Sezon Lato 2026
Relacje meczowe: 2 Liga
Ajaks Warszawa przegrał z FSK Kolos 7:12. Obie drużyny postawiły na ofensywny futbol, dzięki czemu spotkanie było niezwykle widowiskowe.
Do przerwy prowadził Kolos 5:3. Mimo że Ajax starał się dotrzymywać kroku rywalom, zawodnicy z Ukrainy byli skuteczniejsi pod bramką i zasłużenie schodzili na przerwę z dwubramkową zaliczką. W drugiej połowie Kolos jeszcze bardziej podkręcił tempo i z dużą skutecznością wykorzystywał kolejne okazje. Ajax również potrafił odpowiedzieć trafieniami, jednak nie był w stanie odrobić strat. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Kolosu 12:7 (7:12 z perspektywy gospodarzy).
Bohaterem triumfatorów był Nazar Rusiak, który rozegrał fenomenalne zawody. Zdobył cztery bramki i zanotował trzy asysty, mając bezpośredni udział przy siedmiu trafieniach swojej drużyny. Na duże słowa uznania zasługuje także bramkarz Roman Korolevych. Wielokrotnie ratował swój zespół skutecznymi interwencjami i był pewnym punktem drużyny, szczególnie w momentach, gdy Ajax próbował wrócić do meczu.
Po stronie Ajaksu Warszawa zdecydowanie wyróżnił się Bartek Kopacz. Był liderem ofensywy gospodarzy, zdobył aż pięć bramek i dołożył jedną asystę, praktycznie w pojedynkę utrzymując swój zespół w walce o korzystny wynik.
Mimo ambitnej postawy Ajaksu to FSK Kolos okazał się zespołem skuteczniejszym i zasłużenie sięgnął po komplet trzech punktów.
Dla FC Bulls było to spotkanie ostatniej szansy. Dwie porażki w dwóch pierwszych kolejkach sprawiły, że kolejna wpadka praktycznie przekreśliłaby ich nadzieje na walkę o coś więcej w tegorocznej edycji Ligi Letniej. Zadanie było jednak wyjątkowo trudne, bo po drugiej stronie boiska stanął FK Almaz – zespół, który przed tą kolejką miał na swoim koncie komplet sześciu punktów i prezentował się znakomicie.
I gdy w pewnym momencie niedzielnego spotkania Almaz prowadził już 3:0, wydawało się, że nic nie jest w stanie zatrzymać go przed odniesieniem trzeciego zwycięstwa z rzędu. Tymczasem boisko napisało zupełnie szalony scenariusz.
Choć od pierwszych minut mecz był bardzo wyrównany, to bramki zdobywali wyłącznie zawodnicy Almazu. Kapitalne zawody rozgrywał przede wszystkim Pavel Klimianko, który zanotował trzy asysty i w dużej mierze odpowiadał za ofensywne poczynania swojej drużyny. Bulls również stwarzali sobie sytuacje, ale długo brakowało im skuteczności. Przełamanie przyszło dopiero pod koniec pierwszej połowy, kiedy niezwykle ważnego gola zdobył Vladislav Serheiev. Jak się później okazało, było to trafienie, które całkowicie odmieniło losy meczu.
Ta bramka dodała "Bykom" ogromnej pewności siebie. Na drugą połowę wyszli z zupełnie inną energią i od razu ruszyli do odrabiania strat. Chwilę po wznowieniu gry fantastycznym uderzeniem w samo okienko popisał się Ilya Grunchak, który ostatecznie został największym bohaterem tego widowiska. Kilka minut później ponownie spróbował szczęścia z dystansu. Zenek Michailyszyn odbił piłkę przed siebie, a najlepiej w polu karnym odnalazł się Ivan Markovych, doprowadzając do remisu. To jednak wciąż nie zadowalało Bulls, którzy wyraźnie poczuli krew. Niedługo później kolejnym świetnym strzałem z dystansu popisał się Konstantin Vesolovskyi. Piłka po drodze zaliczyła jeszcze rykoszet, całkowicie myląc bramkarza Almazu i lądując w siatce. W ciągu kilkunastu minut zespół, który przegrywał już 0:3, odwrócił losy spotkania i objął prowadzenie.
Od tego momentu Almaz kompletnie stracił kontrolę nad wydarzeniami na boisku. To, co zbudował w pierwszej połowie, rozsypało się niczym domek z kart. Co prawda przy wyniku 3:5 zawodnicy w zielonych koszulkach umieścili piłkę w bramce, jednak arbiter dopatrzył się nieprawidłowości i gola nie uznał. Chwilę później Bulls podwyższyli na 6:3 i stało się jasne, że gospodarze nie wypuszczą już tego zwycięstwa z rąk.
