ALDACH 442 SPORT PUB ZWYCIĘZCĄ SOCCA ETERNIS CUP 2026!
Z początkiem września mieliśmy dwa wielkie powroty. Do szkół – w przypadku niektórych zawodników, oraz na boiska Warszawskiego AWF-u. Nawet jeśli ten comeback nie wszyscy będą ciepło wspominali, ze względu na osiągnięty wynik, to my tak czy siak jesteśmy szczęśliwi, iż znów mogliśmy spotkać się w ramach rozgrywek Ligi Fanów na Marymonckiej 34. Niektórzy okres wakacyjny spędzili brzuchem do góry, inni zostali vice mistrzem Polski, a jeszcze inni rozpaczliwie poszukiwali dawno temu utraconej formy. Jak im wszystkim poszło po powrocie na boisko? Kto zaskoczył, a kto rozczarował? Zapraszamy na krótką relację tekstową z zakończonego turnieju Socca Eternis CUP 2026.
Wyniki Turnieju
https://ligafanow.pl/puchar/wyniki live
Galeria zdjęć
https://ligafanow.pl/galeria/Eternis CUP 2026
GRUPA A
Patrzącprzez pryzmat minionego sezonu ligowego trzeba przyznać, że losy tej grupy nie miały większych zaskoczeń. Awans z grupy zespołu Eternis Zakłady Pogrzebowe Winnicy wydawał się bardziej, niż pewny, więc choć w sporcie różnie bywa, umówmy się jednak, że tutaj gra była o to, kto wraz z wicemistrzem Polski Socca 2026 awansuje do Fazy Pucharowej w duecie. Drugi zespół KSB Warszawa oraz powracający do regularniej gry (świetny okres letni i brązowe medale za II ligę) FK Almaz do końca pressowały mistrza czwartej dywizji Ligi Fanów z kampanii zasadniczej, ale koniec końców – o jeden punkt – udało się Hetmanowi zająć tę drugą lokatę, a co za tym idzie awansować dalej. Wszystko dzięki świetnej postawie w "meczu o wszystko". Almaz remisując z KSB II mógł liczyć na to, że mając równą liczbę punktów co Hetman (po osiem) wyprzedzi swojego rywala golami, kiedy Eternis wrzuci "dwójkę lub trójkę" swojemu ostatniemu rywalowi. Tak się jednak nie stało. Co więcej! Hetman nie tylko "nie przegrał wysoko" ale nawet zdołał urwać punkt, przez co nie trzeba było nawet liczyć goli. Zadecydowały punkty. Tym samym Hetman, który nie przegrał w grupie ani razu zasłużenie awansował dalej. Almaz i KSB II miały dużo dobrych momentów, ale finalnie ciut brakło. I Legion UA grupy nie oddał bez walki, co pozwoliło uzyskać mu solidne cztery oczka, natomiast troszkę gorzej wyglądało to w przypadku zamykających tabelę graczy YUG.BUD, którzy tym razem nie zdobyli choćby ani jednego oczka i musieli uznać wyższość grupowych rywali.
GRUPA B
Jeśliw sąsiednim zestawie mówiliśmy o tym, że nie było większych zaskoczeń i właściwie każda ekipa zajęła prognozowane jej miejsce, tak w grupie B... musimy powiedzieć to samo. Bezapelacyjnie predententami do awansu było QIce Warszawa Łukasza Mroza oraz FC Otama... wróć! Bad Boys Warszawa! QIce Warszawa nie przegrał ani razu, ale niespodziewanym remis w ramach trzeciej serii gier sprawił, iż to Lodowaci grali z Bad Boysami o pełną pulę – w przypadku remisu to ukraiński zespół wyszedłby z grupy z pierwszej lokaty. Do meczu z QIce bowiem zanotowało komplet czterech zwycięstw. Team w niebieskich strojach mimo małej wtopy i remisu 1:1 prezentował się o poranku jednak naprawdę fantastycznie i kiedy przyszła najważniejsza próba gracze Łukasza nie zawiedli swojego prezesa – wygrana 4:1 w tym najważniejszym i najbardziej elektryzującym meczu grupy B przez QIce sprawił, że to właśnie ta drużyna wygrała swój zestaw. Bad Boys z kolei kolejny raz wykonali kapitalną robotę, która z bilansem 4-0-1 pozwoliła im na dalszy udział w zabawie. W odróżnieniu od czwórki goniącej: w tym mini-peletonie najlepiej wypadł zespół UKS Huwdu zdobywając bardzo dobry wynik trzech zwycięstw i dwóch porażek, wiadomo z kim. Taki wynik z pewnością trzeba uznać za świetny rezultat. Podobnie FC Riwnya pokazałapazur, a w szczególności remisując z nowym potentatem szóstek drużyną QIce Warszawa 1:1! Już chociażby ten wynik obrazuje, iż z FCR będzie trzeba liczyć się w przyszłości – brawo! Ciut gorszy wynik uzyskały ekipy MOG City oraz Poprzeczka Giżycko, jedyna zdobycz punktowa któregoś z tych zespołów miała miejsce w meczu bezpośrednim. Wówczas ci pierwsi okazali się mocniejsi od przyjezdnych z Giżycka, którzy mimo usilnych starań tym razem musieli z Warszawy wyjechać bez choćby jednego zdobytego punktu. Dla MOG City tylko jeden mecz, ze zwycięzcą grupy, był poza zasięgiem – poza tym było dość obiecująco.

GRUPA C
Jedenzespół z tego zestawu wydawał się wyraźnie ponad stawkę. I w rzeczy samej. Łowcy Ochota mieli pewnie wygrać grupę i uczynili to w swoim, perfekcyjnym stylu. Tak gra jedna z najlepszych ekip w Polsce, ale także i w Europie. 23 strzelonych goli w pięciu meczach, zero straconych, komplet punktów. Panie – to masterclass. Teraz gra rozbijała się o to, kto za plecami Łowców powędruje dalej. Chętnych było pięcioro, ale miejsce – tylko jedno. Najpoważniejszy akces ku temu zgłosiły jednak trzy ekipy: Soberballers, FC Patriot oraz 1926. Finalnie, o jeden punkt, dzięki lepszemu meczowi bezpośredniemu, to ten ostatni team z wyżej wskazanego tria wywalczył awans. 1926 uzyskało co prawda tyle samo punktów – siedem – co FC Patriot, ale zwycięstwo 2:0 w meczu między tymi zespołami sprawiło, że to polski team zameldował się na miejscu premiującym awans. Patriot był blisko powtórzenia świetnego wyniku z SuperbetCUP, czyli awansu do Fazy Pucharowej, ale finalnie finalnie brakło. Soberballers do dwóch zwycięstw dołożyło dwie porażki i tak naprawdę w ich wypadku o wszystkim decydował ten piąty mecz. A jako że został on przegrany, to sześć oczek było zbyt niskim wynikiem, aby myśleć o awansie dalej. Ostatnie dwie pozycje zostały podzielone na Galacitos oraz bardzo doświadczoną Pajdę Chleba. Co nas bardzo cieszy oba zespoły zapunktowały i to nawet więcej, niż raz. Galacitos do zwycięstwa dołożyło remis, zaś starszy wyjadacze z Pajdy dwukrotnie, niejako dość altruistycznie, podzielili się z rywalem punktami. No ale pech polega na tym, że za altruizm nikt finalnie awansu do pucharowej nie daje. I trzeba wziąć sobie to do serca podczas następnego eventu!
