reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
ETERNIS CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 6 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
16:00

Od samego początku tego spotkania Everest narzucił swoje tempo. Już w 2. minucie Herasymiuk po podaniu Shemanuieva otworzył wynik. Cztery minuty później role się odwróciły – Shemanuiev wykorzystał zagranie Lysytskiego i Everest prowadził już 2:0. W 12. minucie przewaga lidera wzrosła do trzech bramek. Arutiunov po podaniu Holubki znalazł drogę do bramki, a zaledwie cztery minuty później sam Holubko wpisał się na listę strzelców po podaniu Kirianova. Everest prowadził już 4:0, całkowicie kontrolując przebieg pierwszej części spotkania.

Mistrzowie Chaosu zdołali odpowiedzieć w 18. minucie, kiedy Lichota zdobył pierwszą bramkę dla swojej drużyny. Na przerwę Everest schodził jednak z bardzo komfortowym prowadzeniem.

Po zmianie stron lider szybko wrócił do skutecznej gry. W 26. minucie Lysytskyi podwyższył prowadzenie, a chwilę później Mistrzowie Chaosu odpowiedzieli trafieniem Kowalskiego, który wykorzystał podanie Ouso. Nie był to jednak początek comebacku. W 28. minucie Holubko po podaniu Luki ponownie pokonał bramkarza, a trzy minuty później Lysytskyi dołożył kolejne trafienie, tym razem po asyście Prokoshina.

Mistrzowie Chaosu próbowali jeszcze walczyć o zmniejszenie strat. W 37. minucie bramkę zdobył Ouso, ale Everest odpowiedział niemal natychmiast. W 38. minucie Herasymiuk, po podaniu Kirianova, wpisał się na listę strzelców.

Końcówka spotkania zamieniła się w prawdziwy festiwal bramek. W 40. minucie Lysytskyi zdobył kolejną bramkę, a minutę później do siatki trafił Kirianov. W 42. minucie kolejne trafienie dołożył Lysytskyi, kompletując tym samym imponujący dorobek strzelecki. Wynik spotkania w 44. minucie ustalił Herasymiuk.

FC Everest potwierdził swoją dominację i po niezwykle skutecznym spotkaniu odniósł trzecie zwycięstwo w sezonie. Lider tabeli zdobył aż 12 bramek, pokazując ogromną siłę ofensywną. Mistrzowie Chaosu mieli swoje momenty i trzykrotnie znaleźli drogę do bramki, ale nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonego oponenta.

2
16:00

Jeśli ktokolwiek wpadł na pomysł, żeby w spotkaniach rezerw Kresowii Warszawa grać u bukmachera overy bramkowe, to gratulacje – srogo dał się nabrać na pierwszy mecz tej drużyny. Tydzień temu w meczu z Olimpikiem padły łącznie trzy gole, zaś w tej kolejce był zaledwie jeden więcej. Kresowia może się jednak cieszyć, bo udało jej się pokonać zespół Orła Cień i wskoczyć na podium 6. ligi. Jak do tego doszło?

Twarda gra w obronie Pavla Todryka, który nie omieszkał także zamieszać w ofensywie, zdecydowanie była jednym z tych aspektów, które mocno wpłynęły na całokształt gry drużyny Daniila Mikulicha. Przed tygodniem to właśnie on ciągnął swój zespół do przodu, teraz robili to za niego koledzy. Za rozgrywanie od tyłu wziął się Vitali Alizarovich, który pewnie miałby dublet. Niestety, po jednym ze strzałów (który leciał naprawdę ładnie) piłka trafiła w poprzeczkę.

Obie drużyny chciały ten mecz wygrać, a poziom determinacji nieraz przeradzał się w starcia fizyczne. Między zawodnikami dochodziło do tarć – i tych piłkarskich, i tych, których wolelibyśmy unikać. Na szczęście udało się ostudzić zapał jednych i drugich, a mecz bezproblemowo został doprowadzony do końca.

Do przerwy prowadziła Kresowia, ale na kolejne bramki czekaliśmy trochę dłużej. Kamil Wiktorowicz strzegł bramki swojej drużyny jak smok strzeże uwięzionej na zamku księżniczki. Orkhan Huseynli po raz kolejny w trakcie letniej edycji pokazał, że na fachu bramkarskim zna się jak mało kto. Pierwszego pokonywali wspomniany Alizarovich, Łozowski oraz Todryk, natomiast honor Orła Cień uratował golem w końcówce Maksymilian Gralec.

