reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga

ETERNIS & ZAKŁAD POGRZEBOWY E. W. WINNICCY VICEMISTRZEM POLSKI 2026!

Z początkiem września zeszłego roku ruszył sezon 2025/2026. Graliśmy bardzo długo, a do gry przystąpiło łącznie, w całej Polsce, kilka tysięcy drużyn zrzeszonych jednocześnie w Polskiej Federacji Socca. W ten weekend mieliśmy zwieńczenie oraz zamknięcie minionej kampanii. Wszystko już wiemy. Wśród tych kilku tysięcy drużyn z PSF6, które przystąpiło do gry tylko dwadzieścia znalazło się w wielkim finale i ostatecznej batalii o miano tej najlepszej drużyny Socca. Wśród tej dwudziestki, znalazło się aż dziewięć miejsc dla ekip z Ligi Fanów Warszawa oraz dwa dla zespołów z Ligi Fanów Łódź. Co się działo w tym najważniejszym dniu dla Socca w roku 2026? Zapraszamy na krótkie podsumowanie. 

Warszawska grupa śmierci? Czy tak to powinno wyglądać?

Można się zastanawiać czy ma sens, aby zespoły, które rywalizują ze sobą cały rok robiły to ponownie setki kilometrów od domu. Z jednej strony po to są ogólnopolskie konfrontacje, aby mierzyć się z innymi miastami, z drugiej strony rozumiemy organizatorów: zespołów z Warszawy było tyle, że nie szło tego podzielić tak, aby ktoś na siebie nie wpadł. Natomiast totalna dowolność losowania sprawiła, iż aż pięć na pięć zespołów z grupy D zostało przypisane drużynom z naszej warszawskiej Ligi Fanów. Tym samym możemy mówić o grupie śmierci, w której mieliśmy mistrza pierwszej dywizji, mistrza Ekstraklasy, mistrza drugiej dywizji, czwarty zespół Ekstraklasy oraz dwukrotnego uczestnika Socca Champions League. Taki układ niby gwarantował nam z urzędu, iż dwie ekipy warszawskie meldują się nam w czołowej ósemce, czytaj ćwierćfinale, ale nam było bardziej na rękę zagrać "all-in", gdyż wierzymy w siłę naszych drużyn i jesteśmy pewni, że mając inne miasta do rywalizacji mogłoby awansować do pucharowej więcej naszych zespołów. 

A jak rozlosowano grupy pozostałym zespołom Ligi Fanów? 

Wiemy już, że do jednej grupy D trafiły teamy Eternis Zakład Pogrzebowy Winniccy, FC Łowcy, Tanatos Husaria Mokotów, KSB Warszawa oraz FC Ternovitsia. A jaki los czekał kolejne Warszawskie i łódzkie drużyny? Grupa C to... kolejna warszawska grupa, gdyż trzy na pięć klubów było ze stolicy, z naszych rozgrywek. Był to drugi i trzeci zespół Ekstraklasy, czyli GWA Media Ochota oraz InPlus Warszawa i Sirius FC, czyli brązowy medalista pierwszej dywizji. Stawkę uzupełniały Dzikie Knury Ruda Śląska oraz Liga Dżentelmenow Olsztyn. Grupa B to Dzbany z łódzkiej Ekstraklasy Ligi Fanów, które pojedynkowały się z CPN United Raszyn, MTS Stawiguda, Master Drewienko oraz Team UA Toruń. Grupa A natomiast to Q-Ice, jako nasz reprezentant z Warszawy oraz EtPromo jako nasz reprezentant z Łodzi, do których dorzucone zostały następujące trzy drużyny: Bartist Toruń, PD Wildboars oraz Siedlecka Rzeźnia. 

Tym razem... rozczarowujące zmagania grupowe?

