EXPLO TEAM ZWYCIĘZCĄ PUCHARU FANÓW 2025!
Już o ósmej rano, kiedy sen ciążył jeszcze na powiekach, kiedy skutki zeszło nocnej libacji wciąż dudniły w głowie (niech pierwszy rzuci kamieniem, wróć, piłką Select, kto w życiu tego nie zażył), na murawę obiektów AWF wyszli pierwsi piłkarscy herosi. Powód? Gramy 11 edycję PUCHARU FANÓW! jako, iż do omówienia mamy aż 212 meczów, to nie ma co zwlekać i przedłużać, tylko lotem błyskawicy brać się za naszą lekturę. Zapraszamy, na początku na krótkie podsumowanie wszystkich 16 grup (od A do P), które rozgrywały swoje mecze od 8:00 do 18:15 aby później podsumować jeszcze wszystkie spotkania fazy pucharowej. Zapinamy pasy, otwieramy piwko i czytamy!
Wyniki Turnieju
https://ligafanow.pl/puchar/live?id=27
Galeria zdjęć drużynowych
Galeria zdjęć z gry vol.1
Galeria zdjęć z gry vol.2
GRUPA A
Do rodziny Ligi Fanów dołączył nowy zespół, ukraińskie FC Łowcy, Panowie chcieli z nowymi rozgrywkami przywitać się najlepiej, jak tylko umieli i... i to zrobili w świetnym stylu! Na dzień dobry zdobywając komplet dwunastu punktów. Ba! Oni nawet bramki w grupie nie stracili, a ich wyniki to imponujące 5:0, 4:0, 3:0 oraz 1:0. Co za wejście z przytupem, pozamiatali! Ale premiowane awansem było również drugie miejsce, kto je zgarnął? Piątoligowemu Hetmanowi wylosowało się najgorzej: nie dość, że ósma rano, to jeszcze z turbo silnymi Łowcami na start. Efekt? Przykre 0:3 w papę, ale na pocieszenie: najgorsze pozostawili o tej ósmej z minutami, potem było już tylko lepiej. Co więcej, chyba zarazili się genem łatwego wygrywania od swoich oprawców, bo następnych rywali odprawili równie skutecznie, co Łowcy, czytaj: 5:0, 3:0 i 2:0. Bezproblemowo wicelider piątej dywizji Ligi Fanów tym samym wywalczył sobie prawo udziału w Fazie Pucharowej.
Trzy następne, nie premiowane awansem miejsca, zajęli kolejno: Synowie Księdza (14 liga), Bartolini Pasta (5 liga) oraz Q-Ice Warszawa (7 liga). Dwa pierwsze zespoły zdobyły po cztery punkty, ogrywając Q-Ice, pierwsi 5:2, drudzy 5:0, zaś między sobą zremisowali 1:1. Niestety Q-Ice tym razem nie zdobyło ani punktu, ale jako że tę drużynę znamy dość dobrze ze zmagań z siódmej ligi, wiemy, że Panowie potrzebują czasu, aby się rozkręcić i wejść na właściwie tory. W lidze bowiem przegrali pierwszych sześć meczów, by w kolejce 7, 8 i 9 zainkasować aż 7 na 9 punktów. Niestety tu po czterech grupowych meczach zabawa się zakończyła. Może następny razem?
1. FC Łowcy, 12 PKT.
2. FC Hetman, 9 PKT.
3. Synowie Księdza, 4 PKT.
4. Bartolini Pasta, 4 PKT.
5. Q-Ice Warszawa, 0 PKT.
GRUPA B
Zmagania w grupie B, C i D również swoje zmagania zaczęli już o ósmej rano. Kto w tych warunkach odnalazł się najlepiej? Grupę zdominował kolejny ukraiński zespół (siłą rzeczy, ale o tym zaraz), tym razem jednak nie FC Łowcy, a Bad Boy UA, którzy zgromadzili aż 9 na 12 punktów, tylko raz dali się zaskoczyć przegrywając w meczu 1:2 z drużyną Radon, która – wyprzedzając fakty – zajęła drugie miejsce w tej grupie. Wróćmy jednak jeszcze na chwilę do Złych Chłopców, którzy faktycznie zaczęli "jak źli" a o ich gniewie na własnej skórze doświadczyli gracze BM i Dnipro United dostając na po tyle samo, czyli po 0:3. Tu się na chwilę zatrzymajmy, bo jak sami widzicie, drużyn z Ukrainy w tej grupie było na pięć... pięć. Cała piątka, czyli Bad Boys UA, Radon, Force Fusioion, FC Dnipro oraz BM to drużyny zza wschodniej granicy. Ustaliliśmy już, że najlepszy z nich okazał się BB UA, a jak poszło drugiej ekipie, która przeszła do dalszej fazy?
Pierwszy swój mecz z Force Fusioion zremisowali bezbramkowo 0:0, więc bez animuszu, ale wszak tak z rańca celowniki mogą być jeszcze rozstrojone i to jest usprawiedliwione. Potem, kiedy chłopcy się rozbudzili, przyszły trzy zwycięstwa: z BM 1:0, z BB UA 2:1 oraz z Dnipro 2:0. Efekt? Sami czytaliście: gra wieczorem w fazie pucharowej! Choć do samego końca nie było to jednak aż tak pewne, gdyż tyle samo punktów zebrało Force Fusioion. Zadecydowała finalnie jedna bramka stracona więcej... FF choć zagrało świetny turniej, musiało się z nim pożegnać. Piłka nie zawsze bywa sprawiedliwa.
Dnipro, czyli czwarty zespół tej grupy po falstarcie, kiedy w dwóch pierwszych meczach dwa razy schodził z boiska na tarczy, w dwóch kolejnych z tą tarczą dumnie dzierżoną w dłoni powrócił. Niestety - sześć punktów w tym przypadku okazało się zbyt słabym wynikiem, aby awansować - ale z pewnością wstydu nie było! Inaczej rzecz się ma z drużyną BM, rewelacją III dywizji Ligi Fanów na jesieni, którą mogliśmy na równi z Bad Boys UA uważać za faworyta tej grupy. Tymczasem gracze BM nie wywalczyli choćby punktu, z każdym co prawda przegrywając nieznaczenie, ale jednak, przegrywając. To z pewnością nie był dobry turniej w wykonaniu tej ekipy, ale na ich pocieszenie: zaraz wróci III LF, a tam mogą z wypiętą klatą kroczyć bo boiskach AWF.
1. Bad Boys UA, 9 PKT.
2. Radon, 7 PKT.
3. Force Fusioion, 7 PKT.
4. FC Dnipro United, 6 PKT.
5. BM, 0 PKT.

GRUPA C
Nie każdy jeszcze ich zna, a powinien! W światku piłki nożnej sześcioosobowej, co prawda nie wiemy, czy możemy rzec że rośnie nowa potęga, te słowa może byłyby nieco na wyrost, ale na pewno rośnie ekipa, która zasługuje na uwagę. Swoją jakością w tak młodym wieku przykuwa zainteresowanie. Mowa rzecz jasna o Galaktycznym Patrolu. Chłopcy, bo patrząc w metrykę, o graczach Kuby Sidora tak jeszcze należy mówić (inaczej się to ma gdyby patrzeć przez pryzmat piłkarski, wtedy już powoli panowie piłkarze) totalnie rozgromili grupę C robiąc komplet 12 z 12 punktów i to z fantastycznym bilansem bramkowym ośmiu goli na plusie. Choć tu mała adnotacja: bilans ten został nakręcony szczególnie podczas pierwszego meczu z 14-ligowym Cockpit Country, a w następnych trzech meczach zawsze była stykówka i nerwówka 1:0, 2:1 i znów 2:1. Kto jednak o tym za jakiś czas będzie pamiętał? Brawo Panowie! Drugą siłą tej ligi okazali się zawodnicy Gramy Czasami, czyli totalne przeciwieństwo tych pierwszych. Znaczy, z pewnością niemniej utalentowani, ale co chodzi o wiek - inny biegun. Doświadczony, wieloletni uczestnik Ligi Bemowskiej to stare wyjadacze, które wiedzą "co jest pięć" (choć akurat tego zwrotu mogą nie znać). Wróćmy jednak stricte do piłki. Oprócz minimalnej porażki z Galaktycznymi 1:2, pozostałe trzy mecze to dwa razy po 1:0 oraz jedno pewne 4:1. O dziwo najłatwiej poszło z tymi teoretycznie po GP drugimi z najcięższych, czyli Tonie Majami, zaś w meczu z outsiderami tej grupy nie udało się wbić więcej, niż jednej bramki, a co za tym idzie podrasować bilansu. Kluczowe jednakże okazało się jakże cenne i przekonywujące zwycięstwo z Tonie Majami, które zagwarantowało grę na wieczór w Fazie Pucharowej!
Tonie Majami, czyli niepokonana ekipa piątej ligi na jesieni w Lidze Fanów mogła sobie śmiało ostrzyć zęby na Puchar Ligi Fanów. Ich wyniki od września do końca roku 2024 przeświadczyły nas o tym, iż przypadkowa ekipa, to to z całą pewnością nie jest. Pech chciał, że ToNie piąta liga i sparowało ich z dwoma innymi potentatami, a w bezpośrednich starciach gracze Flamingów okazali się bezsilni, przegrywając 0:1 i 1:4, co zamknęło im furtkę z napisem "Jedna Szesnasta - Zapraszamy - Proszę Wejść". Także jeśli nie teraz, to może następnym razem? Na pewno ten team jeszcze ma dużo dobrego przed sobą! Serwisanci oraz Cockpit Country osiedli na dnie grupy C i już się stamtąd nie wykaraskali. Ci pierwsi jednak dzięki zwycięstwu 2:1 w bezpośredniej batalii, przeskoczyli Cockpit, który dość sensacyjnie, na do widzenia, zdołał jeszcze uciułać jeden punkt remisując 0:0 z Tonie Majami, co jak na czternastoligowca w starciu z liderem piątej ligi jest bardzo dobrym wynikiem. Tym samym nikt w tej grupie nie skończył z zerowym dorobkiem punktowym.
