Sezon Lato 2026
Relacje meczowe: 5 Liga
Mecz o złoto 5. Ligi Letniej już przed rozpoczęciem zapowiadał się na widowisko godne tego tytułu, a kto miał szansę zobaczyć go na żywo, ten poświadczy tylko o słuszności tych zapowiedzi. Nieco lepsze wejście w mecz zanotowała drużyna gospodarzy – choć może nie tyle na skutek lepszej gry, bo ile można pokazać przez niespełna dwie minuty, co raczej w pełni wykorzystanej szansy z podyktowanego rzutu wolnego, po rozegraniu którego piłkę zagraną przez Mykytę Bondarenko w siatce umieścił Vadym Redko.
Radość Alliance NG nie trwała zbyt długo, bo do głosu doszedł najbardziej zabójczy duet w szeregach Gamby – Filip Wolski oraz Jan Sienicki, a owocem ich akcji był gol wyrównujący drugiego z panów. Zespołowo grająca ekipa Ivana Sulima dysponowała szeroką kadrą na to spotkanie, dzięki czemu intensywność gry nie spadała nawet przez moment poniżej oczekiwanego poziomu. Nic więc dziwnego, iż zagraniczny team wyszedł nawet na dwubramkowe prowadzenie po trafieniach Vasylevskyiego i Redko (przyjęcie górnej piłki na „klatę” i strzał z powietrza – naprawdę palce lizać!).
Dużą dozę spokoju wprowadzał na boisku doświadczony golkiper Serhii Zarubin, ale determinacja, jaką prezentowali goście, pozwoliła im przełamać kontrolę rywali nad meczem i odrobić straty – doskonała prostopadła piłka od Dybowskiego do Wolskiego, a potem podobne podanie „dziesiątki” Gamby do Sienickiego sprawiły, że przed zejściem na przerwę na tablicy wyników widniało remisowe 3:3.
Po zmianie stron wyrównany pojedynek trwał w najlepsze, a Zarubin i Skowroński stale musieli mieć się na baczności. Tej samej baczności, której niestety koledzy Antoniego nie zachowali, nie doskakując do mającego sporo miejsca na przedpolu Vsevoloda Archakova – jak można się domyśleć, ów gracz z numerem 16 przymierzył idealnie i dał swojej drużynie prowadzenie.
Kluczowym momentem tej potyczki okazało się wprowadzenie na boisko zawodnika na ogół nie aż tak wpływowego, a jednak absolutnie tej niedzieli niezbędnego. Nazariy Maksymovych, bo o nim mowa, najpierw świetnie odnalazł podaniem Emurlana Oskonalieva przy rzucie rożnym, a potem sam wpisał się na listę strzelców po dwójkowej kombinacji z Vasylevskyim.
Przy stanie 6:3 wszystko wydawało się już, potocznie mówiąc, „pozamiatane” – coraz większa frustracja Gamby Veloce bardziej rozpraszała niż motywowała, a sam mecz z minuty na minutę wyraźnie im odjeżdżał. W 46. minucie dystans do oponentów został przez szaro-czarnych zmniejszony za sprawą duetu Wolski–Sienicki, ale czasu było już zdecydowanie za mało na dogonienie Alliance.
Ostatniego gola w tym meczu zdobył Volodymyr Deidei, pieczętując cenną wygraną oraz zapewniając FC Alliance NG upragnione złote krążki. Gamba po raz kolejny może mówić o pechu, bowiem to już trzeci raz, gdy marzenia o pierwszym miejscu kończą się dla niej fiaskiem. Panowie, głowa do góry – w końcu niewiele jest zespołów, które w dwa lata gry w Lidze Fanów mogłyby się poszczycić trzema trofeami. To też nie lada sukces!
Kapitalny finisz rundy w wykonaniu zespołu gospodarzy niemal zagwarantował im miejsce na podium. Gdyby w szóstej serii gier Pany z Rejonu zwyciężyły Rodzinę Soprano, to właśnie gospodarze – ni stąd, ni zowąd – dziś świętowaliby podium, ogrywając Fuszerkę 4:2. Zryw był nagły, a początek totalnie tego nie zwiastował – trzy pierwsze mecze to trzy porażki. Swoją drogą podobnym torem szła ekipa oponenta, Fuszerki, ale niestety w jej przypadku obrany kurs pozostał niezmienny aż do samego końca.