GRUPA A

Tak jak zawsze z dumą mówimy o sukcesach naszych, tak teraz trzeba powiedzieć sobie otwarcie: patrząc na liczbę drużyn z naszych rozgrywek tylko trzy grające dalej z jedenastu, to bardzo rozczarowujący wynik. Oczywiście – już po losowaniu wiedzieliśmy, że na sto procent cztery z jedenastu nie przejdą dalej, bo było to fizycznie niemożliwe (trzy z ostatniej grupy i jeden z przedostatniej). Mimo wszystko z pewnością mogliśmy liczyć w "grupie A" na awans chociaż jednego naszego przedstawiciela, bo sprawę komplikowała obecność Bartista Toruń, który w tym roku przyjechał w bardzo silnym, nawet jak na siebie, zestawieniu, co wydłużało drogę innym zespołom z pierwszej grupy do awansu. Natomiast wierzyliśmy, że albo Q-Ice Warszawa albo EtPromo Łódź awansują chociażby z drugiego. Niestety – brakło do tego dosłownie jednego punktu. Przynajmniej w przypadku "lodowatych". Q-Ice zdobyło bowiem tyle punktów, co drugie PD Wildboars Wrocław, ale jako że mecz bezpośredni przez stołecznych został przegrany, to Dziki ze Śląska otrzymały promocje do Fazy Pucharowej. Szkoda, bo naprawdę liczyliśmy na "czarnego konia" w postaci "lodowatych". ET Promo mimo że było losowane z bardzo silnego drugiego koszyka, to dostając chociażby z IV Q-Ice czy z I Bartist Toruń miało prze... przechlapane. W rzeczy samej, zasłużone dla szóstek Et Promo tego dnia było stać na cztery oczka, dzięki zwycięstwu nad ostatnią Rzeźnią oraz dzięki remisowi z PD Wildboars i to było na tyle...

GRUPA B

Tu zaledwie jeden jedyny reprezentant Ligi Fanów, który... ani razu nie przegrał... ale ani razu też nie wygrał... w efekcie czego zajął czwarte miejsce. Dzbany Łódź zrobiły coś niemożliwego do zrobienia: zremisowali cztery swoje grupowe mecze. Momentami tracąc wyjątkowo pechowo gole w dosłownie ostatnich akcjach meczu. Spokojnie przy innym ułożeniu gwiazd, zespół Spychalskiego było stać tego dnia na rzeczy wielkie. Niestety, wyszło, jak wyszło. Na małe, choć pewnie dość gorzkie pocieszenie: Dzbany Łódź w naszym rankingu dostają dwie nagrody. Pierwszą, za najbardziej polubowną, skorą do dzielenia się z oponentem punktami drużynę oraz – tu już całkiem na poważnie – za najlepszy sektor kibiców z gniazdowym Danym oraz elitą młodych ultrasów under 10 rok życia. Trzeźwy czy pijany? Dzbany, Danny, Dzbany!

GRUPA C 

Tu chyba musimy przyznać, iż niestety, z bólem serca, byliśmy świadkami największego rozczarowania. InPlus oraz GWA Media to były dwa nasze pewniaki. Teamy losowane z pierwszego i drugiego koszyka. Jasne, wiemy z jakimi problemami kadrowymi zdobywcy Ligi Mistrzów czy obrońcy tytułu Mistrza Polski, się zmagali. Ale mimo wszystko – chociażby dwa tygodnie temu eliminując piekielnie silnie Land Of Fire – mieliśmy prawo wierzyć. InPlus? Brązowy medalista Pucharu Polski sprzed tygodnia – chyba nie trzeba nic więcej dodawać?

Tymczasem jedni i drudzy dość szybko pożegnali się z turniejem. Wicemistrz z sezonu 2025/26 Ligi Fanów właściwie od razu zamknął sobie temat Fazy Pucharowej przegrywając 0:3 i remisując 3:3 – dodatkowo mając przed sobą mecze z Dzikimi Knurami oraz InPlusem. Team Janka Skotnickiego natomiast zmagania zaczął zgodnie z przewidywaniami pewnie pokonując rywala z Olsztyna 2:0. Następny mecz? Naprawdę dobry – twarda, męska i jakościowa gra – batalia finalnie nieznacznie, ale jednak przegrana 0:1 z Knurami. To się miało prawo przydarzyć. Z kolei kolejne spotkanie i przegrana aż 0:4 położyła całkowicie aspiracje medalowe. Jako że zarówno Ochota, jak i InPlus już przed starciem bezpośrednim wiedzieli, że jadą do domu po fazie grupowej wpadli na wspólny pomysł, aby w ostatnim grupowym meczu dać popis piłkarskiego  freestylea. Przewrotki (lub jej próby aka Włodek), piękne gole, nietuzinkowe rajdy podbijając sobie piłkę głową nad rywalami – ten mecz miał wszystko, czego... nie oczekiwaliśmy. Tym humorystycznym akcentem pożegnaliśmy dwie silne marki z tegoroczną edycją mistrzostw Polski.

