reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
ETERNIS CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

Relacje meczowe: 2 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
18:00

Starcie Ajaksu z Inferno II zapowiadało się niezwykle interesująco. Przed pierwszym gwizdkiem trudno było wskazać jednoznacznego faworyta. Z jednej strony stał świetnie zgrany Ajaks, od lat bazujący na kolektywie i wzajemnym zrozumieniu. Z drugiej – Inferno II, zespół dysponujący dużą jakością techniczną i zawodnikami potrafiącymi zrobić różnicę indywidualnymi akcjami.

Od pierwszych minut to jednak Ajaks sprawiał lepsze wrażenie. Gospodarze częściej wychodzili spod pressingu dzięki szybkiej grze z pierwszej piłki, cierpliwie budowali akcje i znacznie odważniej atakowali bramkę rywali. W ich poczynaniach było widać pomysł i pewność siebie, a kolejne składne wymiany podań coraz częściej otwierały drogę do sytuacji strzeleckich.

Na szczególne wyróżnienie zasłużył Bartek Kopacz, który po raz kolejny udowodnił, dlaczego jest jedną z największych gwiazd tej drużyny. Brał na siebie odpowiedzialność za rozegranie, nie bał się pojedynków jeden na jednego i swoimi odważnymi wejściami regularnie rozrywał defensywę Inferno II. To właśnie jego aktywność napędzała ofensywę Ajaksu i dawała kolegom więcej przestrzeni do gry.

Inferno II długo pozostawało jednak w meczu. Dzięki swojej technice i jakości indywidualnej potrafiło odpowiadać groźnymi akcjami, dlatego wynik przez długi czas pozostawał na styku, a losy spotkania były całkowicie otwarte.

To, co można było zaobserwować już od początku meczu, w pełni uwidoczniło się jednak po przerwie. Gdy emocje rosły z każdą minutą, Ajaks pokazał charakter i determinację. W kluczowych momentach gospodarze byli bardziej zdecydowani, wygrywali pojedynki i dosłownie wyrwali to zwycięstwo dzięki swojej ambicji oraz konsekwencji w realizacji planu.

Było to zwycięstwo zbudowane nie tylko na piłkarskiej jakości, ale przede wszystkim na zespołowości i woli walki. Ajaks udowodnił, że dobrze zgrany kolektyw potrafi przechylić szalę zwycięstwa nawet w starciu z rywalem dysponującym dużymi umiejętnościami technicznymi.

2
19:00

W normalnych okolicznościach starcie FSK Kolos z FK Almaz byłoby jednym z największych hitów 2. ligi. Tym razem jednak trudno było oczekiwać wyrównanego widowiska. Lider rozgrywek musiał bowiem zmierzyć się z ogromnymi problemami kadrowymi. W składzie zabrakło Olega Grabowskiego, Andrija Pavelki, Nazara Rusiaka, a przede wszystkim supersnajpera Pavla Paduka. Sytuacja była na tyle trudna, że Ruslan Khudyk musiał awaryjnie dopisać jednego zawodnika do kadry, aby zespół miał chociaż jednego rezerwowego. Biorąc pod uwagę wszystkie te absencje oraz fakt, że FK Almaz przyjechał w bardzo mocnym zestawieniu, nie mieliśmy większych wątpliwości, kto jest murowanym faworytem tego spotkania.

Od pierwszego gwizdka przewaga Almazu była wyraźnie widoczna. Goście całkowicie zdominowali wydarzenia na boisku i błyskawicznie zbudowali wysoką przewagę. Gdy po kilku minutach prowadzili już 5:0, emocje związane z końcowym rozstrzygnięciem praktycznie się skończyły. Pozostało jedynie pytanie, jak wysokim zwycięstwem zakończy się ten mecz.

Na szczęście dla widowiska Almaz nie wykorzystywał wszystkich swoich okazji, a Kolos potrafił odgryźć się rywalom. Duża w tym zasługa Volodymyra Grabowskiego, który napędzał ofensywę swojej drużyny. Dzięki temu gospodarze zdobyli jeszcze przed przerwą cztery bramki. Przy dziewięciu trafieniach przeciwników wynik 4:9 nie wyglądał jeszcze najgorzej.

Po zmianie stron Kolos nadal ambitnie walczył o jak najlepszy rezultat, jednak z każdą kolejną minutą coraz bardziej dawało o sobie znać zmęczenie wynikające z bardzo krótkiej ławki rezerwowych. To przełożyło się na kolejne stracone bramki, zwłaszcza w końcówce spotkania, gdy Almaz ponownie wrzucił wyższy bieg.

Ostatecznie FK Almaz zwyciężył aż 17:8, w efektowny sposób rehabilitując się za porażkę z FC Bulls i wracając do ścisłej ligowej czołówki. Z kolei FSK Kolos, mimo wysokiej przegranej, nadal pozostaje liderem tabeli. Co prawda jego przewaga nad rywalami wyraźnie się zmniejszyła, ale jeśli do składu wrócą wszyscy kluczowi zawodnicy, to o niedzielnej porażce bardzo szybko będzie można zapomnieć.

