reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga

Relacje meczowe: 1 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
17:00

W pierwszej kolejce zarówno BM, jak i Q-Ice Warszawa wygrały swoje mecze, więc ich bezpośrednie starcie w 2. kolejce 1. ligi zapowiadało się na wyśmienite widowisko. Piłkarsko? Nie mamy zastrzeżeń. Zespoły szły łeb w łeb, na gola zaraz mieliśmy odpowiedź w postaci kolejnej bramki, a całość zakończyła się wynikiem na styku.

Zwycięskie okazało się BM, które zdobyło o jedną bramkę więcej. W rolę killera dla wygranych wcielił się Kiryl Semerenko, który przy swoim nazwisku w protokole zapisał hat-tricka. Był to klasyczny mecz w roli finishera, trochę jak Robert Lewandowski w czasach świetności w Bayernie Monachium. To on otworzył wynik strzałem z bliska po tym, jak pod jego nogi spadła piłka po błędzie defensora ekipy Q-Ice. Później trafił do pustej bramki, gdy rywale wyszli bardzo wysoko do rozegrania. Na 4:3 trafił natomiast, wykorzystując świetne podanie Oleha Blintsova.

Semerenko był skuteczny, jednak naszym zdaniem warto wyróżnić Faizena Rahmatshoeva. Zawodnik ten miał bardzo duży wkład w całą grę ekipy BM, sterując wszystkim od zaplecza. Zaczynał akcje spod własnej bramki, był dobry w odbiorze, a także umiał regulować tempo gry. Udało mu się nawet strzelić gola, którego sam sobie wypracował.

W ekipie Q-Ice wyróżniał się Denys Blank, który był jednoosobową armią, a w końcówce musiał nawet stanąć na bramce. Efekt? Hat-trick. To on dbał o to, aby jego ekipa pozostawała w grze. Przy pierwszym golu z gracją minął bramkarza, później huknął zza pola karnego błyskawicznie po świetnym zwodzie, a na koniec, już jako bramkarz, znów trafił z dystansu.

Niestety, chwilę po wyrównaniu na 4:4 Junior Bashiri zdobył zwycięską bramkę. Q-Ice nie odpowiedziało, choć świetną okazję do tego miał Łukasz Biel. W trudnym położeniu znalazł trochę miejsca, uderzył spod kolana, ale trafił w poprzeczkę. Blisko było remisu, ale ostatecznie to BM cieszyło się ze zwycięstwa po naprawdę piłkarskim meczu.

2
17:00

W drugiej kolejce Ligi Fanów naprzeciw siebie stanęły drużyny Hetman FC i FC Kebavita, które na inaugurację rozgrywek musiały uznać wyższość swoich rywali. Dla obu zespołów było to niezwykle ważne spotkanie – nie tylko okazja do rehabilitacji, lecz także szansa na złapanie kontaktu z czołówką tabeli.

Mecz od pierwszych minut toczył się w bardzo wysokim tempie. Obie ekipy wyszły na boisko pełne determinacji, chcąc jak najlepiej rozpocząć rywalizację. Inicjatywę jednak szybko przejęli goście, którzy narzucili swój styl gry i częściej utrzymywali się przy piłce. Mimo przewagi to gospodarze jako pierwsi zdobyli bramkę. Po szybkim kontrataku Hetmana skutecznym wykończeniem popisał się Filip Motyczyński, dając swojej drużynie prowadzenie.

Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Zespół prowadzony przez Buraka Cana błyskawicznie odpowiedział i już kilka chwil później doprowadził do wyrównania. Od tego momentu goście zaczęli dominować na boisku. Bardzo dobrze funkcjonowali w defensywie, skutecznie przerywając akcje rywali, a w ataku umiejętnie wykorzystywali grę przez silnego fizycznie napastnika, który świetnie radził sobie z grą tyłem do bramki. Kebavita z każdą minutą nabierała rozpędu, a jej skuteczność imponowała. Goście bezlitośnie wykorzystywali kolejne okazje strzeleckie, dzięki czemu na przerwę schodzili z wysokim prowadzeniem 8:2.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. To FC Kebavita nadal kontrolowała przebieg wydarzeń i nadawała ton rywalizacji. Wraz z upływem czasu spotkanie stawało się coraz bardziej otwarte, co przełożyło się na większą liczbę sytuacji pod obiema bramkami. Hetman zdołał zdobyć jeszcze kilka goli, jednak nie był w stanie zatrzymać rozpędzonych przeciwników.

Ostatecznie FC Kebavita odniosła efektowne zwycięstwo 15:6. Wynik w pełni odzwierciedla przebieg spotkania, w którym goście byli zespołem dojrzalszym, skuteczniejszym i lepiej zorganizowanym. Hetman FC po dwóch kolejkach pozostaje na ostatnim miejscu w tabeli. Z kolei Kebavita dopisuje pierwsze trzy punkty i zachowuje realne szanse na włączenie się do walki o ligowe medale.