Co jednak jest dramatem, pechem, rozczarowaniem – jak zwał tak zwał – jedynych, jest szczęściem drugich. Nieoczekiwanie (choć my się tego spodziewaliśmy znając siłę rażenia z piątego koszyka Sirius i Ternovitsii) "czarnym koniem" turnieju został zespół Sirius. Warszawski team do Wrocławia przyjechał w kapitalnym zestawieniu co momentalnie miało przełożenie na boisku. Grupa? Absolutna dominacja, której nikt nie miał prawa się spodziewać. Chyba nawet sami zawodnicy Sirius nie spodziewali się, że pójdzie aż tak łatwo. Komplet czterech zwycięstw oraz bilans goli 14-2! Prawdziwy pokaz siły! Spośród czterech grup Sirius jako jedyny zdobył komplet punktów nie mówiąc już o kosmicznym bilansie bramkowym. 

GRUPA D

Od grupy D de facto zaczęliśmy i na niej zakończymy. Tu mieliśmy bowiem rzecz niesłychaną. Nigdy wszak nie było tak, aby w jednym zestawie na finałach mistrzostw Polski grupę kompletował skład jednego miasta. Tym bardziej w pięciozespołowym składzie. Tym razem jednak tak się stało. Do jednego zestawienia wpadło dwóch faworytów turnieju: mistrz Ekstraklasy Ligi Fanów oraz mistrz pierwszej dywizji Ligi Fanów, czyli Eternis Zakład Pogrzebowy E.W. Winniccy i FC Łowcy. Do tego bardzo silne polskie projekty Husarii Mokotów oraz KSB Warszawa oraz ukraińska Ternovitsia, która w sezonie zasadniczym drugiej dywizji Ligi Fanów uzbierała niebotyczne 51 na 54 punktów! Zapowiadało nam to prawdziwą rzeź w walce o awans dalej i... i tak faktycznie było! Dowód? Zespół Ternovitsii z piątego koszyka nie przegrał ani z Eternis, ani z Łowcami porządnie tym samym mieszając w kotle. Dorzucając do tego zwycięstwo 2:1 z KSB Warszawa gracze żółto-niebieskich do końca byli w grze o promocje. Aby tak się stało musieli w ostatnim meczu ograć mokotowską Husarię. Zespół Hübnera co prawda wyglądał tego dnia bardzo dobrze, ale po porażkach 2:3 z Łowcami oraz 0:1 z Winnicckimi był już pozbawiony szans awansu, mimo wygranej 3:0 z KSB. Do meczu Husarii z Terno jeszcze wrócimy. Pewni swoich lokat natomiast byli gracze Łowców (pewne pierwsze miejsce) oraz KSB Warszawa, którym niestety tego dnia brakło paliwa w baku, aby uzyskać choć jeden – honorowy punkt. Trzeba oczywiście rozgrzeszyć ekipę Michała Tarczyńskiego. Raz że trafili oni do grupy śmierci, dwa że mieli na start dwóch kozaków, a trzy że skład był tego dnia dość wąski, bo ośmioosobowy, co nie pomagało. Tak czy siak dla zielonych ukłony za znalezienie się w elicie kraju w Socca w roku 2026, czyli w TOP20!

Przed ostatnim meczem trzy teamy nie mogły być jeszcze pewne swoich lokat. Przed ostatnim grupowym spotkaniem Husarii z Ternovitsią wyglądało to tak, iż Eternis miał 7 pkt., Ternovitsia 5 pkt., a Husaria 3 pkt. W przypadku wygranej Terno na ostatniej prostej Zakłady Pogrzebowe E.W. Winniccy pożegnaliby się z turniejem. Team z triem reprezentantów Polski Socca Cetlinem-Nowakowskim-Bieniasem musiał liczyć na solidarność... Zakładów Pogrzebowych. Mokotowska Husaria nie zawiodła jednak swoich kumpli już po pięciu minutach prowadząc 3:0. Kiedy wydawało się, że awans Eternis jest czymś pewnym czerwona kartka dla bramakrza Husarii mogła – i niemal była – momentem przełomowym. Nie dość, że zespół z Mokotowa grał przez sześć minut jednego zawodnika mniej, nie dość że do końca zawodnikiem z pola w bramce, to jeszcze od razu "dostali z tej akcji gola" – właściwie najgorszy możliwy scenariusz, jaki był dostępny – się ziścił. Ku uciesze jednak E.W. Husaria pokazała charakter i nie dała sobie wydrzeć zwycięstwa. Ternovitsia tego dnia pokazała świetny futbol, ich wejście w turniej było doprawdy kapitalne, ale w najważniejszym momencie czegoś zabrakło... Finalnie trzecie miejsce zajęła Husaria, czwarte Ternovitsia, a piąte KSB Warszawa. Łowcy i Eternis – zgodnie z założeniami – grały dalej. 

