reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
ETERNIS CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 2 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
17:00

Stawka tego meczu była ogromna, bo zwycięzca tej konfrontacji gwarantował sobie miejsce na podium, a w przypadku gospodarzy – minimum srebrne medale. Rangę tego spotkania było widać już przed jego rozpoczęciem, gdyż oba teamy zebrały nam się w pokaźnych, bardzo dobrych składach. Przełożenie silnych zestawień personalnych momentalnie odzwierciedlił plac gry. Od początku było dużo piłkarskiej jakości, szybkości oraz ogrania na wyższym, szóstkowym poziomie.

W pierwszych minutach gry to zdecydowanie gospodarze przeważali, częściej konstruując ataki pozycyjne, natomiast to goście byli bardziej konkretni. Świetne, szybkie kontrataki „zielonych” sprawiły, iż Almaz dość szybko objął prowadzenie 2:1, a w 18. minucie podwyższył je na 3:1 za sprawą gola Panasiuka. Na odpowiedź Husarii III musieliśmy chwilę poczekać, ale ta nastąpiła na moment przed zakończeniem pierwszej części gry. Bramkę kontaktową zdobył bowiem Janek Antoszkiewicz, kompletując tym samym dublet w pierwszej odsłonie gry.

Drugą połowę świetnie rozpoczął Dominik Zawiślak, zdobywając bramkę na 3:3. I był to przełomowy moment spotkania. O ile wcześniej Husaria III sprawiała bardzo dobre wrażenie, ale nie miało to bezpośredniego przełożenia na rezultat, o tyle od gola na 3:3 młody zespół z Mokotowa złapał noszenie, które zostało z nim aż do końca. W 32. i 38. minucie gole zdobył niezawodny w działaniach ofensywnych Jan Antoszkiewicz, a na bramkę Zhuka w 39. minucie, po błędzie prezesa Husarii Tomka Hübnera, odpowiedział... znów Jan Antoszkiewicz, wykorzystując błąd rywala i ponownie wyprowadzając Husarię III na dwubramkowe prowadzenie.

Ostatnie pięć minut to wymiana cios za cios, gol za gol. Almaz siłą rzeczy musiał bardziej się otworzyć, natomiast zespół gospodarzy przyjął rolę „do parteru i na kontry”. Taktyka się opłaciła, bo ilekroć Almaz zmniejszał dystans, Husaria III ponownie go powiększała. 7:4 Bożyczko, 7:5 Panasiuk, 8:5 Zawiślak, 8:6 Klimianko. Husaria III mądrze zarządziła wynikiem i dobrnęła do linii mety zgodnie ze swoimi założeniami. Almaz zagrał naprawdę kapitalne zawody, udowadniając, iż jest „ekipą na medal” oraz zespołem z fajnym potencjałem na przyszłość, ale to gospodarze byli o minimum jedno pięterko wyżej i jak najbardziej zasłużenie odnieśli zwycięstwo.

2
17:00

Wyrównana pierwsza połowa i totalna dominacja w drugiej części meczu przez zespół gospodarzy. Mecz Inferno II z Łowcami II to kolejne spotkanie, jakie mieliśmy okazję oglądać w poprzedni weekend. Pierwsza część tego meczu to prawdziwa magia odmiany piłki sześcioosobowej – piękne akcje, wymiany, ale też bramki z przypadku czy po dużych błędach indywidualnych.

Ta odsłona zdecydowanie należała do duetu Salamon-Chrapowicki. Chłopaki znajdowali coraz to kolejne i coraz bardziej efektowne rozwiązania ofensywne, a zdobywanie przez nich goli z minuty na minutę stawało się coraz łatwiejsze. Dobrą połówkę rozegrał też zawodnik Łowców, Marsel Tamoyan, autor dwóch goli w tej części meczu. Widać było tego dnia, że piłka przy nodze mu nie przeszkadza, a większość groźnych akcji jego drużyny była kreowana przez tego zawodnika bądź przy jego udziale.

Kolejna odsłona tego spotkania została, niestety dla widowiska, zdominowana przez gospodarzy. Im trzeba oczywiście pogratulować kapitalnej roboty. Rozegrać całe 25 minut bez straty ani jednej bramki – jest to na pewno wyczyn godny pochwały. A gdy tylko dodamy do tego, że, klasycznie mówiąc, „nie murowali” oni bramki przez całe drugie 25 minut, a sami dołożyli kilka kolejnych goli, uspokajając tym samym mecz, wychodzi po prostu idealny scenariusz na wygrane spotkanie.

I tak się właśnie stało. Drużyna Inferno, która nie dała się rozproszyć w drugiej części meczu nieładnym zachowaniem i czerwonym kartonikiem pokazanym zawodnikowi gości, dowiozła cenne zwycięstwo. Gratulacje!