1. Galaktyczny Patrol, 12 PKT.
2. Gramy Czasami, 9 PKT.
3. Tonie Majami, 4 PKT.
4. Serwisanci, 3 PKT.
5. Cockpit Country, 1 PKT.
GRUPA D
I szybciutko meldujemy się w ostatniej z grup szaleńców, co to o ósmej rano już się zrywają, ażeby haratać w gałe. Tu naprawdę pełen szacunek, wstać jeszcze pewnie przed siódmą, by już o ósmej raczyć nas swoimi skillami bądź ich niedostatkami, to trzeba być pasjonatem z krwi i kości. Przejdźmy już jednak do konkretów. Najlepiej tak, jak zrobiło to Los Argentinos. Latynoska krew? Być może, ale z pewnością też styl, jak aktualnych mistrzów świata. Dziesięć na dwanaście punktów, kolejno 2:0, 5:0, 1:0 i patrząc z perspektywy czasu dość sensacyjne 1:1 z przedostatnim w grupie WSNT. Miło, sprawnie, dzień dobry i do zobaczenia po osiemnastej na pucharowej. Pierwsze miejsce mamy więc już ustalone. A kto tuż za nimi podążył, jak cień? Ano medalista z ubiegłorocznej kampanii, kto jak nie oni, Pajda Chleba! Jedno potknięcie, z wyżej wymienionym Los Argentinos, a poza tym zielono... zielono od zwycięstw, konkretnie trzech: 6:0, 2:0, 2:1. I to ten ostatni wynik okazał się kluczowy, gdyż było to bezpośrednie starcie o drugą lokatę między starymi (sorry Panowie) wygami, czyli Pajdą Chleba a Żołądkami Warszawa (cokolwiek ta nazwa ma oznaczać), ubiegłoroczne srebrni medaliści wygrywając to spotkanie zakwalifikowali się do gry dalej.
Niestety dla Żołądków Warszawa w tym meczu trzeba było się obejść - notabene lub o ironio - smakiem zwycięstwa, a to, w połączeniu z porażką z Los Argentinos sprawiło, iż zabawa dobiegła końca na poziomie fazy grupowej. Na osłodę przyszły dwa pozostałe mecze i pewne zwycięstwa: 3:0 i 2:0. Pierwsze koty za płoty, a za rok wynik będzie z pewnością lepszy... Czwarte miejsce w grupie D zajął zespół Więcej Sprzętu Niż Talentu gromadząc cztery punkty, raz wygrywając z Nieuchwytnymi oraz raz remisując, dość niespodziewanie, z zwycięzcą grupy, Los Argentinos. Zespół WSNT do swojej nazwy powinien dopisać też Więcej Punktów Niż Nieuchwytni, którzy z blankiem zero punktów zakończyli rywalizację w niedzielne przedpołudnie. Wynik rozczarowujący? Pewnie tak, ale ten team po prostu lubi się spotkać by razem pograć, a wyniki? Wyniki są przereklamowane!
1. Los Argentinos, 10 PKT.
2. Pajda Chleba, 9 PKT.
3. Żołądek Warszawa, 6 PKT.
4. Więcej Sprzętu Niż Talentu, 4 PKT.
5. Nieuchwytni, 0 PKT.

GRUPA E
Kiedy mowa była o ewentualnych faworytach w pierwszym szeregu, rzecz jasna, obligatoryjnie zostać musiał wymieniony ukraiński Sirius, rewelacja nie tylko II dywizji Ligi Fanów, ale i całej ligi. Jedyny zespół z kompletem zwycięstw na jesieni. W drugim rzędzie? Ok, pewnie Ternovitsia lub Zoria, znane nam kolejno z 2 i 3 dywizji Ligi Fanów. A tymczasem ni stąd ni zowąd prym w tej grupie (znów całej ukraińskiej!) od początku do końca wiódł FC Telegi, które nie przegrało ani razu. Dwa razy remisując na start wpierw z Zorią 2:2, a następnie z Siriusem 0:0, potem dwa razy wygrywając 2:0 z Ternovitsią oraz 2:1 z Qlevel. Sensacja stała się faktem, a świetnie postawa tego zespołu zaprocentowała pierwszym miejscem. Drugi Sirius zagrał równie, dobrze, lecz przegrał na bramki: konkretnie o dwie. I tak samo jak Telegi w grupie nie przegrali ani razu, za to dwa razy remisując i dwa razy wygrywając. Dla tak silnego zespół jak ukraińskie Sirius nie był to jednak przemarsz idealny, a zagubione łącznie cztery punkty (8 z 12) to dość solidny, acz nie za dobry, jak na rangę zespołu, wynik. Najważniejsze jednak było, iż udało się awansować dalej, a tam? O tym niebawem, poczekajcie!
Trzecie miejsce za duo Telegi-Sirius zajęła Ternovitsia, która zdobyła solidne 6 na 12 punktów. W bezpośrednich starciach z tą dwójką okazali się jednak bezradni, zasłużenie odpadając z turnieju, choć na pewno nie ma w ich przypadku mowy o wstydzie. To był niezły event w wykonaniu tego teamu, zobaczymy jak pójdzie im w walce o utrzymanie medali w 3 dywizji Ligi Fanów. Czwarte miejsce w grupie E zajęła Zoria, która zdobyła porządne pięć punktów, kilka razy "psując krew" swoim ukraińskim kolegom (1:1 z Sirius, 2:2 z Telegi, czyli dwoma ekipami które grały dalej), ich rezultaty świadczą o tym, że kilka detali i to oni mogliby się cieszyć z awansu. Do awansu z kolei daleko było ostatniemu Qlevel, który niestety na naszym niedzielnym Pucharze Ligi Fanów nie zdołał zdobyć żadnego punktu. Warto jednak zauważyć, że ich bilans goli, minus sześć w czterech meczach, świadczy o tym, iż bez walki to oni tego turnieju nie oddali, a to dobrze rokuje na przyszłość.
1. FC Telegi, 8 PKT.
2. Sirius, 8 PKT.
3. Ternovitsia, 6 PKT.
4. Zoria, 5 PKT.
5. Qlevel, 0 PKT.
GRUPA F
O 10.25 na boiskach AWFu zameldowało nam się kolejnych dwadzieścia zespołów, a wśród nich pięć skojarzył los do grupy F (lub też "gorące kulki Milesa"): Ukrainian Vikings, UKS Toho, Razam, Astra oraz Legia Turecka. Kolejność nieprzypadkowa, ale o tym za chwilę. Jak wchodzić w turniej? Tutorial przygotował Ukrainian Vikings, gdyż lepiej, niż oni tego się nie da zrobić, 8:0, ogień! Równie pewnie z zawodami przywitało się Toho pewnie zwyciężając 3:0. Z kolei Astra i Razam polubownie rozwiązały spór remisując 1:1. Następne kolejki to dalsza dominacja dwóch ekip: UV oraz UKS, które pewnie kroczyły od zwycięskiego meczu do zwycięskiego meczu aż los ich w końcu zeswstał w ostatniej rundzie przeciw sobie. I tu w bezpośrednim starciu górą był ukraiński team wygrywając aż 4:0! Ukrainan z kapitalnym bilansem 12 na 12 punktów oraz bilansem bramek 15:1, zajęli pierwsze miejsce, zaś tuż za ich plecami wylądowała ekipa Kacpra Flisa.
Następnie mieliśmy dość dużą przepaść i na trzecim miejscu z czterema oczkami na koncie zameldował się Razam, tyle samo punktów zebrała Astra, a jako że w meczu bezpośrednim mieliśmy remis, to o tym kto będzie wyżej, kto niżej, decydowały bramki. W nich znacznie lepsi okazali się ci pierwsi. Ostatnie miejsce w grupie F zajęła Legia Turecka, która niestety nie zdobyła żadnego punktu, a na domiar złego zostało jej zaaplikowane aż 22 bramek, z pozytywów: udało się zdobyć tę jedną honorową bramkę i za to wielkie ukłony!
1. Ukrainian Vikings, 12 pkt.
2. UKS Toho GM, 9 pkt.
3. FC Razam, 4 pkt.
4. FC Astra, 4 pkt.
5. Legia Turecka, 0 pkt.

GRUPA G
Pędzimy do grupy G, która naszym zdaniem, była jedną z najsilniejszych tego dnia. Śmiało można było UEFĘ Mafia Ursynów czy PKS Mazocup stawiać w roli faworytów, wszak bardzo dobrze znamy obie ekipy i w przeszłości nieraz demonstrowały swoją siłę. Tymczasem, niejako spoilerując, ani jedna ani druga nie awansowały dalej. W ich miejsce zrobiło to GLK (5 liga, aktualnie III miejsce) oraz Shot DJ (7 liga, aktualnie I miejsce) w takiej właśnie kolejności, gdyż GLK zdobyło o jeden punkt więcej od Shot DJ.