GRUPA D
Jak w innych grupachmieliśmy po dwóch pewniaków i raczej nie więcej, tak tu – po raz pierwszy – sytuacja awansu wśród bukmacherów została mocno zagmatwana. Z dużą dozą prawdopodobieństwa mogliśmy zakładać, iż awansuje ktoś z tria Fakel, Ternovitsia lub CHZB. Doświadczone zespoły, wyjęte wprost z najlepszych szóstkowych salonów, paczki jakościowe, zgrane oraz uznane. Największe akcje na awans dawalibyśmy jednak uczestnikowi mistrzostw Polski Socca 2026 we Wrocławiu czyli FC Ternoviście. I z niemałym szokiem przyjęliśmy informacje o ich odpadnięciu już na etapie fazy grupowej! Pierwsze cztery mecze to trzy zwycięstwa oraz jedna porażka z Fakelem. Już jednak podczas tych pierwszych spotkań było widać, iż forma jest daleka od optymalnej. W świetny sposób wykorzystał to zespół Chłopców z Bielan. Kordiał co prawda pierwszy mecz przegrał i to z kretesem aż 0:4, ale tu trzeba zaznaczyć, iż do gry musiał wejść sam legendarny napastnik-pivot Tomek Miziurowski. Pech chciał, że był akurat po zapiekance u Pandy, co uniemożliwiło mu w pojedynkę zamknięcie spotkania z Fakelem. Na szczęście, kiedy dojechały już posiłki – tym razem te piłkarskie – CHZB złapało wiatr w żagle, wygrało trzy następne gierki, a w decydującej batalii ograło 3:1 Ternovitsię. To właśnie ta wygrana zespołów z Bielan dała promocje do Fazy Pucharowej. Miało to miejsce tuż za plecami paczki Ruslana, czyli Fakelu. Czarni przez grupę przeminęli błyskawicznie, jak burza! Fenomenalna gra oddała – raptem jeden gorszy mecz nie może przesłonić całości. Robota została wykonana w świetnym stylu! A tą jedną jedyną niespodzianką był team 21 Busters. Co prawda zespół ten nie wywalczył awansu dalej, ale ograć sam Fakel, to już jest piękna i godna podziwu sprawa. Do tego dołożone dwa kolejne zwycięstwa, które łącznie dały dziewięć oczek i dodatni bilans bramek. To była dobra niedziela dla tego zespołu i ciekaw jesteśmy, jak to będzie wyglądało w przyszłości. Niestety ciut gorzej to wyglądało w przypadku FC Gerbut i FC Iberia. Tym razem zapunktować udało się tylko między sobą, w starciu bezpośrednim dzieląc się punktami poprzez remis. Kolejne gierki to niestety po cztery porażki na łebka, ale tu jednak warto zaznaczyć, iż grupa była mocno wymagająca!

GRUPA E
Zadanie dla całego goniącego peletonu było iście szatańskie. Uragan wszak było jasne, iż awansuje i tylko katastrofa mogłaby im to odebrać. Dlatego pytanie pozostało jedynie, kto zajmie drugie – również premiowane awansem – miejsce. FSK Kolos w tym wyścigu, mimo krótszego stażu od reszty w naszych rozgrywkach, wydawał się w tym aspekcie faworytem. Uragan to już ta najwyższa z możliwych półek, o czym zresztą świadczy ich genialny bilans w fazie grupowej: 5 meczów, 5 zwycięstw, 10 goli na plusie. Natomiast FSK Kolos to ekipa aspirująca ku temu piłkarskiemu, szóstkowemu panteonu. I zespół w oliwkowych strojach potwierdził, iż ich śmiały akces zgłoszonych ku tym najlepszym, nie jest dziełem przypadku. Porażka w grupie? Jedynie na "dzień dobry" z faworyzowanym Uraganem. Następnie cztery zwycięstwa z rzędu i pewny awans dalej – klasa! Awans ten odbył się kosztem FC Comeback. ZespółKostii był jedynym, który rzucił wyzwanie wierchuszce. Trzy wygrane mecze z "dołem tabeli", a do tego dwie porażki z wiadomymi ekipami, dwukrotnie dwoma golami. Występ niebieskich był dobry, ale niestety tym razem nie na tyle, aby awansować. Drugoligowcy mieli jednak trudną drogę do awansu i niestety przypuszczenia te miały odzwierciedlenie w rzeczywistości. FC Alliance Next Generation, FC Everest oraz Dynamo Piaseczno z kolei urządziło między sobą festiwal remisów dzieląc się między sobą punktami tak wytrwale i aktywnie, jak opłatkiem w Boże Narodzenie. Efektem tego było to, iż żadna z powyższego tria ekip nie odniosła zwycięstwa, ale także i wstydu nie było, a punktować udało się więcej, aniżeli raz, co jest dobrym sygnałem wysłanym do nas tuż przed startem sezonu.
GRUPA F
Docieramydo jednej z największych sensacji pierwszego etapu turnieju. Zespół Tanatos Husaria Mokotów praktycznie nigdy (u nas jeszcze ani razu na jedenaście prób!) nie myli się na tym etapie eventu. Tym razem jednak dość sensacyjnie ekipa z Mokotowa zajęła trzecie miejsce, co pozbawiło jej szans na grę o cokolwiek więcej. Gracze Tomka Hübnera turniej zaczęli zgodnie z oczekiwaniami od dwóch pewnych zwycięstw 3:0 i 7:1, ale trzecia kolejka przyniosła strzelecką posuchę, a wynik 0:0 z Mistrzami Chaosu sprawił, iż w ekipie "białych" zapanował rzeczony chaos. Tym samym trzeba było wygrać jeden z dwóch ostatnich meczów. Pierwsza próba została chybiona, zespół SKTS strzelił jako pierwszy, ale Husaria zdołała jeszcze w dziesięciu podstawowych minutach doprowadzić do remisu. To oznaczało, iż w przypadku zwycięstwa w ostatnim meczu z Mejpolem Husaria rzutem na taśmę wykarskałaby się z tarapatów. Gracze z Ekstraklasy grali przy 0:0 ostatnie dwie minuty all-in z lotnym bramkarzem, ale tym razem taki zabieg nie oddał, w Mejpol jak wytrawny bokser wyczekał swój moment i strzałem przez całe boisko do pustej bramki posłał piłkę na wagę zwycięstwa 1:0. Tym samym Husaria z co prawda tylko jedną porażką na koncie, ale też i tylko dwoma zwycięstwami, musiała pożegnać się z naszą imprezą. Fakt ten kapitalnie wykorzystał duet ekip Mejpol, który przez całą grupę pokazał dużą klasę, czego efektem był komplet punktów oraz świetny bilans trzynastu goli na plusie, zaś tuż za ich plecami, sensacyjnie awans wywalczył młody zespół w różowych strojach. Dwa zwycięstwa na start, następnie remis i porażka z odpowiednio Husarią oraz Mejpolem sprawiło iż gracze SKTS musieli tylko wygrać ostatnie spotkanie z outsiderem grupy. Długo wydawało się, iż ciążąca na nich presją spęta im nogi, ale dosłownie w ostatniej minucie różowym udało się zdobyć zwycięską bramkę na 2:1 i tym samym awansować do Fazy Pucharowej. Z znakomitej strony pokazali się także Mistrzowie Chaosu, którzydo bezbramkowego remisu z Husarią dołożyli dwa pewne zwycięstwa z zamykającymi tabele ekipami InOutX oraz Momentum FC. W honorowym meczu o jedyne trzy oczka górą był InOut dzięki czemu udało się zakończyć rywalizację na piątej lokacie.