Ostatecznie ekipa Vladislava Zhukova zwyciężyła 8:4, fundując swoim rywalom bolesną lekcję i jeden z najbardziej efektownych comebacków tej kolejki. Trzeba jednak oddać zwycięzcom, że po przerwie weszli na poziom intensywności, determinacji i jakości, z którym Almaz nie potrafił sobie poradzić. Na osobne wyróżnienie zasłużył Ilya Grunchak. Trzy gole i trzy asysty w meczu o tak dużym ciężarze gatunkowym mówią same za siebie. Brawo!
W niedzielę zobaczyliśmy dwie zupełnie różne połowy w wykonaniu Łowców i Meyis BR 2023. Pierwsza była bardzo wyrównana, a lepiej prezentowali się w niej zawodnicy Łowców. To oni cały czas wychodzili na prowadzenie, jednak Meyis konsekwentnie podążał za rywalem, zmniejszając straty. Na boisku bardziej konkretni w ataku byli Łowcy, ale zaangażowaniem i ogromną wolą walki Meyis nadrabiał swoje braki. Co więcej, pod względem czysto piłkarskim również nie wyglądał gorzej od rywala i także starał się zagrozić bramce przeciwnika.
Druga połowa to już zupełnie inna historia. W drużynie Meyis jakby wyłączył się przełącznik energii. Pierwszą połowę przegrali zaledwie 2:4, natomiast druga zakończyła się wynikiem 1:5. Bramki dla Łowców zaczęły padać jedna za drugą, a rywal niestety nie wytrzymał tego naporu i z czasem opuścił ręce.
W składzie gospodarzy trzeba wyróżnić Artema Pavlika, który strzelił trzy bramki, oraz Platona Marchenko, mającego na swoim koncie dwa trafienia. Jeszcze ciekawiej wyglądał występ Marsela Tamoyana. Zdobył dwie bramki, z których jedną śmiało można nominować do Nagrody FIFA im. Ferenca Puskása. Do tego dołożył jedną asystę i obejrzał żółtą kartkę.
Podsumowując, było to pewne zwycięstwo Łowców, które przybliża ich do strefy medalowej. W przypadku Meyis nie wszystko wygląda już tak optymistycznie, ale jeśli zawodnicy będą grać tak jak w pierwszej połowie, z pewnością będą jeszcze w stanie powalczyć o dobre miejsc w tabeli.
Zdecydowanie nie takiego meczu spodziewaliśmy się na zakończenie niedzielnego dnia. Zapowiedź spotkania była bardzo obiecująca, ale zamiast emocjonującego starcia zobaczyliśmy bardzo jednostronne widowisko.
Gospodarze rozpoczęli mecz zaledwie z czterema zawodnikami z pola i wydawało się, że taki początek przesądzi o losach spotkania. Jak się jednak okazało, właśnie w tych trudnych momentach Inferno wyglądało wręcz najlepiej w całym meczu. Drużyna grała aktywnie, odważnie i walczyła na każdym fragmencie boiska. Kiedy jednak z opóźnieniem na plac gry dotarli pozostali zawodnicy zespołu, coś się załamało, a u Husarii przeciwnie – wszystko zaczęło działać. Bramka za bramką zawodnicy budowali swoją przewagę, która pod koniec pierwszej połowy była już bardzo wyraźna. Na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 6:0.
Początek drugiej połowy nie przyniósł większych zmian w obrazie gry. W pewnym momencie wynik wzrósł już do 10:0. Po tym Husaria nieco zwolniła tempo, a Inferno wręcz przeciwnie – zaczęło walczyć o honor. Dzięki temu końcówka spotkania była zdecydowanie bardziej wyrównana i przyniosła ostateczny wynik 13:4 na korzyść Husarii.
Być może przewaga w grze nie była aż tak ogromna, jak sugeruje wynik, ale Husaria zdecydowanie lepiej czuła się w fazie wykańczania akcji. Inferno natomiast w pewnym momencie straciło wiarę i opuściło ręce, co doprowadziło do tak wysokiej porażki.
Głównym architektem sukcesu Husarii został Jan Antoszkiewicz, autor ośmiu bramek i jednej asysty. To bardzo mocna kandydatura do tytułu najlepszego strzelca tej letniej edycji.
Mimo tego rezultatu walka o podium wciąż pozostaje otwarta dla obu drużyn. Husaria wysunęła się na prowadzenie w tym wyścigu, ale Inferno zdecydowanie nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa w 2. Lidze.







)
)
)
)
)
)
)