reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga

Relacje meczowe: 8 Liga

ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
13:00

I Szereg i FC Śmietanka rozpoczęły Ligę Letnią od wyraźnego falstartu. Obie ekipy przegrały na inaugurację różnicą aż siedmiu bramek, dlatego bezpośrednie starcie było czymś więcej niż tylko walką o pierwsze punkty. To była przede wszystkim szansa, by zatrzeć niekorzystne wrażenie po pierwszej kolejce i odbudować morale.

Za faworyta uchodził Szereg, choć już przed pierwszym gwizdkiem jego sytuacja się skomplikowała. Zespół rozpoczął mecz bez zawodników rezerwowych, co przy panującym upale mogło mieć ogromne znaczenie. FC Śmietanka takich problemów kadrowych nie miała, ale zmagała się z inną, dobrze sobie znaną przypadłością – seryjnie marnowała wypracowane sytuacje. Pierwsza połowa była najlepszym potwierdzeniem tej tezy. Śmietanka stworzyła sobie kilka znakomitych okazji. Sam na sam z bramkarzem znalazł się Adrian Wiączyk, w słupek trafił Oskar Kuhn, lecz piłka ani razu nie znalazła drogi do siatki. Zamiast prowadzenia przyszła brutalna kara. Wynik otworzył pechowy gol samobójczy Bartka Niemyjskiego. O ile jednak przy pierwszej bramce Szeregowi dopisało szczęście, o tyle przy drugiej nie było już przypadku – świetną akcję wykończył Janek Mitrowski i zrobiło się 2:0.

Śmietanka bardzo szybko znalazła się w niezwykle trudnym położeniu. Gdy pod koniec pierwszej połowy rzutu karnego nie wykorzystał Maciej Racinowski, którego strzał kapitalnie obronił Jakub Wojno, wydawało się, że gospodarze nie będą już w stanie wrócić do gry. Los bywa jednak przewrotny. Chwilę później ten sam zawodnik zrehabilitował się w najlepszy możliwy sposób – tuż przed przerwą popisał się kapitalnym strzałem i zmniejszył straty do jednego gola.

Bramka zdobyta do szatni miała dodać Śmietance energii, choć początek drugiej połowy był zdecydowanie spokojniejszy, niż można było się spodziewać. Z czasem spotkanie znów nabrało jednak rumieńców. W 35. minucie Szereg zmarnował znakomitą okazję. Bogdan Bańkowski zamiast dograć do lepiej ustawionego Jakuba Myszóra, zdecydował się na strzał, który pozostawiał wiele do życzenia. Niewykorzystana szansa szybko się zemściła – po akcji Oskara Kuhna Śmietanka doprowadziła do wyrównania. W tym momencie było już widać, że zawodnicy Szeregu są blisko fizycznych granic. Co prawda w trakcie meczu dojechał jeszcze jeden zmiennik, ale piekielny upał robił swoje. W takich chwilach warto jednak mieć w składzie Janka Mitrowskiego. Po wrzucie z autu znakomicie odnalazł się w polu karnym i efektownym uderzeniem głową ponownie wyprowadził Homogenizowanych na prowadzenie.

Śmietanka po raz kolejny musiała gonić wynik i ponownie zrobiła to skutecznie. Tym razem do siatki trafił Adrian Wiączyk. W końcówce obie drużyny miały jeszcze swoje okazje, lecz żadna z nich nie zdołała przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę.

Ostatecznie padł remis 3:3. To był naprawdę dobry, żywy mecz, pełen sytuacji podbramkowych i zwrotów akcji. Choć więcej okazji stworzyła sobie Śmietanka, podział punktów trudno uznać za niesprawiedliwy. I być może nawet lepiej, że wysiłek włożony przez obie drużyny w niezwykle wymagających warunkach został nagrodzony przynajmniej jednym punktem dla każdej z nich.

2
14:00

Niby łączy ich liga – konkretnie ósma. Na boisku B spotkały się jednak dwa światy. Z jednej strony faworyt, czyli Yug.Bud, który nie zna słowa „litość”. Z drugiej Lisy bez Polisy, które nie mają łatwego wejścia w sezon. Tydzień temu uległy 10:3 Luminie, teraz przegrały 13:2 ze wspomnianym Yug.Budem.

Według prawa lisy nie są gatunkiem chronionym, jednak obowiązują na nie okresy ochronne. Na Leśnym Forum Dyskusyjnym możemy przeczytać, że „od 1 kwietnia do 31 maja lisy są objęte ścisłą ochroną”. W niedzielę był 19 lipca, a na polowanie zdecydował się Volodymyr Kharin. No nie było na niego mocnych. Osiem z trzynastu bramek dla Yug.Budu było jego autorstwa, a przy dwóch kolejnych zanotował asysty. Na początku meczu napastnik był oszczędny w środkach, ale z czasem się rozkręcał. Zaczął od wykorzystania błędu defensora, później trafił z bliska do pustej bramki, a następnie zaczął dokładać do swojej gry także niekonwencjonalne zagrania piętą czy bardziej zespołowe akcje zakończone bramkami. Lisy bez Polisy wyraźnie w tym meczu odpuściły bronienie, bo Yug.Bud tworzył sobie sytuacje z niesłychaną łatwością. Gola strzelił nawet Nazar Dydchik, który po wejściu zdążył zmarnować ze trzy doskonałe okazje.