GRUPA G
To iż Manitas zgarnie pierwsze miejsce mogliśmy śmiało prognozować. Owszem patrząc całościowo i historycznie to zespół z Ochoty miał wyżej ulokowane akcje. Przeszłość jednak jak wiemy nie gra, a liczy się w sporcie tylko tu i teraz. Na ten moment Manitas to nowa, silna jakość na boiskach szóstkowych. Swoją wyższość gracze z pierwszej ligi udowodnili szybko zgarniać komplet piętnastu punktów w grupie. Dwa zacięte mecze oraz trzy pewnie wygrane spotkania okazały się kluczem do promocji dalej z pole-position. W ich cieniu do gry dalej zameldował się team przyjezdnych z Łodzi. Drakart Studio Tatuażu oprócz meczuz Manitasem (0:1) wygrał wszystkie cztery pozostałe spotkania – w tym 1:0 z Turem Ochotą, co czas pokazał, iż było kluczowym rezultatem – dzięki czemu zameldował się w najlepszej szesnastce imprezy. Turbo doświadczony TUR Ochota 1967 tym razem niestety musiał przełknąć gorzką gorycz odpadnięcia już na tak wczesnym, pierwszym etapie. Gra była obiecująca, ale porażki z Dakartem 0:1 oraz z Manitasem 1:3 zamknęły furtkę z napisem "Faza Play Off". Pozostałe trzy gierki Ekstraklasowicz co prawda wygrał, ale było to zbyt mało, ażeby awansować dalej. Ten sam los podzieliła trójka Dziki z Lasu II, PPKS Tornado oraz MWSP. Dziki co prawda pokazały jeszcze kawał dobrego futbolu, a ich mecze z dwoma zespołami, które wywalczyły awans zakończyły się rezultatami 2:3, co najlepiej świadczy o tym, iż nie została grupa oddana bez dobrej walki. Tym razem jednak ciut brakło. Tak samo jak dwóm ostatnim ekipom, spośród których to PPKS miał powody do minimalnego optymizmu choć raz zwyciężając w "meczu o honor".
GRUPA H
Szybkim susem przechodzimy do kolejnej grupy, przy której już przed jej startem wiedzieliśmy, iż może być wesoło. Na sześć zespołów każdy team cechował się walecznością, ambicją oraz jakością. Nie ulegało jednak najmniejszej wątpliwości, iż to jakość Ochoty Łowców oraz KSB Warszawa powinna być największa i w rzeczy samej – dostaliśmy tego dowód. Co prawda, jedyna predykcja wbrew przed turniejowym prgonozom była taka, iż to nie Ochota zwyciężyła grupę, a KSB. Obie ekipy w naszych oczach były faworytem tego zestawu, ale kolejność wydawała się, iż będzie odwrotna. Tymczasem ekipa Michała Tarczyńskiego już w grupie pokazała, iż tego dnia z ich strony będą się dziać rzeczy wielkie. Bilans czterech zwycięstw oraz jednego remisu w tak wymagającej grupie to powód do naprawdę dużej dumy z zespołu. Ochota Łowcy zebrała bardzo jakościową drugą paczkę i od razu były tego efekty. Jak bezbramkowy remis z KSB był jeszcze zrozumiały – nikt nie chciał się przesadnie odsłonić i liczyły oba zespoły, że wyprzedzą się nawzajem golami, tak nieoczekiwany podział punktów z Bengerem sprawił, iż mimo lepszego bilansu goli to Łowcy zajęli drugie miejsce. Mimo wszystko team Kamila Jurgi mógł być ukontentowany. W grupie nie przegrał ani razu i wyglądał lepiej, niż dobrze. Działo się też za plecami powyższej dwójki. Banger i Sinaola do końca starały się pressować czołówkę. Do tego stopnia, że gdyby złociści zdołali ograć Ochotę Łowców (było 0:0) w ostatnim meczu to mielibyśmy największą sensację grupy i wymiankę na ostatniej prostej. Tego gola na wagę awansu jednak zespołowi Franka Lisa brakło, a to ich skazało na trzecie – i tak bardzo dobre – miejsce. Sinaola natomiast turniej zakończyła z bilansem trzech porażek, dwóch zwycięstw oraz jednej niedokończonej (całe szczęście!) bójce w lesie. Czyli jak to bywa w przypadku tej paczki – działo się! Bez większej historii swoją obecność na evencie odznaczył zespół SO4, który do czterech porażek dołożył jedno skromne zwycięstwo 2:1 nad ostatnim Goliat Leoncin. Na całe szczęście i ten zespół zdołał ras zapunktować urywając punkty Bangerowi (1:1). Tym samym każdy w tej grupie otworzył swój bilans punktowy, co nas bardzo cieszy.

GRUPA I
Nie ma wątpliwości: grupa zdecydowanie największych zaskoczeń. Prognozy przedturniejowe? Walka między Ogień Bielany, FC Żbik i ETPromo Łódź o awans do dalszej fazy. Tymczasem sensacyjnie okazało się, iż te zespoły faktycznie walczyły między sobą, ale nieoczekiwanie o lokatę maksymalnie (a nie minimalnie) trzecią. Ta finalnie padła łupem ekstraklasowego Ognia Bielany, który udział w Eternis CUP zakończył z bilansem czterech zwycięstw oraz jednego remisu. Tuż za nimi uplasował się zespół czarno-czerwonych Żbików, który wygrał trzykrotnie, do tego dorzucił remis oraz dwie porażki. EtPromo Łódź? Chyba jedna z większych zaskoczeń turnieju – piąta lokata niebieskich mówi wszystko – a przecież mowa o finaliście mistrzostw Polski Socca 2026! No dobra, ale to kto w takim razie tak namieszał awansując kosztem tej trójki? Ano zrobili to gracze STR Wytrzeszcze oraz Dzików z Lasu. Oba teamyz takim samym bilansem 4-1-2 zajęły dwie pierwsze lokaty, ale to team z Łodzi, dzięki lepszej pozycji w małej tabelce uzyskał pierwszą lokatę. Warto tu dodać, iż mała tabelka miała miejsce z drużyną Janka Napiórkowskiego. W niej było tak, iż STR uzyskał cztery oczka, Dziki trzy, zaś Ogień jeden. Wśród tego całego zgiełku panującego u góry dwie ekipy u dołu RedBulls oraz Haramball zagrały jedynie między sobą, a jakiekolwiek zdobycze punktowe. Górą byli ci pierwsi zwyciężając 3:1.
