reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga

Relacje meczowe: 5 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
15:00

Mecz otwierający letnie zmagania w Lidze Fanów na piątym poziomie rozgrywkowym był starciem doświadczenia i wyrachowania starych wyjadaczy z fantazją i polotem ambitnych młodzieńców. Ci drudzy, a więc Gamba Veloce, pragnęli jak najszybciej narzucić przeciwnikom swoje warunki gry i objąć prowadzenie. Nie było o to tak łatwo, gdyż FC Melange jak zwykle imponowali świetną organizacją w defensywie, odpowiednio minimalizując atuty szybkich ofensywnych piłkarzy Gamby. Niemniej, widać było jak na dłoni – o czym niech świadczą dwukrotne obicie słupka oraz pudło z najbliższej odległości – że trafienie dla gości jest już wyłącznie kwestią czasu. Wynik spotkania otworzył rzecz jasna nie kto inny jak Filip Wolski, dopadając do piłki w polu karnym i posyłając ją obok bezradnego Grzegorza Maca. Na 0:2 podwyższył najbardziej ruchliwy tego dnia zawodnik czarno-szarych, czyli Jan Sienicki, przejmując uprzednio ofiarnie wybijaną przez Arkadiusza Zegara futbolówkę. To pozornie komfortowe prowadzenie błyskawicznie stopniało, gdy do piłkarzy FC Melange wyjątkowo uśmiechnął się los – Andres Carmona uderzył na bramkę Gamby, a jego strzał bez problemu wybronił Skowroński, lecz po tej interwencji piłka na tyle szczęśliwie odbiła się od strzelającego Chilijczyka, że przelobowała wracającego na linię golkipera. Pomimo, iż gracze gości doskonale radzili sobie z Łukaszem Słowikiem, to oddawali swoim oponentom coraz większe pole do popisu. Wyrównanie było owocem jeszcze większego kuriozum niż bramka kontaktowa – stojąc ledwie metr od bramki Marcin Godlewski fatalnie spudłował, trafiając jedynie w słupek, po czym piłka spadła pod nogi Zegara, który oddał strzał w poprzeczkę, a próbujący oddalić zagrożenie Hubert Świętnicki wybijał tak niefortunnie, że wpakował piłkę do własnej bramki. Po kolejnej serii obić obramowania metalowego prostokąta, drużyny udały się na przerwę ze stanem 2:2 na tablicy wyników. Po zmianie stron, mecz nieco się ożywił i wyrównał, choć napór ze strony bandy Filipa Wolskiego wciąż delikatnie przeważał, lecz nie przekładało się to na kolejne gole. Duża w tym zasługa Arka Zegara, który stanowił prawdziwą ostoję w obronie – wyłuskiwał piłkę spod nóg rywali, przecinał podania, a nawet zablokował strzał na pustą bramkę Sienickiego, do końca stojąc twardo na nogach. Remis wisiał w powietrzu i faktycznie obie drużyny zgodnie zdobyły się już tylko na jedno trafienie – dla Gamby strzelił Filip Wolski po podaniu Aleksa Opary, natomiast dla Melange gola głową zdobył Carmona, kończąc świetne długie podanie od Godlewskiego. Tak więc jak najbardziej uczciwy podział punktów stał się faktem i pokazał, że wiek w istocie nie gra roli – przynajmniej na boisku.

2
17:00

W naszych rozgrywkach mieliśmy już kiedyś ekipę FC Alliance. Skojarzenia z tamtym zespołem o tej samej nazwie nie są zresztą błędne, bo tak naprawdę FC Alliance Next Generation to ulepszona wersja poprzedniej drużyny, która w Lidze Letniej zamierza namieszać. Naprzeciwko ekipy z Ukrainy stanęli Pany z Rejonu. O nich niewiele wiedzieliśmy, ale mimo że wynik wskazuje na coś innego, okazało się, że to bardzo solidna ekipa.

Sam mecz między tymi zespołami potrwał ledwie chwilę i już wiedzieliśmy, że bardzo przyjemnie spędzimy najbliższe 50 minut. Było sporo dobrej gry, nie brakowało też twardej, ale mieszczącej się w granicach fair play walki. Znacznie lepiej w to spotkanie weszła jednak ekipa Alliance. Dość powiedzieć, że w pierwszej połowie prowadziła już nawet 3:0. Wiedzieliśmy jednak, że odbieranie szans Panom z Rejonu nie jest dobrym pomysłem. I nie myliliśmy się. Gol Marcela Hryniszyna, będący zarazem debiutanckim trafieniem dla całej ekipy, sprawił, że nominalni goście uwierzyli, iż dobry wynik jest jeszcze w ich zasięgu. Chwilę później dołożyli kolejne trafienie, a na początku drugiej połowy Wojtek Jaroszczyk zdobył gola numer trzy i z prowadzenia Alliance nie zostało już nic. Mecz zaczął się praktycznie od nowa, choć wydawało się, że psychologiczna przewaga jest po stronie Panów z Rejonu.