Gra o przejście do historii 

Spośród jedenastu naszych reprezentantów na arenie boju pozostało trzech. Niestety, ale wiedzieliśmy, że mając warszawsko-warszawski pojedynek, Sirius versus Eternis, ktoś będzie musiał pożegnać się z mistrzostwami tuż przed bramami szóstkowego edenu. Sirius tego dnia grał fe-no-me-na-lne zawody. Pech jednak polegał na tym, iż ich droga krzyżowała się z grupą śmierci. Mimo, iż w grupie to pierwszoligowiec Ligi Fanów wyglądał jak dream team, to i tak hegemon Socca Eternis był faworytem w boju o TOP4 w kraju. I miano to... potwierdził. Sirius natomiast znów pokazał to, co do południa: że jest tego dnia diabelnie silny. Prokop dwoił się i troił, aby wcisnąć gola na wagę dogrywki: nieskutecznie. Wielki kark niemniej wielkiego Dryńskiego zadecydował o tym, że to Zakłady Pogrzebowe znalazły się – znowu – w czubie polskiej piłki sześcioosobowej. Ten ekwilibrystyczny gol Michała wyeliminował Sirius i pozbawił dalszych złudzeń. Żarty o grzebaniu szans i tak dalej wyjątkowo odpuścimy. To już wszak było wałkowane ostatnio po wielokroć. 

Dla Siriusa? Przede wszystkim wielkie ukłony oraz słowa uznania. Na minimalną osłodę bilet na Socca Champions League na greckiej Krecie w październiku tego roku! Sirius pokazał klasę w grupie i... to dokładnie tak samo jak FC Łowcy tuż obok. Bo taki sam los spotkał predententa, jak Sirius. Liznęli tego piłkarskiego nieba, było ono na wyciągnięcie ręki, wydawało się wręcz, iż już w nim są, tymczasem z tej sielankowej, onirystycznej wręcz atmosfery brutalnie wybudziły ich Dzikie Knury, które sprawiły giga sensację eliminując głównego faworyta turnieju tuż przed strefą medalową wygrywając 4:2! Był to wielki szok dla całej szóstkowej społeczności, a dla Dzików moment, w którym uwierzyli że nie ma rzeczy niemożliwych. Oczywiście, uprzedzając fakty, finał jest najważniejszy, ale to pewnie ten ćwierćfinałowy bój będzie w głowach Knurów tym, który naprawdę pozwolił uwierzyć w złoto mistrzostw Polski. Czyli w coś, co faktycznie się spełniło, ale nim mecz finałowy...

Eternis na straży dobrego imienia Warszawy 

Jako że wyeliminowani tuż przed strefą medalową zostali zawodnicy FC Łowców oraz Sirius Warszawa stolica miała już tylko jednego przedstawiciela – Zakłady Pogrzebowe E.W. Winniccy. Sami zawodnicy tego klubu, jesteśmy pewni, że nam przyznają rację, kiedy powiemy, że dotychczasowa droga była... historyczną... ślizgawą. Powiedzieć, że "biali" tudzież "szarzy" lecieli na trybie eko, to jak nic nie powiedzieć. Niech poświadczy o tym chociażby bilans goli w grupie, który wyniósł... zero. Lepszy bilans miała trzecia Husaria, a czwarta Ternovitsia taki sam. Ale nie gole są najważniejsze, a te cyferki obok nich – punkty. Kiedy przychodziło do konkretów, Witold Winniccki wraz ze swoją zgrają do tematu podchodził wyjątkowo poważnie. Zostając w nomenklaturze Zakładów Pogrzebowych chciałoby się rzec, że wręcz śmiertelnie poważnie. Zostawmy to jednak – miało być bez takich. Jedyny naprawdę potężny cios, który tego dnia Eternis wyłapało na chwilę opuszczając gardę został zadany przez Łowców. 0:5 dla takiego kozaka, jak Eternis, cóż – nie przystoi. Konsekwencją tego był brak zależności, gdyż w tym momencie los Winnicckich został złożony w ręce Husarii. 

Ów los jednak łagodnie się uśmiechnął w stronę zdobywców Pucharu Polski 2026, skinął głową w geście aprobaty, przepuszczając potentata dalej, samemu co prawda przy tym jadąc do domu. Eternis nie zaprzepaściło otrzymanej szansy. 