GRUPA J
Patrząc na pierwsze fragmenty Aldachu 442 Sport PUB z Norbertem Jaszczakiem w składzie wcale nie było tak oczywiste, iż zespół z Krakowa uzyska komplet punktów w tym zestawie. Już pierwsza gierkę została wygrana duuuuużyn rusztem na taśmę z BS Zadymiarze, a rzeczony wyżej Jaszczak strzelił zwycięskiego gola na 2:1 niemalże w ostatniej akcji meczu. Cóż, zwycięzców jednak się nie sądzi, a ich ostateczne osiemnaście punktów, 6 na 6 zwycięstw oraz obraz bilans bramek plus piętnaście mówi sam przez się. Klasa. Tym samym rozpoczęła się ultrabatalia o drugą premiowaną awansem lokatę. Do walki o nią stanęły dwa pierwszoligowe zespoły Impuls UA oraz UEFA Mafia Ursynów i dość nieoczekiwanie zespół BS Zadymiarze, który zeszły sezon spędził w... czternastej dywizji. I jeszcze bardziej nieoczekiwanie to właśnie BS na mecz przed końcem było na pole-position. Wszystko chłopcy w białych trykotach mieli w swoich rękach, a będąc precyzyjnym, w swoich nogach. Wystarczyło tylko i aż ograć FC Kraken w ostatniej serii gier. Wszak zespół dowodzony z boiskach przez swojego lidera Dominika Zawiślaka wygrał z Impulsem 3:1 oraz zremisował z UEFĄ 1:1, co dawało im najlepsze perspektywy. Młody zespół nie wytrzymał jednak ciśnienia czego beneficjentem została ukraiński Impuls UA. UEFA swoje szanse na awans przegrała jak się okazuje w ostatniej gierce z ukraińskim zespołem przegrywając 0:1. Kraken grający w błękitnych strojach mimo odległej piątej lokaty pokazał się z bardzo dobrej strony strasząc czołówkę niejednokrotnie! Niestety tego samego nie możemy powiedzieć o duecie Joga Bonito oraz Warsaw Football Team. Bilans goli tych zespołów mówi wszystko – oba zespoły były niestety tylko tłem dla reszty grupy. Ale jak nie tym razem, to może następnym?

GRUPA K
Gdybyśmy przed turniejem mieli układać scenariusz jak najprawdopodobniej zakończą się zmagania w tym zestawie, nie pomylilbyśmy się o zbyt dużo. W naszych oczach to duo InPlus – Zielona był prognozowany do awansu. Tak się w rzeczy samej stało, a jedynym małym zdziwieniem był układ sił. Zielona Sebastiania Ignacaka w meczu bezpośrednim przejechała się po niebieskich wygrywając pewnie i bardzo przekonująco. Następnie jedynym małym zaskoczeniem było dopiero piąte miejsce Presleya Gnazidowego. Zespół, który przecież ma bardzo wysokie aspiracje musiał uznać wyższość nie tylko oczywistego duetu na przedzie, ale także Panów z Rejonu, co było największym zaskoczeniem na plus oraz Galaktycznego Patrolu, który w naszych przedturniejowych predykcjach zająłby właśnie to miejsce, które finalnie... zajął. Zespół Kuby Siodra wykonał bardzo dobrą robotę czterokrotnie zwyciężając oraz dwukrotnie ulegając wiadomej dwójce. Jak najlepszą robotę – bez dwóch zdań – wykonał zespół Zielona i Przyjaciele zgarniając komplet osiemnastu oczek tak naprzeciwległym biegunie znalazł się duet Noxaro FC oraz Legijna Ferajna, który łącznie, na jedenaście prób, nie zdołał wygrać ani razu. W przypadku tych pierwszych zakończyło się na dwóch remisach, co należy uszanować, zaś w przypadku drugich na jednym remisie, co cieszy, iż obyło się bez zera dopisanego do konta zespołu.
GRUPA L
I szybciutko przechodzimy do ostatniej grupy. Tu – tym bardziej patrząc na kadrowe problemy Electrico Work – wydawało się, że przyjezdni z Wrocławia mogą mieć kłopoty z awansem. Błąd. Nawet wąska siedmioosobowa kadra wystarczyła. Wszak na końcu liczy się jakość. A tej zespołowi grającemu w czarnych trykotach nie zabrakło. Co więcej, Electrico Work wykonało kawał kapitalnej roboty wygrywając w swojej grupie wszystko, co się dało! Był to jeden z najlepszych występów wszystkich zespołów tego dnia w fazie grupowej. Więcej spodziewaliśmy się przede wszystkim po FC Kebavicie, która finalnie zajęła czwartą lokatę. Szkoda, bo zespół Buraka Cana pokazał przez lato, że wszedł na dobry kurs. Niestety – nie tym razem. Siedem na osiemnaście punktów to za mało, jak na aspiracje czerwonych. Między Kebavitą a Electrico wcisnęło się ukraińskie Sirius, co dla nikogo nie powinno być niespodzianką. Biali to wszak jeden z najsilniejszych zespołów w ostatnim czasie na warszawskiej screenie Socca. Tym razem ukraiński team, ćwierćfinalista mistrzostw Polski potwierdził swoją klasę ulegając tylko raz w meczu na szczycie Electrico Work 2:3. Tak czy siak występ Sirius znów był kapitalny i pełen podziwu. Największe zaskoczenie to trzecie miejsce FC Furia, które co prawda awansu nie dało, ale dziesięć oczek w tak wymagającym zestawieniu oddaje szacunek. To dobry prognostyk na przyszłość – brawo! Złociści Vlada Voronova nawet jeśli nie mięli swojego nagalowego składu to i tak sądziliśmy, iż będą w stanie nieco bardziej namieszać. Cztery oczka Rockn Roll II to trochę później aspiracji drugoligowca. Ale może w ich przypadku wszystko, co najlepsze, dopiero ma nadejść? Abakus Loro i Ostatnia Kropla niestety podzieliły los RnR okupując dno grupowej tabeli. Lekki pozytywny akcent oddał ten pierwszy z zespołów raz wygrywając raz remisując, następnie Kropla konsekwentnie, jak to zaznaczyła w swojej nazwie, utożsamiła się z Ostatnim miejscem. To też jest jakaś sztuka tak świetnie przewidywać przyszłość. Żarty żartami, ale jesteśmy pewni, iż ten zespół czeka jeszcze wiele dobrego, a najwidoczniej ten zestaw przeciwników był aktualnie lekko ponad siły tego teamu.

FAZA PUCHAROWA 1/8 FINAŁU
Eternis Zakład Pogrzebowy E.W. Winniccy – Drakkart Studio Tatuażu 2:0
Czy można było trafić gorzej, patrząc z perspektywy przyjezdnych z Łodzi? Cóż, w teorii z dwa, może trzy inne typy, parowania, byłyby równie niefortunne, co to, ale umówmy się, że kaliber gracza Drakkartowi wylosował się właściwe najgorszy z możliwych. I na nic poszła dobra prezencja w fazie grupowej, kiedy naprzeciw Studia Tatuażu stanął zdobywca Pucharu Polski 2026 oraz srebrny medalista mistrzostw Polski. Eternis to ścisły top nie tylko w kraju, ale i Europie. W sumie czemu by nie powiedzieć, że i na świecie w tej odmianie piłki nożnej? Drakkart natomiast starał się, jak mógł, dał z siebie tyle, ile fabryka dała, ale nie z Winnicckimi te numery. Liczna jak to mają w zwyczaju brygada Witolda stanęła na wysokości zadania i zameldowała się w TOP8 turniej tym samym żegnając łodzian z turniejem.
FC Fakel – FC Impuls UA 3:0
Fakel z jednej strony porządnie się rozgrzał mając w grupie Ternovitsię oraz CHZB, ale z drugiej strony po tylu godzinach przerwy trzeba było poczuć boisko na nowo. W teorii z tym problemu nie powinni mieć gracze Bogdana, którzy dopiero co zakończyli zmagania grupowe, rywalizując w dodatku w bardzo trudnej i wymagającej grupie. Tyle w teorii, bo jak widać praktyka pokazała zupełnie co innego. Mimo iż Impuls to paczka klasowa, ograna, silna i doświadczona, to forma w jakiej aktualnie się znajdują jest najwidoczniej gorsza, niż kondycja Fakelu. Zespół Ruslana zdaje się mieć ostatnio znakomity czas, widać to nie tylko na boisku, ale i chociażby śledząc ich media społecznościowe, które tętnią życiem. Przechodząc już do samego meczu – cóż – wynik mówi wszystko. Impuls był dobry, ale Fakel jeszcze lepszy. Tyle w temacie.