GLK fantastycznie zaczął turniej, bo od zwycięstwa z bardzo silną ursynowską ekipą skromnym 1:0, następnie trzeba było uznać wyższość francusko-włoskiego-polskiego-ukraińskiego zespołu przegrywając 2:3, mowa o Shot DJ. Potem jednak udało wrócić się na zwycięską ścieżkę dwa razy wygrywając i tym samym wychodząc z pierwszego miejsca. GLK skorzystało na tym, iż Shot DJ wywróciło się na Królewskich i UEFIE dwa razy remisując, a co za tym idzie, tracąc punkty. Trzecie miejsce zajął Mazocup, który miał wszystko w swoich rękach, tudzież nogach, aż do ostatniej kolejki, wówczas mając 6 punktów (jedno oczko więcej od rywala) mieli awans dalej. Warunkiem było nie przegrać, a ta sztuka - patrząc z perspektywy tego zespołu - niestety się nie udała i trzeba było z opuszczonymi głowami rozjechać się do domów. Mimo wszystko wrażenie znów było pozytywne.
Czwarte miejsce z czterema oczkami na koncie zajęła UEFA Mafia Ursynów czyli jedna z najbardziej perspektywicznych ekip młodego pokolenia. Z pewnością sprawę mógł komplikować fakt, iż nie mogli w tym turnieju grać ligowcy z 3, 4 czy 5 ligi, a zapewne ten ursynowski team takich zawodników posiada. Ubożsi o te braki musieli przełknąć gorzką czarę goryczy, jaką było zajęcie przedostatniego miejsca w grupie. To ostatnie zaś przypadło Królewskim, dla których turniej zaczął się dobrze, bo od remisu z - jak się później okazało - drugim miejscem grupy Shot DJ. Jak więc widać dało się. Szkoda, że Panowie nie poszli za ciosem, a skończyli tylko z tym jednym oczkiem zarobionym na początku gdzieś w czeluściach tabeli grupy G
1. GLK, 9 pkt.
2. Shot DJ, 8 pkt.
3. PKS Mazocup, 6 pkt.
4. UEFA Mafia Ursynów, 4 pkt.
5. Królewscy, 1 pkt.
GRUPA H
Wędrujemy do ostatniej grupy z segmentu 10.25-12.45. W tym zestawieniu oczywistym faworytem od początku wydawał się pierwszoligowy Tur i - wyprzedzając fakty - w rzeczy samej! Legendarny team z Ochoty nie miał sobie równych pewnie gromadząc 12 na 12 punktów z kapitalnym bilansem bramek 12:1. Dla tego zespołu faza grupowa okazała się jedynie miłą, spokojną i przyjemną rozgrzewką, przystawką przed tym, co dopiero miało nadejść, czyli fazą pucharową. Ciekawiej zaś było w walce o drugą, premiowaną awansem lokatę, o którą bój stoczyło KS Wilanów z Legią Bielany. Mecz bezpośredni nie rozstrzygnął tej batalii, gdyż padł bramkowy remis 1:1. O kolejność rozstrzygnęła dość sensacyjna porażka w ostatniej serii gier Legii Bielany ze Szmulkami (0:1), która pozbawiła zespołu z Bielan szans na awans. Inna kwestia, że ci musieli mocno zaryzykować, bo do awansu potrzebowali zwycięstwa kilkoma golami. To jak widać totalnie się nie udało. Mimo wszystko mogą ten turniej uznać za poprawny.
Zespół z Pragi, Szmulki Warszawa, sprawił niezłego psikusa na koniec, nieoczekiwanie zdobywając komplet punktów, jak to jednak mawia klasyk: to by nie dało nic, nic by to nie dało. Ich ostatnie miejsce bowiem już przed piątą serią gier było przesądzone, a to dlatego, że w bezpośrednim meczu przegrali z zespołem Łomianek 2:4. Tym samym to KS Prawi znaleźli się pięterko wyżej nad praskimi Szmulkami.
1. TUR Ochota, 12 pkt.
2. KS Wilanów, 7 pkt.
3. Legia Bielany, 4 pkt.
4. KS Prawi Łomianki, 3 pkt.
5. Szmulki Warszawa, 3 pkt.

GRUPA I
Dotychczas głównie mówiliśmy o warszawskich ekipach z Polski i Ukrainy, natomiast w grupie I mieliśmy dwa zespoły spoza stolicy, a konkretnie z Olsztyna i Łomży. Jak przyjezdni odnaleźli się w realiach Ligi Fanów? Ano całkiem sprawnie, a już z pewnością ci pierwsi, którzy wygrali grupę. Chociaż w przypadku rywalizacji o pierwsze miejsce pomocną dłoń podały Dziki z Lasu. Etatowi uczestnicy Ligi Fanów mieli albowiem przed ostatnią serią gier proste zadanie: wygrać. Dzięki lepszemu bilansowi bramek oraz wygranemu spotkaniu bezpośredniemu, ich ewentualna wygrana dałaby im rozstawienie w fazie pucharowej. Tymczasem Dziki zawiodły tylko remisując 1:1 z Furiozą, co uradowało nie tylko Furiozę, ale i kolegów z Olsztyna. Dzięki tej sporej wpadce zespołu Kazika Kopera Kormo zajęło pierwsze miejsce gromadząc 10 na 12 punktów (trzy wygrane i remis z Dzikami), zaś Dziku z Lasu musiały zadowolić się drugim, gromadząc 8 na 12 punktów (dwie wygrane i dwa remisy), które też dało im awans dalej, ale - co się później okazało - totalnie położyło cały turniej, bo przez to wpadli na fenomenalnie grające FC Łowcy (o tym jednak później). Z drugiej strony mogło być jeszcze gorzej, bo przecież gdyby Furioza wygrała ten ostatni mecz to Dziki zostałyby wyeliminowane. Tym samym z jednej strony potrzebowali bramki, aby zająć pierwsze miejsce i ominąć mocnego rywala, z drugiej strony ryzykowaliby skontrowaniem przez Furiozę i potencjalnym pożegnaniem się z imprezą już w fazie grupowej.
Finalnie obie ekipy mogły być nieco rozczarowane. Furioza nie zdołała bowiem wcisnąć bramki na wagę awansu i tym razem musiało obejść się smakiem. Uniglass Łomża zajęła przedostatnie miejsce, wygrywając raz, 2:0 w ostatniej serii gier z jeszcze pięterko niżej FC Czołg, które nie zdołało zdobyć choćby jednego punktu podczas jedenastej edycji Pucharu Ligi Fanów. Jak nie teraz, to może następnym razem? Czemu nie?
1. FC Kormo Olsztyn, 10 pkt.
2. Dziki z Lasu, 8 pkt.
3. Furioza, 7 pkt.
4. Uniglass Łomża, 3 pkt.
5. FC Czołg, 0 pkt.
GRUPA J
Przenosimy się do grupy obok, w której znajdują się dwa zespoły, które miały na tyle dużo ludzi na Puchar Ligi Fanów, iż wystawiły dwie ekipy. Old Boys Derby znalazło się w grupie J swoim pierwszym zespołem (drugi zespół był w grupie M), a Sirius na odwrót, bo swoim drugim (drugi, a w zasadzie pierwszy, był w grupie E i już miał wywalczony udział w wieczornych zmaganiach). Wyprzedzając fakty to właśnie te dwie drużyny, Old Boys Derby oraz Sirius II, zagrały o awans do fazy pucharowej. Pierwsze miejsce zajął Turan (trzy zwycięstwa i jeden remis z drugim zespołem Siriusa), które na resztę stawki mógł spokojnie patrzeć z góry.
Tego spokoju z kolei nie miał Sirius II, który w ostatnim meczu musiał wygrać, aby wyjść z fazy grupowej, tak jak pierwszy zespół tego klubu kilkadziesiąt minut wcześniej. Wszystko miało rozstrzygnąć się w meczu Sirius II vs Rozłam. W tym meczu bardziej na zwycięstwie, niż samym zainteresowanym (FC Rozłam) zależało pewnie ekipie Old Boysów, która temu spotkaniu pieczołowicie przyglądała się z boku. Niespodzianki jednak nie było, Sirius II postawił "kropkę nad i", pewnie wygrywając 3:0. Ostatnią niewiadomą było czwarte i piąte miejsce w tej grupie, ale tu dzięki wygranej w meczu bezpośrednim 2:1, górą była ekipa Marwick i to ona zajęła IV miejsce, spychając FC Rozłam, bez żadnej zdobyczy punktowej, na ostatnie miejsce.
1. Turan, 10 PKT.
2. Sirius II, 8 PKT.
3. Old Boys Derby, 7 PKT.
4. Marwick, 3 PKT.
5. FC Rozłam, 0 PKT.

GRUPA K
Podczas zmagań grupowych można było się zastanawiać: czy to Explo z Kordiałem CHZB grają tak dobrze czy pozostałe trzy ekipy tabeli tak słabo? Patrząc z perspektywy czasu, biorąc pod uwagę, iż Koda, Budka z Kebabem oraz Dzikie Kabanosy grały z przyszłymi medalistami Pucharu Ligi Fanów 2025 można założyć, że jednak miały te trzy zespoły sporo pecha. Prawda leży, jak to często w takich sytuacjach, zapewne gdzieś po środku. Faktem jest, że emocje w tej grupie tyczyły się jedynie tego kto wyjdzie z pierwszego, a kto z drugiego miejsca. Była tu ściganka na gole, w której Explo okazało się lepsze od Chłopców z Bielan o dwie bramki. W bezpośrednim meczu Kordiał CHZB z Explo mieliśmy bowiem bramkowy remis 1:1.
