reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga

Relacje meczowe: 5 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
13:00

Spotkanie Gamby z Panami z Rejonu było zderzeniem dwóch drużyn znajdujących się na zupełnie innym etapie swojej ligowej drogi. Po jednej stronie oglądaliśmy zgrany, doświadczony zespół, który od dłuższego czasu doskonale odnajduje się w realiach Ligi Fanów. Po drugiej – młodą ekipę, która dopiero stawia pierwsze kroki i buduje swoją pozycję w rozgrywkach.

Nie bez znaczenia były również warunki atmosferyczne. Spotkanie rozgrywane było w ogromnym upale, a to zdecydowanie lepiej wykorzystała Gamba. Już po pierwszych dziesięciu minutach było widać, że gospodarze są świetnie przygotowani fizycznie i potrafią narzucić rywalom bardzo wysokie tempo. Kolejne akcje przynosiły następne bramki, a przewaga rosła z każdą minutą.

Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 9:2, ale po zmianie stron obraz gry praktycznie się nie zmienił. Gamba nadal kontrolowała wydarzenia na boisku, grała z dużą swobodą i konsekwentnie wykorzystywała błędy rywali. Co ciekawe, druga odsłona zakończyła się identycznym rezultatem, dzięki czemu końcowy wynik zatrzymał się na 18:4.

Jak zwykle bardzo dobre zawody rozegrał Filip Wolski, który ponownie był jednym z liderów swojej drużyny. Miłym zaskoczeniem była również postawa Sienickiego, który rozegrał naprawdę solidne spotkanie i dołożył swoją cegiełkę do wysokiego zwycięstwa. Trzeba jednak przyznać, że tego dnia cały zespół Gamby funkcjonował znakomicie. Widać było wzajemne zrozumienie, dużą swobodę w rozegraniu i ogromną pewność siebie.

Po stronie Panów z Rejonu najjaśniejszą postacią był Przybysz, który zdobył hattricka i praktycznie w pojedynkę starał się utrzymywać swoją drużynę przy życiu. To właśnie od niego płynęło największe zagrożenie dla defensywy Gamby, jednak przy tak dobrze dysponowanych rywalach było to zdecydowanie za mało.

Ostatecznie był to mecz całkowicie jednostronny. Gamba pokazała, dlaczego należy do grona najbardziej zgranych drużyn w lidze, a Panowie z Rejonu otrzymali cenną lekcję, która z pewnością zaprocentuje wraz z kolejnymi występami i zdobywanym doświadczeniem.

2
13:00

Zmagania 5. Ligi rozpoczęły się w pełnym skwarze od starcia między ekipami, które w poprzedniej kolejce odniosły naprawdę imponujące zwycięstwa – MWSP oraz FC Alliance Next Generation. Choć rozum podpowiadał, że możemy być świadkami wyrównanej batalii o każdy centymetr boiska, to rzeczywistość szybko zweryfikowała te przewidywania – już po niespełna ośmiu minutach gry FC Alliance prowadziło aż 3:0 po golach Vasylevskyiego, Pidluzhnyiego oraz Oskonalieva.

Gospodarze zdołali zdobyć swojego premierowego gola dopiero po żółtej kartce dla tego ostatniego. Korzystając z osłabienia rywali i powstających dzięki temu wolnych przestrzeni, wspaniałe prostopadłe podanie na lewe skrzydło posłał Jakub Sołdaczuk, a wbiegający tam Paweł Nowak przytomnie wykończył akcję. FC Alliance NG mogło, a nawet powinno, przed przerwą zwiększyć szybko osiągnięte prowadzenie, lecz Krzysztof Stec swoimi ofiarnymi interwencjami wciąż trzymał swój zespół na względnie niestraconej pozycji.

Druga odsłona zmagań była właściwie kopią pierwszej połowy, bo narastająca frustracja graczy w żółto-czarnych trykotach nie pomagała im w tworzeniu zagrożenia pod bramką rywali, a wręcz przeciwnie – potęgowała chaos i ułatwiała gościom dochodzenie do sytuacji. Ponownie w dość krótkim odstępie czasu strona wygrywająca zaaplikowała rywalom kolejne trzy ciosy autorstwa Zahary, Redki i Pidluzhnyiego, pokazując niesamowite zgranie i wymienność pozycji.

Najbliżej ukąszenia Alliance był nie kto inny jak Paweł Nowak, lecz jego próbę z linii bramkowej zdołał wybić nowy nabytek gości, Valentyn Kirilenko. Szczęście uśmiechnęło się jednak do najlepszego strzelca MWSP i niedługo później pod jego nogi dotarła piłka, którą strzałem z powietrza umieścił w siatce. Na dwanaście minut przed końcem meczu drogę do siatki po składnej akcji zespołu znalazł po raz drugi Zahara, ustalając tym samym rezultat potyczki na 2:7 i pieczętując komplet punktów dla zagranicznego kolektywu.

3
16:00

3:4, 1:12 i 2:11 – to wyniki trzech ostatnich bezpośrednich spotkań FC Melange z Rodziną Soprano. Stwierdzenie, że ekipa Soprano nie należała do ulubionych rywali Melanżowników, byłoby więc sporym niedopowiedzeniem. Los chciał jednak, że w Lidze Letniej drogi obu zespołów ponownie się przecięły.