Q-Ice Warszawa – Ochota Łowcy 1:1 (3:1k.)
Z jednej stronyuprzedzając fakty żaden z tych zespołów nie dostał się ostatecznie do strefy medalowej. Z drugiej jednak strony: nie skłamiemy, kiedy powiemy, iż mieliśmy przedsmak wielkiego finału w tym pojedynku. Naprzeciw siebie stanęli kozacy oraz giganci tej dyscypliny. Obecnie dwie najszybciej i najprężniej się rozwijające ekipy szóstek zagrały naprzeciw siebie stosunkowo szybko. Stało się tak za sprawą... Ochoty, która przegrała z KSB wyścig o pierwsze miejsce w grupie. Tym samym wiadomym było, iż jakaś tuza pożegna się z eventem już na etapie 1/8. Sam mecz potwierdził, iż powyższe słowa nie były na wyrost: poziom gierki był momentami na najwyższym możliwym pułapie. Mnóstwo jakości w obu szeregach, gra oparta na małych detalach, gdzie jeden błąd mógł zadecydować o dalszych losach. Finalnie obie ekipy dały sobie w podstawowym czasie gry po razie, więc o wszystkim musiały zadecydować rzuty karne. Tę próbę nerwów lepiej znieśli zawodnicy Łukasz Mroza, tym samym awansując do ćwierćfinału pożegnali Ochotę Łowców Kamila i Aleksa.
Uragan – InPlus 3:0
Zespół formalnych gospodarzy tego spotkania prezentował się tego dnia wybornie, czego niestety nie można było powiedzieć o ekipie gości. Team Janka Skotnickiego owszem wyszedł z grupy, ale ich gra nie była tak brylantowa, jak już w przeszłości zdążyli nas do tego przyzwyczaić. Uragan natomiast odwrotnie. Tego dnia był piekielnie silny, kadra choć wąska była bardzo jakościowa. Mecz od początku przebiegał pod dyktando ukraińskiego predententa i tylko jakaś boska opatrzność sprawiła, iż piłka nie chciała wpaść do bramki strzeżonej przez bramkarza InPlusu. Ów szczęście jednak wieczność nie trwała, a kiedy Uragan napoczął rywala to szybko wrzucił drugą i trzecią sztukę. Na pochwałę zasługuje przede wszystkim piękny gol Michała Drabika w same widły z dystansu.

Łowcy Ochota – FC Dziki z Lasu 4:0
Dziki dostały od losu niejako drugą szansę. Sęk w tym, iż owszem wpierw w pełni ją wykorzystały awansując dość nieoczekiwanie z grupy, natomiast fortel polegał na tym, że w walce o ćwierćfinały trzeba było podjąć jednego z faworytów turnieju Łowcy Ochotę. W składzie między innymi Borys Ostapenko, Vitalii Hajduczko czy Wojciech Trochim. Kawał ekipy. I i tej jakości Dziki błyskawicznie się przekonały dostając dość szybko pierwszą, drugą, trzecią i na domiar złego czwartą sztukę – tak czy siak sam występ w grupie sprawił, iż dzień ten Dziki mogły uznać za udany. Łowcy – patrząc z perspektywy Dzików – to aktualnie nie ten level, a różnica klas była widoczna gołym okiem.
Mejpol – Sirius 0:3
Zespół nominalnych gospodarzyz jednej strony mógł nieco oszczędzić siły w fazie grupowej gdyż ich grupa nie była zbyt wymagająca. Z drugiej strony sprawiło to, iż biali najwidoczniej nie byli wystarczająco dogrzani, co błyskawicznie wykorzystał zespół Sirius szybko wyjaśniając kwestię awansu do następnej fazy. Goście tego spotkania to jeden z najlepszych teamów w stolicy, a ćwierćfinał mistrzostw Polski Socca 2026 do czegoś zobowiązuje. Mejpol starał się jak mógł, ale ich szklany sufit wisiał właśnie tu – może gdyby w 1/8 przyszło grać z kimś innym? Kto wie? Tym razem pozostanie już to jedynie w kwestii gdybologii.
Manitas Konserwacja Podwozia – Hetman FC 3:0
Nie było sensacjiManitas to zespół aspirujący do miana topowego. Takie mecze jak ten o TOP8 tak dużej imprezy musi wygrywać. Hetman to zdolny zespół, który w zeszłym sezonie w czwartej dywizji Ligi Fanów nie miał sobie równych. Tu jednak przeskok jest gigantyczny. I choć samej gry było o wiele mniej to i tak gracze Hetmana odczuli na własnej skórze, że Manitas jest obecnie zespołem z innego pułapu, orbitując w innym rewirze. Tak czy siak słowa uznania dla Hetmana za fazę grupową oraz próbę nawiązania walki z pierwszoligowcem, ale rezultat mówi wszystko: gospodarze byli o klasę wyżej od gości, co udowodnili wynikiem. Dla Hetmana jednak takie mecze są świetnym poligonem doświadczalnym, który możliwe iż w przyszłości zaprocentuje.
KSB Warszawa – Bad Boys Warszawa 2:2 (3:1k.)
To spotkanie, jak zresztą niemal każdy mecz KSB Warszawa na tym turnieju, miał swoją dramaturgię, emocje i nagłe zwroty akcji. Wpierw na prowadzenie wyszli gracze w zielonych strojach. Na nie bramką odpowiedzieli goście, a chwilę później zdołali po indywidualnym błędzie lidera KSB Maćka Grabickiego wyjść na prowadzenie 2:1. Wydawało się, że KSB jest już poza burtą turnieju. Do końca pozostawały sekundy, a szybki obronne Otamanów były tak dobrze zastawione, iż wydawało się, że nie ma szans, aby jakaś piłka przedarła się przez tę kapitalną obronę Bad Boysów. Wtem jednak Dima Kaszuba postanowił sprawdzić czy aby na pewno się nie da, a jego torpeda powietrze-ziemia nie dała szans goalkeeperowi rywal. Uskrzydleni gracze KSB Warszawa poszli za ciosem i pewnie zwyciezyli serię "jedenastek".

Aldach 442 Sport PUB – CHZB Kordiał 3:0
Gracze Chłopców z Bielan tego dnia mieli mocne zawirowania praktycznie zd wszystkim. Do tego stopnia, iż w pierwszych meczach fazy grupowej grać musiał sam prezes Miziurkowski. Nie bez kłopotów, ale Kordiał awansował do Fazy Pucharowej. Pech jednak chciał, iż od razu do rywalizacji dostał głównego faworyta turnieju. Do czasu CHZB skutecznie stawiało opór Aldachowi, ale kiedy w końcu 442 Sport PUB znalazł "mysią dziurę" bramki sypnęły się taśmowo. A wiadomo, że jak gole, to i w centrum boiskowych wydarzeń musiał być Norbert Jaszczak. Ekipa Chłopców z Bielan nim wzbiła się potężnie w powietrze już musiała się pożegnać z imprezą. Wstydu jednak z całą pewnością nie było.