3
19:00

Bardzo gorące widowisko obejrzeliśmy w niedzielnym meczu pomiędzy MEYIS BR 2023 a Bulls. Na boisku nie brakowało ostrych starć, dyskusji, fauli, a w konsekwencji również kartek, w tym jednej czerwonej. Zawodnicy MEYIS obejrzeli aż trzy żółte kartki oraz czerwoną, natomiast po stronie Bulls sędzia pokazał jedną żółtą kartkę. Warto jednak dodać, że większość kartek została pokazana po jednym z ostrzejszych starć, a jedna z żółtych kartek była konsekwencją nieprawidłowo przeprowadzonej zmiany. Mimo wszystko nie da się ukryć, że emocji na boisku było aż nadto.

Być może wpływ na atmosferę miał również sam przebieg spotkania. Choć gra przez długi czas była dość wyrównana, przewaga Bulls na tablicy wyników była wyraźna. Zawodnicy w zielonych koszulkach cierpliwie budowali swoją przewagę i konsekwentnie realizowali plan na mecz. Do przerwy prowadzili już 3:0, a po zmianie stron podwyższyli wynik na 4:0. To właśnie wtedy napięcie na boisku wyraźnie wzrosło. Trzeba jednak oddać MEYIS, że mimo bardzo trudnej sytuacji nie złożyło broni. Końcówka spotkania należała już do zespołu w czerwonych koszulkach, który zdołał odrobić trzy bramki i sprawił, że ostatnie minuty były niezwykle emocjonujące. Do pełnego comebacku zabrakło jednak czasu.

W obu drużynach na pierwszy plan wysuwała się przede wszystkim gra zespołowa, jednak jeśli mielibyśmy wyróżnić po jednym zawodniku z każdej ekipy, to po stronie MEYIS byłby to Ferit Sen, autor jednej bramki, natomiast w Bulls świetne zawody rozegrał Ilya Grunchak, który zakończył mecz z dorobkiem bramki i asysty.

Bulls odniosło bardzo ważne zwycięstwo i pokazało, że również chce włączyć się do walki o podium. MEYIS będzie musiało jeszcze poczekać na pierwszą wygraną, jednak potencjału tej drużynie z pewnością nie brakuje. Piłkarsko obie ekipy zaprezentowały się naprawdę dobrze. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że w następnych kolejkach zobaczymy nieco mniej niepotrzebnych spięć i jeszcze więcej dobrej piłki.

4
21:00

Bardzo ważny mecz pomiędzy Husarią a Łowcami w kontekście walki o podium. Można śmiało powiedzieć, że było to spotkanie za sześć punktów. Obie drużyny przed tym starciem miały na swoim koncie po jednej porażce i dwóch zwycięstwach, dlatego stawka była naprawdę wysoka.

Jak można było się spodziewać, mecz był intensywny, wyrównany i pełen walki. O końcowym wyniku zadecydowały jednak pojedyncze momenty. W pierwszej połowie kluczową rolę odegrały dwa kosztowne błędy bramkarza Łowców, Vadyma Chornego. Trzeba przyznać, że bardzo często pomagał swojej drużynie w rozegraniu piłki, aktywnie uczestniczył w budowaniu akcji, a nawet sam próbował uderzeń na bramkę. Taki styl gry wiąże się jednak z ryzykiem, a tego dnia dwa błędy techniczne przy rozegraniu okazały się niezwykle kosztowne. Dwukrotnie piłkę przechwycił Jan Antoszkiewicz, który bezlitośnie wykorzystał oba prezenty. I właśnie te dwie sytuacje zrobiły różnicę. Mimo bardzo wyrównanej pierwszej połowy Husaria schodziła na przerwę z prowadzeniem 3:1.

Trzeba jednak oddać Vadymowi, że po zmianie stron próbował odkupić swoje błędy. Zdobył gola, a po jednym z jego mocnych uderzeń piłka zatrzymała się na obramowaniu bramki. To jednak nie wystarczyło, aby odwrócić losy spotkania.

Po stronie Husarii pojawił się natomiast prawdziwy joker. Franek Bożyczko dwukrotnie popisał się świetnymi indywidualnymi akcjami. Za każdym razem z łatwością mijał obrońców i bramkarza, a jego szybkość oraz technika nie pozostawiały rywalom żadnych szans.

Choć przez większość spotkania gra była bardzo wyrównana, to właśnie Husaria zachowała więcej spokoju i skuteczności w decydujących momentach. Dzięki temu zespół z Mokotowa odniósł pewne zwycięstwo i awansował na 2. miejsce w tabeli. Z pewnością nie będzie chciał go już oddać. Łowcy tracą obecnie trzy punkty do rywala, ale przed nami jeszcze trzy kolejki i można być pewnym, że zrobią wszystko, aby na koniec sezonu znaleźć się na podium.

Reklama