Ozdoba spotkania należała jednak do przegranych. Miłosz Tabaka ustawił piłkę i wznowił grę z piątki. Wiatr chyba nie był aż taki, żeby wydatnie pomóc, ale futbolówka przeleciała całe boisko i wpadła pod poprzeczkę. To tak na osłodę.

3
15:00

Choć po pierwszej połowie starcia Interu z Luminą wydawało się, że gospodarze pewnie zmierzają po komplet punktów, druga odsłona przyniosła całkowitą zmianę obrazu gry i zakończyła się sprawiedliwym podziałem punktów.

Od pierwszego gwizdka to Inter przejął inicjatywę i narzucił rywalom swoje tempo. Gospodarze częściej utrzymywali się przy piłce, kreowali kolejne sytuacje podbramkowe i skutecznie znajdowali sposób na pokonanie bramkarza Luminy. Dwa trafienia przed przerwą sprawiły, że Inter schodził do szatni z komfortowym prowadzeniem 2:0. Nic nie wskazywało na to, że losy tego spotkania mogą się jeszcze odwrócić – gospodarze sprawiali wrażenie zespołu, który ma mecz pod pełną kontrolą.

Po zmianie stron wszystko wyglądało jednak zupełnie inaczej. Lumina wyszła na drugą połowę zdecydowanie bardziej zmotywowana i już chwilę po wznowieniu gry zdobyła bramkę kontaktową, błyskawicznie zmniejszając straty do jednego gola. Inter nie zamierzał jednak oddawać inicjatywy i szybko odpowiedział kolejnym trafieniem, ponownie budując dwubramkową przewagę. Przy stanie 3:1 wydawało się, że gospodarze ponownie przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku i są już bardzo blisko zwycięstwa.

Goście pokazali jednak ogromny charakter i nie zamierzali składać broni. Z każdą kolejną minutą coraz odważniej atakowali, zmuszając Inter do gry we własnym polu karnym. Ich determinacja została nagrodzona, gdy sędzia podyktował rzut karny. Pewnie wykonana „jedenastka” pozwoliła Luminie złapać kontakt i sprawiła, że końcówka meczu zapowiadała się niezwykle emocjonująco.

Ostatnie minuty były prawdziwą wymianą ciosów. Lumina nie przestawała naciskać i walczyła o każdą piłkę, wierząc, że jest jeszcze w stanie urwać rywalom punkty. Ta wiara została wynagrodzona, gdy goście zdobyli trzecią bramkę, doprowadzając do remisu 3:3. Inter, mimo świetnej pierwszej połowy i dwukrotnego wypracowania sobie bezpiecznej przewagi, nie zdołał dowieźć zwycięstwa do końcowego gwizdka.

Remis można uznać za rezultat, który najlepiej oddaje przebieg całego spotkania. Inter był zdecydowanie lepszy w pierwszej części meczu, natomiast Lumina pokazała ogromną determinację, charakter i wolę walki, odrabiając straty aż do ostatnich minut.

4
20:00

Jak zamykać nierozpieszczający pogodowo dzień, to właśnie takim meczem. W strugach deszczu zagrali ze sobą gracze Heavyweight Heroes i NieDzielni. Scenariusz tego meczu był dość ciekawy – NieDzielni dość szybko zbudowali sobie pewną przewagę, aby później prawie wszystko roztrwonić. Z 4:1 zrobiło się 5:4, a namoknięta nawierzchnia mogła sprawić, że Heavyweight Heroes mogliby doprowadzić do remontady.

NieDzielni mieli jednak zawodnika, który gwarantuje jakość, liczby i przyjemność z oglądania jego poczynań. Damian Lada został przez nas zresztą wyróżniony tytułem MVP całej kolejki 8. ligi. Nie stało się to przecież przypadkowo. Trzy gole i asysta to świetny dorobek, ale aby docenić jego grę, trzeba było to oglądać. Lada wchodził w pojedynki jeden na jednego i uderzał z dystansu, jakby nigdy w juniorach trener go nie rugał za samowolkę i grę pod siebie. Dwa razy ładnie trafił zza pola karnego, ale tu poszedł śladami swojego kolegi. Do bramki Krzysztofa Wiśniewskiego już po paru minutach z daleka przymierzył Daniel Czekaj. Ogólnie dużo pracy miał Wiśniewski, bo NieDzielni sunęli na jego bramkę jak Ruscy na Berlin w 1945 roku.

Piłkarze Heavyweight Heroes się irytowali, aż wreszcie zaczęli grać. Trio Mateusza – Piątek, Stępień i Zachowicz, a także Marek Malenka zadbali o to, aby emocje w tym meczu nie skończyły się przy prowadzeniu NieDzielnych. Ci jednak grali nieźle w obronie, przez co nie udało się doprowadzić do remisu. Zmęczenie też dawało się we znaki, przez co rywale sukcesywnie odbudowywali swoje prowadzenie. Ostatecznie NieDzielni dołożyli gole Przemka Sosnowskiego oraz dublet Mateusza Niewiadomego i dość pewnie dopisali sobie trzy punkty – premierowe w letniej edycji Decathlon Ligi Fanów.

Reklama