Tak doświadczone ekipy, jak te dwie wymienione powyżej, nie miały i raczej nigdy mieć nie będą problemu z teamami, które piłki nożnej sześcioosobowej dopiero się uczą. Są to zbyt wytrawni gracze, by ot tak dać się strącić z planszy. W każdym razie na wyróżnienie zasługuje totalnie młodziutki zespół Koda Grupa, który z dużą dozą prawdopodobieństwa, był najmłodszym zespołem na całym turnieju, dzielenie stawiając czoła reszcie stawki. W starciach z potentatami ulegli nieznacznie, bo 0:1 z Explo Team oraz 1:3 z Kordiał CHZB. Natomiast kiedy mieli przed sobą realny sprawdzian i realne widmo punktów nie zawiedli wygrywając pewnie 5:1 z Dzikimi oraz 2:0 z Budką. W meczu o IV miejsce (oraz nieoficjalnych derbach nazw nieoczekiwanych) w grupie Budka bezproblemowo ograła 4:0 Kabanosy, co - patrząc po bilansach bramkowych (Budka -11, a Kabanosy aż -30) było w pełni zasłużonym rozstrzygnięciem.
1. EXPLO Team, 10 PKT.
2. Kordiał CHZB 10 PKT.
3. Koda Grupa 6 PKT.
4. Budka z Kebabem 3 PKT.
5. Dzikie Kabanosy 0 PKT.
GRUPA L
Zespołami które kończyły nam popołudniowe zmagania w przedziale 12.50-15.10 były: pierwszoligowe Lakoksy CF, ponadto z dziesiątej ligi Hiszpański Galeon oraz z trzynastej ligi NieDzielni. Dodatkowo grupę, spoza ekip grających na co dzień w Lidze Fanów, domykały Winniccy oraz TKS Fundusz Warszawa. Zdecydowanym faworytem wydawały się CF Lakoksy. Nie tylko dlatego, że są na autostradzie do Ekstraklasy Ligi Fanów, nie tylko dlatego, że o ich jakości zbytnio przekonywać nie trzeba, ale też choćby dlatego, iż rok temu doszli aż do strefy medalowej. Zespół Bartka Królaka spełnił oczekiwania odnośnie gry w fazie pucharowej, ale tym razem przez porażkę 1:2 z dość nieoczekiwanym bohaterem grupowych zmagań E.W. Winniccy, team z Góry Kalwarii musiał zadowolić się awansem z drugiego miejsca.
Z drugiego miejsca, które dodajmy, wcale takie oczywiste chwilę przed 15:00 jeszcze nie było, gdyż zwycięstwo Hiszpańskiego Galeonu, skutkowałoby nielada sensacją i wyeliminowaniem Krokodyli z turnieju. Tak się jednak, jak wiecie, nie stało. Trener tego dnia Lakoksów, Miłosz Nowakowski, najwidoczniej dobrze ustawił swoją ekipę, bo ta wygrała w decydującym starciu 2:1. Hiszpański Galeon zajął III miejsce, przegrywając tylko raz, właśnie z wyżej wspomnianymi Lakoksami. Dla ekipy z dziesiątej ligi jedenasta edycja Pucharu Ligi Fanów była bardzo udana, a jedyne czego brakło, to spuentowania tego awansem z grupy.
Ta sztuka nie udała się również czwartym Niedzielnym oraz piątemu TKS Fundusz Warszawa. W bezpośrednim pojedynku obu tych ekip o przedostatnie miejsce w grupie górą byli dobrze znani naszym organizatorom gracze NieDzielnych. Trud włożony w to spotkanie popłacił, gdyż skromnie, bo skromnie, ale zwycięstwo 2:1 sprawiło, że tym samym nie zakończyli fazy grupowej z zerowym dorobkiem punktowym!
1. E.W. Winniccy, 10 PKT.
2. CF Lakoksy, 9 PKT.
3. Hiszpański Galeon, 7 PKT.
4. NieDzielni, 3 PKT.
5. TKS Fundusz Warszawa, 0 PKT.

GRUPA M
Przechodzimy w ostatni segment fazy grupowej, czyli do drużyn, które grały od 15 do 18.30. Wśród nich swoje zmagania zaczęły dwa pierwszoligowe zespoły: ukraiński Impuls oraz mokotowska Husaria. To właśnie te dwa teamy były faworytami grupy M i - właściwie bez większych problemów - swoje osiągnęły. W bezpośrednim starciu górą był zespół w różowych trykotach i właśnie to zadecydowało o tym, że Impuls wyszedł z pierwszego miejsca, zaś Husaria z drugiego. Przez moment zespół Tomka Hübnera mógł drżeć o swój los, gdyż ewentualna bramka w meczu Impuls-Gamba dla tych drugich sprawiłaby, iż mielibyśmy małą tabelkę, a w niej wariantowość byłaby naprawdę duża, choć to właśnie Husaria mogłaby mieć największe problemy. Kalkulatory zostały jednak wrzucone głęboko w tornister bowiem Gamba "tylko" zremisowała z Impulsem i nie trzeba było karkołomnej matematyki. 13 na 15 punktów zdobył Impuls, 12 na 15 Husaria, a trzecia Gamba, która była wspierana dwoma zawodnikami ekstraklasowego Ognia Bielany (Lisiecki i Gozdalik) zdobyła solidne 10 z 15 punktów i zagrała bardzo poprawny turniej.
Następnie mieliśmy lekką wyrwę. Na czwartym miejscu ze stratą aż sześciu punktów do miejsca trzeciego uplasowało się Old Boys Derby III, które napędzane swoimi wiernymi kibicami dzielnie walczyło nie tylko o każdy punkt, ale i o każdy gol. Finalnie udało się im zdobyć cztery oczka i cztery bramki, także ich występ można określić mianem trzech czwórek 444: 4 miejsce, 4 punkty, 4 gole strzelone. Przedostatnie miejsce przypadło KS Iglicy, która, co widać po bilansie bramkowym (tylko -3), kilka razy miała nieco pecha, przegrywając swoje mecze nieznacznie, ale jednak. Z kolei ostatnie, szóste miejsce, z honorowym jednym punktem przypadł zespołowi Torpedo Otwock, grającemu tego dnia w jednolitych żółtych trykotach.
1. Impuls UA, 13 PKT.
2. Husaria, 12 PKT.
3. Gamba, 10 PKT.
4. Old Boys Derby III, 4 PKT.
5. KS Iglica, 3 PKT.
6. Torpedo Otwock, 1 PKT.
GRUPA N
Przechodzimy do grupy, w której mieliśmy kilka zwrotów akcji. Aby nie być gołosłownym niech za przykład posłuży Warsaw Gunners, które wystrzeliło jak z procy, wygrywając pewnie dwa swoje pierwsze mecze, aby potem... nie wygrać już nic. Na zgoła odmiennym biegunie była After Wola, która w pierwszych dwóch meczach na sześć możliwych punktów zdobyła tylko skromny jeden punkcik. Z perspektywy jakże jednak cenny. W ich przypadku przełomowa okazała się natomiast trzecia seria gier, kiedy to dość nieoczekiwanie pokonali świetnie spisującą się tego dnia Contrę 2:0. Była to zresztą jedyne porażka tego doświadczonego zespołu (Contry) w fazie grupowej, dość pewnie zajęli oni pierwsze miejsce zdobywając 12 na 15 możliwych punktow.
O wejście do fazy pucharowej finalnie miało się rozstrzygnąć między zespołem z Woli, a Orzełami Stolicy. W meczu bezpośrednim mieliśmy bezbramkowy remis, więc decydować miały gole w pozostałych meczach (oba zespoły miały po dziesięć punktów). Orzeły napędzane poczynaniami braci Kiełpsz podejmowali Heavyweight Heros, zaś After Blokersów. Handicap w tym korespondencyjnym pojedynku miała After Wola, bo grała po Orzełach wiedząc już ile bramek dawałoby awans. Mianowicie rozchodziło się o trzy sztuki. Czy to się zespołowi biało-zielonych udało? A jakże! Nie tylko trzema wygrali, a aż pięcioma, pewnie zaklepując sobie drugie miejsce i awans z grupy!
Kto w takim razie zajął czwarte miejsce? Ci co świetnie wystartowali, czyli Kanonierzy. Niestety paliwa w baku, jak się okazało, było jedynie na dwie pierwsze potyczki. A może to terminarz po prostu z początku był tak łaskawy? Piąte miejsce zajęli za to Herosi gromadząc tyle samo punktów co Gunners, ale mając gorszy mecz bezpośredni (i zresztą bilans bramek też), zaś tabelę grupy N domknęli Blokersi, którzy niestety tym razem nie zdobyli ani jednego punktu. Wierzymy, iż następnym razem jednak bez choćby jednego punktu do domu nie wrócą!
1. Contra, 12 PKT.
2. After Wola, 10 PKT.
3. Orzeły Stolicy, 10 PKT.
4. Warsaw Gunners, 6 PKT.
5. Heavyweight Heros, 6 PKT.
6. Blokersi, 0 PKT.

GRUPA O
Patrząc na rezultaty z tego zestawu pierwsze co się rzuca w oczy, to dopiero czwarte miejsce silnych Rangersów z Gocławia i to pomimo świetnego wejścia w turniej, kiedy to zespół Olafa Gontarka pewnie zwyciężył 3:0. Niestety - patrząc z perspektywy tego teamu - najgorsze miało dopiero nadejść. Trzy następne mecze? Tylko jeden punkt. I już na tym etapie było jasne, że tak silna ekipa jak Warsaw Rangers żegna się z turniejem. To jednak doświadczona paczka, która niejedno w życiu wygrała, niejedno też przegrała i na pewno sobie z tym wynikiem poradzą. Kto więc przejął pałeczkę w tym zestawie?
