Raport - Kolejka 1, 2026-07-12 20:00
Meczycho. Tak spokojnie możemy określić to, co wydarzyło się w batalii między Inferno Team II a Almazem. Faworyta nawet nie próbowaliśmy tutaj szukać, bo patrząc na skład Inferno, trudno było wyrokować, kto ostatecznie pojawi się na AWF-ie. Finalnie okazało się, że tuż przed meczem do ekipy dołączyło jeszcze... trzech zawodników. Dla Almazu był to z kolei powrót na łono Ligi Fanów i byliśmy przekonani, że zrobią wszystko, by ten wypadł okazale. I byli tego bardzo blisko, ale wszystko – na własne życzenie – zaprzepaścili.
Zacznijmy jednak od początku. Premierowe fragmenty należały do Almazu. Szybko potwierdził to pierwszy gol dla ekipy z Ukrainy, ale Inferno powoli zaczęło się rozkręcać. Tego zresztą należało się spodziewać, bo nie mieliśmy nawet pewności, czy wszyscy zawodnicy na boisku i ławce rezerwowych dobrze się znają, ale ta maszyna musiała w końcu wrzucić wyższy bieg. Pomogli w tym sami gracze Almazu, którzy zaczęli stosować grę z wysoko wysuniętym bramkarzem i narobili sobie problemów. Najpierw doszło do wyrównania, potem błąd Almazu strzałem do pustej bramki wykorzystał Adam Woźniak, a chwilę później przyszła kolejna pomyłka, którą Inferno również bezlitośnie zamieniło na gola. W pewnym momencie Inferno prowadziło nawet 4:1, lecz rywale nie zamierzali się poddawać. Zmniejszyli nieco straty jeszcze przed przerwą i wlali w siebie trochę optymizmu przed drugą częścią spotkania.
A finałowe 25 minut rozpoczęli naprawdę z wysokiego C. Bardziej zdecydowana gra przyniosła konkretne efekty i lada moment mieliśmy już remis 4:4. Potem nominalni gospodarze sprokurowali rzut karny, który na gola zamienił Andrii Panasiuk. Mecz zaczął wymykać się Inferno spod kontroli, a na domiar złego przy stanie 4:5 rzutu karnego dla swojej drużyny nie wykorzystał Jakub Komendołowicz, którego intencje świetnie wyczuł Eduard Vakhidov.
Dokładając do tego fakt, że Almaz chwilę później podwyższył prowadzenie i odskoczył już na dwie bramki, powoli zaczęliśmy przyzwyczajać się do myśli, że to ekipa ze Wschodu zgarnie całą pulę. Tym bardziej że Inferno musiało postawić wszystko na jedną kartę, co było jasnym sygnałem, że Almaz będzie miał swoje okazje, głównie z kontrataków. I miał, ale nie potrafił ich wykorzystać. To się zemściło.
Rywale zdobyli najpierw gola kontaktowego, a potem po strzale Huberta Suski piłka zaliczyła paskudny rykoszet, który nie dał żadnych szans na interwencję bramkarzowi Almazu. Do końca spotkania pozostawało jeszcze kilka minut i zastanawialiśmy się, czy którejś z ekip uda się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Inferno było w natarciu, a bardzo aktywny był Jakub Komendołowicz, któremu szalenie zależało na rehabilitacji za niewykorzystany rzut karny. I chociaż momentami można było odnieść wrażenie, że za dużo chce robić sam, to właśnie on miał na nodze piłkę wartą trzy punkty. Trafił jednak w słupek i ta kapitalna potyczka zakończyła się podziałem punktów.
Jedni i drudzy mogą po tym meczu odczuwać niedosyt, chociaż biorąc pod uwagę, że Almaz prowadził i miał sporo okazji, by to spotkanie zamknąć, to właśnie oni chyba opuszczali Arenę AWF bardziej rozgoryczeni. Dodajmy, że spora w tym zasługa bramkarza Inferno, Łukasza Wardy, bez którego ten efektowny comeback Inferno w końcówce nie miałby prawa się wydarzyć.
Więcej informacji
Bramka stracona
Żółta kartka
Czerwona kartka
SuperStar
6 - kolejki
Asysta
MVP
Samobój
Przestrzelony karny
Kanadyjczyk
Niebieska Kartka
Rzut karny
Obrona karnego
Walkower
| Data spotkania | 2026-07-12 20:00 |
|---|---|
| Boisko | Arena AWF |