Przejdźmy już jednak do przebiegu meczu pomiędzy tymi zespołami. Pierwsza odsłona spotkania, jak na realia szóstek, była wyjątkowo mało urodzajna w gole. Wszak w pierwszych dwudziestu pięciu minutach gry obejrzeliśmy tylko jedno trafienie, kiedy do siatki Fuszerki trafili gospodarze. 1:0 do przerwy zwiastowało nam ogrom emocji w drugiej odsłonie, natomiast te dość szybko ostygły, kiedy Pany z Rejonu podwyższyły wynik najpierw na 2:0, a następnie na 3:0.
Dopiero bramka na 1:3 kapitana Fuszerki, Kamila Weredy, wlała jeszcze trochę nadziei w serca obozu gości. Radość nie trwała natomiast zbyt długo, a kolejna bramka, tym razem na 4:1, autorstwa gospodarzy w zasadzie pogrzebała jakiekolwiek resztki emocji. Honorową bramkę, ostatnią w tej średnio udanej – łagodnie mówiąc – letniej kampanii, zdobył ponownie Wereda, ustalając wynik spotkania na 4:2 dla Panów z Rejonu.
Tym samym Fuszerka niestety ligę letnią zakończyła bez ani jednego zwycięstwa na koncie, zaś zespół w różowych trykotach w czterech ostatnich meczach aż trzykrotnie był górą – i to właśnie ten świetny finisz daje wiarę w to, iż Pany z Rejonu w przyszłości jeszcze nieco w Lidze Fanów namieszają. Natomiast o Fuszerkę... jesteśmy spokojni. Nieraz wychodzili z takich tarapatów i wierzymy, że jeszcze wszystko odpowiednio poukładają.
Spotkanie 5. Ligi rozegrane na boiskach AWF-u dostarczyło kibicom wielu emocji, zwłaszcza w drugiej części meczu. Rodzina Soprano od początku narzuciła wysokie tempo gry i mimo ambitnej postawy MWSP potrafiła przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, wygrywając ostatecznie 5:2.
Mecz rozpoczął się znakomicie dla Rodziny Soprano. Już w początkowej fazie spotkania na listę strzelców wpisał się Gałecki, który otworzył wynik. Chwilę później Sadecki znalazł drogę do bramki, podwyższając prowadzenie swojej drużyny na 2:0. MWSP miało problemy z zatrzymaniem dobrze funkcjonującej ofensywy rywali, a kiedy Sadecki ponownie wpisał się na listę strzelców, sytuacja gospodarzy zrobiła się bardzo trudna.
Mimo niekorzystnego wyniku MWSP nie złożyło broni. Kontaktową bramkę w drugiej części meczu zdobył Smoleński, który wykorzystał jedną z nielicznych okazji swojego zespołu i zmniejszył straty do 1:3. Trafienie dodało gospodarzom energii, jednak Rodzina Soprano szybko odpowiedziała. Zmysłowski skutecznie wykończył akcję swojego zespołu i ponownie zwiększył przewagę do trzech trafień.
W drugiej połowie MWSP starało się wrócić do gry. Bardzo aktywny był Wrotniak, który został wybrany najlepszym zawodnikiem swojej drużyny. To właśnie on zdobył bramkę na 2:4, podtrzymując nadzieje gospodarzy na korzystny rezultat i powrót do spotkania. Przez kilka minut MWSP naciskało i próbowało zdobyć kolejne trafienie, jednak defensywa Rodziny Soprano wytrzymała ten napór. Decydujący cios zadał Oleksiewicz, który ustalił wynik spotkania na 5:2. Po tej bramce goście spokojnie kontrolowali przebieg meczu i nie pozwolili przeciwnikom na stworzenie groźniejszych sytuacji.
Bohaterem spotkania bez wątpienia został Sadecki, autor dwóch bramek i dwóch asyst, a zarazem lider ofensywy Rodziny Soprano. Świetnie wspierali go również Zmysłowski oraz Oleksiewicz, którzy dołożyli swoje trafienia. Po stronie MWSP na wyróżnienie zasłużyli Wrotniak oraz Smoleński, dzięki którym gospodarze do końca walczyli o odwrócenie losów meczu.
Ostatecznie kluczowe okazały się skuteczność i lepsze wykorzystanie sytuacji bramkowych. To właśnie te elementy sprawiły, że trzy punkty trafiły na konto Rodziny Soprano po zwycięstwie 5:2.