Na współ zrobił to Kapafor 12 na 15 punktów oraz Powsin Team również 12 na 15 punktów (mecz bezpośredni wygrali ci pierwsi 1:0). W sukurs za tymi ekipami ruszyły Szakale, ale pomimo, iż oddech był wyczuwalny na plecach uciekającego duo, to dystans okazał się zbyt duży, a Szakalom do wyżej wymienionej dwójki brakło dwóch oczek (zadecydowała strata punktów z Warsaw Rangers), wówczas mielibyśmy małą tabelkę i sporo liczenia! To jednak nie doszło do skutku.
Piąte miejsce zajęli KS Diperzy, którzy uzbierali tyle samo punktów, co ostatnia FC Polska Górom, ale w tym przypadku o kolejności zespołów zadecydował nie mecz bezpośredni, bo tu mieliśmy remis 1:1, a bilans goli, w którym o zaledwie jednego gola okazali lepsi się KS Diperzy! A Polska tym razem nie była jeszcze górą, choć jej czas z pewnością jeszcze nadejdzie! Prawda?
1. Kapafor, 12 PKT.
2. Powsin Team, 12 PKT.
3. Szakale, 10 PKT.
4. Warsaw Rangers, 7 PKT.
5. KS Diperzy, 1 PKT.
6. FC Polska Górom, 1 PKT.
GRUPA P
Meldujemy się w ostatniej grupie, którą trzeba określić mianem wyjątkowo silnej. Przynajmniej patrząc przez pryzmat wcześniejszych. W tak trudnych warunkach świetnie odnalazł się wrocławski Soccer Punch oraz warszawskie Inferno, które połączyło się na ten turniej z DTZ Mińsk Mazowiecki dobierając z tego zespołu co najmniej trzy osoby. DTZ to silna ekipa, która w minionej rundzie Ligi Bemowskiej zajęła IV miejsce w Ekstraklasie, także o poziom jej graczy nie było co się obawiać. Dodało to jedynie kolorytu zmaganiom grupy P. Duetowi Soccer Punch-Inferno kroku próbował dotrzymać Klub Sportowy Sandacz, czyli niepokonanym liderem trzynastej dywizji Ligi Fanów. Choć walczyli dzielnie i z całych sił, to jednak hegemonia pierwszej dwójki była niezagrożona. Dobitnie było to widać w meczach bezpośrednich, gdzie zespół z Wrocławia Sandacz ograł aż 5:0, a warszawski zespół równie pewnie 3:0.
Na czwartym, piątym i szóstym miejscu mieliśmy jedyną tego dnia "małą tabelkę", gdzie o finalnym rozrachunku zadecydował najlepszy bilans w meczach bezpośrednich Mocnego Narketu. Zespół grający w pięknych, afrykańskich (?) trykotach przegrał niby aż 1:3 z Skorpionsami, ale za to aż 3:0 wygrał z Huraganem. Huragan Rozlazłów wygrał z kolei ze Skorpionsami 1:0. Tak zwane więc poplątane z poplątanym, ale koniec końców finalnie tabela prezentowała się następująco:
1. Soccer Punch, 13 PKT.
2. Inferno Team, 13 PKT.
3. Klub Sportowy Sandacz, 9 PKT.
4. FC Mocny Narket, 3 PKT.
5. A.D.S. Scorpions, 3 PKT.
6. Huragan Rozlazłów, 3 PKT.

PODSUMOWANIE GRUP
Cóż by to był za turniej, który nie obfitowałby w niezliczone niespodzianki? I takowe podczas jedenastej edycji Pucharu Ligi Fanów, już po samej zakończonej fazie grupowej, się zdarzyły. Największe z nich? Wydaje się (patrząc na siłę turnieju i brak kilku czołowych ekip) że odpadnięcie takich uznanych marek w warszawskim półświatku Socca, jak UEFA Mafia Ursynów czy Warsaw Rangers, trzeba uznać za takowe zaskoczenie. Tym razem niestety negatywne. Z kolei za pozytywne chociażby pierwsze miejsce zespołu FC Telegi w grupie E, za piorunujące przejście przez grupę młodego zespołu Galaktycznego Patrolu oraz Ukrainian Vikings, które w pokonanym polu zostawiło chociażby UKS Toho wygrywając aż 4:0. Za wiarę w awans do końca jaką zaprezentowała After Wola, kiedy po 1 z 6 punktów na start, nagle robiąc 9 na 9 oczek awansowała dalej wyprzedzając Orzełów o dwa gole. Uznanie też dla duetu który wyszedł z grupy G, gdzie GLK i Shot DJ, które przed turniejem byłoby stawiane do wyjścia z grupy za UEFĄ Mafią Ursynów i PKS Mazocup dało radę zmienić przed turniejowe predykcje. To wszystko miało miejsce w Fazie Grupowej, z niej, z osiemdziesięciu czterech zespołów przez sito pierwszej fazy przeszło dalej tylko (lub aż) trzydzieści dwie drużyny. Jak sobie poradziły w drugiej fazie? Zapraszamy na drugą część podsumowania!
FAZA PUCHAROWA 1/16
FC Łowcy vs Dziki z Lasu - 2:1
Zespół Kazika Kopera totalnie skomplikował sobie życie. Mając wszystko we własnych rękach (nogach) mogli zająć pierwsze miejsce w swojej grupie i ominąć bardzo silnych ukraińskich Łowców, od teraz pierwszoligowców. Stało się jednak jak się stało, a efekt tego dla ekipy Dzików z Lasu, jak widać, był dość opłakany w skutkach. Mimo dobrej walki i kontaktowej bramki autorstwa Piotrka Jamroża brakło czasu i trzeba było pożegnać się z turniejem.
EXPLO Team vs Gramy Czasami - 2:1
W jednej szesnastej los sparował dwie bardzo dobre i doświadczone szóstkowe ekipy, które niejedno już w swoim piłkarskim życiu przeżyły. Ktoś jednak z tego duetu musiał się po tym meczu z turniejem pożegnać. Mieliśmy raczej popularne "suwanki", aniżeli jazdę bez trzymanki, na zasadzie gol za gol. W tej taktycznej gierce polegającej na przesuwaniu i szukaniu dziur w ustawieniu rywali, minimalnie lepsi okazali się zawodnicy Explo Team.
Ukrainian Vikings vs After Wola - 2:1
W dość dramatycznych okolicznościach, w ostatniej kolejce, z fazy grupowej awansował zespół z Woli. Zupełnie więc odwrotnie od Vikingów, którzy uczynili to totalnie bezproblemowo. Mimo tej zasadnej różnicy mecz wcale, co widać po wyniku, nie był jednostronny. Finalnie skromnie bo skromnie, acz najważniejsze że "do przodu" ekipa z Ukrainy uporała się z Afterem. Biało-zieloni tym samym zakończyli swoje zmagania podczas jedenastej edycji Pucharu Ligi Fanów jednak tanio skóry wyżej rozstawionymi rywalowi nie sprzedali za co duży szacunek!
FC Impuls vs FC Sirius - 1:1 (0:1k.)
Para wagi ultra ciężkiej! Zawodnicy pierwszoligowego Impulsu mieli dużo pecha, bo świetne pierwsze miejsce w swojej grupie trafili na tak trudnego rywala już na tak wczesnym etapie. Przypomnijmy: Sirius to jedyna ekipa Ligi Fanów po jesieni z kompletem 27 ligowych oczek. Wyjątkowo paskudne kojarzenie. Można było oczekiwać wyrównanej batalii i tak też było. Do tego stopnia wyrównanej, iż o wszystkim miały decydować karne. W nich nieznacznie lepsi okazali się zawodnicy z drugiej ligi, FC Sirius.
E.W. Winniccy vs Pajda Chleba 1:1 (2:3k.)
Mega doświadczona Pajda (jak powiedzieć ładnie, że ktoś jest troszkę starszy, oto darmowy przykład!), która broniła podium z ubiegłorocznej edycji zajmując drugą lokatę w swojej grupie mogła w Fazie Pucharowej oczekiwać Lakoksów z Góry Kalwarii. Tymczasem nie Krokodyle, a zespół Winniccy stanął naprzeciw nich. Wydawać by się mogło, że mogło być gorzej. Czy tak faktycznie było? Trudno ocenić, z pewnością nie ulega jednak wątpliwości, iż było to kolejne, jakże wyrównane spotkanie. Dotychczas każdy mecz oscylował wokół remisu i nie inaczej było tu. Pomimo dobrej gry obu ekip to Pajda przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść dzięki utrzymaniu nerwów na wodzy w konkursie rzutów karnych!
Bad Boys UA vs Sirius II - 4:0
Po raz pierwszy w Fazie Pucharowej mieliśmy dość jednostronne spotkanie. Zespół Złych Chłopców to połączenie kilku zespołów, w tym topowych nie tylko w mieście, ale i kraju, Otamanów. Na boisku było widać tę jakość, a drugi zespół Sirius był na ich tle totalnie bezradny. Na pocieszenie: samo zameldowanie się wraz ze z swoją pierwszą drużyną w wieczornej fazie turnieju powinno być uznane za duży sukces.