Zielona i Przyjaciele – FSK Kolos 2:4
Fantastyczną robotę w fazie grupowej uczynił zespół gospodarzy. Gracze tacy jak Ignacak, Szałek, Bogucki czy Skowron, których mieliśmy prawo kojarzyć z występów w barwach Husarii Mokotów mają w swoich szeregach dużo polotu, fantazji oraz piłkarskiej bajerki. Kiedy złapią swoje flow trudno ich sprowadzić na ziemię. Sprawy się jednak komplikują, kiedy nim nastanie wysoki przelot ktoś ich jeszcze złapie na ziemi. Tak było w przypadku FSK Kolos, które gra bardziej zachowawczą, konkretną i pragmatyczną piłkę. Mniej zabawy, więcej focusu. I choć Zielona do meczu z Kolosem wygrała sześć na sześć spotkań, tak ich pierwsza porażka na naszym evencie od razu przekreśliła ich szanse na cokolwiek więcej tego dnia.
STR Wytrzeszcze – 1926 3:2
Oba zespoły miały prawo odczuć oddech ulgi. Z zestawu gdzie można było wylosować między innymi Eternis, Aldach, Łowcy czy inne ekipy z szóstkowego topu taki zestaw pary powodował, iż oba zespoły realnie mogły myśleć o znalezieniu się w TOP8 imprezy. Wyżej w naszych oczach stały akcje STR albowiem to właśnie ten zespół wygrał bardzo wymagającą grupę wyprzedzając na przykład Ogień Bielany czy ETPromo Łódź. W spotkaniu, co zresztą widać po końcowym wyniku, nie brakowało emocji aż do ostatnich sekund tej batalii. Finalnie wygrany mógł być tylko jeden, a był nim zespół Wytrzeszcza. 1926 musieliśmy na tym etapie zmagań podziękować za udział – to i tak był solidny dzień w wykonaniu tego teamu.
Electrico Work – SKTS 2:1
I podobny casus, jak wyżej. Spośród palety hegemonów, liderów, potentatów i tak dalej oba zespoły mogły odetchnąć nieco z ulgą. Los mógł zeswatać z Łowcami, Uraganem, Eternisem, Aldachem i wieloma innymi tuzami. Zestawatał jednak dwa zespoły, które mogły mieć nadzieję aż do końca. Co prawda to oczywiście Electrico Work było bezsprzecznym faworytem tego meczu. Natomiast gracze w różowych koszulkach nie chcieli oddać eventu bez walki. Wzmocnieni duetem zawodników z Husarii Mokotów przystąpili do równorzędnej walki, a o finalnym być albo nie być zadecydował dość kuriozalny błąd pod bramką SKTSu. Mimo wszystko samo nawiązanie walki przez zespół gości, debiutujący w naszych rozgrywkach, trzeba uznać za świetny i zaskakujący wynik.

FAZA PUCHAROWA 1/4 FINAŁU
Eternis Zakład Pogrzebowy E.W. Winniccy – FC Fakel 5:2
Wśród turniejowej stawki pozostało już jedynie osiem najlepszych z najlepszych. Wiadomym było, iż na tym etapie nie uświadczy się już słabych drużyn. Nie było wyjątku w meczu ćwierćfinałowym rozgrywanym na boisku A. Eternis, raz jeszcze to z dumą podkreślimy, złoty medalista Pucharu Polski oraz srebrny mistrzostw Polski Socca podejmował będący w kapitalnym czasie ukraiński FC Fakel Ruslana. W derbach czarnych trykotów nie brakowało emocji, spięć, ani kontrowersyjnych sytuacji – po jednej z nich obóz gości miał bardzo duże roszczenia względem organizatorów, czyli nas oraz sędziów. Nie było jednak zmiany decyzji, a Fakel – już czysto po piłkarsku – musiał uznać wyższość Zakładu Pogrzebowego E.W. Winnickich. Był to jednak mecz godny wejście do elity imprezy, a zespół Ruslana tak czy siak sprawił bardzo dobre, mocne wrażenie.
QIce Warszawa – Uragan 0:1
W pewnym momencie cała licznie zgromadzona dookoła boiska publika była przekonana, iż o dalszym być albo nie być, zadecydują rzuty karne. Zespół Łukasza Mroza, który końcówkę grał w niedowadze, jednego mniej, wydawało się że najgorsze ma już za sobą. To jednak nadeszło chwilę później. Ciut przed końcowym gwizdkiem zawodnik reprezentujący na co dzień barwy Victorii Sulejówek Ilya wpierw świetnie zgasił zawisinkę po przekątnej, a następnie silnym a"la plasowanym strzałem po dlugim słupku nie dał szans bezradnemu przy tej sytuacji Wołodymyrowi. QIce po tym potężny ciosie w samej końcówce nie zdołało się odkuć. Niemniej uspokajamy obóz gospodarzy: okazja do wielkiego rewanżu powinna nadejść już niebawem, kiedy oba zespoły zmierzą się ze sobą w ramach którejś z kolejek pierwszej dywizji Ligi Fanów.
Łowcy Ochota – Sirius 3:2
To był świetny, niezwykle zacięty i na najwyższym poziomie piłkarski spektakl. Obie ekipy pokazały, iż doskonale rozumieją, o co chodzi w tej grze. Długimi fragmentami oba obozy testowały swoją czujność, nieco usypiając obronne szyki rywali, aby potem dokonać błyskawicznego zrywu. Mecz mimo, iż był dość mocno taktyczny i zamknięty, to obfitował w aż pięć goli, co na tak krótkim dystansie, było niemałym zaskoczeniem. Tym samym my, postronni o obserwatorzy, mogliśmy oglądać piękną wymianę ciosów w iście bombowym stylu. Z tego chaosu boiskowej wojny, kiedy kurz już na dobre osiadł, zwycięski okazał się zespół gospodarzy. Nie przyszło to bez trudu, ale najważniejszy był końcowy efekt – zwycięstwo oraz zameldowanie się w półfinale imprezy. Dla Siriusa niestety był to koniec piękniej przygody tego dnia.

Manitas Konserwacja Podwozia – KSB Warszawa 0:1
Manitas do tego meczu był bezbłędny. Każde dotychczasowe spotkanie obracał na własną korzyść. W walce o ćwierćfinały zespół z pierwszej ligi nie musiał nawet włączać turbo, gdyż rywal ku temu przesadnie nie zmusił. Teraz jednak trzeba było szybko wbijać na najwyższe obroty, zachowując pełen focus i powagę. KSB Warszawa podczas Eternis CUP czuje się wyśmienicie i chłopaki z Bródna mają patent na tę imprezę. Co prawda w samym meczu długo zanosiło się na to, iż finalnie mimo klarownych okazji spotkanie zakonczy się bezbramkowym remisem, ale wtem – w dosłownie ostatniej sekundzie spotkania – gola na wagę awansu do półfinałów zdobył Jędrek Strzegocki. Radość zawodników Michała Tarczyńskiego? Szalona oraz zwariowana. KSB Warszawa znów stanęło u progu piłkarskiego eternisowego edenu. Manitas? Mimo kapitalnej roboty do tej pory, do ćwierćfinału, jednak nie teraz.
Aldach 442 Sport PUB – FSK Kolos 3:1
Kolosw ostatnim czasie robi świetną robotę. Zespół ten zawitał do nas po raz pierwszy na początku wakacji. Odkąd są, wiemy, iż możemy na nich liczyć pod kątem poziomu piłkarskiego, że mamy do czynienia z bardzo jakościową paczką, która orbituje blisko Ternovitsii. Kolos latem nie przegrał ani razu, a Eternis CUP miał być pierwszym sprawdzianem ciut wyżej. Z grupy udało się awansować z drugiego miejsca, a mecz 1/8 z Zieloną i Przyjaciele był naprawdę popisem jakości ze strony Kolosa. I tak jak do tego momentu to FSK rozdawało karty tak tym razem przy stole z podpisem "o półfinały" znalazł się jednak możniejszy, lepszy i silniejszy gracz. Aldach to level wyżej – Kolos pokazał się z dobrej strony – ale na tę chwilę to jeszcze nie ten poziom.