W ćwierćfinale już byliśmy, tam 1:0 z Siriusem po golu Michała Dryńskiego. Bramce zdobytej... karkiem. Półfinał to już jednak inna para kaloszy. Naprzeciw kozaka z Warszawy, taki sam kozak tyle że z Torunia. Bartist to stały bywalec podium każdych mistrzostw Polski. Historycznie patrząc największy faworyt do medali. Dla niektórych fanów Socca zapewne był to "przedwczesny finał", który przyniósł nam oczekiwaną... nudę. Przynajmniej dla typowego kibica orlikowego grania – koneserzy tej dyscypliny natomiast mieli prawo być ukontentowani. Typowe suwanki i szukanie dziury w całym. Brak emocji dla postronnych? Do 19 minuty może, ale potem to już istne szaleństwo oraz potężny wpis do kroniki historii Socca. Główny architekt tego harmideru? Kacper Cetlin.

Złoty gol Kacpra Cetlina na wagę... srebra

Kiedy wydawało się, iż wyżej wspomniana "ślizgawa" w końcu odnalazła swój nieszczęśliwy koniec, drugie życie (a w zasadzie trzecie lub czwarte tego dnia) Eternisowi dał Kacper Cetlin zdobywając gola na wagę dogrywki równo z wyimaginowaną syreną końcową zdobywając ją z niemal zerowego kąta. 1:1 równa się dogrywka. 

A w niej? Absolutne cinema. Najdłuższa turbodogrywka w dziejach planety. Blisko kwadrans wykańczającej, momentami wręcz katorżniczej wojny o złotego gola. Schemat bardzo dobrze znany jeszcze z czasów ExC Ochoty. W obronie fenomenalny Krystian Nowakowski, a w ofensywie rok temu Janek Grzybowski, teraz zaś Kacper Cetlin. 

Od czasu do czasu z przodu swoich sił próbował także Mateusz Mazur, ale to właśnie Cet, uczestnik mistrzostw Europy w Albanii w końcu zdołał wbić ten złoty strzał między nogami świetnie broniącego tego dnia bramakrza Bartistu. To był prawdziwy rollercoaster, coś niesamowitego i coś – co patrząc z naszej perspektywy – jest najważniejsze: czyli krótki film grozy z upragnionym happyendem, szczęśliwym zakończeniem. Ekstaza lub oddech ulgi słyszalny nawet w Warszawie – wybierz jedno.

Po takiej piłkarskiej batalii szybko trzeba było resetować nie tylko nogi, ale i głowę. Przed graczami Eternisu czekało już albowiem creme dela creme – wielki finał. Do tańca i potężnych grzmotów dość nieoczekiwanie zaprosiła ekipa Dzikich Knurów. W przypadku Knurów, zaryzykujemy tezę, iż cięższy mecz odbył się w ćwierćfinale, aniżeli w półfinale. Teraz jednak drużyna z Rudy Śląskiej musiała wspiąć się na wyżyny. Dream team z Warszawy przyjechał z jasnym celem i właśnie znalazł się u progu jego spełnienia. 

Regulaminowy czas gry nie przyniósł rozstrzygnięcia. To miało nastąpić dopiero w Turbodogrywce. Znowu. I znów pierwsze dwie minuty dogrywki nie przyniosły przełamania. O wszystkim miało zadecydować sam na sam. Schemat? Świetnie znany. Broni Krystian Nowakowski, szef MONu (Ministerstwa Obrony Narodowej), atakuje natomiast czołowy snajper świata Socca – Kacper Cetlin. Cet dość szybko znalazł się w doskonałej okazji stając oko w oko z goalkeeperem rywala, ale tym razem bramakrz przeciwnika nie dał się pokonać. Co więcej, piłka tak niefortunnie się odbiła po interwencji, że od razu poszła akcja odwetowa. Kacper gonił swojego rywala ostatkiem sił, ale niestety dla nas i ku uciesze dużej społeczności Dzikich Glapka wpierw położył Mateusza Łysika, a następnie delikatną wcinką posłał piłkę nad rozpaczliwie interweniującym i wracającym do szyków obronnych Kacprem Cetlinem. Ten gol i ta akcja zadecydowała o losach mistrzowskich. Dzikie Knury zostały tym samym mistrzem Polski 2026 w Socca, czego swoją drogą im serdecznie gratulujemy, zaś nasz Eternis do zwycięstwa w Pucharze Polski dołożył wicemistrzostwo kraju. W finale brakło pary, co jest zrozumiałe po arcywalce z Bartistem, ale w naszych oczach złoci medaliści sprzed tygodnia oraz srebrni z tego i tak są największymi wygranymi ostatniego czasu. A przecież jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa... Ba! Oni dopiero co otworzyli tę wielką księgę zatytułowaną "Eternis Zakłady Pogrzebowe E.W. Winniccy" – następny rozdział? Podbój Europy. Będziemy tam, a wraz z nami wielką armia klubów z Ligi Fanów!

Facebook

Reklama

Tabela

Social Media

Youtube

Reklama