Kapafor vs Shot DJ - 2:2 (4:5)
Mecz był wielce wyrównany i niemniej wyrównana była seria rzutów karnych. Nikt nie chciał się pomylić, nikt nie chciał odpaść! Strzelano, strzelano... aż w końcu! W końcu mieliśmy rozstrzygnięcie i pudło. Dla zespołu Kapafor na ich niekorzyść. Taka niestety bywa seria "jedenastek" - czasem jak nie zamkniesz tematu w meczu, to potem będziesz sobie pluł w brodę. Tak było w tym przypadku. W każdym razie wielkie ukłony dla ekipy Kapafor za świetny turniej w ich wykonaniu!
TUR Ochota vs Inferno Team - 1:6
Zdecydowanie największą sensacja tej częściej Fazy Pucharowej. Ekstraklasowy TUR w składzie choćby z Rafałem Polakowskim, poległ mocno nieoczekiwanie (bardziej nieoczekiwany był jednak rozmiar porażki, niż sama porażka) aż 1:6 z spadkowiczem pierwszej ligi. TUR spoglądając na ligową tabelę, mając na uwadze, iż Inferno w grupie wyszło z drugiego miejsca, mogło mocno zlekceważyć swojego rywala. Nie wiedzieli jednak, że ci grają tego dnia w zupełnie innym składzie, głównie złożonym z zawodników ekstraklasowego DTZ Mińsk Mazowiecki z Ligi Bemowskiej oraz wyróżniających się w tamtej lidze zawodników.

FC Kormo Olsztyn vs Hetman FC - 2:2 (0:1k.)
Kolejny pojedynek z serii tych mocno wyrównanych. Co zrobić? Taka była rzeczywistość! Przyjezdny klub z Olsztyna na naszym turnieju dotychczas radził sobie świetnie, w grupie wypędzając chociażby bardzo silne Dziki z Lasu. Jeśli jednak ekipa z Olsztyna myślała że poziom w Fazie Pucharowej będzie taki sam, to nic z tych rzeczy! W walce o TOP16 wszystkie teamy szły już jak do pożaru, na noże. W tej piłkarskiej młóckce okraszonej serią rzutów karnych lepsi okazali się zawodnicy Hetmana, a gracze z Kormo mogli powoli pakować się w drogę powrotną do Olsztyna.
Galaktyczny Patrol vs Kordiał CHZB - 0:3
W tym pojedynku mogliśmy oczekiwać wyrównanego starcia. Te dwa zespoły znają się bowiem na wylot, niejednokrotnie stając ze sobą w szranki choćby w warszawskiej Playarenie. Mieliśmy tu starcie młodzieńczej fantazji z wyrachowaną, mądra oraz jakościową grą zespołu założonego w 2006r. (czyli rocznikowo pewnie starszego, niż większość zawodników Patrolu). Zespół Tomka Miziurkowskiego napędzanym "jazdunią" bez większych kłopotów, co było lekkim zaskoczeniem, odprawił ekipę Kuby Sidora. Wpływ na to mogła mieć aż dziesięciogodzinna przerwa między Fazą Grupową a Fazą Pucharową, która mogła team Galaktycznych nieco wytrącić z siły uderzenia.
Contra vs UKS Toho Grodzisk Mazowiecki - 3:2
Kolejne starcie dwóch starych wyjadaczy. Zespoły, które w szóstkach na najwyższym poziomie grają od lat. Toho jeździło chociażby na mistrzostwa Playareny, a obecnie jest liderem tych rozgrywek w Warszawie, zaś Contra co weekend podejmuje najlepsze ekipy w kraju typu Gladiatorzy Eternis czy EXC Mobile Ochota. Trudno było ocenić kto jest faworytem tego starcia i przebieg spotkania "oddawał" tym predykcjom, bo rezultat kręcił się koło remisu. Oba zespoły grały dobrze i mądrze, ale koniec końców o tego jednego gola okazali się lepsi zawodnicy w granatowych trykotach. Tym samym zespół Kacpra Flisa musiał obejść się smakiem już na etapie jednej szesnastej, co dla tak jakościowego teamu musiało być nielada rozczarowaniem.
Husaria Mokotów vs FC Telegi - 5:2
Ukraiński zespół zrobił wielką sensację, kiedy w arcytrudnej grupie z Siriusem, Zorią czy Ternovitsią zajął pierwsze miejsce. Mógł wierzyć, że równie sprawnie poradzi sobie w późniejszej części turnieju. Pech chciał że los skojarzył ich z bardzo silną grupą, gdzie do wyboru był albo Impuls albo mokotowska Husaria. Dwa bardzo dobre zespoły. Finalnie była to Husaria, która od początku do końca nie dała cienia szansy swojemu rywalowi. Ekipa Tomka Hübnera szybko objęła prowadzenie, potem podwyższyła na 2:0 i dość nieoczekiwanie... sama sobie strzeliła bramkę na 1:2. Obrońca Husarii zagrał do bramkarza, którego nie było na linii. Nie minęło jednak 60 sekund, a Husaria już znów odskoczyła na spokojne 3:1. Dla zespołu w niebieskich trykotach była to z pewnością cenna lekcja i gorzka pigułka goryczy, którą trzeba było z pokorą przełknąć.
Los Argentinos vs CF Lakoksy - 0:1
Zespół o latynoskich rysach, a na pewno nazwie, mógł czuć rozczarowanie. Po tak świetnej fazie grupowej los ich zeswstał z jednym z faworytów turnieju - Lakoksami. Ekipa Bartka Królaka to czołówka w piłce sześcioosobowej. Aby ich ograć i wyrzucić z turnieju trzeba wspiąć się na wyżyny własnych umiejętności i niestety - patrząc z perspektywy Los Argentinos - ta sztuka okazała się tym razem awykonalna. Team z Góry Kalwarii skromnym, ale jak bardzo cennym 1:0, zameldował się w następnej fazie. Los Argentinos po dobrym turnieju musiało niestety się z nim pożegnać, taki urok drabinki, gdzie jedna ekipa zawsze odpada, ale panowie, głowa do góry, było naprawdę dobrze!
TURAN vs Radon - 1:3
Pojedynek dwóch zespołów, które - będąc szczerymi - były dla nas dość anonimowe. Radon kojarzyliśmy jednie z występów przez zimę w jedenastej dywizji Ligi Bemowskiej. Nadal jednak zarówno jedni, jak i drudzy, byli dla nas dużą zagadką. W tym dość enigmatycznym starciu górą byli zawodnicy zespołu Radon. TURAN mógł się czuć zawiedzony bo wygrał grupę J, a mimo to, błyskawicznie został wyeliminowany. Może gdyby mecze trwał dłużej, niż kwadrans dałoby radę jeszcze to odkręcić? Cóż, teraz to tylko gdybologia...
GLK vs Powsin Team - 2:2 (2:3k.)
To już piąty mecz, który rozstrzygnąć musiała seria "jedenastek" (szóstek?). Kolejny pojedynek gdzie byliśmy świadkami dwóch świetnych zespołów walczących do ostatniego tchu o każdą akcję, o każdy gol. GLK wykaraskał się z turbo trudnej grupy z ShotDJ, UEFĄ oraz MazoCup, ale Powsin Team o sobie też to może powiedzieć, gdyż z turnieju wyeliminował m.in
równie silne Warsaw Rangers. Było to więc świetne widowisko, dwóch dobrze spisujących się tego dnia ekip. Niestety dla zespołu występującego w Lidze Fanów, zakończone niepowodzeniem. Powsin Team mógł szykować się za to na walkę o ćwierćfinały.
Soccer Punch Wrocław vs KS Wilanów - 1:0
Chociaż wynik skromny to trzeba jednak uczciwe przyznać, że przyjezdni z Wrocławia całkowicie zdominowali ekipę w niebieskich strojach. Wynik 1:0 nie oddaje przebiegu spotkania, a kilka razy KS Wilanów cudem uniknął straty bramki. Oczywiście swoje sytuacje również mieli, ale to ekipa Pleweckiego i jego bandy zadecydowanie zasłużenie awansowała dalej. Dla rosłych chłopów z Wilanowa był to trudny mecz, ale na ich usprawiedliwienie: grali na zespół, który niecałe pół roku temu był w Grecji na Lidze Mistrzów Szóstek, a aby się tam znaleźć trzeba wpierw wygrać coś na rynku lokalnym, polskim. Z całą pewnością więc nie ma tu mowy o przypadkowej ekipie, o czym na własnej skórze przeświadczyli się piłkarze z Wilanowa.

FAZA PUCHAROWA 1/8
FC Łowcy - EXPLO Team 1:1 (1:3k.)
Zmagania rozpoczynamy od mega zapowiadającego się meczu (samo spotkanie potwierdziło te przypuszczenia). Łowcy, którzy przez cały turniej szli jak burza versus EXPLO... o którym możemy powiedzieć to samo. Tu już jednak nie było opcja, aby rzucić te dwie ekipy dalej (a szkoda), tu już ktoś musiał się spakować i opuścić obiekt AWF rozczarowanym. W meczu czuć było tę nerwowość. Teraz każdy błąd był na wagę awansu bądź jego braku. Finalnie regulaminowy kwadrans nie przyniósł rozstrzygnięcia, a o wszystkim miały zadecydować rzuty karne. W nich lepsi okazali się zawodnicy ekstraklasowego Explo Team. Kto wie, może zadecydowało właśnie to doświadczenie?