3
19:00

Przed pierwszym gwizdkiem to Inferno było wskazywane jako zdecydowany faworyt tego spotkania. Z drugiej strony stanął jednak Comeback – zespół, który niejednokrotnie udowadniał, że potrafi być niezwykle niewygodnym rywalem. Waleczność, charakter i skuteczność pod bramką przeciwnika to znaki rozpoznawcze tej drużyny, dlatego mimo różnicy potencjału zapowiadało się bardzo ciekawe widowisko.

Pierwsza połowa przebiegała zgodnie z przewidywaniami. Inferno kontrolowało przebieg gry, spokojnie operowało piłką i umiejętnie regulowało tempo spotkania. Gospodarze nie forsowali wydarzeń, ale konsekwentnie budowali swoją przewagę, schodząc na przerwę z zasłużonym prowadzeniem 3:0. Po zmianie stron wszystko się jednak odmieniło...

Comeback wyszedł na boisko odmieniony, a sygnał do ataku dali Bilonozhko oraz Synkievich. To właśnie oni byli motorami napędowymi wielkiego powrotu swojej drużyny. Kolejne trafienia sprawiły, że przewaga Inferno zaczęła topnieć, aż w końcu na tablicy wyników pojawił się remis 4:4. Goście poczuli krew i uwierzyli, że mogą odebrać faworytowi komplet punktów.

Końcówka była prawdziwym widowiskiem. Comeback nacierał z ogromną wiarą, natomiast Inferno musiało wrzucić szósty bieg, aby nie wypuścić zwycięstwa z rąk. Gdy emocje sięgały zenitu, o losach meczu przesądziły charakter i piłkarska jakość. Szymański wziął na siebie odpowiedzialność w kluczowych momentach, a Piotrek Bartnicki po raz kolejny pokazał, jak wielką różnicę potrafi zrobić swoim spokojem i umiejętnościami. To właśnie dzięki dwóm znakomitym akcjom tej dwójki Inferno zdołało przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę i zamknąć mecz tuż przed końcowym gwizdkiem.

Obie drużyny stworzyły widowisko, które do samego końca trzymało w napięciu, a na szczególne uznanie zasługuje również wzajemny sportowy szacunek zawodników. Takie mecze aż chce się oglądać!

4
20:00

W drugiej kolejce na najwyższym szczeblu Ligi Letniej naprzeciw siebie stanęły zespoły Warsaw Sinaloa i Ternovitsii, które na inaugurację sezonu sięgnęły po komplet punktów. Wszystko wskazywało więc na wyrównane widowisko i dokładnie takie otrzymaliśmy.

Choć aura nie rozpieszczała, a przez całe spotkanie nad boiskiem padał intensywny deszcz, emocji nie brakowało. Obie drużyny stworzyły wiele sytuacji bramkowych, a gra toczyła się w szybkim tempie, z akcjami przenoszącymi się raz pod jedną, raz pod drugą bramkę.

Jako pierwsi cios zadali goście. Serhii Romanovskyi wykorzystał podanie od Ruslana Romanovskyiego i dał Ternovitsii prowadzenie. Mimo straconego gola zawodnicy Warsaw Sinaloa nie zamierzali odpuszczać i coraz śmielej atakowali bramkę rywali. W międzyczasie sytuacja gości skomplikowała się, gdy strzelec pierwszej bramki obejrzał dwie żółte kartki i musiał opuścić boisko, pozostawiając swój zespół na kilka minut w osłabieniu. Po wielu staraniach gospodarze w końcu wykorzystali swoją szansę. Patryk Abbassi zachował zimną krew pod bramką rywali i doprowadził do wyrównania. Do przerwy widniał remis 1:1, który doskonale odzwierciedlał przebieg pierwszej części spotkania.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Nadal oglądaliśmy zaciętą i wyrównaną rywalizację, stojącą na bardzo wysokim poziomie. Tym razem to Warsaw Sinaloa jako pierwsza wyszła na prowadzenie. Po raz drugi na listę strzelców wpisał się Patryk Abbassi, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie 2:1. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Zaledwie chwilę później odpowiedział Oleksander Liakhiv, który skutecznym wykończeniem akcji ponownie doprowadził do remisu. Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się sprawiedliwym podziałem punktów, Ternovitsia zadała decydujący cios. W ostatniej akcji meczu Volodymyr Hrydoviy znalazł drogę do siatki i zapewnił swojej drużynie niezwykle cenne zwycięstwo.

Niewątpliwie obie drużyny zasługują na słowa uznania za determinację, jakość gry i walkę do ostatnich sekund. Ostatecznie komplet punktów trafił na konto Ternovitsii, ale zarówno zwycięzcy, jak i pokonani pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.

Reklama