STR Wytrzeszcze – Electrico Work 2:1
Stawka tego meczu była ogromna, a szansa – kto wie – czy nie jedna na sto. Tak się ułożyła drabinka, iż do tego momentu udało się uniknąć wszystkich z absolutnego topu. Ci gdzieś tam trafiali na siebie we wcześniejszych fazach i się eliminowali nawzajem (przykład QIce versus Łowcy), a STR oraz Electrico Work gdzieś tam bokiem sobie czmychnęło wykorzystując szansę, którą dostali. Teraz, w tym jednym meczu, gra toczyła się o to, aby znaleźć się w TOP6 ekip imprezy, co byłoby fenomenalnym wynikiem, bo oznaczałoby, iż w pokonanym polu zostawiło się ponad 70 ekip! Już teraz lot, na tym pułapie, był mocno wysoki, a wygrywając ten mecz STR wzbiło się jeszcze wyżej, zaś Electrico Work dało z siebie ile mogło, grając już bez zmian (kontuzja kapitana pivota) mocno siadło na rywala w ostatnich minutach meczu, ale Wytrzeszcze wytrzymało presję i dowieźli swoją misję do końca.

FAZA PUCHAROWA. PÓŁFINAŁ
Eternis Zakład Pogrzebowy E.W. Winniccy – Uragan 1:1 (3:2k.)
To byłnaprawdę fenomenalny mecz godny finałowego. Jakość gospodarzy jest niepowtarzalna, ale tym bardziej słowa podziwu dla gości, którzy czysto piłkarsko, w tym konkretnym starciu, byli naszym zdaniem o... dwie klasy lepsi. Limit szczęścia, tudzież ogrom pecha długo nie chciał odpuścić jednych, jak i drugich. Dla Eternisu ta fura szczęścia był jednakowoż jak najbardziej na rękę. Po przepięknym golu Krystiana Nowakowskiego, który wrzucił rywala na typową dla siebie karuzelę, przekładankę (długi susy kończące się markowaniem strzału) długo Zakład Pogrzebowy bronił swojego 1:0, a momentami bronił wręcz dość rozpaczliwie. Świetnie szyki obronne Eternisu pojedynczymi zrywami próbował rozszarpywać zawodnik grający z numerem dziewięć. I kiedy wydawało się, że zdobywca Pucharu Polski 2026 Socca dobrnie bezpiecznie do linii brzegu Uragan zasłużenie wyrównał. O wszystkim zdecydować miały karne. A w nich jak zawsze swoje show uskuteczniał Michał Subczyński, ale to ostatecznie stary wyga Mateusz Łysik, obronił decydujący karny Michała Drabika, który miał – jak nie on – weekend niestrzelonych rzutów karnych. Mimo odpadnięcia Uragan pokazał że sama jakość czasem wystarczy, aby porządnie namieszać.
Łowcy Ochota – KSB Warszawa 1:1 (4:5k.)
Murawa na sektorzeA momentami wręcz płonęła od dymów, jakie mogliśmy tam obserwować kiedy naprzeciw siebie okładały się Eternisy z Uraganem. Ale wcale nie gorzej było na sektorze B. Odwracałeś się, a tam kolejna naparzanka bez trzymanki. Pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy KSB Warszawa, co było małą niespodzianką. Z drugiej strony już w fazie grupowej, kiedy zieloni podejmowali Ochotę Łowcy (a nie... Łowcy Ochotę) to w finalnym rozrachunku udało się ich wyprzedzić, więc czemu historia miałaby nie zatoczyć koła? I długo wydawało się, że tak właśnie będzie. KSB broniło się długo i cierpliwie, jednakże szturm Łowców był już na tyle duży, iż w pewnym momencie – na chwilę przed końcem – ukraiński team doprowadził do wyrównania. Oznaczało to jedno: rzuty karne. A w nich prawdziwa, długa i emocjonująca batalia. Batalia, która miała jednego, największego i najważniejszego jej bohatera. A był nim Damian Pawlak, bramkarz KSB, który kilkukrotnie był bliski wyciągnięcia karnego, ale koniec końców dopiął swego, dzięki czemu posłał KSB Warszawa, drugi rok z rzędu, do wielkiego finału.
Aldach 442 Sport PUB – STR Wytrzeszcze 3:0
Jak dwa pierwsze półfinały były turbo wyrównane i to do tego stopnia, że o wyłonieniu zwycięzcy miały decydować rzuty karne, tak tu – w parze numer trzy – rozstrzał umiejętności był aż nadto widoczny. Oczywiście, samo dotarcie przez STR Wytrzeszcze do tego etapu było piękną oraz godną podziwu historią. Do meczu z Aldachem, STR podejmowało zespół 1926 oraz Electrico Work Wrocław. Patrząc na dostępną pulę rywali trzeba przyznać, iż los tego dnia był wyjątkowo łaskawy. Drugie to ów szansę wykorzystać, a zespół z Łodzi to zrobił, za co im chwała. Natomiast tu mamy nieodparte wrażenie, iż dobrnęli gracze przyjezdnych do fajnalbosa, którego nie szło strącić z piedestału. Jasne, kręcić i wierzgać można było, były próby, ale koniec końców, co jakość to jakość, a Pub Sport 442 to zbyt wytrawny gracz, aby mógł odpaść na chwilę przed linią mety. Full focus, jeszcze większe podkręcenie koncentracji, a następnie kąsanie, zajęcie odpowiedniej pozycji i powolne pozbawianie szans rywala jakichkolwiek resztek nadziei kolejnymi golami. STR Wytrzeszcze znalazło się finalnie wśród sześciu najlepszych ekip z ponad 70, jakich było w stawce. To był fenomenalny turniej w ich wykonaniu i warto się tego trzymać do końca. Mamy nadzieję, że ten team będzie dobrze wspominał nasz turniej. Natomiast Aldach? Dla nich impreza dopiero się rozpoczyna, kiedy dla większości kończy... i tak też było i tym razem...

FINAŁY
Eternis Zakład Pogrzebowy E.W. Winniccy – KSB Warszawa 0:1
Roktemu KSB napisało piękną i – mimo wszystko – mocno nieoczekiwaną historię. Nie minął rok, a zespół z Bródna postanowił powtórzyć tamto dokonanie znów awansując do finałów. Eternis KSBCUP trwał od ósmej rano, a znalezienie się na placu boju o tej porze znaczyło niemniej tyle, iż w pokonamy polu zostało pokonanych dziesiątki głodnych sukcesów ekip. Ekipa Tarczyńskiego nie chciała jednak poprzestać na samym TOP3. Rok temu udało się porządnie zamieszać wyprzedzając Stawigudę i choć tym razem zestaw finałowego tria był lepszy KSB nie chciało obniżyć progu przelotu. I choć nikt się nie spodziewał, iż Zakład Pogrzebowy E.W. Winniccy nie tyle może przegrać, co nawet zremisować. A tu taka historia... Vlad Rakhmail po strzale Pawlaka trącił piłkę na tyle, iż ta zaskoczyła bezradnego Łysika. Następnie, sam bramkarz Eternisu, zaczął grać w swoim stylu, czytaj turbo wysoko, trzykrotnie będąc bliski zdobycia bramki niemal z połowy boiska. Dodatkowo Eternis z każdą kolejną minutą zaczął przeprowadzać coraz bardziej huraganowe ataki. Ich mnogość oraz kombinacja była kapitalna, ale finalnie mimo wielu doskonałych szans żadna nie zakończyła się golem. Wielką zasługa była w tym Pawlaka, bramkarza KSB, który bronił niemożliwe do obrony piłki. Sensacja stała się faktem, a Eternis wielki finał rozpoczął od porażki! Złoty gol Rakhmaila ostatecznie zadecydował. A to postawiło Zakład Pogrzebowy pod ścianą – ale wieko od trumny nadal pozostawało otwarte – jakoby możliwe było nagłe zmartwychwstanie odkręcając sytuację zwycięstwem nad Aldachem: czy doszło to do skutku?