Ukrainian Vikings - FC Sirius 1:3
Uff, jakże gorący był ten mecz! Była w nim walka na całego, dużo nieraz prowokacji, piłkarskiego ognia, wymiany "uprzejmości". Czerwone kartki, żółte kartki. Totalny chaos i bitwa o TOP8 na całego. Murawa płonęła. Sirius mecz kończył bez bramkarza, który dostał karę indywidualną, ale gracze pierwszoligowych Vikingów nie zdołali tej przewagi zmaterializować w postaci goli. Nawet właściwie nie stworzyli klarownej okazji, aby przetestować tymczasowego bramkarza z pola. Sirius wynik dowiozło, a po końcowym gwizdku nie kryło swojej radości!
Bad Boys UA - Pajda Chleba 2:0
O dużym pechu może mówić Pajda, która w walce o ćwierćfinały skojarzyło z bardzo silną mieszanką ukraińskich świetnych zawodników. Kilka z nich było z ekstraklasowych Otamanów, z Bortynkiem w bramce. Pajda dała z siebie, ile tylko fabryka dała, ale tym razem okazało się to zbyt mało. Tym samym doświadczonym zawodnikom Pajdy nie udało się powtórzyć zeszłorocznego podium. Mimo wszystko mogą na swoją niedzielną grę patrzeć z dumą i optymizmem, wstydu z całą pewnością nie było, a większości ekip można tylko życzyć, aby w tym wieku grały na tym poziomie. Albo w ogóle jeszcze grały. Bad Boysi zaś kolejny raz pokazali klasę i kunszt piłkarski!
Inferno Team - Shot DJ 3:1
W tym starciu byliśmy świadkami pojedynku dwóch różnych mieszanek. Po stronie ShotDJ mowa o mieszance etnicznej, bo barwy tego klubu reprezentowali gracze z Francji, Włoch, Polski czy Ukrainy. Z drugiej strony Inferno, które miało mieszankę... graczy zewsząd. Wyróżniające się osoby ukraińskiego pochodzenia z Ligi Bemowskiej połączyły się z triem zawodników z DTZ Mińsk Mazowiecki. Tym samym ten zespół mało miał wspólnego z nazwą, ale co chodzi o samą jakość na boisku, to była ona spora. Lider siódmej dywizji Ligi Fanów próbował się temu przeciwstawić, ale na każdy ich lepszy moment gry Inferno odpowiadała golem bądź świetną akcją. Finalnie zasłużenie ograli swojego rywala 3:1 i zameldowali się w ćwierćfinale, gdzie czekała na nich już ekipa Bad Boysów.
Hetman FC - Kordiał CHZB 1:5
Nominalni gospodarze tego pojedynku rozgrywali tego dnia fantastyczne zawody. Raczej mało kto przed turniejem spodziewałby się, że będą walczyć o ćwierćfinał! Tymczasem taka była rzeczywistość. Ta jednak, kiedy przyszło zagrać z CHZB, okazała się dość brutalna. Zespół z Bielan był zdecydowanie lepszy i jak najbardziej zasłużenie awansowała dalej. Tym samym po Hetmanie pozostał tylko pozytywny ślad w annałach kronik Pucharu Ligi Fanów. Na swój wyczyn panowie tego zespołu mogli patrzeć mimo wszystko z dumą! Odpaść z tak doświadczoną i mądrze grającą tego dnia ekipą Kordiału to żaden wstyd, zaś dla samego CHZB wielkie brawa za wypunktowanie rywala.
Contra - Husaria 2:2 (1:2k.)
Pojedynek dwóch wytrawnych graczy, którzy w szóstkach poruszają się od dawien dawna. Ekstraklasowa Contra podejmowała pierwszoligową Husarię. Oba zespoły nie mogą uznać obecnych sezonów ligowych za udane, ale tu miały czystą kartę i dużo jakości, aby potwierdzić, że coś tam w piłkę jeszcze kopać potrafią. Lepiej zaczął mokotowski zespół, nie tylko dość szybko otwierając wynik spotkania za sprawą uderzenia z dystansu Talarka, ale też kreując co najmniej trzy stuprocentowe okazje. Świetnie jednak bronił bramkarz Contry. Zresztą był on bohaterem swego zespołu, bo przy wyniku 2:1 dla Husarii to właśnie Damian Zalewski zdobył gola strzałem z popularnego czubasso. Bardzo długo utrzymywał się wynik 2:2, a gra nieco się wyrównała, choć to raczej Husaria stwarzała bardziej dogodne sytuacje. Finalnie jednak zadecydowały rzuty karne. W nie beznadziejne weszła Husaria Mokotów za sprawą swojego kapitana, ale dzięki dwóm świetnym interwencjom ósmego bramkarza w kraju (zdaniem polskiej Federacji) w minionym roku, Norberta Wierzbickiego odkręciła losy tej serii rzutów karnych i wyeliminowała Contrę. Wzięła Contrę z kontry!
Lakoksy CF - Radon 1:0
Zespół Bartka Królaka z osobistym tego dnia trenerem Miłoszem Nowakowskim broniła podium z zeszłorocznej edycji. Apetyty były wielkie, bo według zapowiedzi prezesa Klubu, kadra tego dnia była dobra, a nawet bardzo dobra. Radon z kolei był już po równie wymagających meczach, chociażby z bardzo silnym Bad Boys UA, gdzie wyglądali bardzo obiecująco. Tym samym wiedzieliśmy, że nie obce jest im rywalizować na najwyższym poziomie. W meczu byliśmy raczej świadkami piłkarskich szachów. Po wielominutowym okresie wzajemnego sprawdzanie się konfigurację prowadzącą do mata - pozostając w nomenklaturze szachowej - znalazła ekipa Krokodyli. To był dobry dzień dla Radonu, ale niestety bez zdobyczy medalowej. Swój udział zakończyli tym samym na i tak świetnym TOP16
Powsin Team - Soccer Punch Wrocław 0:3
W poprzednim pojedynku przyjezdni z Wrocławia mogli mówić o lekkim pechu, gdyż z przebiegu gry zasługiwali na więcej, niż skromne 1:0 z KS Wilanów. Tym razem los im oddał z nawiązką. Dzięki temu byliśmy świadkami jednego z najbardziej jednostronnych pojedynków w tak później fazie turnieju. Ekipa Soccer Punch zasłużenie wleciała do ćwierćfinału, zaś team z Powsina musiał się z naszym eventem pożegnać. Patrząc jednak przez pryzmat całego dnia wspomnienie po nich będzie jak najbardziej pozytywne.

FAZA PUCHAROWA 1/4
EXPLO Team - Sirius 2:1
Wieloletni uczestnik Ligi Fanów, Explo Team, idąc przez grupę miał łatwą przeprawę. Świadczył o tym choćby ich kosmiczny bilans bramkowy. Jednak wszystko, co łatwe i bezproblemowe, pozostało w Fazie Grupowej. W Pucharówce nie było już zmiłuj, a każdy mecz był "na noże". Jako że EXPLO to charakterna ekipa odnaleźli się w tych realiach bardzo dobrze. To samo zresztą można powiedzieć o ukraińskim Sirius, które również słynie ze swojej waleczności i nieustępliwości. Na boisku znów mieliśmy więc ogień, iskrzyło, a atmosfera była tak gęsta, że możnaby ją kroić nożem. W tej batalii na ciosy tym razem Ukraińcy musieli uznać wyższość polskiego EXPLO. Nieznacznie, ale jednak. EXPLO tym samym leciał trzeci mecz z rzędu wynikiem 2:1! Ileż tam było emocji podczas tych starć... Gratulacje dla Siriusu za walkę, podkreślmy: to była PIERWSZA porażka (łącząc ligę i turniej) tego klubu w strukturach Ligi Fanów, a grają u nas od września! Co za imponująca seria, wow!
Bad Boys UA - Inferno Team 2:2 (2:3k.)
Inferno meldując się w gronie ośmiu najlepszych ekip śmiało mogło już wpisać ten turniej do rubryki z gatunku zdecydowanie tych najlepszych w swojej historii. Każdy wynik byłby już ponad stan i... i to się udało! Nie że bez bólów, wszak zespół z mieszanki ukraińskich zespołów, Bad Boys, długimi fragmentami zdecydowanie przeważał i spokojnie z gry mógł zaaplikować tuzin bramek. Zawsze jednak brakowało czegoś. W odróżnieniu od Inferno, które znów zrobiło kapitalną robotę, wpierw doprowadzając do serii rzutów karnych, a następnie sensacyjnie po Turze Ochota eliminując w nich Bad Boys UA z turnieju! Dla graczy Złych Chłopców odpadnięcie w takich okolicznościach musiało być dużym i ciężkim do przełknięcia rozczarowaniem. Taka bywa czasem piłka nożna.
Husaria Mokotów - Kordiał CHZB 2:2 (k. 1-3)
Starcie świetnie znających się drużyn z wieloletniej rywalizacji, która trwa już od przeszło siedmiu lat. Oba zespoły stoczyły ze sobą w przeszłości masę pojedynków, a rezultaty bywały różne, ale nigdy remisowe, za to zawsze obfite w bramki. Zważywszy że tu musieliśmy mieć rozstrzygnięcie wiadomym było, iż o remisie nie było mowy, nawet jeśli ten był po regulaminowym czasie gry. W samym spotkaniu mecz miał różne fazy. Raz do głosu dochodzili gracze CHZB, ale świetnie na refleks bronił w chaotycznych sytuacjach Wierzbicki, a raz przewagę przejmowała Husaria, która kilka razy stanęła oko w oko z byłym bramkarzem Gladiatorów Eternis Mańkiem. W klarownych sytuacjach to właśnie raczej team z Mokotowa miał lekką przewagę. Tym bardziej patrząc z ich perspektywy może boleć iż nie zdołali utrzymać promującego ich 2:1, jakie mieli na 3-4 minuty przed końcem spotkania. Przechodząc już do karnych: Husaria raz się pomyliła, w odróżnieniu Kordiału, który nie pomylił się ani razu, tym samym to zespół z Bielan mógł się cieszyć z awansu do strefy medalowej.