3
18:00

Spotkanie o 22:00 na tym samym sektorze pomiędzy Q-Ice a Sinaloą miało identyczny, niemal analogiczny przebieg do tego, przy którym właśnie teraz jesteśmy. W języku polskim istnieje na to specjalne określenie bliskiego spotkania czegoś z czymś. Zostawmy może jednak te dość dosadne porównania – kto ma wiedzieć, ten wie. Już przed meczem było oczywiste, że jakakolwiek strata punktów przez gospodarzy byłaby giga sensacją. Kolos to rewelacja tego lata, Meyis? Z całym szacunkiem, ale jego odwrotność: bardziej przykre rozczarowanie, tudzież przeszacowanie swoich sił, niż jakakolwiek pozytywna ciekawostka.

Już po pierwszych dziesięciu minutach wynik 4:0 mówił wszystko. „Czerwoni” próbowali, jak mogli, ale „zieloni” orbitują w zupełnie innej piłkarskiej galaktyce. Owszem, Meyis nie złożyło całkowicie broni, a gol na 1:4 był tego najlepszym przykładem. Niestety, był to jeden jedyny promyk słońca tego pochmurnego dnia dla gości. Co gorsza – to chyba tylko rozwścieczyło ekipę gospodarzy. Efekt? Kolejne cztery bramki z rzędu FSK. Przy wyniku 8:1 „czerwoni” zdobyli przecudną bramkę na 2:8, która miała prawo nieco osłodzić im gorycz tego spotkania. Była to tak zwana łyżka miodu w beczce dziegciu.

I był to – swoją drogą – ostatni gol tego dnia dla tej ekipy. Niby jak kończyć, to tylko w takim stylu, ale umówmy się: no jednak trochę przedwcześnie. Strzelanie na swoje barki wzięła więc na wyłączność ekipa gospodarzy, dorzucając w ostatniej fazie meczu niemal drugie tyle, co do tego momentu. Finalny wynik? 15:2. Pogrom. Niestety, nie pierwszy w tym sezonie odnotowany na niekorzyść gości.

Gospodarze natomiast potwierdzili, że mistrz drugiej dywizji jest z innej futbolowej planety. A głównym architektem tego spektaklu ponownie był duet Paduk (6 goli i 2 asysty) oraz Rusiak (4 gole i 4 asysty). Kolos nie stoi więc na glinianych nogach, a na nogach o nazwie Paduk-Rusiak i do momentu, kiedy tak będzie, losy FSK są w dobrych – o ironio – rękach.

4
18:00

W niedzielę można było spodziewać się znacznie bardziej wyrównanego spotkania. Tym bardziej że po stronie Ajaksu zabrakło jednego z liderów zespołu, Bartka Kopacza. Jak się jednak okazało, przedmeczowe przewidywania bardzo szybko przestały mieć znaczenie. Ajaks przejechał się po rywalu jak walec, pewnie wygrywając aż 12:3.

Już pierwsza połowa praktycznie rozstrzygnęła losy spotkania. Ajaks wygrał ją 7:1 i od początku pokazał, że tego dnia jest zdecydowanie lepszą drużyną. Liderem zespołu został Natan Czyżewski, który już w pierwszych minutach skompletował hat-tricka. Ostatecznie zakończył mecz z niesamowitym dorobkiem 5 goli i 3 asyst. Wobec nieobecności Bartka Kopacza właśnie Natan wziął odpowiedzialność na siebie i pewnie poprowadził drużynę do zwycięstwa. To występ, który zdecydowanie zasługuje na miejsce wśród najlepszej szóstki kolejki.

Co ciekawe, wiele bramek Natan zdobył po własnych przechwytach. Wielokrotnie odbierał piłkę rywalom i bezlitośnie wykorzystywał ich błędy, kończąc akcje strzałami do pustej bramki. I właśnie rozegranie z bramkarzem było tego dnia największym problemem Bulls. Zawodnicy często tracili piłkę przy budowaniu akcji od tyłu, a Ajaks potrafił to wykorzystać. Co więcej, gospodarze wielokrotnie byli dla nich łaskawi i nie wszystkie błędy kończyły się kolejnymi bramkami.

Na plus można oczywiście zapisać bramkę i asystę Vladyslawa Zhukova, jednak nie zmienia to faktu, że próby wykorzystywania bramkarza w rozegraniu przynosiły tego dnia więcej problemów niż korzyści. Mimo nieskuteczności tej taktyki Bulls długo pozostawało przy swoim pomyśle.

Po przerwie Ajaks spokojnie kontrolował spotkanie i jeszcze powiększył przewagę. Bulls próbował walczyć, ale na odwrócenie losów meczu było już zdecydowanie za późno.

W zwycięskiej drużynie warto wyróżnić również Adama Bogusza, autora hat-tricka i asysty, oraz Bartka Kozłowskiego, który dołożył 3 gole i asystę.

Ajaks odniósł bardzo pewne zwycięstwo i nadal pozostaje w walce o podium. Bulls czeka już ostatni mecz, który nie zmieni wiele w tabeli, ale z pewnością miło byłoby zakończyć sezon zwycięstwem.

Reklama