Piłka sześcioosobowa ma jednak to do siebie, że rytm spotkania może zmienić się w każdej chwili. Tak było również tym razem. Co prawda okazje miały obie drużyny, ale dwa kolejne gole padły łupem zespołu z Ukrainy. Pany z Rejonu zdołali jeszcze odpowiedzieć, gdy hat-tricka skompletował Wojtek Jaroszczyk, ale na więcej rywale już im nie pozwolili. Chwilę później Yaroslav Vasylevskyi dobił uderzenie jednego z kolegów i zrobiło się 6:4, a następnie błyskawicznie kolejne trafienie dołożył Nazarii Pidluzhnyi. Wtedy było już jasne, kto zgarnie tutaj całą pulę.

FC Alliance Next Generation przetrwał tym samym bardzo trudny dla siebie okres między końcówką pierwszej połowy a początkiem drugiej i zasłużenie wygrał na inaugurację. Nie było w tym przypadku, bo mówimy o drużynie dobrze zbilansowanej, która może mierzyć naprawdę wysoko na koniec sezonu.

A Pany z Rejonu? Według nas wynik z ich perspektywy jest trochę krzywdzący. Nie byli słabsi aż o cztery bramki i gdyby punkty rozdawano według uznania, a nie obowiązujących zasad, to my podzielilibyśmy je w tym meczu tak: dwa dla Alliance i jeden dla Panów z Rejonu. I niech to będzie dla nich motywacja, by za tydzień spróbować zapunktować już na boisku.

3
18:00

Chociaż na papierze zapowiadał nam się raczej wyrównany bój, może nawet z małym naciskiem na Fuszerkę z uwagi na grę „wyżej” w sezonie zasadniczym, to na murawie dostaliśmy coś diametralnie innego – MWSP dokonało istnej deklasacji rywala wynikiem 2:8. Żółto-czarni rozpoczęli strzelanie już w szóstej minucie spotkania, kiedy to świetnym wyrzutem z bramki popisał się Krzysztof Stec, a adresat podania, Paweł Nowak, uporawszy się z przeszkadzającym rywalem, uderzył przy bliższym słupku. Nieco ponad trzy minuty trzeba było poczekać na kolejnego gola – Nowak dla odmiany w roli asystenta obsłużył podaniem Jana Małaśnickiego. Nie było całkiem tak, że Fuszerka nie potrafiła zagrozić bramce MWSP – owszem, jej piłkarze dochodzili do sytuacji, ale najczęściej albo zawodziła ostatnia decyzja, albo na przeszkodzie stawał im Stec. Bramkarz gości na tyle znakomicie wprowadził się w tą potyczkę, że postanowił dołożyć jeszcze jedną asystę, tym razem umożliwiając zdobycie bramki Jakubowi Sołdaczukowi. 0:3 do przerwy dla MWSP było wynikiem mocno zaskakującym, a przecież już na samym początku meczu stracili jedynego zmiennika, gdy kontuzji nabawił się Michał Niemira. Po zmianie stron piękny sen ekipy Macieja Wrotniaka trwał dalej i gdyby nie wysiłki broniącego dostępu do bramki Fuszerki Patryka Czetyrboka, to zapewne mówilibyśmy o dwucyfrówce. W trzydziestej minucie rywalizacji goście prowadzili już 0:5 po trafieniu Nowaka i Berasia, a oba ostatnie podania zanotował Małaśnicki. Fuszerka znalazła w końcu drogę do siatki za sprawą duetu Wereda-Malarowski – pierwszy z nich uderzył mocno zza zasłony, a delikatny rykoszet pomógł dotrzeć piłce tam, gdzie gospodarze sobie życzyli. W dalszym ciągu obraz meczu utrzymywał się na dość zbliżonym do pierwszej połowy poziomie i w taki oto sposób błękitni zdołali zdobyć drugie trafienie, dzięki Malarowskiemu, któremu podawał Sujak, natomiast MWSP odpowiedziało hat-trickiem będącego tego dnia w topowej formie Nowaka. Wprawdzie była to dopiero pierwsza kolejka i trudno snuć po tym starciu daleko idące wnioski, ale biorąc pod uwagę, że sezon letni to zaledwie siedem spotkań, może okazać się, iż ów mecz będzie miał decydujące znaczenie w kontekście dalszych rozstrzygnięć.

Reklama