Lakoksy CF - Soccer Punch Wrocław 4:2
Ostatnią parę ćwierćfinałową stworzyły dwie świetnie grające piłką drużyny, ponadto świetnie zorganizowane, zarówno na boisku, jak i poza nim. Śmiało można rzec że wzory do naśladowania dla raczkujących teamów. Poprzednie mecze ekipy Krokodyli z Góry Kalwarii raczej polegały na trzymaniu linii obrony i na punktatorstwie. Rywal z Wrocławia miał jednak inny styl, w ich DNA było (oprócz jednego meczu z Wilanowem) raczej lecenie na wymianę ciosów z otwartą przyłbicą. I to właśnie ten styl przyświecał obu ekipom w walce o półfinał. Mimo iż styl teoretycznie bardziej pasował do Soccer Punch, to jednak CF Lakoksy lepiej odnalazły się (wszak krokodyl na obcych głębokich wodach zawsze dobrze się odnajdzie) w tym stylu i zadały o dwa ciosy więcej. Ciosy, które drugi z rzędu pozwoliły im wejść do strefy medalowej! Soccer Punch Wrocław mimo świetnych zawodów na tym etapie rozgrywek musiał się z nami pożegnać. Mimo to wielkie podziękowania dla nich za cały event, który w ich wykonaniu był lepiej, niż tylko dobry!

FAZA PUCHAROWA 1/2
EXPLO Team - Inferno Team 4:2
Idealny pokaz tego, kiedy rutyna, doświadczenie i spryt (EXPLO) spotyka się z kręciołkami, dobrze wyszkolonymi graczami, którzy swoją grę chcą opierać na indywidualnych popisach (Inferno). Dyskusja, co jest lepsze, co gorsze, trwa od początku istnienia dyscypliny. Czy lepsze są sztywne, utarte dla niektórych aż do przesady, może i nudne czasami schematy czy fantazja, która potrafi być bronią obusieczną? Ile osób, tyle opinii. W każdym razie tym razem wygrało doświadczenie i umiejętne zarządzenie mecze. EXPLO po strzeleniu bramek cofało się na swoją połowę, tam ustawiało formacje, 2-3 lub 3-2, w zależności od potrzeby chwili i jedynie przesuwało, wypychało, asekurowało się wzajemnie tworząc monolit, ścianę. Inferno chciało tę ścianę przekuć, przedziurawić, wbić się w nią, znaleźć lukę, w którą szłoby wstawić nogę, gdzie dałoby się przebić, może zdobyć bramkę. Próby były śmiałe, dobre, ale koniec końców przeważnie nieskuteczne. Zespół w białych trykotach napędzany tego dnia lewą nogą Skrzypy po profesorsku ogarnęła niedoświadczoną jeszcze na tym poziomie ekipę Inferno. Był to naprawdę ciekawy pojedynek pod kątem taktyki i pomysłu na piłkę dla adeptów gry Socca.
CF Lakoksy - Kordiał CHZB 2:0
Niemniej doświadczone ekipy równolegle grały drugi półfinał na boisku obok. O dziwo, jak na tak poukładane zespoły, długimi fragmentami dominował chaos i mieszanka różnych stylów. Ataków pozycyjnych, które kilkukrotnie spróbowało CHZB z rozgrywającym duetem mającym to we krwi, czyli Gizyński z Mańkiem. Granie z wysoko usytuowanym bramkarzem jednak nie przełożyło się na gole. Byliśmy też świadkami kilku akcji zaczepnych, prób dryblingów w środkowej strefie boiska czy kontrataków po błędach indywidualnych. Parę razy zespoły ratowali bramkarze, po stronie Lakoksów Czajka, po stronie Kordiału Mańk. Finalnie o wyniku przesądziły dwa rzuty rożne. I aż się nie chce wierzyć, że tak doświadczona ekipa, jaką jest CHZB, dała się dwa razy tak łatwo zaskoczyć Krokodylom z SFG. Sytuacje były analogiczne, złe ustawienie w szeregach teamu Miziura oraz raz na prosty wyblok, obiegnięcie Lakoksy CF zdobyły pierwszą bramkę, a następnie dwa, wynikającą z dezorganizacji w szykach obronnych CHZB. Nic by takiego nie miało miejsca, gdyby zespół z Bielan bronił strefowo, całą piątką w polu karnym. Tym samym taki, wydawać by się mogło detal, zadecydował, że to ekipa z Góry Kalwarii mogła cieszyć się pewnym medalem, zaś CHZB musiało jeszcze na niego zapracować w meczu o brąz. Czy to się udało? Lecimy dalej!
MECZ O BRĄZ
CHZB Kordiał - Inferno Team 3:1
Teoretycznie te ekipy powinny znać się na wylot. Nieraz ze sobą wszak rywalizowały, czy to w warszawskiej Playarenie czy w różnej maści turniejach. W praktyce owszem w CHZB mieliśmy stałe nazwiska (Grabowski, Chojnacki, Giżyński itd), natomiast dla CHZB za pewne Inferno miało totalnie inny, nowy skład. Czy udało się tym zaskoczyć zespół Kordiału? Jak widać po wyniku: nie. Złotym asem w talii prezesa Miziurkowskiego okazał się - mający dziś, tj. 26 marca urodziny - Maciek Chojnacki, który zaliczył dublet bramek. Finalny rezultat, czyli 3:1 dla Kordiału, musiał być ogromnym rozczarowaniem dla Inferno Team, które grało swój turniej życia. Tym razem jednak nie przyniósł on żadnej zdobyczy medalowej, a marnym pocieszeniem będzie to, że na 84 startujące zespoły udało się być wśród tych czterech najlepszych.
FINAŁ
EXPLO Team - CF Lakoksy 1:1 (k. 2:0)
Dla zespołu z Góry Kalwarii swoistego rodzaju Here We Go Again. Drugi rok z rzędu udało się bowiem dumnie wkroczyć w strefę medalową. Edycja numer dziesięć, w 2024 roku, przyniosła medal koloru brąz. Teraz srebro było minimum, które już wisiało na szyi Bartka Królaka i spółki. Ale kiedy wchodzisz do finału, to nie interesuje cię już nic innego, niż zgarnięcie pełnej puli. Ten wieczór już był fantastyczny dla zespołu Krokodyli, a mogło być jeszcze piękniej. Wystarczyło tylko i aż ograć niepokonaną tego dnia ekipę EXPLO Team. Zespół od lat występujący na najwyższych szczeblach rozgrywkach Ligi Fanów. Drużyna która przed nikim, a na pewno nie na tym turnieju, by się nie położyła, a wręcz przeciwnie. Ograć ich było misją karkołomną, niełatwą i - co czas pokazał - tego dnia niemożliwą. W Wielkim Finale widać było, że ciąży już presja stawki. Akcje były spokojne, przemyślane i dość asekuracyjne. Każdej ze stron udało się zaaplikować po sztuce, ale jak przed meczem nie mogliśmy przewidzieć, kto finalnie zgarnie złote medale, tak i po kwadransie gry, gdy sędzia gwizdnął po raz ostatni - nadal nic nie wiedzieliśmy. Rozstrzygnąć miała seria rzutów karnych. Dziesiąta tego dnia na obiektach AWF Warszawa. Pierwsza jednakże dla Lakoksów i druga dla EXPLO Team (w 1/8 wygrali po karnych 3:1 z FC Łowcami). I może to właśnie ta mała subtelna różnica sprawiła, iż gracze w białych trykotach wiedzieli jak już pochodzić do tych "jedenastek" (de facto "szóstek"?). Graczom z pierwszej ligi ewidentnie nieco za to splątało nogi, gdyż dwukrotnie nie wykorzystali swoich szans. W decydującym starciu mieliśmy pojedynek bramkarza turnieju Bartka Czajki z MVP turnieju Hubertem Skrzypczakiem, co było świetnym spuentowaniem turnieju. Gol Skrzypy oznaczałby koniec karnych i złoto dla EXPLO i... i tak też się stało. Strzał z jego klasycznej lewej nogi okazał się tym złotym dotknięciem, a radość menadżera/kapitana zespołu oddawała ducha ich nazwy, bo wręcz eksplodował z radości, co było dla nas pięknym obrazkiem! Gratulacje dla EXPLO, gratulacje dla Lakoksów, to było świetne widowisko, jesteście wielcy!
PODSUMOWANIE
To już jest koniec! Ponad 200 meczów rozegranych w minioną niedzielę przyniosło nam rozstrzygnięcie: na podium stanęli gracze EXPLO, Lakoksów i CHZB Kordiał. Podziękowanie dla wszystkich drużyn, które wzięły udział w tym wydarzeniu, dla organizatorów za sprawną pieczę, dla panów z gwizdkami za studzenie emocji oraz dla pana w Pandzie za rozgrzewanie trunkami i dobrą zapieksą! Widzimy się za rok podczas dwunastej edycji Pucharu Ligi Fanów, a z niektórymi już w ten weekend podczas ligowych zmagań! Do zobaczenia!