Dla obu zespołów był to niestety mecz o przysłowiową pietruszkę. Ani Sparta nie mogła już w tym sezonie liczyć na nic konkretnego, ani FC Melange. Przynajmniej drużynowo, bo indywidualnie sprawa wciąż była rozwojowa z perspektywy dwóch zawodników Melange – Łukasza Słowika, który walczył o miano najlepszego strzelca oraz zwycięstwo w klasyfikacji kanadyjskiej, a także Łukasza Krysiaka, mającego szansę zostać najlepszym bramkarzem rozgrywek.
I kto wie, czy fakt, że z perspektywy drużynowej Melange nie grał już o nic, nie zadziałał nawet na korzyść wspomnianych zawodników. W innych okolicznościach ciągłe szukanie Łukasza Słowika w większości akcji mogłoby być czymś niewskazanym. Tutaj można było jednak spokojnie skupić się na tym, by chociaż poszczególni gracze ekipy gości mogli uznać ten sezon za udany. A tak się złożyło, że wspomniany „Słowinho” strzelanie rozpoczął od samego początku. Przy pierwszym golu piłka de facto sama go znalazła. Po strzale Marcina Godlewskiego futbolówka odbiła się od klatki piersiowej kolegi z drużyny i zaskoczyła bramkarza Sparty. Chwilę później zrobiło się 2:0, ale wcale nie była to najgorsza informacja z perspektywy gospodarzy. Jeszcze większym problemem okazała się kontuzja Vladyslava Barabasha, a przecież doskonale wiemy, jakiej klasy jest to zawodnik.
Na domiar złego Sparta nie mogła się wstrzelić w bramkę rywala. Przy stanie 0:2 gospodarze mieli dwie doskonałe okazje, lecz świetnie spisał się Łukasz Krysiak. Ostatecznie nominalnym gospodarzom udało się jeszcze w pierwszej połowie otworzyć swój dorobek strzelecki, ale do przerwy i tak przegrywali 1:4.
Gdy niedługo po rozpoczęciu drugiej odsłony na 5:1 dla faworytów podwyższył Julek Marciniak, myśleliśmy, że jest już po zawodach. Kto wie, czy podobnie nie pomyśleli sami zawodnicy Melange, bo nagle w ich poczynania wdarła się spora nonszalancja. Sparta natomiast – jak na nazwę przystało – walczyła. I to jak! Nagle z czterobramkowej przewagi faworytów nie zostało praktycznie nic. Konsekwentna gra przegrywających sprawiła, że zrobiło się 4:5 i przez moment można było uwierzyć, że w tym spotkaniu wszystko jest jeszcze możliwe.
Okazało się to jednak złudne. Melange szybko wrócił na właściwe tory, a prawdziwe show rozpoczął Łukasz Słowik. Być może dodatkowo zmotywowała go informacja od Bartka Podobasa, który dowiedział się, że najgroźniejszego rywala Łukasza w wyścigu po koronę króla strzelców tego dnia zabrakło. Oznaczało to, że jeśli Słowinho zdobędzie sześć bramek, zgarnie to, o co walczył. I dokładnie tak się stało! Ten gracz wystrzelał sobie zarówno koronę króla strzelców, jak i zwycięstwo w klasyfikacji kanadyjskiej, co z pewnością choć trochę osłodziło jego zespołowi mimo wszystko nieudany sezon.
Uściślijmy bowiem, że wygrana 11:5 nad Spartą niczego poza czwartą lokatą Melange nie przyniosła. A przecież mówimy o zespole, który zremisował z mistrzem ligi, zremisował z wicemistrzem i pokonał trzecią drużynę w tabeli! Niestety wszystko to, co Melange wywalczył w starciach z najmocniejszymi, później oddawał niżej notowanym rywalom. Zaszczytne, choć oczywiście całkowicie nieoficjalne miano „Janosików sezonu” zostanie im więc przekazane przy okazji startu kolejnej kampanii ;)
A Sparta? No cóż… Sezon zakończyła w minorowych nastrojach. Nie udało się wygrać, a dodatkowo zespół stracił z powodu kontuzji jednego ze swoich czołowych zawodników. Mamy jednak nadzieję, że te wszystkie niepowodzenia nie sprawią, że chłopakom przestanie się chcieć. To bowiem drużyna zdecydowanie mocniejsza, niż wskazywałaby na to tabela 5 Ligi. Wierzymy, że w sezonie zasadniczym Sparta będzie chciała to udowodnić.







)
)
)
)
)
)