Sezon Lato 2026
Relacje meczowe: 1 Liga
Starcie godne najwyższej klasy rozgrywkowej! To, że w potyczce Hetmana z Warsaw Sinaloa wielu bramek nie uświadczyliśmy, absolutnie nie odejmowało uroku tej rywalizacji – mnóstwo koronkowych akcji, klasowe parady bramkarskie, soczyste strzały i walka do ostatnich minut. Wszystko to, czego kibicowi szóstek piłkarskich potrzeba, było tu podane jak na talerzu.
Zgodnie z oczekiwaniami, choć raczej nie w oczekiwany sposób, prowadzenie objęła Sinaloa. Piłkę spod nóg Łukasza Grzybowskiego wyłuskał kapitan gości, Grzegorz Himkowski, i po minięciu bramkarza wpakował ją do siatki. Hetman, pomimo znacznie skromniejszej kadry, walczył z rywalem jak równy z równym i ta zacna postawa została wkrótce nagrodzona. Niezwykłą precyzją przy podyktowanym rzucie wolnym wykazał się Arkadiusz Kibler, mierząc idealnie w prawy dolny róg bramki.
Gospodarze poszli za ciosem i tym razem zaskoczyli coraz bardziej sfrustrowanych oponentów długim podaniem od broniącego dostępu do bramki Wiktora Stankowskiego wprost na głowę wyskakującego zza pleców obrońców Szymona Oniszczuka. Na 2:1 mogło się jednak nie zakończyć, ale na szczęście dla Sinaloi na posterunku stał Igor Kasianik, który zanotował trzy absolutnie kapitalne interwencje. Tym samym podopieczni Daniela Władka schodzili na przerwę ze skromną, lecz w pełni zasłużoną i wywalczoną w pocie czoła zaliczką.
Po zmianie stron do głosu częściej dochodziła Sinaloa, lecz, pozazdrościwszy koledze po fachu wybitnych parad bramkarskich, Stankowski również wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności, chroniąc swój zespół przed stratą gola. Na ratunek gościom przyszedł, podobnie jak ich przeciwnikom w pierwszej połowie, stały fragment gry – „jedenastkę”, podyktowaną za wślizg Mikołaja Marczewskiego, ze stoickim spokojem wykorzystał Patryk Abbassi.
Wydawało się, że piłkarze w żółtych strojach mają Hetmana w garści, choć na skutek zbytniego egoizmu czy też fatalnego pudłowania z tablicy wyników wciąż nie znikał remis. Bohaterem Warsaw Sinaloa okazał się były piłkarz Hetmana, Kacper Urban, który na trzy minuty przed końcem meczu zdobył bramkę na 2:3 po sprytnym rozegraniu rzutu wolnego, a następnie sam posłał piłkę do mającego przed sobą pustą bramkę Damiana Sawickiego. Niestety, choć było naprawdę blisko, to na swoje premierowe zwycięstwo tego lata Hetman będzie musiał jeszcze trochę poczekać.
To spotkanie od początku dostarczyło sporo emocji, a przede wszystkim wielu bramek. Obie drużyny postawiły na ofensywną grę, a wynik zmieniał się niemal przez całe 50 minut.
Już w 5. minucie Budz otworzył wynik dla Kebavity. Inferno odpowiedziało minutę później – Kołomański doprowadził do wyrównania. W 9. minucie Budz ponownie znalazł drogę do bramki, tym razem po podaniu Lawrence’a, dając Kebavicie prowadzenie. Inferno nie zamierzało jednak odpuszczać. W 16. minucie Bartnicki doprowadził do wyrównania, a po przerwie zespół Igora Patkowskiego przejął inicjatywę. W 30. minucie Wielgat zdobył bramkę, a cztery minuty później Świeciński podwyższył prowadzenie Inferno. W 37. minucie Wielgat ponownie wpisał się na listę strzelców.
Kebavita odpowiedziała serią trafień. W 38. minucie Lawrence, a dwie minuty później Budz zdobyli kolejne bramki. W 45. minucie Lawrence skompletował dublet po podaniu Budza, dzięki czemu spotkanie ponownie zrobiło się bardzo wyrównane.
Końcówka należała jednak do Inferno. W 46. minucie Wielgat wykorzystał podanie Klocha i zdobył swoją kolejną bramkę. W 48. minucie Stanek również wpisał się na listę strzelców. Wynik spotkania w 49. minucie ustalił Kwena, zdobywając ostatnią bramkę dla Kebavity.
Inferno wygrało niezwykle ofensywne spotkanie. Obie drużyny do samego końca walczyły o korzystny rezultat. Kluczowa okazała się końcówka, w której Inferno zachowało więcej skuteczności i dowiozło zwycięstwo do ostatniego gwizdka.
Niby na kanale Disney XD przestali puszczać „Galactik Football” w 2013 roku, ale mecz rodem z tej francuskiej bajki mieliśmy przyjemność oglądać parę dni temu na boisku C. BM i Ternovitsia dosłownie zabawiły się w futbol jak z kreskówki. Można było się zastanawiać, czy to Snow Kids z planety Akillian znowu zużyli cały zapas fluxa na jeden mecz, aby wygrać z Shadowsami.
Bohaterami na sam koniec okazała się Ternovitsia, ale nie chciałbym, żeby Państwo zwracali uwagę wyłącznie na wynik. BM ze względu na czerwoną kartkę musiało radzić sobie bez jednego z kluczowych zawodników – Faizena Rahmatshoeva. Szybko też zaczęło tracić bramki. Nazar Rusiak, Pavel Paduk i Yaroslav Ilkiv urządzili sobie swawolną zabawę, prezentując wiele wariantów ofensywnych ataków. BM jednak zawzięcie goniło rywala i nie sposób odebrać mu ani hartu ducha, ani jakości piłkarskiej. Nie sposób też nie docenić Vladislava Zavarzy, który potrafił w pojedynkę rozmontowywać obronę ukraińskiej drużyny.
Na kogokolwiek by się jednak nie spojrzało, można było oczekiwać piłkarskich czarów. Z korzystnego wyniku korzystał Ilkiv, który w pewnym momencie zdecydował się zaprezentować zgromadzonym kibicom przerzucenie sobie piłki nad przeciwnikiem, nazywane rainbow flickiem. To naprawdę robiło wrażenie. Jako bezstronny obserwator po zakończonym meczu można było czuć smutek. Bo jak to? Tylko 50 minut miał trwać taki koncert piłkarski w wykonaniu dwóch jakościowych drużyn?
Ternovitsia wygrała ostatecznie 11:7 – nie dała się dogonić, utrzymując bezpieczną przewagę kilku bramek. Choć przy stanie 9:6 na ławkach zrobiło się naprawdę gorąco. Nieprzypadkowo jednak to właśnie zwycięzcy tej rywalizacji po trzech kolejkach mają komplet punktów i prowadzą w tabeli 1. ligi.
Niemniej jednak, jeśli pojawiłaby się taka opcja, składam formalny wniosek o powtórzenie tego meczu. Nie przez jakieś nieprawidłowości – po prostu chciałbym zobaczyć to jeszcze raz. „Galactik Football” to przecież dzieciństwo.







)
)
)
)
)
)