3
17:00

To był bardzo ważny mecz dla obu drużyn. Obie ekipy niezbyt udanie rozpoczęły sezon. O ile KS Centrum zdołało zdobyć premierowe punkty w poprzednim meczu, o tyle Galeon wciąż czekał na swoje pierwsze oczka w tabeli. Sezon jest krótki, dlatego jeśli drużyny chcą walczyć o podium, miejsca na kolejne wpadki praktycznie już nie ma.

I wygląda na to, że tego dnia bardziej zmotywowani byli zawodnicy Hiszpańskiego Galeonu. Już od początku meczu pokazali bardzo dużą aktywność. Szybki hat-trick skompletował główny bohater spotkania, Kamil Kapica, a po takim wejściu zawodnicy Hiszpańskiego Galeonu pewnie kontrolowali przebieg meczu i zmierzali po zwycięstwo. Gracze w pasiastych koszulkach byli zdecydowanie aktywniejsi i bardziej kreatywni w ataku, jednak ich skuteczność i efektywność pozostawiały wiele do życzenia. Mnóstwo stuprocentowych sytuacji zostało po prostu zmarnowanych. Wykorzystali to zawodnicy KS Centrum, którzy raz za razem zmniejszali straty. Na przerwę obie drużyny schodziły przy wyniku 5:2, który dawał jeszcze nadzieję.

W drugiej połowie Galeon ponownie zwiększył przewagę. Centrum jednak nie zamierzało się poddawać i zdołało zmniejszyć straty do wyniku 9:6. To był jednak ich maksymalny wysiłek. Na więcej zabrakło już zarówno czasu, sił, jak i kolejnych okazji.

Głównym bohaterem spotkania został Kamil Kapica, który zdobył sześć bramek i zanotował dwie asysty. Jego najważniejszym pomocnikiem był Kacper Romanowski, autor dwóch goli i dwóch asyst.

Pewne zwycięstwo Galeonu, które mogło być jeszcze bardziej okazałe. Drużyna musi jednak zdecydowanie poprawić skuteczność w fazie wykańczania akcji. Centrum, mimo trudnego spotkania, walczyło do końca i za takie podejście należy się szacunek. Taka postawa z pewnością jeszcze zaprocentuje.

4
20:00

FC Olimpik i Dynamo Wołomin stworzyły kapitalne widowisko, które zakończyło się remisem 4:4. Już od pierwszego gwizdka oglądaliśmy mecz akcja za akcją, z dużą intensywnością i wieloma dogodnymi sytuacjami z obu stron.

W pierwszej połowie minimalnie lepsze było Dynamo, które schodziło na przerwę z prowadzeniem 1:0. Duża w tym zasługa bramkarza Artura Hermanna, który zachował czyste konto i kilkukrotnie ratował swój zespół świetnymi interwencjami. Najważniejszym momentem był obroniony rzut karny wykonywany przez Maksyma Lipskyiego, dzięki czemu Dynamo utrzymało korzystny wynik do przerwy.

Początek drugiej połowy należał do Dynama, które szybko podwyższyło prowadzenie i wydawało się, że jest na dobrej drodze do zwycięstwa. FC Olimpik nie zamierzał jednak odpuszczać. Gospodarze wykorzystali błędy popełnione przez zawodników Dynama i w błyskawicznym tempie doprowadzili do wyrównania już w początkowej fazie drugiej części spotkania. Na szczególne wyróżnienie zasługuje debiutant w FC Olimpik, Elbek Muhammadaliyev. Wejście do zespołu miał wymarzone – zdobył dwie bramki i dołożył asystę, będąc jedną z najjaśniejszych postaci swojej drużyny.

Po stronie Dynama bardzo dobre zawody rozegrał również Sebastian Fransowski, który przez cały mecz był niezwykle aktywny i miał duży wpływ na grę swojego zespołu.

Końcowy wynik 4:4 wydaje się w pełni sprawiedliwy. Obie drużyny stworzyły mnóstwo sytuacji i każda z nich miała argumenty, by sięgnąć po komplet trzech punktów. Ostatecznie zarówno FC Olimpik, jak i Dynamo Wołomin musiały zadowolić się remisem po bardzo emocjonującym meczu.

Reklama