanych okazji przez zawodników z Wołomina. Na kolejne bramki trzeba było chwilę poczekać, jednak nie przeszkodziło to Dynamo w dalszym powiększaniu przewagi i odniesieniu pewnego zwycięstwa.

Ozdobą spotkania była siódma bramka dla Dynamo. Kapitan drużyny, Michał Matyja, fenomenalnym uderzeniem lewą nogą posłał piłkę w samo górne okienko. Futbolówka odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do bramki, nie dając bramkarzowi żadnych szans.

W szeregach zwycięzców na szczególne wyróżnienie zasłużył Jakub Łukasiewicz, autor czterech bramek. Świetne zawody rozegrali również Michał Matyja, który zakończył mecz z dorobkiem dwóch goli i asysty, oraz będący w znakomitej formie w tym sezonie Sebastian Fransowski, który skompletował hat-tricka. W drużynie pokonanych, jak zwykle, błyszczał młody talent Stanisław Wojda, jednak jego dwa gole i dwie asysty okazały się tym razem niewystarczające.

Dynamo rehabilituje się po ostatnich mniej udanych wynikach i dopisuje do swojego dorobku kolejne trzy bardzo ważne punkty w kontekście walki o podium. KS Centrum najprawdopodobniej traci już niemal wszystkie szanse na medal, ale jesteśmy przekonani, że zawodnicy nie opuszczą rąk i będą walczyć o zwycięstwa aż do ostatniej kolejki.

4
19:00

Dostać pięknego gola już na początku meczu, później dwa razy grać w osłabieniu po czerwonych kartkach, a i tak odnieść zwycięstwo? No, jest to jakiś wyczyn. Drużyna Orła Cień właśnie przy takim przebiegu meczu w 4. kolejce letniej edycji Ligi Fanów dała radę wygrać 4:3 z Mistrzami Chaosu.

Owego gola stadionów świata zdobył Mateusz Serafin. Wyjście na prowadzenie nie dało jednak pełnego komfortu, bo szybko odpowiedzieli rywale, a następnie zdobyli się na poprawkę i przeciągnęli linę częściowo na swoją stronę. Dublet w maksymalnie krótkim odstępie zdobył Antoni Komsta, który doskonale odnajdywał się przy zamykaniu akcji w pobliżu dalszego słupka. O takich zawodnikach mówi się „lis pola karnego”. Do przerwy jednak Mistrzowie Chaosu zdołali odrobić stratę, wykorzystując grę w przewadze po czerwonej kartce dla Maksymiliana Gralca. Nie był to najczystszy mecz, jeśli chodzi o fair play. Na boisku buzowało, zaś każda ze stron szukała szansy na przechylenie szali zwycięstwa na własną korzyść.

W składzie Orła Cień mieli jednak dwóch kluczowych w drugiej połowie graczy. Dysponujący świetnymi warunkami fizycznymi Kamil Wiktorowicz swoje bramkarskie obowiązki wypełniał pieczołowicie, przez co piłka bardzo często – choć zmierzała w stronę bramki – lądowała za linią końcową lub boczną boiska. Z piłką przy nodze natomiast swobodnie czuł się Patryk Wielgosz. To właśnie on ustalił wynik spotkania na 4:3 strzałem sprzed pola karnego. W drugiej połowie już nawet gra jednego zawodnika mniej po wykluczeniu Miłosza Książka nie była utrudnieniem, a komplet punktów sprawił, że aż cztery drużyny w 6. lidze mają po trzy oczka na swoim koncie. Walka na dole zapowiada się ciekawie.

Reklama