Było to szczególnie ważne spotkanie dla FC Melange. Na inaugurację zremisowali z Gambą Veloce i choć wszystko wskazuje na to, że w piątej lidze nikt nie przejdzie przez sezon suchą stopą, to druga z rzędu strata punktów mocno skomplikowałaby ich plany walki o czołowe lokaty. Łatwiej było jednak mówić o zwycięstwie, niż je odnieść. Znając charakter gospodarzy, można było przypuszczać, że wcale nie stoją na straconej pozycji, ale boisko miało to dopiero zweryfikować.

I rzeczywiście zweryfikowało, a samo spotkanie okazało się prawdziwym festiwalem zwrotów akcji. Melange praktycznie od pierwszych minut musiał gonić wynik. Co gorsza, dwa pierwsze gole stracił na własne życzenie. Błędy w ustawieniu przy stałych fragmentach gry bezlitośnie wykorzystali bracia Nieskórscy. Mimo to gospodarze ani myśleli się poddawać. Za każdym razem, gdy Rodzina Soprano odskakiwała i wydawało się, że za chwilę całkowicie przejmie kontrolę nad meczem, Melange odpowiadał. W efekcie pierwsza połowa zakończyła się remisem 3:3, a taki rezultat zwiastował spore emocje po przerwie.

Rodzina Soprano sprawiała jednak wrażenie zespołu, który nie był zadowolony z takiego obrotu spraw. Można było odnieść wrażenie, że zawodnicy czuli się piłkarsko lepsi i nie potrafili zrozumieć, jak to możliwe, że mimo wyraźnej przewagi w posiadaniu piłki nie potrafią złamać oporu rywala. Doszło nawet do momentu, w którym sami musieli odrabiać straty, choć chwilę później ponownie na tablicy wyników widniał remis – tym razem 4:4. I właśnie od tego momentu frustracja Rodziny Soprano zaczęła narastać. Zawodnicy dosłownie walili głową w mur. Melange znakomicie bronił, zagęścił środek pola i zamknął dostęp do własnej bramki. A gdy już ktoś popełnił błąd, wszystko naprawiał świetnie dysponowany Łukasz Krysiak. Do tego gospodarze wyprowadzali niezwykle groźne kontrataki i to one sprawiły, że z 4:4 zrobiło się 6:4.

Rodzina Soprano nie zamierzała jednak składać broni. Gol na 5:6 przywrócił nadzieję, a końcówka spotkania zamieniła się w prawdziwe oblężenie bramki Melange. Doskonałych okazji nie wykorzystał między innymi Oskar Nieskórski, ale najlepszą szansę na doprowadzenie do remisu miał Grzegorz Bogdański. Sędzia podyktował rzut karny, jednak zawodnik Soprano przegrał ten niezwykle nerwowy pojedynek z Łukaszem Krysiakiem. Bramkarz Melange wyrósł w tym momencie na absolutnego bohatera spotkania. Chwilę później dołożył jeszcze jedną kapitalną interwencję, a losy meczu przypieczętował Łukasz Słowik, który wykorzystał błąd rywali przy rozegraniu i skierował piłkę do pustej bramki.

To spotkanie było kwintesencją FC Melange z ostatnich lat. Być może nie zawsze są zespołem lepszym piłkarsko od swoich przeciwników, ale gdy tylko wyczują, że rywal wcale nie jest taki straszny, potrafią dzięki doświadczeniu i boiskowemu cwaniactwu przepchnąć mecz na swoją korzyść. Tak było i tym razem. Już w pierwszej połowie zawodnicy Soprano sugerowali, że rywale nie mają sił do biegania, jednak to spotkanie po raz kolejny udowodniło starą piłkarską prawdę – na boisku nie wygrywa ten, kto biega więcej, lecz ten, kto biega mądrzej.

Oczywiście gospodarzom momentami dopisywało również szczęście, ale trudno nie odnieść wrażenia, że po prostu na nie zapracowali. A jak wiadomo – szczęście najczęściej sprzyja tym, którzy sami potrafią sobie pomóc.

4
20:00

Spotkanie pomiędzy FC Spartą a Fuszerką od pierwszych minut było niezwykle wyrównane. Obie drużyny stworzyły sobie wiele dogodnych okazji do zdobycia bramki, jednak długo brakowało skutecznego wykończenia. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał remis 3:3, który doskonale oddawał przebieg rywalizacji.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Zarówno Sparta, jak i Fuszerka raz po raz zagrażały bramce rywali, lecz na wysokości zadania stawali golkiperzy obu zespołów. Świetne zawody rozegrali Patryk Czetyrbok z Fuszerki oraz Rostyslav Bosovych z FC Sparty, którzy popisali się wieloma znakomitymi interwencjami. To właśnie ich dyspozycja sprawiła, że mimo ogromnej liczby sytuacji podbramkowych w meczu padło stosunkowo niewiele bramek.

W ofensywie Fuszerki błyszczał Bartosz Krajewski, autor dwóch bramek, który przez całe spotkanie sprawiał sporo problemów defensywie FC Sparty i był jednym z najaktywniejszych zawodników na boisku. Po drugiej stronie równie dobrze zaprezentował się Maksym Popov, również zdobywając dwa trafienia i będąc najgroźniejszym graczem swojej drużyny.

Ostatecznie żadna z ekip nie zdołała przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę, a emocjonujące spotkanie zakończyło się sprawiedliwym remisem 4:4.

Reklama