Eternis Zakład Pogrzebowy E.W. Winniccy – Aldach 442 Sport PUB 2:3
Był moment, kiedy Michał Dryński zdobył bramkę na 1:0, że faktycznie wizja comebacku nabrała realnych kształtów. Do czasu. Aldach napędzany czwórkami Jaszczaka stosunkowo szybko zdobył bramkę na 1:1, a następnie na 1:2. Taki układ oznaczał, że mecz o złote medale mógł się rozstrzygnąć tylko między 442 Sport PUB a KSB Warszawa. Eternis to jednak zbyt klasowa ekipa, aby odpuścić. Walczyli, co było oczywiste, do samego końca. Świetnie od tyłu piłkę rozgrywał duet szczególnie Bienias-Łysik, co przy wysokim pressingu ekipy z Krakowa pozwalało ominąć najwyższej ustawioną linię Aldachu. Mimo, iż kilka razy miało prawo to obejście pierwszej linii pressingowej przynieść bramkę dla Eternisu, tak się jednak nie stało. Do czasu. Temperatura spotkania wzrosła jeszcze bardziej, kiedy popularny Fejm Dryński ukąsił po raz drugi, a rezultat 2:2 sprawiał, iż nadzieję w obozie Winnicckich mogły buchnąć na nowo. Jedna bramka dla Eternisu i nagle realne byłoby nawet złoto, ale wówczas sporo byłoby leczenia i kto wie, czy nie dodatkowa seria rzutów karnych. W każdym razie to już nieistotne. Eternis próbował próbował, ale to Aldach znów za sprawą Jaszczaka przeprowadził finalną zabójczą kombinacje, która posłała Eternis na deski. Trio kadrowiczów Stanecki-Jaszczak-Elsner tym razem było górą nad drugim triem orłów Hirscha Cetlin-Nowakowski-Bienias. Ten mecz był kolejnym topowym i piekielnie dobrym meczem szóstek, a zebrana dookoła publika nie miała prawa do narzekań. Czy taki sam poziom emocji towarzyszył nam i w ostatnim meczu?
KSB Warszawa – Aldach 442 Sport PUB 0:3
A odpowiadając na powyżej postawione pytanie – w skrócie – jak najbardziej. Co prawda finalny wynik może sugerować, co innego, ale prawda jest taka, iż długo było "na żyletki". Obie ekipy ograły Eternis jedną bramką, ale to Aldach, w myśl zasady o promowaniu ofensywnego stylu gry, byłby przy remisie zwycięzcą, albowiem wygranie 3:2 jest wyceniane wyżej, aniżeli 1:0. Z drugiej strony KSB już na tym etapie wiedziało, iż niżej niż drugie miejsce nie zejdą, co odbierało kawał presji. Misja była już całkowicie lub niemal całkowicie spełniona, a piękna historia kolejny raz napisana. Przechodząc już do samego meczu to Aldach zdecydowanie przejmował inicjatywę, a żadne punktatorstwo oraz trzymanie wirtualnej pierwszej lokaty nie wchodziło w grę. W końcu jedno z takich zamieszań pod bramką Pawlaka przyniosło zasłużoną bramkę dla 442 Sport PUB, co znacząco skomplikowało sytuację KSB. W dodatku kiedy trzeba to Jaszczak schodzi pod Staneckiego i panowie w takim swoim wyczekiwaniu jednego pressującego są bezbłędni. Był więc taki moment, iż dosłownie wszyscy zawodnicy stanęli w bezruchu i wyczekiwali na siebie nawzajem. W końcu jednak Piotrek Grabicki oraz całe KSB musiało choć trochę zaryzykować. I w tym całe clue szóstek: podejmujesz ryzyko licz się z jego konsekwencjami. A kiedy naprzeciw siebie masz takich fachowców jak Stanecki, Elsner czy Jaszczak wyrok potrafi przyjść błyskawicznie. I tak się właśnie stało. Zieloni musieli się, kolokwialnie mówiąc rozpruć, wyjść wyżej, a to było wodą na młyn. Rachunek za otworzenie się? Srogi. 0:3 i po zabawie. Mimo wszystko KSB Warszawa ma prawo ponownie być z siebie dumne, a Aldach tego dnia był dosłownie bezbłędny (11 meczów 11 zwycięstw), nieomylny i po prostu zdecydowanie najlepszy. Złote medale zawisły tam, gdzie miały i był to werdykt jak najbardziej sprawiedliwy. To jednak dopiero początek, miejmy nadzieję długiej i usłanej pucharami drogi Aldachu.
A my byliśmy świadkami narodzin tego nowego projektu właśnie na boiskach AWF Warszawa.

PODSUMOWANIE
W finałowych fazach trzeba przyznać, że przede wszystkim obroniła się pierwsza liga z ubiegłej kampanii Ligi Fanów Warszawa. KSB Warszawa, Łowcy, Inferno Team, Lakoksy, a na upartego do tego grona można też podpiąć Zieloną, w której dużo zawodnikach grało w Husarii Mokotów. Jeśli ktoś rok temu mógł podważać siłę tamtej ligi, to teraz powinien przestać. Jak widać teamy z tamtego sezonu świetnie odnajdują się w życiu po jej zakończeniu. Stawkę na czołowych lokatach uzupełniły przyjezdne Mas Bud i EtPromo odpowiednio ze Stawigudy i Łodzi. Dużą niespodzianką z pewnością jest odpadnięcie dość wczesne (jak na nich) duetu Gladiatorzy Eternis – ExC Mobile Ochota – te zespoły w przeszłości przyzwyczaiły nas do czegoś zupełnie innego. Piątą edycję Eternis CUP możemy uznać za jak najbardziej udaną, mieliśmy masę uczestników byłej i tej która tuż za rogiem Ligi Mistrzów Socca (m.in. Knury, Gladiatorzy, MasBud, EtPromo, KSB, Impuls, ExC), mieliśmy też aktualnego mistrza Polski i zdobywcę Pucharu Polski Socca (ExC Mobile Ochota), aktualnego mistrza Ligi Fanów (Gladiatorów), czołowe ekipy z kraju oraz kilka dobrze rokujących. Dużo jakości, sporo fajnych, wyrównanych meczów, które rozstrzygały się dopiero w rzutach karnych. Dla pasjonatów tej dyscypliny z pewnością był to smakowity kąsek zaserwowany tuż przed samym daniem głównym, a więc sezonem zasadniczym 2025/26, który już tuż tuż!
Klasyfikacja turnieju:
1. Miejsce: ALDACH 442 SPORT PUB
2. Miejsce: KSB WARSZAWA
3. Miejsce: ETERNIS & ZAKŁAD POGRZEBOWY E.W.WINNICCY
Nagrody indywidualne:
Najlepszy bramkarz: Damian Pawlak (KSB Warszawa)
Najlepszy zawodnik: Norbert Jaszczak (Aldach 442 Sport Pub)










